10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Dzień 2
Niedziela. Pogoda nijaka. Lekko siąpi. Po śniadaniu jedziemy do Smolnika na Mszę Św. Trochę się spóźniamy, ale myślę, że tam w górze zostało to nam wybaczone. Po Mszy postanawiamy się rozdzielić. Kuzyn z rodziną i kolegą chrześniaka jadą na objazd Bieszczadu samochodem. Kolega chrześniaka będzie z nami tylko kilka dni i kuzyn chce mu pokazać maksymalnie dużo. Po wczorajszym doświadczeniu obawiam się, że może go tylko zniechęcić do nastepnego tu przyjazdu. Dzwonimy do Barnaby i umawiamy się na spotkanie w UG. Jedziemy z Renatką do synka. Spotykamy go w Zajeździe. Coś tam jadł i jak zwykle narzekał na jakość tego, co je. Krótka narada przy piwie i jedziemy z Barnabą do Mucznego. Tam zostawiamy Renatkę i jedziemy dalej, az za Tarnawę Trzeba Barnabę wykorzystać, bo ma przy sobie stosowny kwit. Zostawiamy karawan przy wylocie 19 stki i idziemy w stronę Potaszarni. Po drodze z daleka widzimy dach jakiejś budowli. Postanawiamy sprawdzić, co to jest. Idziemy w kierunku dachu. Krzaczory, pokrzywy, potok. Nic to. A właściwie to jest to, co lubimy najbardziej. Tylko łatwo się o tym pisze, gorzej z pokonywanie tych przeszkód. Barnaba prowadzi, a ja idę za nim. Cały czas patrzę przed siebie nad głową syna. Nagle i niespodziewanie widzę dolną część jego pleców, czyli d..pę. Woda wlewa mi się do buta. Po prostu nie zauważyłem starej studni, do której właśnie wpadłem. Studnia nie była ani głęboka ani szeroka. Zatrzymałem się oparty na rozłożonych ramionach. Barnaba pomógł mi się z niej wygramolić. Wtedy przyszła do głowy refleksja. Bardzo lubię łazić sam. Coby było gdybym był sam i studnia była głębsza? Zasięgu w tym miejscu żadnego. Telefon do niczego nieprzydatny. Sam bym nie wylazł z głębszej studni i chyba wilcy by mnie tam zjedli… Idziemy dalej. Widzimy, że ta budowla to sporej wielkości paśnik. Jak paśnik, to znaczy popas trza zrobić. Obeszliśmy go dookoła, piwko wypiliśmy, pojedliśmy trochę i ruszyliśmy z powrotem do drogi.
9 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Wszyskkie przeszkody powoli pokonywaliśmy. Najgorzej było z przekroczeniem potoku w dosyć glębokim jarze, ale udało się. Po dojściu do drogi ruszyliśmy w stronę jej końca. Kto tamtędy kiedyś szedł, to pamięta, że ona cały czas się wznosi. Ta droga. W pewnym momencioe osiaga kulminację i opada sobie w dół. I na tym wzniesieniu rzuca się nam ow oczy widok, którego nigdy bysmy się tutaj nie spodziewali. W błocku stoi samochód osobowy, przy którym stoi 5-6 osób. Na nasz widok lekko zbledli. Było wyraźnie widać, że są wystraszeni mocno. My z Barnaba byliśmy uprani w barwy zielone i można nas było wziąć za pracowników leśnych. A tu Park Narodowy, poza szlakiem… Samochód ten był na miejscowych blachach. Bez naszej pomocy nie wypchnęliby tego auta z błota. Az sobie krzyże nadwyrężyłem przy wypychaniu. Podziękowali i czym prędzej odjechali. Do tej pory jesteśmy z Barnabą przekonani o tym, że pomagaliśmy miejscowym kłusownikom wypchnąć ich pojazd na równa drogę. Cóż ich i tak było więcej… Poszliśmy dalej. Droga ta zakończona jest pętlą. Sporo tam śladów miśka widzieliśmy. Zadziwił nas drewniany parkan, który stoi sobie w krzeczorach. Barnaba porobił fotografie i powoli tą samą drogą wróciliśmy do Bukowca. Tam po ponownym przekroczeniu potoku poszliśmy na miejsce po cerkwi i cmentarz. Smutne miejsce. Nie wiem, dlaczego ale to miejce po cerkwi działa na mnie bardzo przygnebiajaco. Nie znajduje tam tego spokoju, który jest np. na Zawoju. Nastepnie udaliśmy się na cmentarz wojenny, który znajduje się tuz obok. Potem to już tylko do karawanu. Po drodze do Mucznego przystawaliśmy jeszcze kilka razy natychając się widokami. Zwłaszcza, ze było tuż po deszczu i naprawdę było cudownie. W Wilczej Jamie Barnaba wziął szalona kąpiel we wzburzonym potoku, żeby nie powiedzieć w sztucznym wodospadzie. Kuzyn ze swoją ekipą przejechał całą petlę od cerkwi do cerkwi i od knajpy do knajpy. Nie jestem pewiem, czy kolega chrześniaka był z tego zadowolony. Zwłaszcza, że dnia poprzedniego przejechaliśmy około 700 kilosów. Młodzxi jeszcze poszli do chatki nad Sanem a my kolacja, małe conieco i sen.
