-
Z pamiętnika niedzielnego turysty
Wątek ten jest kontynuacją wątku "Polemika o wędrówce w pojedynkę" - http://forum.bieszczady.info.pl/show...pojedynk%C4%99 , jednakże postanowiłam ową polemikę rozdzielić na bieszczadzką i pozabieszczadzką, by pasowały do odpowiednich działów tematycznych.
Całość można przeczytać też tutaj: http://wadera55.republika.pl/ania.html
-
10 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Czarnorzecko - Strzyżowski Park Krajobrazowy
24/25 maja 2014
http://wadera55.republika.pl/czarnor...rnorzecko.html
Z pamiętnika niedzielnego turysty - skąd takie określenie? Mianowicie często w niedzielę można spotkać mnie w górach, więc jakżeby można określić mnie inaczej, jak zwyczajnie niedzielnym turystą? Propaguję wymierający już rodzaj pieszej turystyki plecakowo - namiotowej. Często nieodłącznym akcesorium moich wędrówek jest 27-letni namiot, który dostałam od kolegi, Wojtka P., wspaniałego podróżnika.
Relacja ta będzie różniła się od poprzednich tym, że jest pisana na bieżąco podczas wędrówki. Nigdzie mi się nie śpieszy, nastawiona jestem nie na pokonywanie kilometrów, lecz na odpoczynek na łonie przyrody. Nie tak ważnym znów jest miejsce noclegu, ponieważ taszczę namiot. Jednakże wstępnie wyznaczyłam miejsce noclegowe, 14 km w poziomie stąd.
Dokładnie tydzień temu uczyłam się poprawnie wymawiać jakże trudną w artykulacji nazwę Czarnorzecko - Strzyżowskiego Parku Krajobrazowego. Przejeżdżając obok, zachwyciłam się nim i już wtedy wiedziałam, gdzie poniosą mnie nogi na kolejny weekend.
Autobusem dojechałam do Wiśniowej. Podążyłam miedzą przez łąki i pola w kierunku Wisłoka. Zapach wsi, zapach siana wypełnił do reszty moje nozdrza. Rozpoczęłam wędrówkę do przeszłości. Przypomniały mi się dziecięce lata, gdy pracowaliśmy w polu. Przypomniała mi się stara działka, na której mieliśmy warzywa, maliny, agrest. Nowa działka nie pachnie tak, jak poprzednia. Przeszłam przez uroczo huśtający się na wszystkie strony most.
Załącznik 34588 Załącznik 34589
Weszłam do lasu. Wilgotna ziemia i wysoka temperatura sprawiły, że zapach ziemi był bardzo intensywny. Takiego zapachu nigdy nie czułam w Bieszczadach. To był zapach mojego domu rozumianego w szerokim pojęciu. To był zapach Isp, łąki położonej nad Sanem, gdzie pomagaliśmy starszej ciotce w polu i zawsze mawialiśmy, że jedziemy "na Ispy". To był też zapach Puszczy Sandomierskiej, do której jeździłam z ojcem na jagody i grzyby.
Załącznik 34590
Jest tu pełno muszek i komarów, dokładnie tak, jak nad Sanem, nad moim Sanem. Idzie się całkiem przyjemnie. Na Piaskowej Górze wychodnie skałek, na które się wdrapuję. Sesja zdjęciowa z kapelusikiem, który odtąd będę zabierać na wędrówki.
Załącznik 34591 Załącznik 34593 Załącznik 34592 Załącznik 34594 Załącznik 34595 Załącznik 34596
Zobaczyłam niewielkie drzewo, na które miałam nieodpartą chęć wdrapania się. Tak to już jest, że łatwo się wchodzi, problem tkwi w tym, jak zeń zejść. Doszłam do drogi leśnej. Od tej pory czasem spoglądam na mapę, bo wydaje mi się, że gubię szlak. Okazuje się, że go wcale nie gubię, tylko oznakowanie jest rzadsze. Doszłam do otwartej ambony bez okien - dziwna, nie mam pojęcia co stąd można by obserwować, ponieważ z każdej strony jest gęsty las. W środku puszki po napojach. Trzykrotnie natknęłam się na intensywny, brzydki zapach, pewnie zwierząt ale nic nie słychać. Ślady saren. Chciałabym spotkać dziki.
Załącznik 34597
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
fajne ! ...i dzięki za fotkę w kapelusiku !
-
3 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Siedzę teraz na szczycie 490. Niedaleko słyszę dwie ścinki.
Niech to piorun trzaśnie! Zgubiłam szlak ale to nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że schodzę do wsi! Wolałabym sobie jeszcze pochasać górkami! Nie podobała mi się ta ścieżka, nie ze względu na brak kresek na drzewach ale jest za bardzo cywilizowana. To wszystko przez rowerzystów! Minęłam jednych a za chwilę drugich w przeciwnym kierunku. Zajęli moją uwagę pozwalając, bym odpuściła sobie trzymanie się wyznaczonego kierunku. Pozostaje mi teraz albo wracać się sporo pod górę do szlaku lub rozpocząć chaszczowanko, jednak wtedy musiałabym zejść do jaru i wdrapać się na grzbiet, który widzę po lewej. Sporo musiałam odbić...
Kolega Bartek pyta, czy nie gorąco mi, bo w mieście straszny upał. Nie jest źle, dobrze, że wybrałam się do lasu. Wybieram zabawę - idę w jar, choć w zasadzie nie mam pewności, czy tamte pagórki to te, którymi miałam iść. Jednak właściwie dużego pola do popisu tu nie ma, więc powinno być dobrze.
