Wuki pytanie "Też tak macie czy tylko ja wolę dawność ?" siedziało we mnie ponad miesiąc.
Uwaga! Będzie trochę filozoficznie, ale tak mnie naszło.
Dawność!... a która dawność?
Gdy upadałem jako dziecko?... Starte kolano, krew, płacz, przytulenie matki, „bądź mężczyzną” ojca,
Gdy upadałem jako nastolatek?... ku..a!, starte kolano, rozdarte spodnie, dobrze, że nikt nie widział!
Gdy upadłem z kilkoma krzyżykami na plecach?... ku..a, ślepy jestem czy co? Wstałem!
Gdy upadnę… i nie będę miał sił by wstać i nikogo by mnie podniósł? Amen.
Dawność… która dawność?
Młodzieńcza miłość? Rozstanie, pfff będą następne,
Miłość, ta ślubna? Przeszła, spowszedniała, stworzyła antagonizmy, i co dalej? Trwanie?
Miłość, ta nowa? Tworzenie na nowo wszystkiego i na nowo odkrywanie siebie i miłości,
Miłość to drugie w rankingu, po zdrowiu, pragnienie człowieka. Trzecie to pieniądze. Dawność się nie załapała na listę życzeń.
Jeśli nie zdrowie i miłość to dla dawności trzeba stworzyć ludzki ranking pragnień. Tylko dla której dawności?
Czyż nie fajnie mieć na nagrobku wyryte…
„Tu leży ten, który miał wspaniałą dawność”
Lepsze to niż różne bzdety z datami urodzin i śmierci lub pean pochwalny
„Tu spoczywa ten co rozwiązał hipotezę Hodge`a, hipotezę Riemanna, teorię Yanga-Millsa, Równanie Naviera-Stokesa, a nie zdążył za życia rozwiązać w całości hipotezy Bircha i Swinnertona-Dyera”
za Staffem…
Już? Tak prędko? Co to było?
Coś strwonione? Pierzchło skrycie?
Czy się młodość swą przeżyło?
Ach, więc to już było... życie?
Którą dawność, którą dawność…?


Odpowiedz z cytatem