Mam pewne przypuszczenia dlaczego w studenckich kolach przewodnickich panuje pewna "niechec" do osob starszych.. Osoby po czterdziestce zwykle albo po gorach nie chodza i sa zupelnie zielone w temacie albo chodza, ale maja juz swoj wlasny styl turystyki gorskiej, wyrobiony przez lata wedrowek,prob i błedow na szlaku. Wiedza czego w tych gorach szukaja, maja swoje przyzwyczajenia jesli chodzi o dobor i rozklad tras, przygotowywanie posilkow, odpoczynki czy spedzanie wieczorow. No a koła maja swoj, dosc nieugiety rodzaj wedrowania i raczej na takim kursie nie ma zbyt duzo miejsca na kompromisy i wlasne zdanie. Przewodnik mowi i trzeba go sluchac, nawet jak mowi brednie.. Wiec duzo latwiej w takim momencie dostac pod swoje skrzydla swiezego, pelnego zapalu 16 latka, ktory wiele razy jest jak czysta karta, mozna mu duzo wiedzy przekazac , pokazac gory, ktore go zafascynuja, nauczyc pewnego stylu turystyki, ale i wychowac, uformowac na "kursowy" model..
Nie wiem czy nadal tak mozna, ale dla wszystkich starszych i niepokornych,ktorzy jednak chcieli by sie troche pobratac z kolami przewodnickimi chyba lepiej zaczac od bycia "sympatykiem kola",niz od razu pchac sie na kurs i sprawiac klopoty , innym i sobie... Dzialanie z "wolnej stopy" rowniez pozwala poznac to tych to tamtych, zobaczyc "z boku" jak wygladaja imprezy czy owe wyjazdy kursowe i czy nam takie wedrowanie po gorach odpowiada.



Odpowiedz z cytatem
