Po powrocie z gor znow nam przychodzi spedzic jedna noc w Tbilisi. Postanawiamy obejrzec kolejne polecane miejsce noclegowe. Tym razem jest to hostel "Romantik" gdzie w sierpniu byl Chris z kolega. Zaleta tego miejsca jest przystepna cena oraz ciepłe zarcie i wino bez ograniczen w tej cenie sie zawierajace. Chociaz mamy dokladny adres poczatkowo nie mozemy znalezc tego obiektu. Chodzimy w kolko dluzsza chwile i chyba nie udaloby sie nic znalezc bez pomocy miejscowych, ktorzy pokazują nam ciemna brame prowadzaca do podziemi duzego budynku handlowo-uslugowego.
Piwnica-garaz zostala podzielona sciankami dzialowymi na pokoiki, kibelki, łazienki. Dostajemy pokoik o wielkosci porownywalnej z naszym namiotem.
Nad sciankami dzialowymi jest ulozony pseudosufit z luznych desek. Chyba albo jestem juz bardzo zmeczona, albo zbyt czesto nocuje w rozwalonych wiatach i bacowkach, bo patrze na owe deski i sobie mysle "mam nadzieje ,ze nie bedzie dzis padac".
Sekunde pozniej dochodzi do mnie, ze my przeciez jestesmy w piwnicy!! A deski sufitowe beda sie swietnie nadawac do rozwieszenia prania, ktorego nam sie sporo nazbieralo.
W hostelu oczywiscie jak wszedzie dominuja Polacy. Jest tez para Uzbeków, wrecz wciagnietych w ekrany swoich laptopow. Chlopak ma na imie Stanisław mimo, ze ponoc nigdy nie mial w rodzinie nikogo o polskim pochodzeniu. Wdajemy sie w rozmowe o pozostalosciach sowieckich w bylych azjatyckich republikach, postapokaliptycznych klimatach nad wyschnietym morzem Aralskim i wyzszosci (lub jej braku) fejsbuka nad mailem.
Jest tez w schronisku chlopak z Izraela , ktory przez 6 tygodni postanawia przejsc jak najwiecej tras gorskich w Gruzji i Armenii oraz sympatyczni rowerzysci ze Szwajcarii. Widok ich rowerow od razu wywoluje usmiech na twarzy i chec nawiazania kontaktu z ich wlascicielami. Jeden rower jest totalnie objuczony butami, palnikami, menazkami, butelkami a w wolnych miejscach "karoserii" zatkniete sa bukieciki kwiatkow. Drugi- na kierownicy obok dzwonka ma kolorowe cymbalki o bardzo przyjemnym dzwieku (wiem, wyprobowalam!) a trzeci rower- po prostu sie usmiecha do calego swiata.
Wyjadamy resztki pulpy z gara (niestety nie ma jej jak podgrzac) oraz ochoczo korzystamy z przywileju darmowego wina. W tej konkurencji kroku nam dotrzymuja jedynie Uzbecy, co chwile biegajac po kolejne dzbany!
W nocy budzimy sie gdy jeden z Polakow uderza do recepcji z awanturą. On i jego dziewczyna nie moga spac bo na oknie siedzi jakis ptak i swoim swiergotaniem nie pozwala im zasnac. I obsluga hostelu ma natychmiast cos z tym zrobic! Rozespana babka z recepcji mruga oczami i probuje zrozumiec czego od niej chcą? Gdy w koncu do niej dociera zaczyna sie śmiac. Bo to nawet nie ptak ale cykada! Facet mruczac cos pod nosem o "niepowaznym podejsciu do klienta" trzaska drzwiami. Cykada ma wszystko w d... i dalej zapodaje swoj piekny koncert.
Juz nigdy zadna cykada nie bedzie dla nas taka sama
Spimy do 9:30, kiedy budzi nas potworna duchota mikroskopijnego pokoiku i radosne pokrzykiwania szykujacych sie do drogi szwajcarskich rowerzystow.
Jedziemy do Gori i dalej do Upliscyche. Po drodze opuszczone domy, w ktorych dzieciaki bawia sie w wojne, osiolki ciagna wozy, ogolnie okolica przyjemna.
Upliscyche to wioska wyprazona sloncem, pylista, polozona wsrod żółtopomaranczowych skał o fantazyjnych ksztaltach. Zupelnie kowbojskie klimaty!
Zwiedzamy skalne miasto, polozne na wysokim brzegu nad rzeką Mtkwari zwana rowniez Kura. Jest to ponoc jedna z najstarszych osad miejskich w Gruzji. Powstanie budynków datuje się od V wielu p.n.e do późnego sredniowiecza. Miejscami ciezko jednoznacznie okreslic, ktore jaskinie powstaly samoistnie a ktore stworzyla reka czlowieka. Niektore fragmenty musialy byc remontowane w czasach mocno "nowożytnych" bo noszą slady betonu
Z gorki nad skalnym miastem fajne widoki na rozlewiska rzeki i cala okolice.
Oprocz stad turystow spotykamy tez bardzo dorodne jaszczury.
![]()


Odpowiedz z cytatem