Jak wszyscy wiecie, centrum Sanoka to taka góra oblepiona budynkami ale sam pipant szczytowy pozostał porośnięty drzewami i jak dotąd przeze mnie nie zdobyty. Ruszyłem więc z kopyta ku górze próbując wytrzymać atak mrozu w tym co miałem na sobie. Niestety ciągle było mi zimno ale miałem ukryty w plecaku sposób na rozgrzanie się. Nie, nie był to koniak ani inna nalewka tylko kurtka puchowa kupiona w całkiem niezłej, promocyjnej cenie w Decathlonie. Polecam gorąco – bardzo fajny zakup – jest ciemno zielona i tylko ma denerwujący, biały zamek – BIAŁY ZAMEK! Kto to wymyślił?! No dobra, trochę się już do niego przyzwyczaiłem ale zawsze jak ją wydzieram z pokrowca to mnie irytuje, ten biały zamek – kurtka śliczna, ciemno zielona a tu ten biały zamek. No nie mogę – jak można było to tak spartolić! Biały zamek cholera…
Przy pierwszej ławce szybko zrzuciłem z siebie cieniutką nieprzemakalną kurtkę, polar i na koszulkę ubrałem puchówkę, zasunąłem biały zamek i naciągnąłem na siebie wcześniej zrzucone warstwy i już po chwili miłe uczucie ciepła rozchodziło się po całym tułowiu.
Pod ławką coś się srebrzyło więc się schyliłem i wyrwałem z lodu całkiem fajny metalowy długopis na wkłady typu zenit. Od razu go bardzo polubiłem i jak odmarzł to okazało się, że działa i teraz piszę właśnie nim tą relację. Taka pamiątka z Sanoka, z Góry Parkowej (364 m n.p.m.).


Odpowiedz z cytatem