Napotkaliśmy kolejne, wojenne okopy – dobrze zachowane, misternie ułożone z kamieni - schody, ściany z widokiem na inne grzbiety.
Schodzenie, coraz to inna okolica, lasy, niewielkie połoniny, okazy botaniczne w tym różne, słodkie owoce:) Ładnie się wędrowało, ale znów jakby ciut przydługo;-) Łopuszna, trawersem Borewka. Mijaliśmy liczne źródełka przed noclegiem na przełęczy.
Znów na końcu trasy zaczęłam utykać. W domu zdiagnozowałam, że było to przesilenie ścięgna Achillesa. I skąd ten Grek nagle w Gorganach?;-)
Dotarliśmy na biwak znów po ciemku. Stroma, nasiąknięta wodą polana, dalej namioty gęsto ustawione przy ścianie lasu - jedyne miejsce do spania. Wcisnęliśmy się gdzieś między nie a krzaki. I od razu myk w śpiwór, ostatnia myśl „kurcze, niech ta noga pozwoli mi iść w góry!”:-(


Odpowiedz z cytatem