1 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Znowu nie chciało mi jedno zdjęcie wejść.
Wszystkie zdjęcia z tego dnia: foto Barnaba
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
bertrand236
i powoli tą samą drogą wróciliśmy do Bukowca. Tam po ponownym przekroczeniu potoku poszliśmy na miejsce po cerkwi i cmentarz. Smutne miejsce. Nie wiem, dlaczego ale to miejce po cerkwi działa na mnie bardzo przygnebiajaco. Nie znajduje tam tego spokoju, który jest np. na Zawoju. Nastepnie udaliśmy się na cmentarz wojenny, który znajduje się tuz obok.
Znam to miejsce, rzeczywiście robi dziwne wrażenie. Zmusza do refleksji ale i smutku.
10 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
Dzień 3
Tu muszę się cofnąć trochę wstecz. Jeszcze w Pyrlandii podczas planowania pobytu żona kuzyna znalazła w internecie stronę, na której oferowane są różne atrakcje dla turystów przebywających w Bieszczadzie. Jedną z atrakcji była reklamowana wycieczka śladami dzikich zwierząt. Uznaliśmy, że może to być ciekawe i po negocjacjach doszliśmy do porozumienia z organizatorami. Śladami dzikich zwierząt mieliśmy chodzić ogólnie rzecz biorąc na terenie Nadleśnictwa Baligród. Padło, więc na trzeci tydzień naszego pobytu, ponieważ będziemy mieli najbliżej. Z racji tej, że z nami jest kolega chrześniaka, a chcemy mu pokazać jak najwięcej, zmieniliśmy plany i umówiliśmy się na trzeci dzień naszego pobytu. Wstajemy o iście nie chrześcijańskiej godzinie /powiedziałbym, że barbarzynskiej/ zabieramy suchy prowiant i w drogę. Jesteśmy wcześnie rano umówieni pod Leskiem, czyli dosyc daleko z Panią /będę ją zwał Przewodniczką, – chociaż chyba nią nie jest/, która będzie nas prowadziła. Na dłuższych prostych odcinkach wielkiej obwodnicy jeszcze troszkę drzemki;) i po „chwili’ jesteśmy na rynku w Lesku. Na spotkanie z Przewodniczką docieramy na czas. Ponieważ w karawanie jest więcej wolnego miejsca niż w aucie u kuzyna zabieramy dziewczynę my. Po drodze rozmawiamy o Bieszczadzie. Okazuje się, że mamy wspólnych znajomych. Ba, nawet userów tego forum!. Dziewczyna mówi, dokąd jedziemy i jest w szoku nie małym, że wiem gdzie to jest. Po zjechaniu z asfaltu drogę przebiegł nam zając. Jest to o tyle ważny szczegół, że było to jedyne zwierzę płowe, które tego dnia widzieliśmy. Za wypałem jakieś 300-500 metrów parkujemy samochody. Krótkie przebieranie się, zakładanie stuptutów i w drogę. Przewodniczka prowadzi nas prosto do lasu. Od razu widać, ze czuje się tutaj jak u siebie w ogrodzie. Zna prawie każde drzewo i każdy jar. Po pół godzinnym marszu znajdujemy bardzo zardzewiały karabin bez kolby. Przytroczyłem go sobie do plecaka. Renatka stwierdziła, że wyglądam jakbym z wojny wracał… :lol: Przewodniczka cały czas pokazywała nam tropy różnych zwierząt i inne ślady ich bytności w tym lesie. A to kupy żubrów, a to odchody innych zwierząt. Nawiasem mówiąc nigdy w Poznaniu nie widziałem jednego dnia tyle psich odchodów, co w tym lesie żubrzych kup. Na pniach drzew widzieliśmy sierść żubrów. Przewodniczka prowadziła nas w dosyć trudnym górzystym terenie poprzecinanym głębokimi jarami. Nasze panie Renatka i żona kuzyna zaczęły wymiękać. Dobrze, że extra krzaczorów nie było. W pewnym momencie Przewodniczka nasza, jak wytrawny tropiciel poprosiła nas o absolutna ciszę, ponieważ żubry są tuż, tuż. Leciutko, na palcach przemierzaliśmy las. Niestety żubrów nie widzieliśmy. Musiały być gdzieś w pobliżu, bo tropów było, co niemiara. Umęczeni po same pachy wyszliśmy w końcu na łąkę. Upał doskwierał straszny. Szło się ciężko. Dotarliśmy wreszcie do drogi. Całe towarzystwo zaległo w rowie tylko kuzyn udał się samotnie po swój samochód. Po chwili wyszedłem mu naprzeciw. Podwiózł mnie do karawanu i zjechaliśmy do naszej grupy. Zawiozłem naszą Przewodniczkę do domu i udałem się na miejsce zbiórki, czyli do Cisnej. Po drodze chwila refleksji. Jakby nasza Przewodniczka naprawdę chciała nam pokazać żubry, to by nam je pokazała. Po pierwsze: żubry to zwierzęta dzikie i codzienne ich nachodzenie z grupą turystów nie ma najmniejszego sensu. Niech one sobie w spokoju po lesie chodzą nie straszone przez nikogo. Gdyby się rozniosło w np. w internecie, że można żubry w naturze za niewielką w sumie opłatą zobaczyć, to stwory te nie miałyby dnia spokoju. Po drugie wiem, że dzisiejsza technika pozwala na wiele, ale nie będę o tym pisał.
Zatrzymuję się, w Cisnej przy Atamanii. Witam się z Głównym Atamanem i zostawiam mu przesyłkę od WUKI. Jest bardzo zdziwiony tym, że robiłem za listonosza. Przesyłka nadeszła w odpowiednim czasie, czyli jeszcze przed Festiwalem Bieszczadzkie Anioły, do którego Cisna mocno się przygotowywała. Rysiu opowiedział nam wszystkie nowinki Bieszczadu. Największą nowością przynajmniej dla mnie było to, że Zakapior główna postać jednego z opowiadań Ryśka /tych wydanych drukiem/, stał się abstynentem i teraz rezyduje w Polańczyku. Świat się wali pomyślałem, ale jednocześnie życzyłem mu w duch wytrwania w trzeźwości. Na obiad poszliśmy gdzie? Oczywiście do Zacisza. Jedzenie jak zwykle świeże i smaczne. Po obiedzie pyszna kawa o smaku mięty. Jak pyszna kawa w Cisnej, to gdzie? Oczywiście w Herbaciarni. Następnie przez Wetlinę i Ustrzyki Górne udaliśmy się do Mucznego. Po drodze zatrzymałem się na chwilę w Ustrzykach. Chciałem sprawdzić, czy Andrzej Lach jest u siebie. Niestety jegomość, który stał za ladą oznajmił mi, że Andrzej nie prędko się pojawi, ponieważ pojechał tam, gdzie chciał pojechać. Po powrocie pyszna kolacja podczas której Renatka mówi Andrzejowi Pawlakowi: Andrzeju dzisiaj widzieliśmy bardzo dużo śladów zwierząt w lesie. A Andrzej na to odpowiedział: Renatko, ślady to Ty możesz zobaczyć na prześcieradle, a w lesie są tropy…Oczywiście nastąpiło też napoczęcie naszej lodówki. Dużą satysfakcję miałem, kiedy zobaczyłem zdziwienie Jacka Pawlaka na jej widok. Powiedział, że różne rzeczy już w Wilczej Jamie widział, ale takiej lodówki to jeszcze nie widział…
4 załącznik(ów)
Odp: Zapraszam do ogniska
I jeszcze kilka
/Wszystkie zdjęcia z tego dnia foto kuzyn i foto żona kuzyna/
Odp: Zapraszam do ogniska
Bertrandzie, a jak owa pani przewodniczka z Leska miała na imię ?
Chyba nie zdradzisz wielkiej tajemnicy, jak to napiszesz.
Odp: Zapraszam do ogniska
No to Bertrandzie Pani przewodnik miała kłopot z żubrami taki jak ze słoniem który się zasłonił.
Odp: Zapraszam do ogniska
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
Bertrandzie, a jak owa pani przewodniczka z Leska miała na imię ?
Chyba nie zdradzisz wielkiej tajemnicy, jak to napiszesz.
Nie zdradzę, bo NAPRAWDĘ nie pamiętam jej imienia :oops:. I zeby było jasne. Sama wycieczka była super. Sporo się dowiedzieliśmy. I tu jeszcze raz za pomocą internetu podziekowania dla Przewodniczki za wspaniały dzionek. :-). Co prawda troche w tym zasługi było aury. pogoda nam dopisała tego dnia.
Pozdrawiam
Odp: Zapraszam do ogniska
Potwierdzam pani przewodnik - pełen profesjonalizm.