Następną wsią, do której chcemy dojechać, jest Libuchora. Z doliny Hnyłej do Libuchry można jechać na wiele sposobów. Im wyżej w głąb doliny się zajedzie, tym wyższym miejscem przekracza się grzbiet miedzy tymi dolinami. Krańcowy wariant to droga przez Starostynę. Ten wariant zostawiamy jednak turystom pieszym i PeteFijałowskiemu. Wybieramy wariant przedostatni, przez wzgórze 981 pod Starostyną.


Ruszamy pod górę. Wszędziedojeżdżający sianowóz z naturalną klimatyzacją.


Już widać Starostynę. To tylko 2 kilometry.


Punkt decyzyjny. Może jednak na Starostynę?


Skręciliśmy jednak lekko w lewo ...


... na trawers przez 981.


Nie wiadomo, którędy byłoby łatwiej. Najpierw trafiliśmy na bagna (zdjęć nie ma, cała uwaga poszła na to, jak przez nie przeleźć). Potem było mocno pod górę.


Pod pretektsem robienia zdjęć, każdy co chwilę przystawał i ten z góry robił zdjęcie temu, co na dole.


A ten co na dole, robił zdjęcie temu, co na górze.


Dobrą okazją, aby przystanąć, było stado pasących się krów.


Nie można też było zaniedbać udokumentowania, skąd tu przyszliśmy.


Po wdrapaniu się na grzbiecik Czerynia, dalsza podróż przez 981 do miejsca biwaku przebiegała już na pedałach. Miejsce na biwak wybraliśmy tuż nad Libuchorą, z widokiem na główny grzbiet Bieszczadów Wschodnich. Spodziewaliśmy się zobaczyć stąd Pikuj, ale nie było go widać. Nie udało się też dokładnie określić - mimo próby telefonicznej konsultacji ze znawcami terenu - co przed nami widać.


Po przyjeździe do domu przy pomocy mapy i materiałów pomocniczych ustaliłem, że widać było Nondag, Ostry Wierch, Wielki Wierch, Żurawkę, Starostynę i Drohobycki Kamień. Ale czy na pewno?