Mam świadomość, że udogodnienia z których tak chętnie korzystam z braku wyrobienia w terenie, również zachęcają innych do wejścia na ścieżki.
Ale, ale...te szlaki były już przed wojną, pięknie miejscami "wybrukowane" poprawdzone, w dodatku z możliwością wędrowania od schroniska do schroniska.
Jednak samotnych wędrowców nie ma dużo, plagą stają się duże grupy (przepraszam, nie umiem pozbyć się tego niechętnego spojrzenia, choć równie dobrze mogłabym być uczestnikiem). Ludziska wolą jak ktoś za nich pomyśli, wytyczy trasę, policzy odległość, poprowadzi jak po sznurku, zadba o nocleg z wodą...W ten sposób wpiszą w rejestr kolejną dużą, znaną górkę. Przy tym wyżyją się towarzysko i turystycznie.



Odpowiedz z cytatem