Kłopot z tymi Zakapiorami bo już samo określenie może wywoływać alergie. Jednak pod tą niefortunną przykrywką odnajdujemy naprawdę barwne postacie: Tego na górze przedstawiać nie trzeba, na dole inny kolega tamtego z góry, nie znosi tej nazwy a Potocki lepiej niech go omija z daleka. Ataman poeta najbardziej śmieszy jak rozpracowuje jednorękiego bandytę z Łemkowyny, wtedy jego muza zapewne płacze. Naczelny Anioł z dużym oddaniem wypełna misję tworzenia legendy Bieszczadu i zaskakuje wiedzą i świętą cierpliwością do niby kupujących ikony. Jest brodaty niedzwiedz w Zagrodzie, który kiedyś był na Jaworcu ale to stare dzieje. Chyba wtedy zaczarowała Go pewna turystka co pewnie odbija mu się czkawką do dziś. Jednak dla mnie to określenie Zak... do nich nie pasuje, pasuje natomiast do typów które dobrze znam i z którymi przebywanie nie jest przewidywalne ani bezpieczne. Wyobrażcie sobie sytuację w której zza winkla wyłazi typo z siekierą w jednej ręce i jakimś "ogromnym cygarem" w drugiej i nagle wali w denko aż iskry lecą, drobna sprawa, sprawdzał naszą reakcję, dusza na ramieniu ale przynajmniej człowiek wie, że żyje.