Kurde, przedarłam się przez drzewa i gdy tak patrzę na stromy jar i grzbiet, jakim powinnam iść, to myślę, że zdrowo by mnie powaliło, gdybym miałam doń schodzić i wchodzić od nowa! Jakaś paranoja! Przecież to są pagórki a w tym miejscu czuję się, jakbym była w górach. Wracam do rozwidlenia.
Po 15 minutach doszłam do szlaku i zgłupiałam. Nie było rzadnych rozwidleń, więc to oznacza, że dobrze szłam? A te pagórki po lewej to niby co? Minęłam kolajnych rowerzystów.
Gdy przeglądałam mapę, jeden do mnie zagadnął. Wytłumaczył mi, że właśnie minutę stąd było mało widoczne rozwidlenie ale szlak tam jest ukryty. Oznacza to, że wszystko zaczęło mi się zgadzać! Jest tak, jak myślałam na początku!
Wyszłam na szlak. Zgubiłam go faktycznie tam, gdzie byli pierwsi rowerzyści a rozwidlenie jest takie, że go praktycznie nie widać. Dobrze obstawiałam też, że jest to góra Czarnówka. Idę znów bardzo przyjemną ścieżką leśną, zamiast tą cywilizowaną autostradą dla rowerzystów. Przynajmniej było ciekawie. Spojrzałam na grzbiet po prawej, jakim pół godziny temu szłam. Wydawał mi się on daleko. Jako, że na zdjęciu grzbiet jest słabo widoczny, wspomogłam się niezastąpionym programem - Paint. Strzałka wskazuje miejsce, gdzie omyłkowo byłam.
Załącznik 34598
Zobaczyłam małą sarenkę. Spała 3 metry ode mnie. Ujrzałam ją, gdy się zerwała gwałtownie, co mnie dosyć mocno przestraszyło. Jest tu ładnie i miło. Dobrze, że nie zeszłam wtedy do wsi.
Idąc, zauważyłam, że szlak niespodziewanie odbił od ścieżki w krzaki. Podążyłam więc za nim. Nagle ujrzałam chabry, wiele chabrów. Pomyślałam od razu, że chabry niegdyś sadzono w miejscu kapliczek, cmentarzy ale tu w lesie nie widziałam żadnego cmentarza. Nagle wśród krzaków ujrzałam grób. Był sporo przysłonięty, obrośnięty dookoła. Bardzo mnie poruszył, tak samo, jak obecność tych pięknych kwiatów. 1942 rok, policja niemiecka i ukraińska dokonała tu strasznych mordów. Wymienione zostały nazwiska zabitych. Postanowiłam trochę wyplewić miejsce nagrobku. Wśród zarośli znalazłam wiele wieńców i zniczy, co świadczy o pamięci mieszkańców. Gdy skończyłam, poczułam kroplę na dłoni. Najpierw jedną, za chwilę wiele. Zerwał się niemalże dwuminutowy, letni deszcz. Niesamowita chwila metafizyki.
Załącznik 34599 Załącznik 34600
-
9 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Schodząc powoli ku wsi, zobaczyłam stary cmentarz. Będąc w trakcie lektury "Brusno, (nie)istnienie w kamieniu" od tej pory inaczej patrzę na nagrobki. Kilka nagrobków pisanych cyrylicą. Jeden wręcz idealnie wpisuje się w schemat bruśnieńskich kamieniarzy - cokół w formie golgoty, krzyż kamienny na kształt drzewa, na którym splątane są liście i inskrypcja w kształcie zwoju papieru. Zaczęło mocno grzmieć.
Załącznik 34603 Załącznik 34604 Załącznik 34605 Załącznik 34606 Załącznik 34607 Załącznik 34608 Załącznik 34609 Załącznik 34610 Załącznik 34611
-
9 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Spośród drzew wyłoniła się nieśmiało piękna kopuła cerkwi. Podążyłam więc w jej kierunku.
Załącznik 34612 Załącznik 34613
Trafiłam akurat na moment, gdy cerkiew była sprzątana, zatem mogłam wejść do środka. Urzekły mnie piękne polichromia na suficie i nad prezbiterium. Ikonostas też dosyć ciekawy, ułożony na kształt półokręgów. Nad diakońskimi wrotami po prawej św. Paraksewa, po lewej oczywiście św. Mikołaj. Cerkiew jest orientowana, zbudowana na kształt krzyża. Murowana cerkiew zrobiła na mnie wrażenie!
Załącznik 34614 Załącznik 34615 Załącznik 34616 Załącznik 34617 Załącznik 34618 Załącznik 34619 Załącznik 34620
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
...wnętrze imponujące... to chyba R.....k ....jak jadę w Bieszczady, to zawsze gdzieś tam zbaczam z trasy... mniej, lub więcej, ale rzadko mam okazję zrobienia zdjęć wnętrz...
