Przypadek Pablo potwierdza niestety regułę. Bieszczady są hiper, super uch, ach, ech - na 5 minut.
Na dłużej trzeba mieć pozabieszczadzkie źródło dochodu tak jak np. Pablo ma emeryturę i nie musi się już martwić o pracę.
Niestety wszystko sprowadza się do tematu pieniędzy, które są potrzebne zarówno przy dużych rzeczach jak np. zakup ziemi czy budowa domu, ale także w tych najmniejszych jak codzienne zakupy.
Potem ktoś napisze, że moje posty są takie same. Niestety Bieszczady nie są miejscem gdzie dosłownie materializuje się poezja jak się niektórym wydaje.
Nie twierdzę, że mieszkanie w mieście, szczególnie dużym jest takie super, ale trzeba umieć właściwie ocenić sytuację, a nie żyć jak dziecko w bajkowym świecie zielonych pagórków.
Gdyby było tutaj tak super jak się wielu osobom wydaje, to ludzie masowo osiedlaliby się w Bieszczadach, a nie tylko patrzyli jak z nich uciec.


Odpowiedz z cytatem
Ale zgadzam się z Tobą - decyzja jest najważniejsza. I świadomość, że wejdzie się do zupełnie innego świata niż taka np stolica. Ja w stolicy odbębniłem 40 i kilka lat. Teraz robię rzeczy, których bym nie wymyślił w wielkim mieście w najlepszych snach. Żal mi czasem, że nie dałem rady w Bieszczady, ale wtedy byłem za cienki finansowo, żeby podołać wyzwaniom osadnictwa bieszczadzkiego. Tam rzeczywiście trzeba było jechać z wielgachną walizką pieniędzy na rozkręcenie. Tu przynajmniej tego uniknąłem, a teraz jestem na etapie szukania miejsca pod budowę domu:) Może nawet z wyśnionym sadem? A gdy skończą ałtostradę na wschód, wyprawka w Bieski będzie trwała kilka godzin - krócej niż kiedyś ze stolycy. Czyli do roboty Panie Robercie kresowiaku. Powodzenia na nowej drodze:)