Czasem tak łażę sobie po stolicy i szukam ciekawostek, albo z jakimś planem, bo dostałam namiar, albo całkiem przypadkiem trafiam. Tym razem zupełnie nie miałam w zamyśle zwiedzania, ale w centrum odkryłam bardzo ciekawy zakątek...Nomen omen ulicę Próżną...Jedyną obustronnie ocalałą z warszawskiego getta...Zaskoczyły mnie te paropiętrowe kamienice z cegły, z wysokimi oknami, żeliwnymi balustradami balkonów i zielonymi samosiejkami w rynnie dachowej.
Wyszłam z metra, ze środka ziemi i chaosu, żeby trafić w miejsce, gdzie czas się zatrzymał...
Zaniepokoiły mnie sterczące obok szyje żurawi wskazujące na intensywną budowę, pojawiła się myśl co z tego zostanie za chwilę....
Zaraz też zaczęłam sprawdzać, co to takiego te budynki...
Dowiedziałam się, że austriacka firma chciała połączyć kamienice i zrobić z nich hotel pięciogwiazdkowy, ostatecznie stanęło na renowacji i zrobieniu z nich biurowca...Hmm...ciekawe jak potraktują ten kawałek historii...
Z resztą walka o zachowanie tych obiektów toczyła się już jakiś czas, tak naprawdę ze strony miasta groziła im rozbiórka...gdyby nie grupka ludzi...Obecnie są w rejestrze zabytków.
A wszystko zaczęło się w drugiej połowie XIX w. od Wolanowskiego przemysłowca polskiego o żydowskim pochodzeniu, który założył sklep wyrobów żelaznych na Placu Grzybowskim, do dziś branża jest zachowana, a później fabrykę śrub, gwoździ i drutu... do telegrafu;-) Rozwój tego ostatniego przyczynił się do znacznych zysków:) W każdym razie kamienica na Próżnej nr 14 stała się dość znana i okazała.
Fabryka produkowała też wyroby na potrzeby kolei i o tym jaki to los potrafi być ”przewrotny czy wykolejony”, świadczy fakt, że Majer Wolanowski zginął na skutek katastrofy kolejowej pod Warszawą...
Tak to się plecie i przeplata...


Odpowiedz z cytatem