-
9 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Będąc jeszcze w środku znów usłyszałam mocne grzmienie. "Nie ma na co czekać! Jeszcze kawałek drogi przede mną, trzeba przejść całą wieś, wejść do lasu i rozbić namiot zanim zacznie padać", pomyślałam. Grzmiało i grzmiało, mimo, że niebo nad wsią było piękne a chmur niewiele. Grzmiało gdzieś za górami. Gdy wyszłam z cerkwi, usłyszałam potok górski. Miałam nieodpartą chęć umycia się w nim, jednak grzmoty oddalały moje pragnienia. Po kilkudziesięciu metrach znów go usłyszałam. Zaryzykowałam. Schodząc przez zarośla, uniosłam ręce do góry, zaplótłszy je z tyłu głowy, jak to robią rewidowani przez policję. Taka postawa miała uchronić mnie częściowo od pokrzyw. Zeszłam do strumyka. Myjąc się pokrzywa połaskotała mnie po jednym boczku, za chwilę po drugim. Poczułam się bosko.
We wsi zauważyłam wiele pięknych widoków. Nie spodziewałam się, że zastanę tu taką piękną wioskę.
Załącznik 34622 Załącznik 34623 Załącznik 34624 Załącznik 34625
Rozglądałam się na wszystkie strony, próbując utrwalić te sielskie widoki.
Załącznik 34626 Załącznik 34627
Patrzcie jak tu pięknie!
Załącznik 34628
Zaczęłam bawić się w fotografowanie siebie za pomocą cienia, słońce chyliło się ku zachodowi. Udałam się na leniwe łąki, skąd ciągnął się szlak do lasu.
Załącznik 34629 Załącznik 34630
-
10 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Oto ostatnie zdjęcie Jimi przed wejściem do lasu.
Załącznik 34631 Załącznik 34632
Po kilkunasu minutach doszłam do rozległej łąki leśnej, która mocno podkusiła mnie, by to tu rozłożyć namiot. Jednak stanowczość w postanowieniu w spaniu w lesie wzięła górę. Ukryłam na chwilę plecak i odbiłam, by odnaleźć cmentarzyk z I wojny. Lokalizacja jego wydawała się dosyć łatwa do namierzenia, jednak w praktyce trudno było cokolwiek znaleźć. Chaszcze bywały wyższe ode mnie (wtedy zawracałam), standardowo do pasa. Pełno pokrzyw, które łaskotały mnie nawet przez spodnie dżinsowe. Trudności w przedzieraniu się nie stanęły na przeszkodzie, bym obeszła cały teren. Szłam oczywiście w pozycji rewizji osobistej, czyli z dłońmi zaplecionymi z tyłu głowy. Jako, że teren wyglądał jak jedno wielkie skupisko pokrzyw i malinisk, niczego nie znalazłam.
Załącznik 34633 Załącznik 34634
Udałam się na górę do łąki, gdzie zostawiłam plecak. Ruszyłam dalej w las. Niedaleko doszłam do rozgałęzienia, gdzie szlak szedł prawą stroną, ja zaś udałam się na lewo, na ścieżkę prowadzącą na oznakowane pole walk z I wojny. Tu zauważyłam płaski teren, idealny pod namiot. Rozkładając się, usłyszałam chrapliwe szczekanie kozła. Czas udokumentować rozłożenie namiotu pod wieczór w lesie.
Załącznik 34635 Załącznik 34636
W środku nocy zbudziło mnie owo głośne szczekanie. Rano obudziłam się cudownie wypoczęta i wyśmienicie wyspana. Taki widok z namiotu rankiem to marzenie.
Załącznik 34640 Załącznik 34637 Załącznik 34638 Załącznik 34639
Właśnie dokańczam notatki i ruszam dalej na miejsce walk zaznaczone na mapie, choć w zasadzie swoją rozpiętością sięgało i tutaj. Z wodą kiepsko. Właśnie wyczerpałam ostatnie zapasy. Deszczu do tej pory żadnego nie było.
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
fajny masz ten namiot, nie iglowy :)
-
10 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Doszłam do zaznaczonych szabelek na mapie. W zasadzie widać, że stacjonowały tu wojska, jest w lesie mnóstwo lini okopów. Napełniłam wodę. Chwilę później napotkałam na bardzo miły paśnik z czystym miejscem w środku, idealne miejsce do spania na kolejny raz. Co chwilę słyszę quady. Spotkałam turystów.
Doszłam do cmentarza wojskowego. Krzyż z tej samej serii, co na Chryszczatej.
Załącznik 34641 Załącznik 34642
Dalej nie udałam się na szczyt ale chciałam pooglądać tereny walk. Poszłam więc inną ścieżką. W dodatku ze szczytu usłyszałam ludzi, więc wolałam darować sobie te cyrki. Chcę jeszcze chwilę poczuć ciszę lasu. Doszłam do wielu skał, dziwne, że nie ma ich zaznaczonych na mapie. Zbliża się południe. Wyciągnęłam mapę, by zastanowić się co robić dalej. Początkowo na dziś planowałam przejść drugi nieoznakowany grzbiet. Jest tam kilka ciekawych punktów. Jednak stwierdziłam, że na dziś mam już dość wrażeń, zostawię go na kolejny raz. Zjadłam drugie śniadanie i ogarnęła mnie senność. Stwierdziłam, że tu na skałach mam dobre, zaciszne miejsce. Mogłabym już wracać do miasta ale po co? Nawet tu, gdy wyjdę na polankę ogarnia mnie straszny upał, co dopiero w mieście. Teraz zaś w lesie jest cień, czuję wręcz lekki chłód. Założyłam koszulę i udałam się na godzinną drzemkę na skałce.
Załącznik 34643
Ruszyłam dalej. Jeszcze kilka zabaw z cieniem.
