"Działania polskiej Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa na cmentarzysku ofiar NKWD w Bykowni mogą zaognić stosunki polsko-ukraińskie.
Taką opinię przedstawił wiceszef ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Roman Krucyk.
- Efektem niezgodnych z prawem prac poszukiwawczych w Bykowni może być zaostrzenie stosunków między Polską a Ukrainą. Może dojść do powtórki problemów wokół Cmentarza Orląt Lwowskich.
Reklama
Wiceszef ukraińskiego IPN poinformował także, że według jego wiedzy jeszcze w tym roku ROPWiM zamierza wznieść w bykowniańskim lesie pomnik Polaków, zamordowanych przez NKWD. - Dopóki nie będzie planu zagospodarowania tych terenów, żadne pomniki nie będą tam stawiane - oświadczył Krucyk.
- Planujemy, by w Bykowni stanął pomnik upamiętniający wszystkie narodowości, których przedstawiciele są tam pochowani. Znajdzie się tam miejsce i dla Polaków, ale żadnego wyróżniania jakiejkolwiek narodowości nie będzie - dodał.
W ubiegłym tygodniu kierowane przez Krucyka stowarzyszenie „Memoriał” zwróciło się do prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki z prośbą o wyjaśnienie sytuacji wokół poszukiwań prowadzonych przez ROPWiM w Bykowni.
W liście zaznaczono m.in., że sekretarz ROPWiM Andrzej Przewoźnik „wymagał od ukraińskiego IPN wydzielenia działki pod budowę pomnika w Bykowni”, co określono jako „wtrącanie się w wewnętrzne problemy Ukrainy”.
Krucyk ma Przewoźnikowi za złe, że mimo iż cmentarz w Bykowni podlega ukraińskiemu IPN-owi, współpracuje on z międzyresortową Komisją ds. Upamiętnienia Ofiar Wojny i Represji Politycznych. Według IPN Ukrainy komisja nie ma prawa do prowadzenia poszukiwań w Bykowni."
Nowiny, sierpień 2007
( audiatur et altera pars)


Odpowiedz z cytatem