Też się nauczyłem, że do Andrzeja można wpaść, wypić, pogadać. Broń Boże coś zjeść..... Coś w tym musi być.
Pozdrawiam
Wersja do druku
Też się nauczyłem, że do Andrzeja można wpaść, wypić, pogadać. Broń Boże coś zjeść..... Coś w tym musi być.
Pozdrawiam
Zgadzam się z przedmówcą :) Osobiście przekonałem się, że nazwa sztandarowej potrawy w barze rzeźbiarza, "Czarcie żarcie", wcale nie jest metaforyczna.
A co do meritum wątku - mam mocno sceptyczne podejście do legendy bieszczadzkich zakapiorów. I do tych artystycznych, i do menelowatych. Ci pierwsi po prostu mają lepszy PR ;) Jak dla mnie, za dużo jest w ich historiach konfabulacji i chęci bycia oryginalnym za wszelką cenę.
Ale może po prostu nie miałem szczęścia poznać tych prawdziwych. No i w końcu stanowią jakiś stały element bieszczadzkiego krajobrazu, więc daj im Panie Boże.
Ależ nie, nie poczułam się urażona. Wprost przeciwnie cieszę się że nawiązujesz dyskusję. Tego mi brakuje. Każdy z nas ma inne poglądy, wymieniamy je i dla mnie prawdziwą przyjemnością jest je poznać. Nie lubie tylko akaków na konkretną osobę, personalnych. Cieszę się bo dzieki temu dużo się dowiaduję o Bieszczadach. Ciągle się sprzeczam z Bubą, Piotrem i in ale tak naprawdę tylko marzę aby z Wami połazić i pochaszczować.
Ja wymyśliłem te Bieszczady z ich zakapiorami, dusiołkami, madonnami i legendami, z leską galerią "Synagoga" i Bieszczadzką Grupą Twórców. Kiedy przyjechałem tu w 1973 r. w powszechnej świadomości funkcjonowały "Łuny w Bieszczadach" i "Pionierzy - pamiętniki osadników bieszczadzkich." Od 1989 r. zrealizowałem dla TVP ponad 200 felietonów, reportaży i filmów dokumentalnych dotyczących Bieszczadów i ludzi tam mieszkających. O Klichu i Pękalskim pisałem już w miesięczniku "Profile" w 1978 r. Potem o Jędrku Wasielewskim, Ryśku Szocińkim, Piotrze Francuzie, Zofii Rosiowej, Leonie Chrapko. Nie jakiś tam Kitek Gajewski, który wtedy nawet nie miał pojęcia, że tacy ludzie istnieją. Od 1976 r. jako dyrektor Bieszczadzkiego Domu Kultury integrowałem m.in. środowisko bieszczadzkich artystów.
Jeżeli jakaś Pańcia bylwersuje się tym co zrobiłem i ma się za pijarowca, to niechże zamiast biadolić, tworzy inny, nowy, jej zdaniem bardziej rzeczywisty lepszy wizerunek Bieszczadów. Może nawet wznowić "Pionierów..." czyli opowieści pracowitych chłopów.
A co do zakapiorów, to ich należy traktować jako zjawisko socjologiczno-kulturowe, a nie kandydatów na idoli.
Andrzej Potocki
Trudno mi dyskutować. Zasługi zasługami nikt ich nie neguje. Tworzy swoje co do tego może mieć Pan wątpliwości. Tylko dlaczego "Pionierów"? Z całym szacunkiem ale na to nie mam ochoty. Jako przewodnik i osoba tak zasłużona dla regionu doskonale Pan wie ile Bieszczady mogą zaoferować. Poprostu idea ekshumacji mi nie odpowiada. Idea budowy pomnika na grobie pana Majstra Biedy tak. Z wyrazami szacunku Pańcia
Witam Jędrzeju na forum. Cieszę się, że tu zaglądasz.
Pozdrawiam
Mam prośbę nie mogę znależć. Kto to jest Kitek Gajewski?
wklajam : redaktor rzeszowskich „Nowin” Kitek Gajewski, który też niedawno odszedł do wieczności.
Dzięki Iza. Zrobiło się tak jakoś zakapiorsko. W tym momencie czuję zwykły niesmak. Chłopski, nie chłopski ale rzeczywisty.
