Zgodnie z zapowiedzią - piszę jak było (sorry że tutaj, jak chcecie to przenieście)
Zmiana w ostatniej chwili => z planu pierwotnego pół dnia + 2 dni + pół dnia chodzenia od piątku do poniedziałku, zostało nam 2 dni + pół od soboty do poniedziałku
od 26 do 28.092015 Chcieliśmy przejść 78km od Komańczy do Ustrzyk
sobota:
Przyjechaliśmy od Komańczy o 3.00 rona w sobotę i wyszliśmy na szlak o 8.30. Nie padało
o 10.00 zaczęło mżyć a o 11.00 lać. Lało do końca dnia
Doszliśmy ok 14.00 do bazy Rabe (super klimat !!!) gdzie zostawiliśmy 2 z 4 członków ekipy. Jeden miał "rozpuszczone" buty a drugi skasowane kolano - biurko nie wyszczupla !
Pojechali z uczynnym do Komańczy po samochód / suche buty / piwo
We dwóch poszliśmy dalej - lało jak z cebra - mój Goretex Pro puścił po 2h ulewy i gdyby nie foliowe pelerynki byłoby cieniutko ...
Wróciliśmy bitą drogą na Przełęcz ( a nie żółtym bezpośrednio na Jaworne) i dalej czerwonym. Było 5-7 stopni na plusie i z powodu deszczu pozmieniałem wszystkie ciuchy jeden po drugim.
Nie pamiętam ale chyba zaraz po szczycie Berestu (ok 18.30) zgubiliśmy szlak - było ciemno, dalej lało i trzeba było patrzeć pod nogi a nie na drzewa
Szliśmy po drodze ściągania drewna w dół. Nie było sygnału GPS. Zjedliśmy wszystko i brak kalorii powodował, że kręciło się w głowie. Odpoczywać nie było sensu bo natychmiast zaczynałem się trząść i szczękać zębami. Z mapy było widać że licząc zakręty dróżki (lewo i prawo) na pewno dojdziemy do drogi gdzie cywilizacja, ciepło i jedzenie.
Powiem krótko: po kilku ostrych sezonach w Tatrach (Orla razy kilka, Gerlach, Mięgusz, nocowanie na grani) to w Bieszczadach, na wyciągnięcie ręki, zobaczyłem koniec moich możliwości
Ok 20.00 zeszliśmy na drogę, złapaliśmy stopa (babeczka z Wawy zatrzymała się na drodze przy dwóch nieprawdopodobnie uje...nych gościach !!!) i powiedziała że jesteśmy 7km od Cisnej !
Telefon i samochodowa interwencja 2 kumpli (nie mocno jeszcze pijanych) uratowała mi, jak nie życie to na pewno zęby (szczękanie)

niedziela:
Do Smerek'a 24km. Jeden nie mógł zejść do Cisne z Bacówki pod Honem - miał nowe buty do podejść i zdarł skórę z nad pięt do mięsa (ten co szedł w sobotę do końca)
W trójkę do 16.00 zrobiliśmy drogę bez przygód (czasami lekki deszczyk)

poniedziałek:
W ogóle nie padało !!! Za to wiało jak cholera
za późno wyszliśmy (8.30) i po Wetlińskiej o 14.00 musieliśmy wracać do księżniczek

Podsumowanie:

Można trasę zrobić w 3 dni ale: pogoda, kondycja uczestników (wytrzymałość stawów), buty + ciuchy muszą być OK
Nie rozumiem jak to można przebiec w 10h, do tego teren super urazowy.
Pomysł z nocowaniem w namiotach był totalnie durny - nie o tej porze roku - proszę wybijać z głowy następnym
Według http://www.biegrzeznika.pl/bieg-rzeznika/trasa-biegu/ z Smereka do Berechów D jest tylko 12,7km a z Cisnej do Smereka aż 24km => coś mi tu nie gra
Zostało nam 9km Caryńskiej + pętla z Ustrzyk przez Halicz i Tarnicę - spróbuję jeszcze w październiku ; ]]]
Dzięki za pomoc (wariant bez namiotów) !!!
Do zobaczenia