Załącznik 34644 Załącznik 34645 Załącznik 34646 Załącznik 34647
Zmierzając ku wsi, wyłoniły się w oddali ruiny zamku. Udając się na poszukiwanie sklepu, podeszłam pod sam zamek. Jednak to, co się działo we wsi zdecydowanie zniechęcało mnie do oględzin. Do tego upał sakramencki, ludzie szukają choćby metrowego cienia a pomyśleć, że jeszcze czterdzieści minut temu było mi chłodno w lesie... lepiej było z niego nie wychodzić wcale.
Załącznik 34648 Załącznik 34649
Łapałam stopa. Zatrzymało się auto a w nim... niegdyś dobra koleżanka z klasy z liceum. Zawsze zatrzymuje się autostopowiczom, dopiero później zorientowała się, kto jej zamachał. Nie widziałyśmy się już kilka lat! Dziewczyna też górska, wracała właśnie z solidnej wycieczki z Beskidu Niskiego. Dziękuję za uwagę.
Załącznik 34650
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
dzięki ! ;)
ps. a Odrzykoń słusznie sobie darowałaś ...:lol: , zapewne tłumy , a i tak (jak dla mnie ) mało interesujący
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Aha, zapomniałam dodać - jeden kleszcz. Oczywiście złapany zawsze w jednym i tym samym miejscu... To trzeci raz, jak w ciągu dwóch lat mam kleszcza i za każdym razem siedzi w tym samym miejscu (koło pępka).
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
Aha, zapomniałam dodać - jeden kleszcz. Oczywiście złapany zawsze w jednym i tym samym miejscu... To trzeci raz, jak w ciągu dwóch lat mam kleszcza i za każdym razem siedzi w tym samym miejscu (koło pępka).
Jimi :razz: , to chyba ich ulubione miejsce żerowania. Dawniej, żadne robactwo w Bieszczadach nie czepiało się okolic mojego pępka. Natomiast przez ostatnie 3-4 lata, to w okresie 2 tyg. przynajmniej 3-4 sztuki mam pewne. Jednak strzykawka doskonale sobie z nimi radzi :-). Całe szczęście, że uwielbiają przednią część ciała, z tylną byłby problem;).
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
Wypisz-wymaluj Beskidzka Statua Wolności ;)
Znowu fajna wyprawa :))
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Asiu, rozbawiłaś mnie okropnie ;) Te zdjęcia z cieniem są tak przygłupiaste, że aż fajne ;p
Czyli jednak komuś udało się przeczytać całość tych dyrdymałów.
Przemolla, tak, Rzepnik ;p
Zbyszek, rok temu miałam jednego, w tym roku już dwa a wcześniej to w ogóle nie pamiętam bym łapała te dziadostwa.
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Rzeszowianko! toć pod domem Stefanka się przechadzałaś. jak to tak? tak bez słowa? ugościlibyśmy cię, pokazali coś jeszcze w Parku. nie ładnie ;)
z tym Rzepnikiem miałaś szczęście - ja ze znajomymi zgaduje się, by umówić się z ich znajomym rzepnikowym księdzem, coby zobaczyć w końcu cerkiew w środku (bardzo ładna podobno).
a a propos Zamieszanych Łemków, to żyje ich jeszcze kilkanaście/kilkadziesiąt (trudno określić ile dokładnie, bo się asymilują) w Węglówce, reszta głównie do CCCP trafiła.
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Jakaż wielka szkoda Sławku, tęskno za Stefankiem! ;) Cały czas jestem w szoku po spotkaniu tego małego - wielkiego człowieka. I nie chodzi mi tylko o to, że nauczyłam się od niego robić wyśmienity żurek (od tej pory zawsze robię według przepisu Stefana!) ale o dosłownie wszystko. A muzyka jakiej przeogromnym fanem jest Stefan jest wręcz niesłychana - TSA, Kwadrat i tak dalej... Aż mnie złoił, gdy puściłam coś nowocześniejszego, że to syf. Ośmioletnie dziecko... Przecież dzisiaj młodzi nie słuchają takiej muzyki!! Ja to jeszcze pół biedy ale i tak czuję się mentalnie i pod względem zainteresowań co najmniej 10 lat starsza ale Stefan !? Ośmiolatek, który wiele może cię nauczyć...
Dajcie znać kiedy, jak będziecie mieć czas to nie ma problemu by znów wyruszyć w te miłe strony :) Wszak dopiero zaczęłam poznawanie tych okolic. Z Wami miło się wędruje, bo wiele zwracasz uwagi na Łemkowskie aspekty (pamiętasz oczywiście dziewczynkę z Bartnego recytującą specjalnie dla nas po Łemkowsku wiersz) a ja się tylko przy tym uczę (pamiętasz moją "naukę" cyrylicy z grobów -dzięki niej przez jeden dzień byłam w stanie odczytać nagrobki pisane cyrylicą, jednak po wyjeździe -jak czar prysł -wszystko zapomniałam!).
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
no to jakiś weekend zaklepany. Będziesz musiała słuchać Niemena na gramofonie i pewnie pójdziemy na zamek. Nad miejscem na namiot w kwiaty jeszcze się zastanowię.