Zdecydowanie wolę menelowatych. W ogóle jakoś lubię gadać z menelami, nie tylko bieszczadzkimi. Mają jakiś taki luz i dystans do świata, którego większości ludzi, w tym mnie brakuje. Oczywiście dyskusja z menelami ma sens póki jeszcze są na tylko lekkim rauszu :wink:
Panie Andrzeju a jak to było przed wojną gdy mieszkali tu Bojkowie i Żydzi,czy oni nie mieli swoich legend,madonn,swoich wierzeń i swoich Biesów i Czadów?Czy naprawde trzeba było wszystko wymyslać?
ja rowniez lubie gadac z menelkami i dziwnymi ludzmi:D a jakos tak dziwnie sie sklada ze tych najsympatyczniejszych i najbardziej ciekawych poznalam wlasnie w bieszczadach :D
- dziadka w solince ktory sciagal z lasu drzewo, jak sie pozniej okazalo mial niecale 50 lat i przy wieczornych ognisku zrobil mi wyklad z farmakologii (wiedzial na ten temat duzo wiecej niz ja mimo ze bylam 3 dni po egzaminie ;)
-babka w balnicy ktora wypasala kozy, wszystko by pasowalo, tylko miala tak dokladny makijaz jakby przed chwila od kosmetyczki wyszla
-tzw. "juhasa" jak kazal na siebie mowic, ktory wiozl siano z sianek do stuposian. Pod sianem cos jechalo dziwnego, jakies paczki, bardzo sie zmieszal jak je zauwazylam ;) pewnie sie nigdy nie dowiem co w nich bylo
-menelka spod sklepu w kalnicy z ktorym przegadalam kilka godzin na temat zjawisk niewyjasnionych, obcych cywilizacji, Dogonow, Danikena itp ;)
-zbieracza rogow z bandrowa, ktory ponoc po kilku glebszych widzi latajace koperty i pojazdy kosmiczne. Rysowal nam je na kartkach z taka dokladnoscia do kazdej srubki ze sami zaczynalismy wierzyc w ich istnienie ( moze dlatego ze nas poczestowal swoim bimberkiem ? ;) )
- lesniczego - nie powiem skad bo obiecalam tajemnice ;) ktory ponoc odstrasza niedzwiedzie krzykiem ;) potem kumpel znalazl u niego w komorce trzy skory misiowe ;)
- tajemniczego pana M. - krola bieszczadzkich przemytnikow, ktory pomieszkiwal w opuszczonym hotelu w tarnawie i pokazywal nam gdzie bezpiecznie mozna przejsc ukrainska granice
- drwala ze stuposian ktory za wino powadzil nas na dydiowa z poloninskiego (ta najkrotsza droga ;) ;)
-dwoch drwali z cisnej ktorzy pracowali kiedys w kopalniach w moim rodzinnym miescie i dzieki nim udalo mi sie odnalezc bunkry w lesie ktory mam pod oknem ;)
- pustelnika z okolic przeleczy zebrak ktory zaprowadzil nas do bunkru na zboczach kraglicy- kumpel ma stamtad stary karabin- jak talizman na scianie w pokoju..potem juz nigdy tego bunkru nie znalazlam :(
-pana piotrka ktory nas wiozl z dwernika przez otryt "pszczolka" opowiadajac o bieszczadzkich zimach- najbardziej mrozaca krew w zylach podroz w moim zyciu- zamiast do chaty socjologa dojechalismy prawie do polany ;) ale co tam ;)
-wedrownego doktora filozofii ktory oprowadzal nas po opuszczonych PGRach bieszczad i pogorza przemyskiego gdy nadeszlo takie lato co nie nadawalo sie na namiot
-indianina z malej obwodnicy ktory szedl szosa , bez butow ale za to w pioropuszu, wzielismy go na stopa.. dal nam 10zl na winko, bo jak sluchal naszych rozmow to mu sie zrobilo zal biednych dzieciakow co na wino nie maja ;)
- wielu smolarzy ktorym pomagalismy w wypale i wieczornych imprezach
nie wiem czemu ale czestotliwosc spotykania takich ludzi w innych regionach polski byla duzo duzo mniejsza... dla mnie bieszczady to przede wszystkim tego typu ludzie, to dzieki nim pokochalam ten region, bo zapachnial mi wolnoscia, niecodziennoscia, dzikoscia i urokiem .. gory sa tez gdzie indziej...
