Przejście w Ubli na granicy SK/UA jest skrótem, szczególnie dla osób z południa Polski jadących w rejony Zakarpacia.
Przejeżdżałem przez to przejście chyba z 10 razy w ostatnich 12-stu miesiącach.
Jeden z przykładów ; wyjeżdzam z Ukrainy, jest godz. 21. Na przejściu przede mną jeden samochód (słownie JEDEN)
Ile będzie trwała odprawa ?
Dwie godziny w plecy. Oprócz standardowych pytań zadawanych przez trzech kolejnych pograniczników czy nie wywozimy broni, narkotyków, czołgów, wyposarzenia cerkwii i tp. , pojawia się kolejny który przynosi płachty (format A-3) w postaci deklaracji celnych. Mnóstwo rubryk do wypełnienia przy których wypełnianie karteczek imigracyjny to przedszkole.
Oczywiście samochód stoi na boku, obok przejeżdżają Słowacy w ciągu kilku minut a my stoimy.
Potem kolejne oczekiwanie w budynku na pojawienie się odpowiedniego mundurowego. Po kwadransie pojawia się i wstukuje w kompa jakieś informacje przez kilkanaście minut.
Przekazuje dokumenty następnemu, który wypełnia ręcznie kolejne formularze. Jest - wreszcie ukraińska odprawa celna skończona. Podjeżam kilka metrów.
Kontrola paszportów. Dokumenty zostają zatrzymane. Mamy czekać.
Po kwadransie przychodzi mundurowy który będzie robił rewizję szczegółową. Wyciągamy wszystko, tłumacząc co to jest plecak a co namiot. Bebeszenie samochodu, numery silnika, itd, itp.
Skończył, oczywiście nic nie znalazł bo nie mógł.
Przynosi formularze i zaczyna je ręcznie wypełniać.
Pytam co to ? To urzędowe potwierdzenie że wykonana była ta szczegółowa kontrola.
Owszem, wszystko grzecznie i kulturalnie , ale dwie godziny szlak trafił.
Jeszcze 15 minut u Słowaków i mogę gonić do Rzeszowa.
Uff !!, jak dobrze że nie Szengen zniósł te pozostałe przejścia.


Odpowiedz z cytatem