Wszyscy nam mowili, ze pociag jest o 9. Tymczasem przychodzimy o 8:10 i udaje sie zdążyc na styk. Gruzinska kolej ma sie chyba tak samo "swietnie" jak polska.. Pociagi z Tbilisi dojezdzaja tylko do Borżomi, dalej juz nie jezdza.. Linia prowadzaca m.in. nad jezioro Paravani tez zostala zamknieta.. Na wielu liniach smigaja tylko nocne pociagi dalekobieżne.. A trasy kolejowe w tym gorzystym kraju sa niezwykle malownicze! Do Borżomi jedzie sie caly czas wzdłuz rzeki, a okolica zupelnie przypomna przełom Dunajca! Tylko gorki jakby ciut wyzsze i nie widac nigdzie tablic z dlugimi listami nakazow i zakazow..
W Borżomi okazuje sie, ze wąskotorowka do Bakuriani odjezdza ze stacji wczesniej, kursuje tylko jedna dziennie i odjezdza za 10 minut. Jedziemy wiec taksowka i zdążamy na styk.
W naszym wagonie podrozuje dziadek z nastoletnia wnuczka. Mieszkaja w Tbilisi i dziadek zabiera dziewczynke na rozne wycieczki bo postanawia pokazac jej piekno Gruzji. Dziewczyna cala droge spi, patrzy ze znudzeniem w sufit albo w ekran swojej komorki. Nawet nie pofatygowala sie wyjsc na balkonik miedzy wagonami! Wiec ja tam jade sobie z dziadkiem , ktory naprawde ciekawie opowiada o okolicy, zadowolony, ze wreszcie znalazl jakiegos wiernego sluchacza.
Kolejka posiada smieszna lokomotywke- jeszcze nigdy takiej nie widzialam, jakas taka w polowie niska i splaszczona.
Na sklad wchodza trzy wagoniki, ktorymi podrozuja zarowno miejscowi jak i turysci. Caly sklad jest duzo nowszy i bardziej odmalowany niz stareńkie, skrzypiące wagoniki wąskotorowek Polesia i Zakarpacia.
Ku mojej radosci kibelek jest otwarty (na forum kaukaskim pisali, ze nie ma kibelka! )
Mozna do woli wywieszac sie za drzwi i okna, stac na balkonikach, łazic po ruszajcych sie podestach miedzy wagonowych, ktorych luźne blachy chrzęszcza na wybojach i wygrzewac sie do słonka.
Zabawne jest, ze tylny podest wagonika jak zamocowany na identycznym karabinku jak moj chlebak! Ciekawe czy tez kupili go na bazarze Samgori!
Po drodze mamy tez awarie kolejki. Jedno kółko sie zablokowalo, przestalo sie kręcic, trze o tor i strasznie iskrzy wydajac dziwne odglosy. Kilka stukniec wielkiego młota i kółko naprawione!
Na jednej ze stacyjek doczepiaja miniwagonik! Przywiazują drutem i jedzie za nami. Troche mi zal, ze siedze w tym duzym.. Jeszcze nigdy nie jechalam w "kuligu za pociagiem"Chwile pozniej wygladam z kolejki a małego wagonika juz nie ma.. Nie wiem czy planowo mial jechac tylko jedna stacje czy odczepil sie na ktoryms z ostrych zakretow?
Wagoniki mijaja kolejne wioski, wjezdzaja prawie na podworka zabudowan. Z torowiska uciekaja kury, oraz leniwie zwlekaja sie obrazone na caly swiat kozy. Chyba im sie dobrze lezy z wygrzanym torem pod kuprem! Mijane stacyjki pełnia chyba role miejsc kulturalno-rozrywkowych dla okolicznych przysiołkow. Przesiaduje na nich sporo ludzi, jedza, piją , graja w rozne gry. Ale rzadko wsiadaja do pociagu, machaja tylko radosnie innym podroznym.
Za wspoltowarzyszy w wagonie mamy grupke młodych Ukrainców ze Lwowa i okolic. Jeden chlopak jest z Kałusza i bardzo sie cieszy, ze mozemy pogadac o Gorganach i ukrainskich kolejkach. Jest wielkim sympatykiem gorganskich lesnych chatek. Jego ulubiona jest chatka "pod wodospadem" na zboczcah Parenek. Twierdzi, ze faktycznie miejsce ma w sobie jakis niezwykly urok!
Ekipa czestuje nas owocami i czekoladkami a my ich domasznim winem od babuszki z Gori. Opowiadaja nam o niesamowitej miejscowosci nad morzem, tuz przy granicy z Abhazja. Wioska nazywa sie Anaklia. Miejscowosc powstala podobno pare lat temu. Zrobili deptak, nasadzili palmy, wszystko podswietlili. Ot niby zwykly kurort.. Ale rozni sie tym od pozostalych, ze nasi Ukraincy byli tam jedynymi turystami. Spali na plazy. Pokazuja nam zdjecia- faktycznie, jakby nagle wszystkich wymiotlo! Nie ma tez sklepow i knajp. Totalne zadupie! A do tego czyste morze i miejscowi, jakby ze zwyklej rybackiej wioski. Postanawiamy wiec w miare mozliwosci odwiedzic to ciekawe miejsce, ale niestety nic z tego nie wyszlo.. Braklo czasu :(
Nasi nowi znajomi zaczynaja spiewac jakies nieznane mi piosenki. W jednej przewija sie w refrenie "jade tam gdzie nie ma asfaltu". dziewczyna z ekipy zna nawet 'Hej sokoly", ktore ochoczo odpiewujemy!
Niestety na tym etapie wjezdzamy do Bakuriani i konczy sie nasza wspolna podroz.
Ukraincy wracaja do Borżomi, a my suniemy szukac drogi na Akahalaki.
Bakuriani to dosyc turystyczna wioska, chyba miejscowe zagłebie sportow zimowych. Widac wiele hoteli i pensjonatow. Mozna ogolnie powiedziec, ze architektura miejscowosci jest zroznicowana i style w budownictwie bardzo sie przeplataja.
Z pomoca miejscowych udaje sie znalezc droge na Akahalaki- szeroki pylisty trakt prowadzący ku górom, wysokim przełeczom i kolejnym przygodom!!!! :)
C. D. N.


Chwile pozniej wygladam z kolejki a małego wagonika juz nie ma.. Nie wiem czy planowo mial jechac tylko jedna stacje czy odczepil sie na ktoryms z ostrych zakretow?
Odpowiedz z cytatem