Dynów, ładne, klasyczne miasteczko galicyjskie. Mam do takich słabość, dlatego pojechałem w rynek , nie zwracając uwagi na oznakowanie szlaku rowerowego.
Swoją drogą dlaczego ominięto ryneczek tego miasteczka , to nie wiem.
Wracam do ostatnich oznaczeń i kierując się nimi jadę na przedmieścia które są powyżej, to oznacza większy wysiłek pedałowania pod górkę
Na grzbiecie wzniesień krzyżuję się główniejszą drogą Domaradz- Przemyśl i jadę przez kolejne wioski, gdzie oznakowanie wyprowadza mnie na boczne tory
.
[IMG]
[/IMG]
Ta droga szutrowa jest wyjątkowo malownicza wijąca się zakosami pomiędzy łąkami i polami uprawnymi.
W tym momencie zrozumiałem że nie wiem gdzie jestem. Mam mapę i nowoczesny GPS, ...ale po co mi wiedzieć gdzie jestem ?
Ważne , że są fajne dróżki , cisza i natura wokół.
Trzeba jak najwięcej chłonąć pięknego otoczenia. Ta szutrowa droga której dałem się ponieść wiodła grzbietami pagórków, ale to się skoczyło i zaczęła spadać w dół
Tu zaskoczenie , przydrożne rowery
.
[IMG]
[/IMG]
Nie wiem do jakiej wioski wjeżdżam, nie wiem co mają symbolizować te rowery, ale wiem że wrażenie jest sympatyczne.
Czy uczynione zostały na okazję wschodniego "szlaku rowerowego " ?
Trasa wiedzie dalej do kolejnego miasteczka galicyjskiego czyli do Błażowej
Tam uradował mnie napis na krzyżówce, że jest pizzeria oferująca dla spragnionych złocisty napój
Ponieważ od porannego startu z Przemyśla jechałem tylko na surowej wodzie , ucieszyłem się bardzo.
W ogródku siedziało kilku klientów którzy też byli miłośnikami tego napoju .
Wkroczyłem przed bar i zażyczyłem sobie marzenie
- nie ma lanego, beczka się skończyła, niech pan przyjdzie jutro - usłyszałem w odpowiedzi
Totalnie załamany, odwróciłem się na pięcie.
Zaznaczę mocnymi lterami
to nie jest miejsce przyjazne rowerzystom.
z Błażowa trakt green velo prowadzi bocznymi szutrowymi dukatami po pagórkach i przysiółkach.
W jednym z nich o nazwie Wilczak ( jak tu przypasować nazwę do kilku chałup rozrzuconych po pagórkach)
zobaczyłem kaplicę, całkiem spora kaplicę i nie było by tu nic dziwnego gdyby nie fakt że dojście do niej całkowicie zarośnięte ?
.
[IMG]
[/IMG]
. to niespodziewanie dziwne, gdy w Polsce spotykamy obiekt religijny (kaplica) w stanie nieużywalności.
Potem po powrocie zacząłem szukać rozwiązania tego dylematu, i jest.
.. podpowiem tylko że rozwiązanie powiązane jest z emigracją
ale wtedy, jadąc rowerem zastanawiałem się nad tym jak to jest z MOR (miejscem obsługi rowerzystów)
.
[IMG][/IMG]
.
Gdy do tych koszy dołączonych do MOR-u miejscowi ludzie donoszą swoje śmiecie -to cos jest nie tak
Ten MOR był położony w środku lasu , więc kto go ma opróżnić ?
Jako upierdliwy obywatel , badający sens tworzenia szlaku rowerowego :green velo " zadaję proste pytania
Kosze na śmiecie - TAK , kto je ma opróżniać - NIE
....
Gdzieś tam kolejne zjady i kolejne podjazdy , aż w końcu dotarłem do Przylasku , tam od zeszłego roku przy granicy lasu otwarł się obiekt godny rowerzystów.
Tam doznałem tego czego oczekiwałem od rana i wkroczyłem na dróżkę z widokiem na moje imasto
.
.
Całą trasę (ok 120 km ) zapisałem dla własne pamięci jako ślad gps
https://www.gpsies.com/map.do?fileId=ivsecrpvbmwfbbud
- Pozostają mi tylko przemyślenia i wnioski odnośnie tej trasy





[/IMG]
Odpowiedz z cytatem
ale widać, że całkiem, całkiem, skoro już rower prowadził kroczącego 