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Ośmiolatek będzie mi puszczał Niemena na gramofonie - koniec świata ale znając Stefanka nie powinno mnie to już dziwić, niemniej wciąż zaskakuje :)
-
10 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Z Przełęczy Dukielskiej przez Słowację do Olchowca
4/6 lipca 2014
http://wadera55.republika.pl/slowacja/slowacja.html
Jako, że ostatnie trzy moje górskie wędrówki były ze znajomymi, teraz przyszedł czas na zmierzenie się z górami w pojedynkę. Miałam ochotę na Beskid Niski. Zapytałam się znajomych, czy ktoś czasem nie wybiera się w piątek późnym popołudniem do Dukli a najlepiej do Barwinka. W odpowiedzi na pytanie czy wybieram się na Słowację, zaprzeczyłam -planowałam szlak graniczny. Jednak po 5 minutach odrzekłam - "a dlaczego właściwie by nie?!". Ot zmiana planów.
Dnia 4 lipca 2014, w piątek po godzinie 19 wyjechałam autobusem z Rzeszowa do Krosna. Autobus był mocno spóźniony. Jadąc, właściwie cały czas myślami byłam jeszcze w pracy. Nie mogłam oderwać się od kuriozalnych sytuacji zawodowych. W Krośnie udałam się na stopa. Pierwszy raz w życiu przygotowałam transparenty. Nie zastanawiając się ani chwili, stanęłam przy drodze i wyciągnęłam kciuk. W drugiej ręce duża żółta kartka z niebieskim napisem "Dukla" namalowanym farbami. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Po chwili widzę, że ludzie pokazują do mnie jakieś dziwne rzeczy rękoma. Po drugim samochodzie zorientowałam się, że coś jest nie tak. Drugą stroną drogi szły młode dziewczyny. "Cześć, czy w tą stronę na Miejsce Piastowe?". Te wybuchnęły śmiechem mówiąc, że w przeciwną. Czas było zejść w końcu na ziemię! W tym momencie wróciłam do żywych, skupiając się na tym, że ja jadę w góry a nie spowrotem do pracy. Dlaczego tak stanęłam? Stanęłam (na pozorną logikę) w kierunku przeciwnym, niż jechałam autobusem. A czemu autobus wjechał od południa -tego nie wiem. Nie znając Krosna, doszłam do wniosku, że ta ulica nie jest dobra do łapania. Pytając co jakiś czas ludzi o drogę i mając dziwne wrażenie, że dzięki tym ich cennym skazówkom chodzę w kółko, w końcu doszłam na obwodnicę. Było już ciemno. Byle dalej.
Dojechałam do Miejsca Piastowego. Piechotą udałam się do wsi Rogi. Tu nocą na szerokiej łące rozłożyłam namiot.
Załącznik 35031 Załącznik 35032
Rano kontynuowałam podróż, wspomagając się drugim transparentem, jaki przygotowałam.
Załącznik 35033
Przechodząc przez Duklę natknęłam się na targ. Koło mnie na manekinie wisiała przepiękna spódnica. Przeszłam dwa metry dalej. W tej chwili odezwał się mój typowy kobiecy instynkt. Zawróciłam. Nie mogłam jej sobie darować. Wprawdzie widok Jimi w spódnicy to bardzo rzadka okazja (w zasadzie prawie niespotykana) ale zakupiłam ją. Będzie w szafie pamiątka z Dukli.
Załącznik 35040
Na ostatni autostop złapałam Słowaka. Z nim przekroczyłam granicę. Wysiadłam niedaleko za nią. Ze Słowakami dogaduję się całkiem dobrze, w przeciwieństwie do Ukraińców. Wysadził mnie przy bardzo eleganckim cmentarzu wojennym. Na terenie Przełęczy Dukielskiej, na której się znajdowałam, w '44 roku rozgrywały się jedne z najkrawszych walk II wojny światowej.
Załącznik 35034 Załącznik 35035 Załącznik 35036 Załącznik 35037 Załącznik 35038 Załącznik 35039
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
.... no tak ... szpilki są i teraz kiecka.... co później?
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Spódnica cudna….dobrześ zrobiła kupując…:)
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
...pytaj się mnie częściej może...CIEKAWE GDZIE kiedyś dotrzesz ?....:mrgreen:
-
9 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Jestem w miejscowości Vysny Komarnik. Tutaj udaję się do baru na śniadanie i następnie wchodzę na czerwony szlak. Na mapie zaznaczone pomniki, jednak w praktyce okazują się to same czołgi, samoloty wojskowe i działa.
Załącznik 35041 Załącznik 35042 Załącznik 35043
Charakterystyczny Chrystus Słowacki. Za nim wystaje działo.
Załącznik 35044
Przy wejściu do lasu zadbane linie okopów wojennych, strzelnic, wiele ziemianek wojskowych.
Załącznik 35045 Załącznik 35046 Załącznik 35047
Na szlaku natknęłam się na zapadniętą wiatę.
Załącznik 35048
Czy ktoś może mi wyjaśnić, co oznacza czasami pojawiająca się na drzewach literka "C"?
Załącznik 35049
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
.... szlak rowerowy jest z literą c....
-
9 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Wyszłam na przyjemną ścieżkę prowadzącą do wsi Medvedie. Zaczęło padać coś z jednej strony przypominające deszcz, z drugiej kropienie kropidłem. Postanowiłam zobaczyć cerkiew św. Dymitra.
Załącznik 35050 Załącznik 35051
W samej wsi nie było wiele do fotografowania. Wsie nie są ładne. Domy nowe, murowane, kolorowe. Udałam się kawałek asfaltem, podążając za szlakiem.