a tak wogole to jest cos w tym ze bieszczadzkie legendy rodza sie bardzo szybko i bardzo szybko sie roznosza w wiatrem ;) ;) w paru roznych miejscach bieszczadu slyszalam opowiesci o sobie i moich znajomych... a jak moooooocno byly ubarwione ;)
Ja tez sobie obiecałem że w sezonie tam nie wejdę. Żarcie jest podłe, niedogotowane i kiełbasa z grilla wygląda jak ugotowana. Sam wlaściciel nie ma najzwyczajniej czasu żeby z kimkolwiek pogadać, i zbywa półsłówkami.Cytat:
Zamieszczone przez DUCHPRZESZŁOŚCI
Za to po sezonie... hmm... dla mnie bomba. Ludzi jak na lekarstwo (ostatnio był sam Lach dwóch jego kumpli i ja), właściciel ciupie na gitarze jak głupi, z głośnika leci Okudżawa, na stole stoi flaszeczka, słowem sielanka. Aż miło było usiąść z nimi i napić się grzanego piwa z sokiem, po kilku godzinach przedzierania się w sniegu. Nawet skusiłem się na "Czarcie żarcie". Istotnie to potrawa dla odważnych, i sądząc po wyglądzie składało się z resztek, ale smakowało całkiem przyzwoicie i jaK widać zyję do dziś. Może przyczyny mojego braku sensacji żołądkowych nalezałoby upatrywać we flaszeczce żołądkowej i 3 piwach wypitych samotnie poprzedniej nocy, w jednej z chat 8-):mrgreen: Faktem jest że cały i zdrowy jestem do dziś :-)
Jeszcze nie tak dawno funkcjonowała taka nazwa: Góry Rozbitków.
Oprócz różnej maści romantyków,twardzieli,zaczynających od nowa,meneli, w Bieszczad przyjeżdżali ludzie poszukiwani,karani ,ukrywający się przed wojem,rodziną itp. Stąd taka ciekawa mieszanina.Miodzio ;-)
-> Lucyna
Dzielenie Tubylców na jakieś kategorie to poroniony pomysł.
A książka Jędrzeja niezależnie od meritum to doskonała zabawa,świetnie się czyta (imprezy "zakapiorskie" to inna bajka,zaduszki były takie sobie,dałem nogę)
Buba, wiadomo, że nie zawsze dobrze człowiek trafi ale czy takie łażenie nie jest najfajniejsze? Łazić tam gdzie nie można, gdzie się nie powinno, albo po prostu tam gdzie się nie wie co jest.... Jak później wspomniałaś, nie wszystkim odbija palma i można natrafić na ludzkich ludzi.....Cytat:
Zamieszczone przez Buba
To chyba jakaś podpucha Wojtku co? Prędzej czy później szafa chyba stanie się ofiarą mojej żądzy destrukcji- może i nie tak spektaklarnej jak łupanie pniaków..... AAAALE....Cytat:
Zamieszczone przez Wojtek
Ot odezwał się "Strażnik Teksasu", powiedział co wiedział. Chylę czoła przed jego bezkrytycznym zapatrzeniem we własny nos- oby mnie przez to kiedyś nie rozjechał swoim pędzącym dżipem Pisze facet lekko, i sra się przy tym lekko- byłem świadkiem rozmowy, kiedy to "wydało się", iż te właśnie opowiadania (legendy i opowieści- życiorysy) są pisane właśnie na tę pozycję czytelnika..... (sami z resztą sprawdźcie). Może gdyby było więcej konkretów, do myślenia więcej dało to co (Strażnik Teksasu) pisze to człowiek .... tymczasem nasuwa mi się cytat dla Bieszczadzkiego KowbojaCytat:
Zamieszczone przez Andrzej Potocki
Cytat:
Zamieszczone przez Henryk S
Browar przepraszam ale nie chce mi się więcej gadać na temat zakapiorstwa. Zapewne masz rację. Spojrzałam na statystykę strony i ogarneło mnie przerażenie. Zawsze to był margines jakieś 3 %. Dzis ilość wejść z forum przekroczyła ilość wejść i bezpośrednich i z banerów. Nie chcę takiej 'pokręconej popularności".
