Film „W ciemności” jest na razie polskim kandydatem do Oscara, nominacje odbędą się 24 stycznia.
Choć dokumentacja i zapoznanie z terenem były prowadzone we Lwowie to sceny z filmu, kręcone były w Piotrkowie Trybunalskim, Łodzi, Warszawie i Lipsku.
Ciekawostka dla Buby, bo ją korciło;-)
”Marcel Sobański, który jako scenograf odtwarzał tło wydarzeń, żałował urody oryginalnej scenerii. Choć, jak wspominał czas robienia dokumentacji do zdjęć, lwowskie kanały były także bardzo niebezpieczne.
- Gdy z Jolą Dylewską penetrowaliśmy te kanały, woda nagle zaczęła się podnosić. Mieliśmy pół godziny, żeby z nich wyjść... - wspomina. Jak się okazało, był to moment powrotów z pracy mieszkańców miasta, czyli moment, kiedy wszyscy zaczynają odkręcać wodę.”
Mnie też Wuka zmotywowała do wyjścia z domu:)
Jednak moje wrażenia są całkiem inne.
Trochę zdradzam fabułę, jak ktoś nie chce wiedzieć, niech nie czyta.
Jak ktoś chce sam to przeżyć, to też niech nie czyta!
„W ciemności” nie rzuciło mnie na kolana.
Jak się obejrzało „Kanał” Wajdy to żaden inny, kręcony w podobnej konwencji nie jest w stanie zatrzeć tego pierwszego wrażenia. Tamten chociaż zrobiony ponad pół wieku temu, to jest jedyny w swoim mrocznym szaleństwie...Nie poznałam później żadnego horroru, który by mnie równie mocno przeraził, czy dramatu wprowadzającego w równie depresyjny nastrój;-)
Najciekawsze, że wtedy jakoś się dało zrobić sceny w ciemności i nie było wielkiego halo, to teraz podkreśla się jak trudne były technicznie.
Ok. wyłącznym oświetleniem były latarki aktorów i to oni musieli się napocić, żeby coś było widać;-)
Film choć sięga do prawdziwej historii, jednak sprawiał na mnie wrażenie starannie wyreżyserowanego przedstawienia, z góry było wiadomo co kto powie i jak się zachowa...Przewidywalność aż do bólu, jak na szkolnej akademii. Takie nagromadzenie drastycznych i dramatycznych scen, żeby każdego w końcu ścisnęło. Dziewczynka ze wstążką na głowie (noszoną wytrwale przez ponad rok), wzruszającą piosenką i spojrzeniem z kanału na spacerujące gołębie. Rodząca kobieta i matka morderczyni, histerie, szaleństwa, bohaterstwa...Jak dobrze spreparowany pokarm, zawierający wszystko co potrzeba...Przepraszam, ale jak dla mnie nagromadzenie tych symboli, wielce wymownych wątków było mocno przyciężkie i zbyt dosłowne...
Sceny seksu, tak podkreślane przez niektórych, nie zwracają specjalnie uwagi, spójne z kanałowym klimatem, wręcz pasują jako kolejny składnik dorzucony do pożywki...
Taki hollywoodzki po prostu, na dopełnienie z happy endem;-)
Tak, chyba nie ma się poczucia niedosytu po obejrzeniu tego filmu...
To co mi się podobało to rzeczywiście język, bałak- gwara lwowska.
Przyciągała gra aktorów głównie Roberta Więckiewicza, oraz Kingi Preis – Wandzi, wspaniale się dopełniali, ale też Krzysztofa Skoniecznego – filmowego Szczepka.
Przemiana Poldka Sochy nie specjalnie zrobiła na mnie wrażenie, może dlatego, że ja bym mu z marszu powierzyła życie i majątek;-)
Jeśli w ogóle wybierać się na coś do kina, to na ten film warto, choćby dlatego, że zostaje coś w pamięci, budzi refleksje i powoduje niepokój, jak to w życiu może się wszystko zdarzyć...
Natomiast, temat Holocaustu najbardziej poruszył mnie w filmie „Życie jest piękne” Roberto Benigniego – reżysera i głównego bohatera. Połączenie dramatu obozu koncentracyjnego z kreacją fikcyjnej gry wojnę, gry ojca dla ocalenia syna. To było tak zaskakujące podejście, tak niesamowite, że do dziś czuję ciarki i pole dla wyobraźni.


Odpowiedz z cytatem