Pokaż wyniki od 1 do 10 z 16

Wątek: Samotny Włóczykij "Stachura i kowboje"

Mieszany widok

  1. #1

    Domyślnie Odp: Samotny Włóczykij "Stachura i kowboje"

    Cytat Zamieszczone przez trzykropkiinicwiecej Zobacz posta
    ... kijem rzeki nie cofniesz...
    Porównujesz rzeczy stworzone przez człowieka z działaniem sił przyrody? To przecież ludzie stworzyli ten obecny syf, nie Bóg. Nawet mógłbym wymienić nazwiska tych ludzi. Tylko że oni wmówili wszystkim, że ich pomysły są jedynie słuszne, jedynie racjonalne i jedynie nieutopijne, naturalne jak sama przyroda.

    nie ma zresztą takiej potrzeby żeby wracać do tamtych czasów.. po co się cofać? jest nowe!
    A uważasz, że nowe jest lepsze tylko dlatego, że jest nowe? Bo jeśli to stare jest lepsze, to może lepiej cofnąć się do źródeł, gdzie rzeka była jeszcze czysta? To, co prezentujesz, to się nazywa heglizm - wiara w "ducha czasów". Gdyby nasi przodkowie w to wierzyli, to nie staraliby się odzyskać niepodległości w czasie rozbiorów ani podczas okupacji hitlerowskiej, bo "teraz mamy nowe" i trzeba się pogodzić z rządami Hitlera w Polsce oraz dostosować do nich.
    Proponuję przeczytać książkę - tę jej część, która została już umieszczona - i przekonać, się, co było lepsze - stare, czy nowe.

  2. #2

    Domyślnie Odp: Samotny Włóczykij "Stachura i kowboje"

    Cytat Zamieszczone przez Samotny Włóczykij Zobacz posta
    To, co prezentujesz, to się nazywa heglizm - wiara w "ducha czasów". Gdyby nasi przodkowie w to wierzyli, to nie staraliby się odzyskać niepodległości w czasie rozbiorów ani podczas okupacji hitlerowskiej, bo "teraz mamy nowe" i trzeba się pogodzić z rządami Hitlera w Polsce oraz dostosować do nich.
    To co prezentujesz to szufladkowanie ludzi (w różnych wątkach!) i totalna nadinterpretacja opinii innych. Postawienie znaku równości jak wyżej to jakaś totalna bzdura.
    Proponuję przeczytać książkę - tę jej część, która została już umieszczona - i przekonać, się, co było lepsze - stare, czy nowe.
    I jeszcze masz monopol na rację.

    Mnie skutecznie zniechęciłeś do czytania "książki".
    Gór, co stoją nigdy nie dogonię... -->

  3. #3
    Literat Roku 2013

    Awatar trzykropkiinicwiecej
    Na forum od
    04.2007
    Rodem z
    Nigdziebądź nad Osławą
    Postów
    1,841

    Domyślnie Odp: Samotny Włóczykij "Stachura i kowboje"

    Porównujesz rzeczy stworzone przez człowieka z działaniem sił przyrody?
    nie... to nie porównanie tylko metafora w moim mniemaniu, czyli autora tych słów, choć rozumiem że interpretacja dowolna i świat tak właśnie tworzy plotki...
    To, co prezentujesz, to się nazywa heglizm - wiara w "ducha czasów"
    ...a czemu nie? to coś złego? żyć tu gdzie żyję? Bywa że bujam w obłokach, ale chyba nie aż tak jak ten od kija co chce cofnąć czas i zamiast konstruować wehikuł - pieprzy głupoty
    Cytat Zamieszczone przez Samotny Włóczykij Zobacz posta
    Proponuję przeczytać książkę - tę jej część, która została już umieszczona - i przekonać, się, co było lepsze - stare, czy nowe.
    Czytałem.... mógłbym napisać że dawno już nie czytałem takiej słabizny w kwestii literackiej i treściowej, ale napiszę że naciągane to strasznie, jęczenie i nic więcej... nie tylko moja ocena ale i znajomych którym podrzuciłem... szkoda że tytuł malkontenta roku na forum już nie funkcjonuje... och szkoda... Wyłączam się z dyskusji... miłego stękania :)

  4. #4

    Domyślnie Odp: Samotny Włóczykij "Stachura i kowboje"

