Musze coś wyjaśnić. Po pierwsze wtedy, w 2007, gdy przyjechaliśmy Capri, wcale nie chodziło o to żeby się wtarabanić na górę za wszelką cenę za pomocą cudzej wyciągarki. Ale tak wyszło bo wcześniej ugrzęźliśmy (jeszcze przed właściwym podjazdem) i ktoś i tak musiał nam pomóc. I wtedy przemiły Pan K. wraz ze swoim kolegą i UAZem stwierdzili, że dobra, jak już tu jesteśmy to jedziemy na samą górę. Byliśmy tam pierwszy raz i naprawdę nie widzieliśmy co nas czeka dopóki się tam nie znaleźliśmy ciągnięci na sznurkuDopiero kilka dni później, jak warunki na "drodze" sie poprawiły to wjechaliśmy samodzielnie. Kosztowało nas to sporą część układu wydechowego ale dotarliśmy!
Nie chodziło o to żeby się wpisać d księgi wjazdów o której pisze don Enrico bo chyba wtedy nawet o niej nie wiedzieliśmy![]()


Odpowiedz z cytatem