Załącznik 35052
Ta krótka część do kolejnej wioski nie zmieściła się już na mojej mapie. Okazało się, że znów trzeba wejść w las. Znów zerwał się deszczyk. Generalnie gorąco było tylko do południa. Od południa zrobiło się lekko pochmurno, pogoda więc idealna do wędrówki. W lesie posłyszałam jakieś kroki. Udałam się na piękną łąkę.
Załącznik 35053 Załącznik 35054
Dalej prowadziła bardzo elegancka ścieżka.
Załącznik 35055 Załącznik 35056
Tutaj zobaczyłam w lesie coś wyglądającego bardzo ciekawie. Zostawiłam plecak i wdrapałam się chwilę pod górkę. Z daleka wyglądało jak jakieś fundamenty ale okazały się to tylko stare przewalone drzewa. Capiło bydłem, więc postanowiłam wycofać się do plecaka.
Zeszłam do wsi Vyzna Pisana. Wieś też nie robiła specjalnego wrażenia, dlatego wiele zdjęć nie będzie. Spodobał mi się tylko przystanek oraz czołg.
Załącznik 35057 Załącznik 35058
Zapytałam się o sklep. Mimo, że była godzina 16, był już zamknięty. Udałam się na koniec wsi i tam chwilę, przy czołgu, odpoczęłam. Podszedł do mnie starszy, sympatyczny pan. Rozmawialiśmy chwilę. Powiedział, że gdyby był młodszy to by poszedł ze mną w te góry. Samej niedobrze iść. Zabrzmiało to trochę proroczo ale o tym za chwilę.
-
5 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Załącznik 35059
Szłam spory odcinek otwartym terenem dużą ścieżką. Oznakowanie szlaku pojawiało się na tym odcinku dosyć rzadko ale właściwie po co częściej skoro droga jest jedna i jasna. Po 20 minutach doszłam do rozstai z kierunkowskazem. Gdy poszłam napełnić butelkę wodą, schyliwszy się... pękły mi spodnie na tyłku! Pół tyłka na wierzchu! Taka moda! Szmaciane spodnie swoje lata już miały, 10 lat na pewno... Ale czy w zasadzie spodziewam się jakiejś wizyty? Skoro do tej pory na szlaku prawie nikogo nie spotkałam (tylko na samym początku trasy) to tutaj już tym bardziej. Weszłam w las. Potem znów dość długo główną ścieżką. Krótki posiłek na kanapkę. Rozglądałam się wokół, czy ktoś nie ma ochoty na moją szynkę (konserwową oczywiście). Ruszyłam dalej. Zaczęłam śpiewać piosnkę wojskową, która od długiego czasu chodzi za mną. Mogłam śpiewać głośno i do woli, przecież nikogo się tu nie spodziewałam, a gdyby choćby nawet -to i tak jestem już skompromitowana przez ten tyłek, więc co mi tam... I chyba pierwszy raz udało mi się ani razu nie zafałszować! I tak sobie idąc główną ścieżką i śpiewając, doszłam do sporego podejścia. Wyprowadziło mnie ono na ładny, otwarty teren pod szczytem.
Załącznik 35060
Tutaj jakoś skończyła się owa główna ścieżka ale nie było to dla mnie żadnym problemem, nie chciało mi się jej szukać - przecież gdzie jest grzbiet graniczny -każdy widzi. Szlaku zielonego już dawno nie widziałam ale generalnie ta ścieżka od samej wsi nie była często oznakowana. Czasem nawet 10 minut nie widziałam szlaku, po czym nagle się pojawiał, więc to mnie nie zmartwiło. Przecież gdzie jest grzbiet graniczny - każdy widzi. Wystarczy iść tymi trawskami pod górkę. Trawska często były daleko za pas.
Załącznik 35061
Uff.. w końcu wyszłam na szczyt! Jupi, dotarłam! Spojrzałam na zegarek. Idealnie! Właśnie na godzinę 18 miałam być na Baranie! Ale... zaraz, zaraz... Gdzie ta granica? Gdzie te słupki graniczne? Gdzie jakaś ścieżka? Gdzie szlak? Gdzie wieża? Stanęłam na szczycie, swoją drogą miał kilka bardzo ładnych punktów widokowych i rozglądałam się wokoło. Nagle na horyzoncie, całkiem daleko ode mnie zobaczyłam szczyt Baranie z charakterystyczną wieżą - szczyt na jaki miałam właśnie "wchodzić" i zeń zejść dziś do Polski. Skoro Baranie jest tam, to gdzie ja jestem... ?!?
Załącznik 35062 Załącznik 35063
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Zaczęłam śpiewać piosnkę wojskową, która od długiego czasu chodzi za mną. Mogłam śpiewać głośno i do woli, przecież nikogo się tu nie spodziewałam, a gdyby choćby nawet -to i tak jestem już skompromitowana przez ten tyłek, więc co mi tam... I chyba pierwszy raz udało mi się ani razu nie zafałszować!
Jak nikt nie słyszał... to śpiewałaś bezgłośnie ;)
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
Skoro Baranie jest tam, to gdzie ja jestem... ?!?
Zniosło Cię na Skalne może... ;)
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
[QUOTE=Jimi; Skoro Baranie jest tam, to gdzie ja jestem... ?!? [/QUOTE]
Gdybyś dodała jeszcze do tego tekst "Kto mógł to zrobić?" :)
Ale i tak od razu skojarzyło mi się to z tekstem i miną Sztyca z Vabank 2, biegnącego po polnej drodze i widzącego polskie znaki drogowe.
Kto wie, może Jimi nam w dalszej części napisze kto jej to zrobił?