    Cytat Zamieszczone przez trzykropkiinicwiecej Zobacz posta
    ...a czemu nie? to coś złego? żyć tu gdzie żyję? Bywa że bujam w obłokach, ale chyba nie aż tak jak ten od kija co chce cofnąć czas i zamiast konstruować wehikuł - pieprzy głupoty
    Ja też żyję tu, gdzie żyję. Ale to coś innego, niż akceptacja wszystkiego, co jest obecnie. Zresztą konstruowanie wehikułu też wymaga nie biernego płynięcia z prądem i życia w tej rzeczywistości, która jest - co proponujesz - lecz niezgody na to, że człowiek nie może podróżować w czasie. I prawdziwego bujania w obłokach, bo ja piszę o faktach historycznych, a natomiast taki konstruktor robi coś, co istnieje tylko w literaturze fantastycznonaukowej. Tak na marginesie - tytuł malkontenta należałby raczej przyznać śp. Ryśkowi Riedlowi, bo ja go tylko cytowałem.

    Czytałem.... mógłbym napisać że dawno już nie czytałem takiej słabizny w kwestii literackiej i treściowej, ale napiszę że naciągane to strasznie, jęczenie i nic więcej... nie tylko moja ocena ale i znajomych którym podrzuciłem... szkoda że tytuł malkontenta roku na forum już nie funkcjonuje... och szkoda... Wyłączam się z dyskusji... miłego stękania :)
    Widzę, że kultura osobista kwitnie. Szkoda, że przed wyłączeniem się nie zdążyłeś poinformować mnie, co konkretnie jest tak słabego literacko i treściowego w mojej książce. Bo dopóki tego nie umotywujesz, to będę uważał, że jesteś jeszcze jednym człowiekiem, którego ta książka parzy w ręce, a żeby usprawiedliwić samemu przed sobą swoje uprzedzenia, swój strach i ucieczkę od niej, wymyśla całkiem wyssane z palca zarzuty. To tak, jak z Cejrowskim - wieszano psy na muzyce country tylko dlatego, żeby mu dokopać.
    Moi znajomi, także ci, co pokończyli polonistykę i filologie języków obcych, mieli o tej książce zupełnie inne zdanie.

    Cytat Zamieszczone przez Ostatni_Mohikanin Zobacz posta
    To co prezentujesz to szufladkowanie ludzi (w różnych wątkach!) i totalna nadinterpretacja opinii innych. Postawienie znaku równości jak wyżej to jakaś totalna bzdura.
    Tak, bo w 1989 r. nastał koniec historii i wszystko jest już zupełnie inne, niż przedtem. Wtedy były inne zasady, teraz zrobiliśmy "zwrot o 360 stopni", jak powiedział nasz były prezydent. Właśnie takie bajeczki, które zrobiły nam wodę z mózgów i doprowadziły do upadku Społeczność Wolnych Wędrówców, opisuję w mojej książce.

    I jeszcze masz monopol na rację.
    Nie widzisz różnicy między monopolem a przekonaniem? Ktoś, kto studiował temat przez wiele lat, zebrał dziesiątki cytatów, przy tym był świadkiem tego, co opisuje - ma chyba prawo być przekonany o swojej racji nie mniej, niż nauczyciel, przekazujący wiedzę uczniom - a raczej bardziej? Bo przecież nauczyciel ma często tylko "wykutą" wiedzę, której nie sprawdził.
    Oczywiście, chętnie przyjmuję głosy krytyki, uważając je za cenne uzupełnienie. Tutaj krytyki nie widzę - tylko pretensję, że nie wyznaję relatywizmu.

    Mnie skutecznie zniechęciłeś do czytania "książki".
    Aha, chcesz mnie ukarać, pozbawiając samego siebie wiedzy. Przezabawne.

    Ja się zupełnie nie przejmuję fochami, które mi strzelają niektóre osoby. W końcu ludzie przeżywają szok, jak czytają, że to, co uważają za głupotę i utopię, za co ich zdaniem należy się wstydzić i co należało zapomnieć, nie tylko było możliwe, ale mądre i dobre. 20 lat ich czegoś uczono - a tu nagle ktoś dowodzi, że było inaczej. Nie martwcie się, oswoicie się z tym, a wtedy szok minie. Zrozumiecie i w znacznym stopniu zgodzicie się ze mną.

