A w Rozłuczu - luksusy! Tak wielkie, że trzeba było ogrzewanie w pokoju hotelowym wyłączyć, bo po trzech dniach na mrozie nikt z nas nie mógł znieść upału. Ale wcześniej pobiliśmy rekord w zagracaniu pokoju - w mgnieniu oka z plecaków wyskoczyły na zewnątrz mokre kurtki, czapki, rękawiczki, śpiwory, w łazience zaległy rakiety i menażki jeszcze ciągle oblodzone najprawdziwszym lodem spod PikujaA my nie mogliśmy się otrząsnąć ze zdziwienia, że można tak bezproblemowo do toalety wyskoczyć, że można wieczorem we czworo pogadać, że w łóżku miękko i ciepło bez trzech par spodni i siedmiu polarów... Jak to zupełnie inaczej patrzy się na niektóre rzeczy po trzech dniach noszenia domu na plecach po śniegu i w mrozie
Przed snem jeszcze ustaliliśmy, że następnego dnia bezwzględnie jemy w Rozłuczu pierogi a potem nastała noc. I nawet nie wiem, czy wiało na zewnątrz. Płótnem namiotu w każdym bądź razie nie szarpało![]()


Odpowiedz z cytatem








