Po drogach spowitych cieplym slonecznym blaskiem kazdy gospodarz wyprowadza swoj inwentarz na pastwisko. Koń tarza sie na grzbiecie fikajac kopytami. Z podstrychowych komórek wypędzane sa owce, ktore dzielnie pokonują wąskie i chybotliwe kładki. Spod krowich kopyt zmykaja przestraszone kury. Stadko jagniąt przyspiesza pobekując, na widok niecodziennych uzytkownikow przydomowego traktu. Ludziska z usmiechem na twarzach i zdziwieniem w oczach odpowiadaja na pozdrowienia.
Wszystko jest tu jakies mnogie i stadne- jak owiec to po horyzont drogi, jak kury to cale ich podworko. Tylko jakas samotna "panienka z okienka" wyglada przez suszaca sie na strychu sieć. I tylko dwa plecakowe wielbłady podążaja droga ku przełęczy.
Za wsia robimy sobie sniadanko. Herbatka, skumbria i duzo czosnku.
Przy drodze ucinamy sobie pogawedke z milymi pasterzami na koniach. Oni tez podkreslaja, ze sa Ormianami. Sa ubrani w czerwone identyczne kombinezony. Nie wiem jaki jest tego powod- zeby ich bylo widac z daleka?
Na przełecz podjezdzamy gruzawikiem. Jedziemy na pace razem z workiem ziemniakow. Kierowca przed odjazdem wychyla sie z szoferki i prosi nas o niesiadanie na ziemniakach. Gruzawik pokonuje wysokosc rzężąc i dławiąc się na niskich biegach oraz sprawnie sie przedziera przez potoki owiec.
Na przeleczy znow nam sprawdzaja paszporty a ja bawie sie z dwoma młodymi pieskami, ktore probuja mi zjesc aparat.
Dalej na wzgorzu czają sie betonowe, poradzieckie ruiny. Ponoc byla tu jakas baza wojskowa i budowali stacyjke kolejki wagonikowej. Dzis tylko wiatr wyje w pokruszonych scianach a wiszace żelbetowe kawałki bujaja sie w jego podmuchach
Kawałek dalej spotykamy dwoch bardzo milych pasterzy. Opowiadaja, ze sa z Kachetii i przyjechali tu ze swoimi owcami na cale lato. Niedlugo beda spędzac owce w doliny. Tysiace sztuk kudłatych, białych i łaciatych , beczących biegajacych kulek bedzie podążac zwarta kolumna ku cieplejszym terenom, gdzie latwiej wyskubywac trawe, nawet spod sporadycznie zalegajacego sniegu.
[img][/img]
Pytaja czy w Polsce tez mamy wypasy w gorach i ile u nas kosztuje baran. Bardzo sie wstydzimy, ale nie znamy nawet przyblizonej ceny. Oni swoje barany sprzedaja glownie Turkom na kebaby. Pytaja czy lubimy baranie mięso i czy w naszym kraju sie je czesto jada. Bardzo je reklamuja, ze jest smaczniejsze od swinskiego, od wołowiny i drobiu. Proponuja abysmy z nimi zostali i wspolnie spedzili wieczor. A my popełniamy najpaskudniejszy i najbardziej karygodny błąd na calej trasie wycieczki.. Odmawiamy! Mowimy, ze jest jeszcze wczesnie (chyba kolo 9-10) i musimy isc dalej, tłumaczac sie zaplanowana trasa. . Nie mozemy sobie tego wybaczyc do konca wyjazdu. Ba! Nawet teraz jak o tym mysle to pluje sobie w brode i mnie po prostu skręca ze zlosci! Ale jestesmy tak niewyspani i zmeczeni, ze marzymy tylko o namiociku postawionym gdzies w zacisznym miejscu i zeby nam wszyscy dali swiety spokoj! Dlaczego imprezy z miejscowymi tez musza chodzic stadami? Jak te owce na halach? Albo nic, totalna posucha, nikt nie chce sie z nami bratać, integrowac, zapraszac i kazdy miejscowy zapycha przed siebie z oczami wbitymi w niebo.. A potem wystepuje takie zagęszczenie imprez , ze nie sposob stawic im czoła! Dlaczego wlasnie dzis, dlaczego nie jutro albo przedwczoraj? Juz widze oczyma wyobazni jak idziemy do goscia do bacowki. On zażyna barana (byla cos mowa o degustacji mięsa), piecze szaszlyki, wyciąga dymion czaczy wlasnej roboty, cieszy sie na przyjazn miedzy narodami, a my z toperzem zjadamy po kawalku, wypijamy po kieliszku i idziemy spac o 20 jak niemowleta.. Nieee, to juz chyba lepiej odejsc z honorem.. Dlaczego nie spotkalismy ich dzien pozniej??? Dlaczego??
Idziemy sobie wiec droga wsrod połoninnych gór, ziewając donosnie. Mijamy kolejne stada a chmurki na niebie ukladaja sie w tak piekne kompozycje jakby jutro mialo nam solidnie dolać.
Wiekszosc spotykanych po drodze pojazdow to sama radosc! Machaja nam, trabia radosnie, albo wrecz zatrzymuja sie, pytaja czy nie pomoc, nie podwiesc czy mamy wode i jedzenie. Albo po prostu przystaja z ciekawosci na krotsza lub dluzsza pogawedke.


Odpowiedz z cytatem