Tak się zastanawiam i widzę jedno. Barnaba Ty już wsiąkłeś w Bieszczady. Ten dodatek Bieszczadnik pasuje jak ulał. A Bubie to zazdroszczę. Takie przygody no no.Ja też tak chcę.
[QUOTE=Barnaba;35885]Buba, wiadomo, że nie zawsze dobrze człowiek trafi ale czy takie łażenie nie jest najfajniejsze? Łazić tam gdzie nie można, gdzie się nie powinno, albo po prostu tam gdzie się nie wie co jest.... Jak później wspomniałaś, nie wszystkim odbija palma i można natrafić na ludzkich ludzi.....
jak wiesz to bardzo lubie lazic tam gdzie nie mozna , nie wolno i nie powinno ;) i zgadzam sie ze jest najfajniejsze ;) ale dobrze jest miec tego swiadomosc. Jak wlaze na moczarne lub takie inne to sie licze z tym ze: dostane mandat, ktos mnie opier..., spotkam niedzwiedzia ktory mnie nadgryzie czy napadna mnie psy.. zabieram wiec kase na mandat, gaz na psy i mam cicha nadzieje ze jestem niesmaczna na misia. I jest OK.. ale wkurza mnie niepomiernie gdy obieram sobie trase na mapie, ide sobie grzecznie a ktos mnie przegania, straszy i daje upusty swojej agresji..
a wogole o sprawie z sokolem napisalam tylko dlatego by ostrzec innych- zeby np. brali ze soba gaz. Gdybysmy my jego nie mieli to bysmy marnie wygladali po spotkaniu z pieskami ktore mily gospodarz wypuscil na nasz widok...
a pewnie ze lazac tam gdzie nie wie sie co jest czesciej spotyka sie ludzkich ludzi i to jest najfajniejsze.
a tak wogole to mnie ksiazka o zakapiorach bardzo sie podobala, wedlug mnie fajnie oddaje bieszczadzki koloryt ludzi skloconych ze swiatem, poszukujacych swojej drogi, czesto przekletych u startu i szamoczacych sie z zyciem w bieszczadzkiej gluszy :D
Odnośnie przypadku z p. Victorinim - jakkolwiek rozumiem irytację faceta, któremu co chwila ktoś włazi na posesję (pytanie, czy ogrodzona bądź wystarczająco wyraźnie oznaczona jako teren prywatny), to szczucia czy straszenia psami nic nie usprawiedliwia. Nie znam człowieka i nie chcę go oceniać, ale psami to szczują innych zazwyczaj tchórzliwi i śmieszni ludzie. Może p. Victorini taki nie jest, może mu tylko nerwy puściły - nie wiem.
Czy "zakapior" bieszczadzki to idol? Nie wiem. Spotykam w moim "błądzeniu" po Bieszczadach różnych ludzi: przyjaznych, mniej przyjaznych, bardziej lub mniej napitych, z mniejszą lub większą "słowną wyobraźnią"... Nie dziwi mnie tworzenie historii młodziutkiego państwa pod nazwą Ukraina, gdzie np. najwybitniejszym ukraińskim twórcą malarstwa prymitywnego jest Nikifor lub burmistrzami Lwowa byli,a jakże, wybitni "Ukraińcy". Państwo musi mieć swoją historię, choćby z przekłamaniami... Ale Bieszczady? Z ich przebogatą historią, "tyglem" kultury pogranicza, tragediami... Czy zakapiorzy bieszczadzcy są częścią tej historii? Zapewne tak, ale tylko częścią i niech tak pozostanie. Tworzenie zakapiorskiego mitu służy jedynie komercji, której przecież, jak często piszecie, chcielibyście uniknąć (vide przykład Zakopanego).
Przyjeżdżam w Bieszczady by powałęsać się po górach, lasach i dolinach i nie koniecznie by słuchać "zapijaczonych" opowieści "dziwnej treści" lub patrzeć na żałosne postaci...nawet gdyby były "z górnej, zakapiorskiej, półki" :?
