Dzień Siódmy:
Zwiedzanie doliny Łomnicy. Obieramy kierunek Osmołoda i w drogę. Czeka nas ponad 20 km marsz doliną. W pierwszym etapie idziemy nikłą ścieżką biegnącą po zarośniętym torowisku kolejki wąskotorowej. Żeby nie było za łatwo jest wiele wiatrołomów i osuwisk, niektóre osuwiska całkiem spore i trzeba się nieźle nagimnastykować żeby takie obejść często wykorzystując cztery kończyny. Droga "samochodowa" biegnie korytem.
Przed Darowem zaczyna się cywilizacja w postaci drogi gruntowej:
W dalszym ciągu osuwisk nie brakuje:
Darów to już prawdziwa cywilizacja, kilka budynków i rozjeżdżone drogi:
Od Darowa prowadzi już prawdziwa autostrada:
Żeby nie było zbyt nudno dolina od czasu do czasu "przyozdobiona" jest rurą:
Po całodziennej walce z doliną zmęczeni w końcu docieramy ponownie do Osmołody. Niestety Arnika Wiktora zamknięta na głucho. Pytamy w sąsiednim domu o właściciela, Wiktor wyjechał na parę dni. Właścicielem sąsiedniego domu okazuje się ojciec Wiktora i chętnie nas przyjął w swoim domu. Do kolacji gospodarz wyjmuje pyszne konfitury. Wodę na mycie grzejemy w specjalnym naczyniu wsuwanym do pieca. Śpimy na pięterku na które wchodzi się po stromych schodach...
C.D.N.
Dzień Ósmy:
Decydujemy się przespacerować gorgańskim deptakiem czyli kierunek Wysoka. Szlak przekracza wiszący mostek na Łomnicy i wspina się zakosami na grzbiet. Pogoda już na dole wietrzna więc wyżej zapowiada się niezłe urwanie głowy.
Osiągamy grzbiet, kończy się las, zaczyna kosówka. Jest niby pogodnie ale zimno które potęguje silny wiatr. Pojawiają się pierwsze widoki na góry.
Im wyżej tym więcej śniegu. Na zdjęciach widoki ładnie wyglądają ale po drodze nie było warunków na ich komfortowe podziwianie. Raczej myślimy o jak najszybszym zejściu z najwyższych partii gór.
Przeskakujemy na sąsiedni Ihrowiec. Przy schodzeniu wiatr trochę zelżał i można chwilę odsapnąć.
Dochodzimy do przełęczy Borewka i rozbijamy biwak. Rozpalamy ognisko, gadamy a wiatr hula ponad lasem.
Dzień Dziewiaty:
Noc była niespokojna. Silny szum drzew i podmuchy wiatru nie dawały głęboko zasnąć. Pogoda się psuje. Składamy toboły i szlakiem biegnącym trawersem Ihrowca wracamy do Osmołody. W drodze zaczyna padać deszcz. Dochodzimy do Wiktora który wrócił już do domu.
Ostatnie spojrzenie na góry. Wkrótce zapadnie zmrok.
Wczesnym rankiem jeszcze przed świtem wsiadamy do marszrutki i wracamy do domu. Tak to zakończyła się nasza pierwsza wspólna włóczęga.
KONIEC
Gór, co stoją nigdy nie dogonię... -->
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)