cd
Nie zszedłem z Małej bo na mapę od dawna nie zerkałem, wszak wiodła mnie wyrażna ścieżka, a i o moim porannym rozmówcy zapomniałem.Rano, zreszta też zawiodła mnie pamieć; bo z kolei facet z Uherec, w mocno nieforumowych słowach, prosił by właśnie jego pozdrowić.Wlazłem więc na Wielką Rawkę gdzieś przed 18.Tam też pierwszych, od wejścia na szlak , ludzi ujrzałem; jakaś para wpadła tu miedzy podwieczorkiem, a kolacją i juz w dół pędziła( przez Małą)a więc do zapomnianego przeze mnie schroniska albo samochodu.Był tam jeszcze młody gość, Który szczerze mówiac, też trochę sprawiał wrażenie spóźnionego imprezowicza, w dodatku niezbyt stosownie ubranego( krótkie spodnie i kurteczka).Zjednał mnie tym, że postanowił pozostać na szczycie gdy tamci zeszli( chyba sie znali) i znieść jakoś nieprzyjemne chłodne podmuchy,podczas gdy ja przywdziewałem kurtkę, a nawet czapkę.Chwile nawet pogawędzilismy - tak o niczym. Widać było z góry imponującą iluminacje jakiegoś obiektu w UG.Nie kryje, że cieszył mnie ten widok, wieszczył, tam na górze,że gdzieś czeka łóżko.Nim zszedłem do granicy lasu zrobiło sie ciemno.To czego starałem sie uniknąć na prostej drodze do Kalnicy stało sie na kretymleśnym szlaku.Zdążyłem nawet podjechać ku drzewom, bynajmniej nie na nogach.Las nie był ani troche straszny; całą uwage zogniskowałem na odnalezieniu znaków na drzewach i ścieżki pod nogami.Strzygi, wiedźmy, upiory i inne tałatajstwomusiałoby siąść mi na karku, by zmusić do dekoncentracji.Znaki na szlaku.Kto na przykład wymyślił żeby w lesie umieścić zielone( nie lepsze są czarne, czy niebieskie- może pomyśleć o fluorescencyjnej farbie?)Szybko mi mijała ta droga.Gdy już nie mogłem dostrzec znaku, gasiłem latarke, odczekiwałem chwilę by oczy przywykły i próbowowałem odnaleźć ścieżkę.To działało.Dłużył mi sie nieco etap po drewnianych pomostach;każdy zdawał się zwiastowaćbliskość wytchnienia.W końcu dotarłem do budki i wyszedłem na drogę.Ruszyłem ku Ustrzykom;mineły mnie może ze 3 samochody; mrugałem im latarką po trosze żeby sie zatrzymali, po cześci bym nie znalazł sie pod kołami(szedłem przepisowo- ale co z zasadą ograniczonego zaufania)To co świeciło okazało sie być strażnicą SG, a nie lunaparkiem ale i tak było niebrzydkie.Wlazłem do Kremenarosa i zdobyłem miejsce.Ludzie wciąż dojeżdżali; jacyś dzwonili, że są pod Kielcami.Weekend.Zasiadłem w przedsionku dla palących, zjadłem żurek i frytki(specyficzny zestaw)Uśmiechnąłem się parę razy do uroczej piegowatej dziewczyny i poszedłem spać.


Odpowiedz z cytatem