Zakapiory są w książce opisane bardzo barwnie, sami bohaterowie opowieści burzą się, i mówią ze to nie prawda- dlatego może lepiej byłoby wyimaginować sobie jakieś postaci i te właśnie opisywać czerpiąc z przypadków rzeczywistych ludzi....
Te słowa usłyszałem we wrześniu chyba od Bodzia.... może i są sami sobie winni, ale twórczości "Strażnika Teksasu" nie można w całości traktować serio, wie o tym parę ludzi. Co jeśli przyjedzie jakiś waszmość, czy mociumpanna z nie wiadomo skąd, i będą traktować "zakapiory" tak samo serio jak przewodniki ?Cytat:
Zamieszczone przez Bodzio Sikorka
hihihi Dlaczego niesmaczna? Zawsze możesz je podkarmić/przekupić kanapkami albo jakimś płynem.... Iras np z Misiami żyje jak brat z bratem :)Cytat:
Zamieszczone przez Buba
Dla mnie idolem niezmiennie pozostaje M. Wiśniewski :P Barwna to postać:D
Zaś po tym wątku zakapiory staną się idolami innych - takiej internetowej akcji reklamowej nie powstydziłby się nie jeden kandydat na za-radnego:D
A mit zakapiorski miast ginąć - puchnie niczym śliwka pod okiem... Górą polski Disneyland i wielesetletnia westernowa tradycja:D
I ja pozdrawiam Jedrzeja:) Witaj na forum i traktuj je raczej jako "Brain storming" Nie ma co sie wczuwać...
Zbój Obłoczny Jabol
mnie sie wydaje ze mit bieszczadzkich orginalow i polskiego dzikiego zachodu powstal bardzo dawno..a to ze teraz chca z tego komerche robic to troche przykro...ale jak opowiadaja moi rodzice to w latach 60- 70 tych mowilo sie ze w bieszczady zjezdzaja sie dziwni ludzie, czesto skloceni z zyciem czy prawem, ze tam szukaja swojej nowej drogi w zyciu, a czesto nie grzejac tam dlugo miejsca ruszali gdzies dalej gnani wiatrem.. chyba predzej tacy ludzie moga wytworzyc jakis mit niz spokojny rolnik orzacy swa ziemie odziedziczona po ojcu lub urzednik zapychajacy grzecznie do codziennie tej samej pracy ([przepraszam z gory rolnikow i urzednikow- nic do was nie mam ;)
do czasu ukazania się postu Jedrzeja, byłem pełen uznania dla niektórych Jego dokonań, a teraz odczuwam pewien niesmak. Stworzyć "Coś" co już w jakiejś formie istniało ...
Chyba Wszmość troszku przesadził, lub nerwy Waszmosci puścily.
Przelać cosik na papier, lub taśmę filmową to w/g mnie uwiecznić to Cósik od zapomnienia, aby to nie znikneło, nie uległo zapomnieniu.
A wymyślić to można co najwyżej formę w jakiej to należy przekazać, a tu jest tzw "prawie" co czyni prawie, acz subyelną , małą różnicę.
Z wyrazami szacunku
marekm
To wystarczy się nie spieszyć i mieć śmiałość do ludzi. Zagadać, pogawędzić, to skutkuje. Idziesz, spotykasz człeka, zatrzymujesz się i rozmawiasz. Czas płynie wolno, wolno toczy się rozmowa, i już masz znajomego. Zawsze gadam ze sklepową i dzięki temu nie jestem obcy. I dla pani z cukierni w Lesku i dla pani ze sklepiku w Komańczy.
Wielu wędrujących żywi pewną obawę w kontaktach z drwalami, smolarzami, wszelkiej maści "miejscowymi" w stanie wskazującym. Woli ominąć. Lista moich spotkań jest podobna do listy Buby. Oboje jesteśmy otwarci na ludzi i lubimy pogawędzić.
