kiedyś byłem w supermarkecie po bułki i były obok bułek rowery, rowery za 199 zł.
- może by mi się jazda na rowerze spodobała - pomyślałem sobie i do bułek dokupiłem rower górski. Stalowy, ładny, niebieski. dokupiłem bagażnik, też stalowy. Rower ważył ok 17 kg - totalne baadziewie..
zrobiłem nim pareset kilometrów - spodobało mi się - rower zaczął się sypać.
więc wymieniłem połowę tego roweru - stuningowałem; została prawie tylko stalowa rama ze stalowym widelcem,
kupiłem najprostszy osprzęt shimano (mniej więcej acera), pancerne koła - kombinowałem przed zakupem nowego roweru.
i zrobiłem tym rowerem kilka tysięcy kilometrów bez żadnej awarii.
no i tak jeżdżąc po różnorakim terenie, uznałem, że chcę mieć jednak rower górski,
lubiłem jeździć po górskich leśnych ścieżkach, czasem w cięższym terenie (mam blisko domu), ale większość moich wojaży przebiegała po asfaltach i drogach gruntowych, więc wykoncypowałem, że rower górski, jak najbardziej, ale dwa komplety opon; jedne górskie, drugie cieńsze, jak trekingowe.
Roweru w całości, uznałem, że nie chcę kupować; chciałem złożyć; kupić dobra ramę i dobry amortyzator, do tego słabszy osprzęt, coby wymieniać sobie z czasem ewoluacyjnie na jaki chcę.
ale póki co cały czas jeżdżę na mojej prowizorce.