    Nadszedł więc wreszcie rok 1989, a wraz z nim „upadek komunizmu” – wymarzony „raj na ziemi”. Byliśmy pewni, że przyniesie on automatyczną likwidację ugniatającej Polskę kamiennej czapy i wszystkie pozytywne wartości, które dotąd, tłamszone, żyły „w drugim obiegu”, znajdą się teraz na górze, oprze się na nich oficjalne życie Polski.
    Jak spowodować, żeby więź międzyludzka, piękno, braterstwo zafunkcjonowały jako zasady publiczne? Niech nikt nie mówi, że opozycja nie miała programu gospodarczego – bo miała, choć niedopracowany w szczegółach (pomijam tu, oczywiście, naiwne, idealistyczne i indywidualistyczne wyobrażenia artystyczno-zakapiorskie). Nowa Polska miała się opierać na samorządzie gospodarczym – tak, właśnie na tych odsądzanych dziś od czci i wiary związkach zawodowych i cechach.
    W pierwszym okresie po „obaleniu komunizmu” trwała feta. Co prawda, na kilka dni przed „wolnymi” wyborami, 27 maja 1989 r., tragedia pod Mount Everestem, która pochłonęła życie pięciu wybitnych polskich wspinaczy, symbolicznie zamknęła złotą erę polskiego himalaizmu, symbolicznie wyznaczając też kres pokoleniu westmanów. Skąd jednak mieliśmy wiedzieć, że to już koniec? Nasze życie toczyła się jak poprzednio – połoniny bieszczadzkie witały nas łanami kwiatów, leśne jeziora – pluskiem fali na piaszczystym brzegu. Jak dawniej nad łanami zbóż unosiły się śpiewające skowronki, jak dawniej na rajdowe szlaki wyruszali kowboje z Wrocławia, jak dawniej na polanach rozbijano indiańskie tipi. Bo też zdawało się nam, że wszystko jest jak dawniej – tylko „nie ma już komuny” – bo „nasi doszli do władzy”!
    Wielu ludzi rzuciło się wprawdzie do wykorzystywania nieistniejących wcześniej możliwości zarobkowych, ale rozumieliśmy to świetnie, wiedząc, że to tylko przejściowy okres i za jakiś czas, gdy się trochę dorobią, znów będą mieli czas i energię na westmański styl życia. Przecież wielokrotnie już zdarzało się Polakom ograniczać inne potrzeby i zajmować się na jakiś czas niemal wyłącznie zarobkowaniem. Ot, choćby w czasie różnych wyjazdów „na saksy”. Widzieliśmy też i to, że właśnie dzięki tym, którzy rzucili się w wir pracy zarobkowej, pojawiła się w Polsce obfitość towarów, dawniej bardzo trudno dostępnych.
    Stopniowo zaczęły docierać jednak do nas niepokojące sygnały. Najpierw było niezadowolenie, szczególnie wśród niższych warstw ludności, z powodu sposobu, w jaki powstała druga „Solidarność”, i w jaki dogadywała się z władzami komunistycznymi - za plecami obywateli. Większość z nas nie bardzo rozumiała te pretensje – dwudziestoletnie „życie na peryferiach” nie sprzyjało świadomości, że nawet najlepszą władzę trzeba nieustannie kontrolować. Robotnicy i chłopi wiedzieli to lepiej od nas. Mieli zresztą duże wątpliwości co do ludzi, których od 1968 r. uważaliśmy za swoich przywódców. Jak się okazało dużo później, były to wątpliwości uzasadnione.
    Tymczasem wszystko stawało się coraz bardziej „nie takie, jakie miało być”. Rozkradający mienie publiczne komuniści jako prywatni właściciele zachowywali się wobec pracowników, konkurencji i klientów jeszcze gorzej, niż przedtem. Odpowiadali ze śmiechem: „Przecież o to właśnie walczyliście!”. Cóż to miało wspólnego z ideami „Solidarności”? Rozszalała się rabunkowa prywatyzacja; ludzi pozbawiano pracy tysiącami. Do propagandy antykatolickiej dołączyła antynarodowa. Dążenia i idee pokolenia westmanów były w mediach w dalszym ciągu tematem tabu – a nawet stały się nim w jeszcze większym stopniu, niż to miało miejsce w PRL. Do postpezetpeerowskiego monopolu medialnego dołączyli zaś przywódcy inteligenccy pokolenia westmanów – i zaczęli mówić jednym głosem z postkomunistami!
    Patrzyliśmy na to, co się działo, z coraz większym zdumieniem. Nic nie rozumieliśmy. Czy to na pewno kapitalizm? Czy to na pewno demokracja i pluralizm?

    „Na szczęście” szybko pojawili się ci, którzy potrafili nam tę nową sytuację wyjaśnić. Tak się jakoś dziwnie złożyło, że byli to albo główni architekci nowego ładu, albo – tzw. konserwatywni liberałowie - odwalający dla nich pracę za darmo „pożyteczni idioci”. Uczyli nas oni, że raj na Ziemi nadszedł, tylko my tego nie widzimy, ponieważ jesteśmy skażeni komunizmem oraz faszystowskim oszołomstwem - i przekazywali zasady ustrojów, mających teraz panować w „wolnej” Polsce: „kapitalizmu” i „demokracji”.