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Ta dziewczyma zadziwia mnie totalnie ale niestety rozminęliśmy się o jakieś dwadzieścia lat. Gdy doszedłem do samolotu nie mogłem się nadziwić, że on stoi na całych kołach, jak pamiętam to nawet kauczukowych. Na cmentarzu znalazłem nazwisko naszego dawnego proboszcza - Mareś(ludzie powiadali że był Słowakiem). W to miejsce przywiodła mnie upiorna nazwa: "Dolina Śmierci" i chyba w Szwejku było napisane, że czasem żołnierze z obu stron biegli z białymi flagami(lepsze to niż masakra) i niewiadomo kto miał przyjąć poddanie się.
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Partyzancie, nie ukrywam, że gdy zobaczyłam, że napisałeś, pomyślałam -"czym znowu mi dogryzie?" a tu miłe słowa. Ale czym właściwie zadziwia?
Nie da się ukryć, że ta trasa była akurat dla mnie jak znalazł. Oczywiście świadoma byłam walk jakie rozegrały się na Przełęczy Dukielskiej i okolicach ale nie spodziewałam się, że tyle pomników historii zastanę na swej trasie i to nie tablic ale pomników sił zbrojnych, bunkrów -czyli tego, co mnie najbardziej kręci.
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
partyzant
W to miejsce przywiodła mnie upiorna nazwa: "Dolina Śmierci" i chyba w Szwejku było napisane, że czasem żołnierze z obu stron biegli z białymi flagami..
Partyzancie - mylisz wojny !:mrgreen: Szwejk - to I WŚ a "Dolina Śmierci" to II
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Nie byłem precyzyjny to fakt a Jimi zadziwia mnie z bardzo wielu powodów. Kto to słyszał o takiej odważnej dziewczynie, ja dotąd nie słyszałem.
-
4 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Usiadłam i wyciągnęłam kompas. Północ była raz tu, raz tam. Rozmagnetyzował się. Znów poczułam doskonale znane mi już uczucie beznadziei w górach. Gdy to opowiadałam wróciwszy, koleżanka powiedziała, że ona to by w tej sytuacji usiadła i płakała. Ale czy płacz by mi w jakiś sposób pomógł? Nie byłam pewna do końca gdzie jestem. Obstawiałam szczyt Skalne, ponieważ innej opcji właściwie nie było. Ale cały czas coś mi nie pasowało. Nie pasowały mi kierunki geograficzne. Gdyby kompas działał, poczułabym się zdecydowanie pewniej. Byłam bezradna. Odszukiwałam na mapie, czy jest jakiś inny szczyt na którym jest wieża -ciężko było mi uwierzyć, że tak zupełnie oddaliłam się od Baranie (słow. Stavok). Nagle zobaczyłam, że mam polski zasięg. Zapytałam kolegi, czy na Baranie jest wieża konstrukcji szkieletowej. W odpowiedzi usłyszałam, że chyba tak. Na mapie jakaś zaznaczona niby ścieżka od Skalne na Baranie. Normalnej ścieżki zupełnie nie było, tylko drzewa były jakby tu wycięte, co mogło sugerować, że to było kiedyś ścieżką ale po chwili się zamaskowała zupełnie. Dziwne, ścieżka, którą weszłam na Skalne była ogromna, niczym droga z Wołosatego na Tarnicę a na mapie jej nie ma, zaś na mapie jest droga ze Skalnego na Baranie, której z kolei nie ma w terenie. Właściwie na mapie wygląda, jakby ze Skalnego na Baranie było rzut beretem, więc pewnie dziwi was skąd taki problem robię. Dziś łatwo jest pisać, komentować siedząc w domku. Inaczej sytuacja wygląda, gdy się jest samemu w lesie a kompas się rozmagnetyzował i w zasadzie ciężko jest ci określić kierunek geograficzny -heh, mało tego, ciężko było mi określić, w którym miejscu jestem właściwie na mapie, ponieważ zupełnie absurdalne było dla mnie wejście na Skalne i miałam wrażenie, że poziomice układają się jednak inaczej. Kolega w sms'ie nazwał mnie dobitnie "ofiarą losową", co mi ogromnie poprawiło humor. W końcu kompas ułożył się w pozycji, która bardzo mi odpowiadała, więc postanowiłam trzymać się tego kierunku. Humor z powodu określenia mnie ofiarą losową zaczął mi ogromnie dopisywać, więc jeszcze bardziej energicznie zaśpiewałam na cały las: "rozkwitały pąki białych róż" i ruszyłam dalej. Wybrałam jedną z wielu północy, jaką wskazywał. Postanowiłam iść w miarę grzbietem w kierunku do Baranie. Potem lekko skręciłam, bo tak było dogodniej. Po jakimś czasie spojrzałam -zachodzące słońce oślepiło mnie z prawej strony. Skoro tam zachodzi słońce to znaczy, że tam jest zachód!!! W końcu jakaś rzetelna informacja! Ale z prawej?!? Przecież wystarowałam kilkadziesiąt minut temu na północ (to jest pewne) a skoro teraz zachód mam po prawej stronie to znaczy, że... idę na południowy zachód... Cholera, zawróciłam robiąc szeroki łuk. Już zupełnie straciłam orientację. Jedyne co było ważne, to iść na północ, kierując się słońcem. Mimo, że zmęczona (może nawet bardziej psychicznie niż fizycznie) to gnałam ile sił do góry na północ.
