Słucham czarnej muzyki bo i noc była czarna i długa, trafialiśmy różnie, nie zawsze najlepiej, wizyta w knajpie Kryjówka wywołała sporo nie zawsze najlepszych emocji, za to z miłr było spotkanie z GURU, w końcu wylądowaliśmy w lokalu gdzie mieli pszeniczne i było naprawdę sympatycznie
spokojnie za chwilkę naprawią szklankę :)
podróż koleją minęła spokojnie i przed świtem byliśmy w Lwowie, plecaki ciężkie ale serce się rwie aby choć rzucić okiem na miasto, już mamy zrezygnować gdy Don wpada na pomysł pętli tramwajem, jest taki co przez całą starówkę jedzie, to był doskonały plan! Miasto się budzi do życia w niedzielny poranek, słonce przebija powoli, zaglądamy do dawnego kościoła św. Elżbiety
pora wracać tym razem nie marszrutkat ylko elektriczką jest i przestronniej i taniej
![]()


Odpowiedz z cytatem