    Nasi przewodnicy po nowej rzeczywistości starali się ułatwić nam dostosowanie do niej, wmawiając, że jest ona kontynuacją starej, sugerując, że ogólnie to nic się właściwie nie zmienia, tylko się „modernizujemy”. Zwolennicy „demokracji” twierdzili, że przeżarci konsumpcjonizmem wychowani przez nich ćwierćinteligenci, yuppies[1], są w dalszym ciągu inteligencją, bo mają „papierki”. Umożliwiało to też dowartościowanie i wykreowanie na elity narodu, a zatem na kogoś, na kim trzeba się wzorować, ludzi kompletnie bezmyślnych i bezwolnych intelektualnie, a zarazem najbardziej przesiąkniętych „demokracją” (przy czym rzekomy elitaryzm tych ludzi wabił także młodzież warstw niższych do pójścia w ich ślady). Wprawdzie osobnicy ci z reguły w końcu przestają się w ogóle interesować czymkolwiek, poza zarobkowaniem i pogonią za przyjemnościami - a więc nie obchodzą ich i wybory - ale zanim to się stanie, głosują tak, jak im to nakazują „autorytety moralne”. A i później można wykorzystywać ich opinie w sondażach.
    Zwiększyła problem propaganda medialna, zrównująca ze sobą wszystkich posiadaczy tytułu magistra, oraz pouczająca, jak taki posiadacz ma myśleć. Oczywiście, komuś, kto nie miał żadnego pojęcia o tym, kim jest inteligent, łatwo przychodziło przyjmować głoszone przez „demokratów” „mądrości”.
    Liberałowie gospodarczy natomiast wycierali sobie buzie „konserwatyzmem”, powrotem do którego miała być rzekomo realizacja ich koncepcji. Porównywali też tłustych, tchórzliwych i podłych biznesmenów oraz menedżerów wielkich korporacji z... dawnymi rycerzami i wojownikami, których obraz był tak głęboko zakorzeniony w polskiej wyobraźni zbiorowej.
    W sytuacji, w której ci sami ludzie starali się równocześnie pod szyldem walki z komunizmem i „faszyzmem” wykorzenić całą polską tradycję, trudno nie nazwać tego wszystkiego manipulacją. Choć, prawdę powiedziawszy, wielu „konserwatywnych” liberałów brało w tym udział bez złej woli – podobnie, jak nie ze złej woli wynikały wewnętrzne sprzeczności w ich poglądach. Oni naprawdę wierzyli, że możliwe są tylko dwa ustroje, a ponieważ podbudowa ideowa liberalizmu gospodarczego była bardzo słaba i pełna sprzeczności, usiłowali łatać ją socjotechniką, w przekonaniu, że w ten sposób ratują Polskę przed komunizmem. Prawda świadczy przeciw ”kapitalizmowi” – widocznie jest komunistyczna, zatem precz z prawdą. Stary, rosyjski pogląd: „myślenie jest początkiem zła”, sformułowany przez teoretyka samodzierżawia Filoteusza Twerskiego na przeł. XV/XVI w., znalazł w Polsce nowe zastosowanie. Doprawdy, dziw bierze, jakich łamańców umysłowych używali „konserwatywni” liberałowie, by ich poglądy choć trochę trzymały się kupy, a przynajmniej wyglądały atrakcyjnie – a my im wierzyliśmy – bo co mieliśmy robić?
    My zresztą też przecież chcieliśmy tego słuchać – wmawialiśmy przecież często sami sobie, że jesteśmy takimi samymi Polakami, jak dawniej – i to tym silniej, im bardziej porzucaliśmy dawne wartości. Pojawiały się np. poglądy, że w razie wojny z pewnością stanęlibyśmy na barykadach, tylko „teraz nie ma o co walczyć” - no, bo o co mamy walczyć, skoro nastał raj na Ziemi? Już widzę, jak ludzie, dla których najważniejsze stawały się indywidualne wartości materialne (w tym najwyższa z nich - własne życie biologiczne), byliby gotowi zaryzykować ich utratę.
    Mogliśmy jednak głosić takie poglądy bez obaw weryfikacji negatywnej, bo przecież każdy i tak wiedział, że teraz, w rajskiej epoce „końca historii”, wojny już nie będzie. Wprawdzie tylko ślepy nie widział, że nie brakowało innych zagrożeń, że Polska była podbijana przez obce potęgi gospodarcze, że w społeczeństwie polskim szerzy się znieczulica, bezduszność i egoizm, że ulegało ono atomizacji – ale to przecież nie było Zło, z którym należy walczyć. Przeciwnie - to było Dobro, pozytywne procesy rozwojowe, przejawy wychodzenia z komunizmu i przystosowywania się Polaków do nowoczesności...