Zobaczyłam grzbiet. Hurrra -to pewnie grzbiet graniczny, tak przynajmniej wygląda. Już miałam pisać koledze sms, że w końcu dotarłam na granicę ale stwierdziłam ostatecznie, że napiszę, gdy faktycznie ją zobaczę. Weszłam na grzbiet. Niestety, to znów nie granica. Gnałam dalej nim na północ. Za chwilę... zaraz, zaraz... to odrapane drzewo już gdzieś widziałam... Ten kopiec z kamieni... niestety już też. W tym momencie się załamałam. Po półtorej godzinie łażenia doszłam znowu na szczyt... Skalne. W tym momencie można juz ogłupieć. Postanowiłam, że ma co już grać gieroja. Muszę wracać tak, jak tutaj weszłam, do punktu, gdzie ostatni raz widziałam szlak, bo wszystkie inne metody okazują się bezskuteczne. Znów przez te trawska. Idąc główną ścieżką lasem zobaczyłam łanię. Po kilku minutach drugą. Zwierzęta zaczęły wychodzić z kryjówek. Schodząc, doszłam do rozwidlenia, na którym byłam pewna, że zgubiłam trasę. Zostawiłam plecak i udałam się drugą ścieżką na zwiady. To nie ta. Więc dalej trzeba zawracać. Schodząc oglądałam się na wszystkie strony, głównie za siebie, czy już jest oznakowanie. Na bardzo charakterystycznym rozwidleniu w końcu doszłam do szlaku. Minęły już 2 godziny odkąd pierwszy raz stanęłam na Skalne. Była godzina 20. Patrzę - no szlak jest ale gdzie dalej on prowadzi? Czemu rozwidlenie jest charakterystyczne? Bo główna droga tutaj zakręca lub idzie prosto. Ja poszłam prosto. Niemożliwym było to, że trzeba było zakręcić. Oczywiście tego zakrętu dużego nie ma na mapie. Postanowiłam tutaj nocować, w lesie na Słowacji. Z rana, na spokojnie pomyślę, gdzie dalej. Za chwilę zobaczyłam coś na drzewie hen w krzakach. Podbiegłam, niedowierzając. Szlak nie prowadził prosto ani nie zakręcał -jak prowadziło skrzyżowanie. Tutaj trzeba było właśnie odbić w las. Odbicia zupełnie nie było widać z drogi. Dopiero gdyby się doń blisko podeszło, to można je zauważyć. Oznakowanie tutaj się prawie zatarło... Na takich rozstajach! A wy, mając do wyboru taką ścieżkę:
Załącznik 35064
I coś takiego:
Załącznik 35065 Załącznik 35066
Zastanawialibyście się w ogóle, że to tutaj trzeba skręcić? Poszłam z automatu, bo skrzyżowania nie było na mapie, więc oczywistym było dla mnie, że trzeba iść prosto. Gdy podeszłam bliżej, oznakowanie wyglądało tak:
Załącznik 35067
Postanowiłam tutaj rozbić namiot. Było już po 20, słońce już zaszło za górami, w lesie zaczęło robić się ciemno. Do Olchowca miałam 2 godziny drogi. Nie wiedziałam, jak dalej będzie wyglądać oznakowanie, więc nie zaryzykowałam.
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
... Kolega w sms'ie nazwał mnie dobitnie "ofiarą losową", co mi ogromnie poprawiło humor.
wiedziałem , że Cię podniosę na duchu :-P.Do tego , w końcu wygrzebałem z auta mapę i też mi wychodziło ,że jesteś na Skalnym:!: Myliło mnie tylko to, ze mówiłaś, iż wieżę widzisz tak ''daleko"
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
Zapytałam kolegi, czy na Baranie jest wieża konstrukcji szkieletowej. W odpowiedzi usłyszałam, że chyba tak.
Zastanawiałem się przez chwilę, czy nie zaniosło Cię czasem na Rohule - też piękna wieża widokowa, choć o jeden podest wyższa. Teren ze zdjęcia mi tylko nie odpowiadał. Skalne niby na mapie zarośnięte, ale parę lat temu Słowacy przeprowadzili tam wycinkę w swoim stylu - nie pamiętam nazwy na taki sposób gospodarki leśnej - oni tną całe pasy do zera, a u nas przetrzebia się las.
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
W końcu kompas ułożył się w pozycji, która bardzo mi odpowiadała, więc postanowiłam trzymać się tego kierunku.
Słońce + zegarek w zupełności zastępują kompas ale to nie znaczy, że takiego błądzenia już po wszystkim miło się wspominać nie będzie :-)
-
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
"oni tną całe pasy do zera, a u nas przetrzebia się las"
-Zgadza się. Wycięte były 2-3 szerokie pasy wielkości polan -widać to ładnie z Baranie. To właśnie takim trawiastym pasem wchodziłam na Skalne.
-
1 załącznik(ów)
Odp: Z pamiętnika niedzielnego turysty
Cytat:
Zamieszczone przez
Dlugi
Skalne niby na mapie zarośnięte, ale parę lat temu Słowacy przeprowadzili tam wycinkę w swoim stylu - nie pamiętam nazwy na taki sposób gospodarki leśnej - oni tną całe pasy do zera, a u nas przetrzebia się las.
Nazwa jest prosta - rębnia pasowa. Na mapie jest zaznaczona, ale jak się popatrzy na orto to bez kompasu i słonka niezły labirynt wychodzi ;)