"Dzika" eksploatacja archeologiczna Bieszczadów i innych miejsc Polski może wkrótce doprowadzić do sytuacji, że przebieg bitew będzie nie do odtworzenia. Nie jest to wcale takie fajne. Fachowcy twierdzą, że wystarczy jeszcze 5 lat takiej wolnoamerykanki.
Jeśli chodzi o Chryszczatą - wspinałem się tam kiedyś w nocy od Jeziorek Duszatyńskich, a potem nocowałem na wierzchołku (no, nie na samym, schowałem się za grzbiet dla ochrony przed wiatrem). Nic się nie działo, tylko mysza jakaś biegała i prawdopodobnie borsuk. Dodam, że okopy były tuż obok.
Te głosy walki "armii duchów" i w ogóle odtwarzanie się foniczne wydarzeń z przeszłości próbuje się tłumaczyć w taki sposób, że w pewnych ściśle określonych warunkach przyrodniczych (m. in. wysoka wilgotność) głosy jakby nagrywają się, a potem znów w pewnych warunkach odtwarzają. Niestety, wciąż jeszcze nie został wyjaśniony mechanizm tego zjawiska, ale nie należy go raczej mylić z prawdziwymi duchami.
Miejscowi Łemkowie opowiadali, że "Patryja trupami była zawalona".
Natomiast kiedyś w Bieszczadach, gdy schodziłem nocą z Przełęczy nad Roztokami na słowacką stronę, słyszałem w lesie taki dźwięk, jakby ktoś przybijał gwoździami blachę. Myślałem, że dotarłem do miejsca, gdzie natrafię na jakichś ludzi, ale okazało się, że naokoło była tylko głucha puszcza.



Odpowiedz z cytatem