Długi
To też zależy, czego się szuka na szlaku. Buba jest nastawiona na ludzi, jak i Ty, a ja czasem tak, a czasem nie. Z dwernickimi 'zaprawkowymi' w Piekiełku też sobie pogadałem, jak trzeba było, z panią w dwernickim barze przy krzyżówce pomarudziłem o żywocie ciężkim, u Denisiuków o ikonach pogadałem, bo i zacnie je tworzą i dużo wiedzą o tym. Wszystko jest potrzebne w górach, ciekawe i sensowne, ale bez przeginania. Uganianie się tam, aby zaliczyć piwo z max ilością zakapiorów lub ludzi tam najważniejszych uważam za niepotrzebne. Ale jeśli kto lubi... Ze spotkań bieszczadzkich bardziej imponują mi spotkania z przyrodą. Tego mi nigdy nie dość i jeszcze spotkań ze śladami przeszłości.
Prawdziwy góral zapewne taki nudny nie jest, żeby na jego temat mitów nie narosło... Już sama legenda górali podhalańskich wystarczy:D A przecież też tylko codziennym rolnictwem się parali, wypasem owiec itd... Ktoś to już tu napisał, ze zakapiory to tylko cząstka społeczności bieszczadzkiej. Ludzie, którzy PR sobie wyrabiają jak najlepsze, bo z tego żyją. A w ich cieniu żyje sobie reszta, która też z tego jakoś korzysta, a zupełnie gdzieś w mrokach pogrążyła się prawdziwa historia tych gór. Mnie po prostu żal tego, żal, że tak łatwo się zapomina... A zakapiory niechaj sobie będą, co mi do nich?
Pod tym mogę się podpisać. Cały czas rozmawiamy o ludziach. Część z nich ma trochę pokręcone życiorysy i to wszystko.
Rzeczywiście historia tych gór umiera. Pan Potocki wymienił panią Zofię Roś. Ile osób wie kim była? Jest tu naprawdę dużo ciekawych ludzi, artystów obok których obojętnie się przechodzi. Ilu z nas zna twórczość pań: Jadwigi Denisiuk czy Agnieszki Słowik-Kwiatkowskiej? Prawie nikt.
Historia tych gór była stworzona przez chłopów. Trochę urozmaicona przez szlachtę zagrodową, która sposobem życia niewiele różniała się od warstwy plebejskiej. Na tej ziemi żyli razem Rusini, Żydzi, Polacy, Niemcy, Cyganie, Ormianie, był to tygiel wielonarodowy, wieloetniczny, wielowyznaniowy. Ci ludzie stworzyli wspaniałą historię która odchodzi od nas. Taki przykład z mojej wsi. Wiosną plaga są rozjechane płazy. Chciałam ropuchę uratować, zdjełam z jezdni i położyłam obok płotu starszej pani. No i się zaczeło. Awantura straszna, staruszka chce mnie pobić. Nie wiem o co chodzi. Dopiero druga staruszka rozkazała mi zabrać ropuchę , a następnie "odczyniła" podwórko. Nie zdając sobie sprawy rzuciłam czary za pomocą ropuchy. Obok nas żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają tamte czasy.
Muszę stwierdzić, że pan Andrzej Potocki dużo zrobił aby ją pokazać. Uratował pamięć o podkarpackich Żydach i chwała mu za to. Nie ukrywam, że mit zakapiorski też on stworzył. Nikt nie dał mi prawa oceniać publicznie tych ludzi. Są jacy są i to ich sprawa. Mogę jednak brać w tek chucpie udział lub nie. Ja nie biorę i tak naprawdę nigdy nie brałam. to nie mój świat.
Czytając posczególne posty doszedłem do wniosku że każdy Człowiek wart jest pamięci czy to Zakapior czy też nie. A Lucyna poddała ciekawy pomysł, skoro jest ksiązka o zakapiorach to czemu nie stwożyć książki o Bieszczadzkich Kobiętach tych z duszą artysryczną i tych zwyczajnych. Takiej pozycji chyba nie ma rynku księgarskim?
Ja już się boję tych Bieszczadzkich Kobięt :mrgreen: tylko nie wiem których bardziej;-)
Masz rację należy się bać tych bieszczadzkich bab. Słyszałam, że tu nawet diabły bab się bały. Jako baba na poły bieszczadzka powiem Ci jedno nie raz tu zapachniało siarką. Na forum szczególnie. Reasumując pomusł DuchaPrzeszłości może być podchwycony i co wtedy. Jak czytać takie opowiadania na czas s...:oops: i to o kobietach w toaletach. Poza tym kobiety nie mogą być zakapiorami tylko k.. A fee.
