Znowu chyba małe nieporozumienie, ale to juz moja wina bo nie mam dziś najlepszego toku myslowego...
Poprostu czytam o tych najnowszych wynalazkach i tak sobie myśle, że to wcale nie jest potrzebne. Sami widzicie, że kiedyś się chodziło w czym się dało. Też latałem w adidaskach, które wiadomo, przemakały przy pierwszym kontakcie z wodą, nosiło się ortalionowe kurtki, niewygodne plecaki, nikt nie słyszał o mini butlach gazowych, wystarczyło mieć papier i zapałki, kto nie był harcerzem wiedział, że trzeba mieć więcej jak tylko jedną :)
Myślę, że właśnie z tego okresu mam najlepsze wspomnienia.
Teraz noszę jedynie pseudo-profesjonalne buty, wiadomo przemakające w mokrej trawie, dobrze że w potoku się jako tako trzymają. Ochraniacze (jak one się tam zwią?) na nogi używam w ekstremalnym błocie, wodzie i trawie. Kurtka przeciw deszczowa, wspaniale oddycha - jak się zmęczę i spoce to i tak się w niej nie da wytrzymać, jak pożądnie wleje to i tak przemoknie pod plecakiem i nic tutaj nie zastąpi starych peleryn. I tak sobie myślę, że wcale nie potrzebuję tych wszystkich wynalazków, zawsze mam ze sobą czapke i rękawiczki (zawsze się przydadzą), uniwersalne dżinsy (od 7 lat te same), no i jakieś standardowe wyposażenie; prostownica do włosów, suszarka, balsam ujędrniający do kąpieli, laptop i kilka innych niezbędnych rzeczy :) zdrówko!