Nie tak źle. Wszyscy wstępnie myśleli, że to załoga sąsiedniego namiotu zrobiła kolegom kawał z okazji "zielonej nocy" w górach
Potem była chwila grozy, ale tylko chwila, bo plecaki zostały szybko odnalezione. Splądrowano je metodycznie, zaglądając w najgłębsze zakamarki i wydłubując wszystkie pieniądze (ok. 300 zł na czterech, więc nie majątek). Doboszowi chłopcy byli na tyle uprzejmi, że nie ruszyli paszportów, kart, dokumentów samochodu, kluczyków. Jednym przedmiotem, który zniknął, był jeden telefon komórkowy.
Nie odnaleziono i nie ruszono mojego plecaka. Dlaczego tak się stało, trwają nadal wewnętrzne dociekania. Nie wyklucza się konszachtów z "doboszami";-)
Względem zbójów, to myślę, że złych ludzi spotkać można wszędzie. Statystycznie nie jest źle, bo łażę po górach już kilkadziesiąt lat a z kradzieżą miałem do czynienia po raz pierwszy, nie licząc głodnych zwierzątek, które podjadały prowianty.
A krzyż na Petrosie to bez pomocy narzędzi trudno by było człowiekowi tak zgiąć ku ziemi. Zdjęcie z 2006 r.
![]()




Odpowiedz z cytatem
Zakładki