Sama cerkiewka pochodzi ponoc z IV wieku. Otoczona jest porzadnym murem jak twierdza. Z zewnatrz robi wrazenie troche zruinowanej, ma lekko zapadniety dach ale w srodku jest swietnie zachowana. Cerkiewka to jedyny budynek w dolinie, chyba ze liczyc biesiadna wiate przy zrodelku.











Pozniej przyjezdza niwą Artiom nazwany przez nas "Specnazem" wraz z dwoma kolegami. "Specnaz" biega wokol cerkwi i z zapalem wszystko fotografuje zanim zapadna zupelne ciemnosci a jego koledzy w tym czasie chyba troche sie nudza. Pyta nas tez jak tu dotarlismy- byli zdziwieni ze nigdzie nie mineli nas po drodze. Mowie ze weszlismy wawozem. "Wąwozem? To mysmy w armii zawsze tak chodzili!!". Pytamy tez czy znaja droge gorami do Spitakavor. Ponoc nie ma stad drogi takiej ktora mogloby przejechac auto wiec zaden z miejscowych sie nie zapuszcza w bezdroza bo i po co. Do Spitakavor oczywiscie jezdzili ale naokolo, przez Jegegnadzor i Vernaszen.

Stawiamy namioty w obrebie murow klasztornych. Rozkladam pranie na kamieniach. Wczesniej dokladnie ogladam kazdy kamien czy nie wyglada przypadkiem na nagrobek czy inny chaczkar ale chyba sa to zwykle kamienie (albo napisy starł juz czas )

Idziemy jesc. Przy cerkiewce jest boczny jakby kruzganek. Widac ze to miejsce biesiadne. Ludzie zbudowali tam sobie kamienny stoł i ławy. Sa garnki, patelnie, resztki ogniska i obgryzionych warzyw.





Jak przychodzimy czesc naczyn jest jeszcze ciepla- widac biwakujacy niedawno opuscili to miejsce. W minionej biesiadzie zdecydowanie udzial bral tez baran



Caly czas kolo nas kreci sie lisek. Wogole sie nie boi, widac ze jest przyzwyczajony do dokarmiania lub pozerania resztek po imprezach.



Gdy wracamy do namiotu Piotrek mnie pyta: "Buba czemu rozrzucilas skarpetki na sciezce?". Okazuje sie ze lisek (chyba?) rozwloczyl cale moje pranie a na domiar zlego zjadl mi gacie! Cale obslinione i podarte! No i zostalam z dwoma parami gaci.. W dodatku te byly moje ulubione :(

Lisow jest tu chyba wiecej. Piotrek idzie do kibelka za mury i zastaje go tam 4 pary swiecacych oczu. Szybko wraca spowrotem. Zastanawiamy sie czy jesli teren jest taki bogaty w zwierzyne to moze sa tez inne gatunki? Moze niedzwiedzie albo szakale? "Specnaz" mowil nam ze tu nie ma niedzwiedzi. 50 km stad sa miski, i owszem, calkiem sporo. Ale tu nie ma.. "Specnaz" to wie, my to wiemy- ale czy niedzwiedzie tez to wiedza??? Toperz mowi ze najbezpieczniej przez niedzwiedziem to bylo spac w cerkiewce w srodku acz tam bym chyba nie usnela z innych powodow. Nie potrafie wytlumaczyc dlaczego. Na Armaghanie poszlam noca do cerkiewki, zapalilam swiece. Bylo cudnie gdy wiatr duł na zewnatrz a w srodku popiskiwaly nietoperze wsrod chrzestu swiec. Tu jak przychodzimy tez mam taki plan nocnego odwiedzenia swiatyni. Ale ta cerkiewka jest jakas inna.. Wieksza? Starsza? Bardziej opuszczona? gdy tylko podchodze do drzwi nocą to jakas niewidzialna sila nie pozwala mi zrobic kroku dalej. Czuje jakby ktos/cos tam bylo, co bynajmniej nie chce moich odwiedzin i moze nie byc zachwycone gdy zmaci sie jego spokoj..

Rano budzi nas slonce, w namiocie mamy saune! Po otwarciu wejscia uderza nasz zapach wszelakich ziol, w wiekszosci dla nas nieznanych







Przed sniadaniem wchodzimy na jedna z gorek nad klasztorkiem, skad roztacza sie niesamowity widok na cala doline.





Widac tez kolejne pasma i doliny w ktorych rozlozyly sie malutkie wiosk zagubione gdzies w gorach. Wioske mozna poznac nie tylko po domach ale tez po plamie zielonosci. Bo gory sa zazwyczaj płowo-brunatne.