Cytat Zamieszczone przez Piskal Zobacz posta
Ech, jak ja wam, mieszkającym nie tak daleko od jakichkolwiek gór, zazdroszczę..
No drobiazg, ode mnie to tylko ok 350 km w jedną stronę, to już Rzeszowiacy mają bliżej.

Ciąg dalszy.

Kolejnego dnia, po śniadaniu na polu (lub dworze jak kto woli) idziemy najpierw żółtym szlakiem ku skałkom "Skalnej Bramy".

W oddali widok na Niżnie Tatry (od tyłu, czyli po słowacku "od zadu"):







A tutaj już widok z samej Skalnej Bramy:







Dochodzimy do przełęczy Nižná Kľaková, gdzie znajduje się schron turystyczny - tak zwana "Útulňa " - kapitalna rzecz, że w parku narodowym można za darmo legalnie przenocować, jest czysto, w pobliżu źródło. Takich miejsc na Słowacji znam co najmniej kilkanaście.







Cały czas towarzyszą nam sielskie widoki, tutaj Góry Stolickie:





Obiad - czyli kanapki, zupki, herbatę jemy sobie w środku trasy - na polanie Studňa, gdzie znajduje się obfite wywierzysko, a także głęboki awen Ľadová jama na Muráni.


http://mapy.hiking.sk/?zoom=15&lat=6...FFTTTTTFFFFFTT



Po południu podążamy dalej w kierunku zamku Murań:






I w końcu już pod wieczór jesteśmy przy schronisku pod zamkiem:





O schronisku, które mieści się w dawnym domku myśliwskim Ferdynanda Koburga ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Ferdynand_I_Koburg ) można by pisać bardzo wiele. Rodzina ta posiadała w rejonie Murańskiej Płaniny (jak również w Górach Szczawnickich) ogromne majątki leśne.

Jeszcze więcej można by napisać o samym zamku, który miał bardzo burzliwą i wyjątkowo ciekawą historię. Wiąże się z nim postać "Murańskiej Wenus", czyli Marii Szèchy ukochanej Franciszka Wesselényi (przywódca powstania przeciwhabsburskiego) - kobiety wyjątkowo pięknej i inteligentnej.


http://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_Mura%C5%84

http://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Wessel%C3%A9nyi





Idziemy więc na zamek






Zachodzące słońce oświetla ostatnimi promieniami mury i nieodległe Góry Stolickie











Pozostaje problem - jest już godzina 20, a my musimy zdążyć przed 21 do miejsca noclegu do pensjonatu do Murania, bo zamkną "Vyczap" gdzie są nasze klucze od pokoju (oraz piwo).

Na szczęście pan - jedyna obsługa schroniska "Zamek" właśnie odjeżdża sprzed schroniska swoim gazikiem i okazuje się ze jest on synem właścicielki pensjonatu gdzie mieszkamy.
Tak więc zabiera on Anię z naszymi wszystkimi plecakami, a pozostała czwórka - tylko z latarkami schodzi na dół.
1/3 trasy pokonujemy szlakiem, potem robi się ciemno, akurat szlak przecina asfaltową drogę więc resztę trasy postanawiamy schodzić drogą.

Niestety pierwszą część trasy rozmawiamy o niedźwiedziach a potem straszny jest nam każdy szelest w lesie.
W pewnym momencie dziewczyny idące 2 kroki przede mną stają jak wryte i wrzeszczą a coś okropnie zestrachane w krzakach ucieka. Ja też o mało nie dostają zawału (nie z powodu szelestów, ale z powodu ich krzyku).
Zaczynamy śpiewać co zapewne płoszy wszelką zwierzynę w promieniu 10 km.

W końcu o godz. 21.15 dochodzimy do Murania, pijemy zasłużone piwo, które kupiła nam Ania, a potem idziemy spać.