W Święto Konstytucji 3 Maja zaordynowałem wyjazd do Wołosatego gdzie miał być start w połączeniu z metą, taka pętelka przez Rozsypaniec, Halicz i Tarnicę. Jak chodzę to lubię się rozkręcać i stopniuję odległości a teraz trasa została wymuszona sytuacją. Najbardziej urokliwa dla mnie trasa to ta na przekór zegarowi (chociaż mam zegar co chodzi prawidłowo w lewą stronę!). Pokonałem ją na różne sposoby już kilka razy i zawsze z kimś. Planowałem iść osiem godzin... spokojnie, z postojami na popas i podziwianie widoków. Zaparkowaliśmy 3 cm od znaku zakazu wjazdu, nie było nigdzie więcej miejsca. Ruszyliśmy o 9.50, cały czas była piękna, słoneczna pogoda. W wyższych partiach czasami wiał chłodny wiatr, ale gdy założyłem na podkoszulkę koszulę z podwiniętymi rękawami było oki. Co będę opowiadał o trasie skoro ją wszyscy znają. Z nowości to znak z zakazem wstępu na most na Wołosatce (kiedyś wchodząc albo go nie było albo ja nie chciałem zauważyć), nowy schron na Przełęczy Bukowskiej (teraz jest taki, że fiufiu) i tyle. Obok schronu całkiem spora łacha śniegu, pozwoliłem sobie nawet na rzucanie śnieżkami. No i niestety braki kondycyjne a może już nie te lata, ale jednak... zostawało się w tyle. Podchodząc pod siodło pod Tarnicą pierdyknął mi mięsień w prawej łydce i kicha z łażenia. Wyobraźnia podpowiadała... GOPR, śmigłowiec, nosze, szpital. Podbiegł nawet do mnie facet co szedł za mną bo zobaczył, że coś nie tak. Stałem z 10 minut, noga boli jak diabli i każde zgięcie stopy w górę ból potęguje. Ewa z młodym stoją już na siodełku i obserwują co się ze mną dzieje. Macham, że coś się stało, ale daję znaki by stali. Uczę się w jak stawiać stopę by ból wytrzymać i... idę, wspinam się, podpieram się o swoją niezawodną towarzyszkę bieszczadzkich wędrówek, laskę trekingową. Czytałem na Forum dyskusję na temat kijków, ale mnie one nie kręcą a rzekłbym nawet, że są niezbyt wygodne a nieraz mogą nawet przeszkadzać. Laska jednak... oooo laska to dobra rzecz, czy przy wchodzeniu czy jeszcze lepiej przy schodzeniu a i przez strumyczek przejść też niczego sobie.Jakoś doszedłem do siodełka, na Tarnicę nie wszedłem tak jak Ewa z młodym, nie zobaczyłem nowości na górze, za to pojadłem popiłem. Schodziłem bardzo powoli, ale zmieściliśmy się w zaplanowanym czasie bo dokładnie o 17.50 byliśmy przy aucie. Gdy schodziliśmy to jeszcze ludzie szli w górę (czy ich zlało?).W Zajedździe gdy się kąpałem lunęło ostro i pogrzmiało tak z 20 minut. Już nigdzie się tego dnia nie ruszaliśmy, pomijając spacerek do sklepu.Cdn...


Odpowiedz z cytatem