Zazwyczaj ostatni dzień wygląda tak, że ciało jeszcze wędruje natomiast głowa zaczyna myśleć o sprawach cywilizacji, natomiast po powrocie do domu ciało wchodzi w codzienny kierat, zaś głowa wraca w góry...
Gorgany żegnały nas kolejnym, pięknym dniem.
Potok w dolinie (nie wiem czy była to Mszana, czy jej dopływ) był na tyle szeroki i wartki, że można było sprawić sobie lodowatą, budzącą do życia kąpiel. Pomachaliśmy chłopakom i ruszyliśmy na Gorgan Ilemski. Podchodząc mijaliśmy całe połacie martwego lasu, za plecami widniało Jajko. Podobało mi się w tym wędrowaniu przez Gorgany, że miałam w zasięgu wzroku zdobyte wierzchołki, już ich nazwy nie były dla mnie puste – w pamięci miałam ścieżki i wspomnienia z ich pokonywania...A przed sobą kolejne cele.
Północna część Gorganów nie była trudniejsza orientacyjnie. Choć bardziej bezludna i słabiej opracowana, praktycznie bez map. Nie była też bardziej wymagająca terenowo. Zapewne pojawiło przyzwyczajenie to pokonywania pewnych przeszkód, do nagłych skoków wysokości, ale też nie było, na przykład, uporczywego przedzierania się przez kosówkę. W trakcie przejścia Gorganów z południa na północ, nigdy nie przyszło nam walczyć z kosodrzewiną. Wyprawa była dla nas wyzwaniem kondycyjnym, jednak sprzyjało nam szczęście, pogoda też dopisywała. Udało się zrealizować w całości plany i zmieścić w czasie.
Stroma wspinaczka miała swoje plusy, szybko zmieniającą się roślinność i wyłaniające się gwałtownie widoki. Gorgan Ilemski dał się bezboleśnie zdobyć:)
To było ostatnie skakanie po żółtym grechocie skalnym, potem ścieżka wiodła przez piękną, rozległą Polanę Nimecką czy też połoninę i dalej w lasy na oba Pustoszaki. Moje oczy tak przyzwyczaiły się do omszonych głazów, widłakowych darni, łanów kosmatki olbrzymiej, paprociowych zarośli – że nawet teraz je widzę. Przy schodzeniu rosło bogactwo roślin, pojawiły się sędziwe jawory. Nasilało się też zmęczenie...I pewna desperacja – skoro trzeba się żegnać to niech już się stanie, wskoczmy w inny wymiar rzeczywistości.


Odpowiedz z cytatem