    [1]Ćwierćinteligentów tych nazywa się też wykształceńcami, a polityka wylansowała ostatnio nowe określenie – wykształciuchów. Znów wypada tu więc zacytować fragment artykułu Joanny Dudy-Gwiazdy pt. „Inteligencja”, dobrze oddający prymitywną wiarę wyznawców Niewidzialnej Ręki Rynku w to, że wszystkie pozytywne potrzeby zostaną zaspokojone na zasadzie podaży i popytu:
    „Czasy prawdziwego barbarzyństwa nastały dopiero w wolnej Polsce. Zniesienie cenzury, pluralizm i komercjalizacja mediów wyłączyły krytycyzm odbiorców. Jak zahipnotyzowani wpatrują się oni w migawki telewizyjne i kolorowe czasopisma, szczęśliwi, że wiedzą już o świecie wszystko, co wiedzieć powinni. Kult profesjonalizmu zniszczył istotę inteligencji – wszechstronność zainteresowań. Ludzie uwierzyli, że dopiero praktyczna wiedza z inżynierii finansowej i kreatywnej księgowości daje prawo wypowiadania się na temat polityki, gospodarki, ekonomii. Skłonność inteligencji do bezinteresownych działań skierowano na bezpieczne dla systemu pole wolontariatu.
    (...) Chciałam zadzwonić do mądrych ludzi zapytać, czy jest w Polsce inteligencja [tj. inteligencka warstwa społeczna], ale wiem, co mi odpowiedzą: „Kiedy na rynku wystąpi popyt na inteligencję, podaż wzrośnie”. Idea „każdy sobie rzepkę skrobie” – nie potrzebuje intelektualistów.”
    Dodajmy, że słowo „profesjonalizm” nie znaczy dziś wykonywania jakiejś pracy na poziomie w pełni wykwalifikowanego zawodowca, lecz po prostu zarabianie w danej dziedzinie pieniędzy. O zniknięciu inteligencji jako warstwy mówi również Jadwiga Staniszkis („Staniszkis: dziś młodzież ma trudniej”):
    „Przed wojną istniały prawdziwe środowiska inteligenckie sensie formy, pewnej dyscypliny moralnej i wsparcia statusowego. Teraz każdy z tych młodych ludzi musi walczyć na własną rękę. Inteligencja jako warstwa, która ma zobowiązania, zniknęła.”

    Ostatnio edytowane przez Samotny Włóczykij ; 25-05-2011 o 19:19

  5. #5

    Domyślnie Odp: Samotny Włóczykij "Stachura i kowboje"

    Aha, Mohikaninie. Ludzie się sami dzielą na różne kategorie. To nie jest tak, że kategorie ludzi nie istnieją, bo "nie wolno uogólniać" i istnieją tylko "wolne jednostki", które są tak wydelikacone, że mogą to odczuć jako "krzywdę". Bez uogólniania cała socjologia byłaby do wyrzucenia na śmietnik. A sondaży należałoby zakazać, strategii politycznych też, bo one opierają się właśnie na "szufladkowaniu".

  6. #6
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: Samotny Włóczykij "Stachura i kowboje"

    Cytat Zamieszczone przez Samotny Włóczykij Zobacz posta
    też wymaga nie biernego płynięcia z prądem.
    mozna nie plynac biernie z pradem.. to najgorsze co moze byc.. ale czy desperackie chlapanie sie pod prad ma jakis cel?? rzeka i tak poplynie dalej.. czy nie lepiej zamiast walk z pradem - jak najczesciej wychodzic na zarosniete brzegi i szukac na nich pieknych miejsc?
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. "Wysłowienie Niewysłowionego", czyli Bieszczady i Metafizyka
    Przez Aragorn w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 28-09-2012, 21:39
  2. "Frontalny atak na polską młodzież" ...a kiedyś było inaczej?
    Przez trzykropkiinicwiecej w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 17-03-2011, 22:49
  3. Odpowiedzi: 6
    Ostatni post / autor: 04-08-2010, 10:00
  4. Odpowiedzi: 33
    Ostatni post / autor: 11-05-2009, 04:43
  5. Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 27-11-2008, 11:42

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •