Żubr odpowiada każdemu :P
Wersja do druku
Kilka zdjęć z ostatniego rejsu... Wieczór, przeszła burza... i pojawiły się...
pzd-> kamil
Kamil... no super! Chciałbym bobra kiedyś podejrzeć.
ehh... kto by nie chciał, może mi się uda we wrześniu :) będę na niego czatować od rana do wieczora
POZDRAWIAM
Michale, zgadza się, zdjęcia zostały zrobione z czatowni. Niemniej jednak prezentowaną osikę „wcinały” przez kilka dobrych tygodni, pojawiając się przy niej zawsze wieczorem o tej samej godzinie. Podpływałem tam kilkukrotnie, a one łakomczuchy niewiele sobie robiły z mojej obecności. Jak zrobię porządek w fotkach to zaprezentuje wygląd drzewka w pierwszy dzień po zwaleniu do wody oraz wersję osiki po 6-7 tygodniach „obgryzania” przez bobry.
pzd->kamil
Równiez gratuluje spotkania.
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll...ZADY/227373741
Cytat:
Pijany kierowca wiózł w samochodzie martwego bobra
Krzysztof Potaczała
Niedaleko Ustrzyk Dolnych pijany mężczyzna kierował samochodem, a w bagażniku wiózł… martwego bobra.
(FOT. DARIUSZ DELMANOWICZ)
Dzisiaj nad ranem w Wojtkówce koło Ustrzyk Dolnych policjanci zatrzymali do kontroli kierowcę citroena. Badanie wykazało, że był kompletnie pijany - miał 2,5 promila alkoholu. Podczas sprawdzania samochodu funkcjonariusze otworzyli bagażnik. W środku leżał martwy bóbr.
- Na pytanie, skąd to zwierzę, mężczyzna odpowiedział, że bóbr wybiegł mu pod samochód i zginął pod kołami – mówi mł. asp. Dorota Głazowska-Krzywdzik, rzecznik ustrzyckiej policji. – Sprawę będziemy jednak wyjaśniać. To chronione zwierzę i musimy znać wszystkie okoliczności sprawy.
Dzisiaj na pewno nie uda się przesłuchać kierowcy citroena – musi najpierw wytrzeźwieć. W południe martwego bobra obejrzą lekarz weterynarii i leśnik. Na podstawie ich raportu będzie można stwierdzić, czy zwierzę rzeczywiście zginęło pod samochodem. Wstępne policyjne oględziny nie wykazały, by do bobra strzelano.
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll...ZADY/754265287Cytat:
Kontrowersje wokół budowy biogazowni w Zagórzu: wydr i bobrów miało tu nie być!
Jerzy Zuba
Coraz większe kontrowersje wzbudza idea biogazowni, która ma być wybudowana w Zagórzu. Najbliżsi sąsiedzi zakładu czują się niedoinformowani w sprawie planowanej inwestycji. Boją się smrodu i hałasu.
Drzewo ścięte przez bobra na tle budynku planowanej biogazowni. Nz. obok Juliusz Pałasiewicz, radny z Zagórza.
(fot. Jerzy Zuba (2))
Wideo
* Wydry i bobry mieszkają w pobliżu planowanej budowy
Pięćdziesięciu mieszkańców zagórskiego osiedla Żabnik podpisało się pod apelem do burmistrza Zagórza, w którym żądają m.in. wstrzymania procesu decyzyjnego do czasu wyjaśnienia coraz liczniejszych wątpliwości, które pojawiają się w sprawie biogazowni.
Zasadnicze zastrzeżenia, co do lokalizacji inwestycji, jak również jej wpływu na środowisko naturalne ma przedstawiciel protestujących - radny Juliusz Pałasiewicz.
– Trudno nie mieć wątpliwości, jeśli z udostępnionego mi niedawno raportu dotyczącego oddziaływania planowanego przedsięwzięcia na środowisko naturalne wynika, iż znajdująca się niespełna 250 metrów od naszych zabudowań biogazownia ma przetwarzać rocznie prawie... 15 tys. ton!!! tzw. substratów. A są to: kiszonka z traw i kukurydzy, świńska i bydlęca gnojowica oraz obornik bydlęcy i odpady piekarnicze – wylicza radny Pałasiewicz.
Co ciekawe w przywołanym przez niego dokumencie znalazły się zapisy stojące w sprzeczności ze stanem faktycznym. Tak oto bowiem na 50-tej stronie 144-stronnicowego operatu środowiskowego jego autorzy kategorycznie stwierdzają, iż cyt. "Na brzegach Osławy na odcinku przylegającym do planowanej inwestycji oraz w odległości ok. 200 m w górę i w dół rzeki nie stwierdzono śladów bytowania bobrów (brak ściętych drzew i krzewów, bark widocznych nor i żeremi, tropów) oraz wydry".
reklama
Tymczasem niespełna 15 minutowy rekonesans w towarzystwie radnego Pałasiewicza (przyrodnika i myśliwego z kilkudziesięcioletnim stażem) dostarczył namacalnych dowodów zadających kłam stwierdzeniom ekspertów.
Obszerne rozlewiska, ścięte przez bobra nie później niż dwa tygodnie temu drzewo oraz liczne tropy wydr – to wszystko można zaobserwować w 30 metrowej, nadrzecznej strefie przyległej do miejsca inwestycji.
Mieszkańcy Żabnika z niecierpliwością oczekują na odpowiedź burmistrza Zagórza na ich apel. Jego kopie wysłali na adresy Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie oraz Starostwa Powiatowego w Sanoku.
Burmistrz Zagórza Bogusław Jaworski poproszony o komentarz na temat biogazowi odpowiada krótko: - Niebawem zaprosimy mieszkańców i radnych na specjalną prezentację w trakcie, której będziemy chcieli udowodnić, że biogazownia, jakich setki działa w Niemczech nie dość, że nie szkodzi ani ludziom, ani bobrom – to może przynieść naszemu miastu i gminie szereg wymiernych korzyści.
Do tematu powrócimy.
Bobry przestaną być bezkarne ?
nowiny24Cytat:
Na terenie Bieszczad, m.in. w miejscowości Lutowiska, trwa akcja udrażniania koryt potoków i rzek z tam zbudowanych przez bobry.
Na terenie Bieszczad trwa akcja udrażniania koryt potoków i rzek z tam bobrowych.
(Fot. Wojciech Zatwarnicki)
Prace prowadzone są przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie, Nadzór Wodny Lesko.
- Mamy za zadanie zlikwidować tamy zbudowane przez bobry i oczyścić brzegi w miejscach gdzie zagrażają one ludzkiemu mieniu - mówi Edwin Buga z Nadzoru Wodnego w Lesku.
- W tym roku mamy nieco mniej pracy niż w poprzednich latach. Oczywiście nie likwidujemy żeremi bobrów, a jedynie same tamy.
Działania są doraźne i bezpieczne dla bobrów. Nie spowodują, że zwierzęta znikną. - Jednak dzięki naszej pracy nie dojdzie do uszkodzenia dróg czy też budynków - dodaje Buga.
Na terenie województwa podkarpackiego żyje około 5 tysięcy bobrów.
Bidulki embargo im na tamy wprowadzili :) Bobry jedźcie na Mazury tam jeszcze czuć powiew wolności a jakie żeremia stawiają:)
Na Mazurach fajne ale bieszczadzkie tamy też niczego sobie,dadzą radę.
Pokazówka w Balnicy:Załącznik 20743Załącznik 20744
hmm skurkowane, ciekawe jak one to budują. Posługują się łapkami czy tylko wszystko do paszczki?
Piekna ta tama. Trochę ogonkiem trochę ząbkami i trochę pazurkami budują:)
Witam,
Nieco mnie takie rewelacje o udrażnianiu śmieszą, a na pewno bardzo mocno denerwują. Wpierw gminy wpuszczają ludzi na tereny zalewowe, a później wyją, że zagrożenie powodziowe. Polska ponoć wdraża program gospodarki zlewniowej opartej na zwiększaniu retencji dolin rzecznych i w ogóle całych zlewni. Od około 50 lat wiadomo, że 'udrażnianie' to najprostszy sposób do powstawania katastrofalnych powodzi. Nigdy nie zapomnę widoku człowieka, którego porwała wzburzona rzeczka wprost z mostu i wlokła w oszalałym, udrożnionym nurcie, na zatracenie. Widziałem to kiedyś w jakimś serwisie BBC czy coś. Dla mnie ten straszny widok był przestrogą - to nie tylko człowieka wlokła woda, ale i jego przekonania co do wielkiej mądrości inżynierów korytujących każdą, nawet najmniejszą stróżkę. Lobby 'betoniarskie' jest niestety potężne. Lepiej nie pytać, jaki szmal jest lokowany w programach 'udrażnieania', bo można osiwieć. W samorządowych głowach rządzi jeszcze jedno przekonanie - 'udrażnianie' jest elementem rozwoju. To ponury żart niestety. Z ogłupionych mieszkańców teras zalewowych i z resztek naturalnej przyrody. Najgorsze, że wpuszczanie ludzi w maliny odbywa się de lege artis. Dbają już o to nieporzekupni eksperci, posłowie i urzędnicy...
Szkoda mi tych bobrów, bo będą musiały migrować dalej i dalej i wiele z nich wyginie w trakcie tej wędrówki. A już miały swój domek.
Pozdrawiam,
Derty
Derty :
Nie denerwuj się, popatrz na zielone (albo żółte) , a o bobry nie ma się co tak martwić, one zbudują sobie domek u sąsiada i niech on się martwi wtedy.Cytat:
takie rewelacje o udrażnianiu śmieszą, a na pewno bardzo mocno denerwują
A tak naprawdę, to jest jakiś problem z populacją bobrów ?
Ich ilość maleje , czy rośnie ? (np. w Bieszczadach)
bo chciałbym wiedzieć , czy to jest zgodne z naturą że :
Cytat:
wiele z nich wyginie w trakcie tej wędrówki.
Bobry w Biesy sprowadzili ludzie, ja osobiście widzę same zalety ich działalności << Kiedy w 1993 roku Antoni Derwich, leśniczy leśnictwa Górny San w Bieszczadzkim Parku Narodowym, wypuszczał bobry do okolicznych potoków, wielu znacząco pukało się w czoło. Wybiją je wilki, wymrozi mróz, wypłuczą wiosenne roztopy!
Pierwsze próby osiedlenia bobrów w Bieszczadach podjął wiosną 1982 roku, nieżyjący już, pierwszy "bobrowniczy" Rzeczypospolitej prof. Wirgiliusz Żurowski. W dolinie Osławy, niedaleko Komańczy, wypuścił pięć par tych zwierząt. Górskie warunki okazały się jednak zbyt trudne dla przybyszów z nizin.
Po pierwszej zimie w miejscu wypuszczenia nie ostał się żaden z nich. Niektórym zwierzętom góry obrzydły na tyle że przemierzyły 130 km w poszukiwaniu lepszego siedliska. Dopiero po kilku latach okazało się, że w granicach Bieszczadów utrzymały się dwie rodziny bobrów, którym wiedzie się całkiem nieźle i które co roku mają młode. Jednak dwie pary na całe Bieszczady to stanowczo za mało. Jedno przybranie wód lub nagły apetyt na sadło bobrowe mogłyby zagrozić istnieniu całej populacji.
Jedenaście lat później następną próbę reintrodukcji podjął Antoni Derwich. Tym razem w jeszcze surowszych warunkach - w wysokich Bieszczadach, niedaleko granicy z Ukrainą. Prace przygotowawcze rozpoczęto już w 1991 roku. W kilku miejscach na strumieniach wykonano niewielkie zapory z przepławkami umożliwiającymi przemieszczanie się fauny wodnej. Brzegi powstałych stawów obsadzono kawałkami gałązek i sadzonkami wierzb, osik i brzóz - drzew, które bobry szczególnie lubią. Osiedlone tutaj bobry miały pomóc w renaturalizacji strumieni, odnowieniu lasu, odbudowaniu różnorodności biologicznej.
Bobry odławiane na Suwalszczyźnie jadą w góry w drucianych klatkach. Tam są wypuszczane do sztucznych żeremi, których podwodne wyjście jest zamknięte wierzbowymi patykami. W takim schronieniu bobry dochodzą do siebie po podróży i po kilku godzinach "wygryzają" się na wolność. Takie postępowanie zapobiega panicznej ucieczce zwierząt i zwiększa szansę na to, że pozostaną w wybranych przez człowieka miejscach. Bobry wypuszcza się wiosną - zwykle w kwietniu i \
Do jesieni 1998 roku w Bieszczadach wypuszczono około 120 bobrów. Większość z nich przystosowała się do ciężkich warunków. Wcześniej niż bobry na nizinach przygotowują zapasy na zimę, budują więcej tam, nieźle znoszą wysokie stany wód na wiosnę. Ich potencjalni wrogowie - wilki i rysie, których w Bieszczadach jest sporo - na razie wolą sarny i jelenie.
Szybko dały się zauważyć zmiany wywoływane przez inżynierską działalność bobrów. Nawet najbardziej zdewastowane miejsca zazieleniły się, woda w strumieniach płynęła spokojniej - nie rwała jak dawniej brzegów. Na stawach bobrowych można było wieczorem zauważyć żerujące kaczki. A wiosną ogłuszający rechot żab rozbrzmiewał w całej okolicy. Bobry wypuszczone na podsuszonych torfowiskach wstrzymały ich zarastanie i stepowienie, blokując stare kanały melioracyjne. Wysychające zwykle w lecie leniwe leśne potoczki dzięki bobrom utrzymały wodę tak potrzebną kijankom i rybom.
Nad bobrowymi stawami zwiększony dostęp światła do niższych warstw lasu i stały, podwyższony poziom wody sprzyja rozrostowi krzewów i roślinności zielnej. Pojawiają się gatunki typowe dla terenów bagiennych i podmokłych. Zmiany w roślinności sprzyjają również samym bobrom, które chętnie jedzą młode pędy odrastające ze ściętych pni, a w lecie wybujałą roślinność zielną i wodną. Wygląda na to, że prowadzą ogródek na własne potrzeby!
Bieszczadzkie bobry są pod stałą kontrolą. Śledzimy trasy ich wędrówek, zmiany liczebności odtwarzanej populacji, obserwujemy, gdzie najchętniej zakładają kolonie, liczymy młode w poszczególnych rodzinach. Prowadzimy także bardziej specjalistyczne badania zmian zachodzących w środowisku.
W Bieszczadach, podobnie jak na innych górskich terenach, bobry zwykle kopią nory z wyjściem pod poziomem wody. Sprzyjają temu wysokie brzegi strumieni i zwięzły grunt. Nory często mają wiele komór i kanałów, a długość chodników może osiągnąć nawet kilkadziesiąt metrów
Systematycznie badamy również wodę w stawach bobrowych. Wyniki czasem zadziwiają: na przykład w lecie w stawach jest więcej tlenu niż w wartkim, górskim potoku! Wiąże się to prawdopodobnie z aktywnością fotosyntetyczną roślin. Woda po przejściu przez tamy ma też inną zawartość związków węgla, azotu i fosforu. Za sprawą bobrów w poprzecinanych tamami strumieniach pojawiają się te gatunki jętek, widelnic i skorupiaków, które zwykle zamieszkują wody stojące - dowód na to, że te gryzonie wzbogacają swe najbliższe sąsiedztwo w mikrosiedliska i ograniczają migracje organizmów. Z obecności bobrów korzystają nie tylko bezkręgowce, ale także ryby, płazy, ptaki i ssaki. Tereny, będące jeszcze niedawno przykładem niszczycielskich działań człowieka, zaczynają tętnić różnorodnym życiem.
Planowane na terenie Bieszczadów szczegółowe badania m.in. zawiesin niesionych przez wodę i powstających osadów, a także zmian w poziomie wody gruntowej, retencji stawów i terenów do nich przylegających pomogą zrozumieć rolę bobrów w przyrodzie. Będziemy wówczas mogli na większą skalę niż w Bieszczadach "zatrudnić" te zwierzęta przy poprawianiu stanu środowiska i skuteczniej zapobiegać wyrządzanym przez nie szkodom.
Bobry najsilniej zmieniają niewielkie potoczki. Tamy przez nie budowane podwyższają i stabilizują poziom wody. Z czasem na brzegach bobrowych stawow pojawiają się rośliny charakterystyczne dla siedlisk bagiennych i podmokłych - kaczeńce, szuwary, sity, odtwarzają się naturalne lasy łęgowe i olszowe
Amerykanie często osiedlają bobry tam, gdzie chcą zahamować stepowienie pastwisk, ograniczyć erozję powodowaną przez strumienie czy powstrzymać wysychanie pól golfowych!
W Polsce historia amerykańskiego krewniaka naszego bobra powtarza się, tyle że z opóźnieniem. "Szkodliwy gryzoń", "bobrza inwazja" - to określenia z nagłówków gazet. Cieszmy się z tego, co mamy. W większości krajów Europy Zachodniej środowisko jest już tak zmienione, że nie tylko bóbr jest rzadkością. Na wielu terenach bobry mogą nas wyręczyć w odtwarzaniu zniszczonej przyrody. Ponadto istnieją jeszcze okolice, w których te zwierzęta nie wejdą w konflikt z człowiekiem - w dolinach niektórych rzek, na torfowiskach, w parkach narodowych. Na przykład w Bieszczadzkim Parku Narodowym...
Autor jest doktorantem w Instytucie Biologii Środowiskowej UJ oraz założycielem i prezesem Zarządu Towarzystwa Naukowego "Castor", które opracowuje sposoby zapobiegania konfliktom między bobrem a człowiekiem oraz wykorzystywania bobrów do poprawy stanu środowiska.>>
Oczywiście zbyt duża populacja bobrów to też kłopot. Zalane pola, straty w rolnictwie ale dlaczego do licha nie kontrolowało się ich populacji. Ludzie pozwolili im się rozmnażać a teraz płaczą. Ciekawe jaką obiorą strategię walki z tym problemem. Obawiam się że pozabijają biedne bobry i tyle. Szkoda.
Nie chodzi tylko o bobry. Wiem, że sobie poradzą. Choc też wiem, że wiele zginie wędrując po 'udrażnianiu' po świecie. Ale chodzi o zanikanie łęgów, łach nadrzecznych, różnych tam krzoli, trzcinowisk, starorzeczy. To jest wielka zagłada i tylko kilku waryjotów z PTOP i innych takich organizacji jeszcze o to walczy.
Pzdr
Derty
Nie jestem pewna. Biorąc pod uwagę ostre warunki klimatyczne wydaje mi się że nie. jak sprawa miała się na przestrzeni wieków - nie wiem trzeba by zapytać biologa. Temat bobrów z suwalszczyzny jest mi bardzo bliski ale o bobrach ,, górskich " wiem o wiele mniej.
no ale tan napisałeś, że to Derwich reintrodukował
I to mnie niepokoi, bo nie wiem, jak jest. Ja ten temat lepiej znam jeśli chodzi o reintrodukcję w puszczy Kampinoskiej
w necie znalazłam że: Pierwsze próby osiedlenia bobrów w Bieszczadach podjął wiosną 1982 roku, nieżyjący już, pierwszy "bobrowniczy" Rzeczypospolitej prof. Wirgiliusz Żurowski
pytałam babuszki i faktycznie bobry w Biesach były. Potwierdza to przewodnik Pascala ,, Bieszczady i Pogórze Przemyskie " cyt: dzięki staraniom pracowników parku i leśników powróciły w te strony bobry wytępione przez ludzi parę wieków temu "
Skuteczne polowanie na te zwierzęta wymaga specjalnego przeszkolenia - a z tym jest u nas problem. Strzelanie do bobrów jest trudne; duża jest szansa marnotrawstwa z tego powodu, że zraniony bóbr, jeśli może, nurkuje, a martwy - tonie. Lepsze są pułapki, ale u nas brak jest myśliwych, mających doświadczenie w ich stosowaniu, i kojarzy się je powszechnie z kłusownictwem. Dlatego, choć w wielu regionach dawno już powinno się polować na bobry, nie robi się tego, żeby nie powodować marnotrawstwa zwierzyny.
W górach, gdzie bobrów jest dużo, i ich tamy tworzą kaskadę, problem jest inny. Opuszczona przez bobry tama na wartkim potoku szybko ulega zniszczeniu w czasie większego przyboru wody. Przy okazji wylewa się woda ze stawu bobrowego, fala uderza w kolejną tamę, niszczy ją, zabierając wodę ze stawu, i tak dalej. Powoduje to duże spustoszenia.
Mało tego, one potrafią sobie takie dojścia same budować. Bobry to wyjątkowo inteligentne zwierzęta. Potrafią też np. budować biologiczne oczyszczalnie ścieków (druga tama powyżej właściwego miejsca zamieszkania). Słyszałem też o tamie na jednej z odnóg Wisły koło Płocka, zbudowanej z całych pni, wbitych w dno rzeczne. Podobno ludzie nie wierzyli, że to zrobiły zwierzęta.Cytat:
Z ciekawostek które mnie samego też zaskoczyły: bobry potrafią sobie ogryzac korę na gałęziach 3 metry nad ziemią jeśli trafią na odpowiedno dogodne dojścia:) poszukam zdjęc to wrzucę...
Ha! w Zatoce Gdańskiej na klifach i wydmach też rośnie buczyna (bez ładu bez składu ;))... Trójmiasto otoczone jest przepięknymi pagórami z których spływają drobne i trochę grubsze cieki wodne, przepiękne to miejsca, nieraz tamtędy chodziłem, rzeczki wpadają do zatoki, jeden taki bóbr wybrał się może pod osłoną nocy do Zatoki i chciał troszka posurfować... ;)
Z danych opublikowanych przez GUS wynika, że w Polsce, również w Bieszczadach rośnie liczba zwierząt chronionych. Okazuje się że największymi szkodnikami są bobry. Co roku wyrządzają straty w wysokości po 10 mln złotych.
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20140129/BIESZCZADY00/140129483
Qrcze, drogie w utrzymaniu są te bieszczadzkie bobry!
Tak, wczoraj czytałam w jakimś starszym numerze (może nawet z 2012), bodajże Głosu Lasu, że liczba bobrów strasznie rośnie i 82% z pieniędzy jakie idą na ratowanie szkód wyrządzonych przez zwierzęta wynikają ze szkód bobrów i też były to kwoty w milionach. Na tamtej mapie było rozrysowane rozmieszczenie bobrów i tak zdecydowanie więcej ich było na trenach na północ od bieszczadów.
Nie zapomne jak parę lat temu w czasie wędkowania na Solinie podpłyneliśmy cichutko pontonem na silniku elektrycznym w okolice brzegu bo zobaczyliśmy z daleka jakieś zwierzę,okazało się że to przepiękny bóbr obrabiający w imponujących ząbkach sporą gałązkę...to było przeżycie obserwować go tak gdzieś z odległosci 15 m.....:lol:
Wszystko prawda... ale tak wysokie szkody spowodowane są efektami powodzi na które wpływ bobra nie jest obojętny i dotyczy to terenów głównie wykorzystywanych przez człowieka. Na mniejszych ciekach wodnych, tych w szczególności nieuregulowanych, można się dopatrzeć pozytywnego wpływu bobrów związanego z retencją. Oczywiście nie odbywa to się też bez szkód w drzewostanach.
To dzisiejsze zdjęcia z bobrzego niebieszczadzkiego bytowania:
Załącznik 33397Załącznik 33398Załącznik 33399Załącznik 33400Załącznik 33401Załącznik 33402
.... widać, że nawet za sosnę próbują się brać.... że też im zęby od żywicy się nie posklejają:smile::
Załącznik 33403
... a tutaj ścieżka i autostrada bobrza:
Załącznik 33404Załącznik 33405
... a tu szersze spojrzenie na ich pracę w tym miejscu i jej efekty z ubiegłego roku:
Załącznik 33407Załącznik 33408Załącznik 33409
Szkody w lesie.... Jak leśnik wycina hektar lasu, to jest to racjonalna gospodarka leśna i pozyskiwanie drewna. Jak bóbr wytnie hektar, to jest to szkoda. Gospodarzem lasu jest leśnik, bóbr, wilk, jeleń, to potencjalni szkodnicy
W zasadzie poniekąd tak, leśnicy nie tylko wycinają ale i sadzą drzewa, gdyby tylko wycinali byliby szkodnikami.
Gdyby nie bobry nie byłoby takiej ilości zwalonych drzew nad rzekami a im więcej zwałek tym fajniejsza zabawa w kajaku :)
ja tam lubię te zwierzaki :)
a jak nie ma zwałek to trzeba sobie wymyślać przeszkody...
http://www.youtube.com/watch?v=7Lj8QmhO3KU