Poniosło nas na południową stronę Karpat :)
Zapraszam na ciąg dalszy.

Dzień 4:
Trasa tego dnia rozpoczyna się bardzo przyjemnie - z przeł. Ruske zjeżdżamy w dolinę dawnej wsi o tej samej nazwie drogą Porta Rusica. Droga ta jest uważana za najstarszą na Słowacji, uznano ją za zabytek techniki i zachowano jej oryginalne fragmenty. Przyjemnie opada w dół, w dodatku wije się serpentynami, a widoki na góry i doliny naprawdę robią wrażenie, zwłaszcza że pogoda sprzyja:
SAM_1504.jpg
Po drodze mijamy pomnik z czerwoną gwiazdą i słupki z numerami stojące przy dawnej drodze:
SAM_1503.jpgSAM_1505.jpg
Po drodze spotykamy chyba z 50 rowerzystów Słowaków - i wszyscy jadą w przeciwną stronę, na przełęcz. Wzdłuż naszej trasy rośnie sporo czereśni, obok których nie da się przejechać obojętnie W dolnej części doliny jest bardzo dużo daczy i wszelkiej maści domków letniskowych. M.in. taki:
SAM_1509.jpg
Cały czas jedziemy w dół, a na liczniku już prawie 10km. Widoki też niczego sobie:
SAM_1513.jpg
Na skrzyżowaniu skręcamy na Stakcin. Po chwili pojawiają się pierwsze widoki na Zalew Starina. Robi wrażenie!
SAM_1519.jpg
Na jednym z kolejnych skrzyżowań, kusi ścieżka biegnąca tuż do zalewu.
SAM_1522.jpg
Co prawda tabliczka informuje, że wchodzić tam nie można, ale przecież chcemy tylko popatrzeć... Ruszamy więc ścieżką w dół i siedzimy chwile na kamienistej plaży podziwiając zalew. Woda ma przy brzegach ładny, zielony kolor:
SAM_1521.jpg
Jedziemy wzdłuż zachodniego brzegu jeziora. Pod koniec trafiamy na szlaban, chcemy przed nim skręcić w lewo, na zaporę, i dalej udać się na punkt widokowy, ale woła nas strażnik i okazuje się, że musimy jechać dookoła. No to jedziemy... Podjazd dość ciężki, ale widok z góry wynagradza trudy :)
SAM_1542.jpg
Następnie kierujemy się na Sninę, tam robimy zakupy, a potem jedziemy na Osadne. Droga przyjemna, widokowa, ruch niewielki. Do Osadnego dojeżdżamy pod wieczór. Zwiedzamy kryptę - robi się dziwnie, gdy człowiek ma świadomość, że leży tam 1025 żołnierzy... W Osadnem docieramy na pole namiotowe. Oprócz nas, jest tam też slowacka para z busem, dwoma psami i szczurem. Siedzimy wieczorem przy ognisku, rozmawiamy sobie, uczymy się nawzajem słówek (m.in. dowiadujemy się, że szczur to po słowacku potkan). Ulubieniec Słowaków nosi wdzięczne imię Nanuk i nawet trzymam go chwilę na kolanach (bo nie wypada odmówić, a w sumie z bliska nie jest taki straszny :D). Słowacy dzielą się z nami wodą i gazem, my odwdzięczamy się ukraińską chałwą kupioną jeszcze w Ustrzykach. Rozmawiamy chwilę o kolarzach (w końcu Majka z Saganem jeżdżą w jednym teamie), a gdy robi się ciemno podziwiamy ciemne niebo (bo w Narodnym Parku Poloniny jest też Park Ciemnego Nieba). I faktycznie Droga Mleczna wygląda niesamowicie :)
Cdn.