Browar a czego ? Ideałem by bylo jak by to napisał Barnaba prozą, Wuka wierszem, Anyczka fotografie by wstawiła a Lucyna recenzje wystawiła. Toż to był by ideał. he he
Wywołana do tablicy już piszę o kobietach bieszczadzkich-patrz "Proza i poezja...."
Coś w temacie:
http://www.gcnowiny.pl/apps/pbcs.dll.../-1/bieszczady
Ot, zwykły, sterany człowiek a nie jakieś dziwadło...
Miałem okazję go poznać osobiście. Parę godzin spędziłem u niego w domu. Tłumaczył mi dlaczego doprowadził do takiego szumu medialnego wokół swojej osoby. Próbowałem i nadal próbuję go zrozumieć. W pełni się z Tobą zgadzam Browar.
P.S. Byłem ostatnio 3 dni w grodzie Kraka. Przepraszam Cię ale NAPRAWDĘ nie miałem czasu na wspólnego "Browara".
Tu się nie zgadzam w pełni z Tobą Browar -- może i zwykły , ale takich jest tysiace w Polsce, - a w tym wszystkim to najbardziej szkoda dzieci, bo tego typu publiczne "rozgrywki" i rozgłos nie służą im dobrze. Nie jest to wcale bohater i idol ." Bieszczadzkiego bohatera " zrobiła i robi z Niego na własnu komercyjny użytek pewna grupa ludzi, ale to wcale jak widać nie było i nie jest dobre dla tej rodziny.Życzę im szczerze wszystkiego dobrego w tym całym zamieszaniu, a przede wszystkim Dzieciom.
Czy zakapior to idol? Chyba tylko przybysze z zewnątrz mają takie spojrzenie. A że w Bieszczadach są mili ludzie, nieco niekiedy na bani, że można z nimi ciekawie porozmawiać, że noszą kapelusze, brody a la ZZ Top? Mieszkają tu, mają swą pracę, firmy...niekiedy rzeźbią, piszą. Są stąd i tacy, jacy są. Jeśli komuś z zewnątrz to się nie podoba - to jego problem.
Istotnie,ludzie tu mili,interesujacy i niezalezni,jakby wtopieni w tę przedziwną krainę zwaną bieszczadami,krainę o niepokojącym jakimś klimacie,trudnym do okreslenia,fascynującym,podbudowanym arcybogatą historią i minionymi wędrówkami ludów,a prawdziwie bajeczna jej częścią wschodnią była Huculszczyzna.
Zaczęlo sie od akcji wisła; potem pustka; potem zjawili się ci, którym władza dopiekła albo rodzina albo sąsiada pobili za zaoranie miedzy ( i trzeba było wiac tam gdzie kończy się Polska ale jeszcze jest Polska); potem przyjechali więźniowe a jak odsiedzieli to nie mieli gdzie wracać więc zostali; w miedzyczasie propozycje nie do odrzucenia dostawali "poleszucy" z kolana Bugu i siedzieli na walizkach, podobnie jak Grecy, niewielu zostało; zjawili się tez juhasi bo dobre polany do wypasu a ochronek dla owiec nie trza było budowac bo cerkwie i koscioły ziały pustką; zaczęli budowac obwodnicę i małą i wielką więc przyjechali spoda jasła, rzeszowa, nawet z Polski centralnej, zarabiali full kasy, troche ich zostało, ziemi albo dostali albo kupili; potem system zelżał i tereny stały się bardziej dostępne więc przyjeżdzali turyści: mniej lub bardziej doświadczeni,studenci, harcerze paru z nich zostało bo się zakochali w tych miejscach; zajrzeli wreszcie bizmesmeni: można kase złupić bo infrastruktura kiepska: kilku zostało bo się zaczęło kręcić albo tez po prostu sie zakochali w tych miejscach; w całym tym czasie zaglądali tu też wagabundzi, globtroterzy, chodziki, łaziki itp, paru z nich zostało bo znaleźli swój kawałek podłogi; artysci też tu zaglądali bo przyroda daje natchnienie: naładowali bakterie i sprzedali Bieszczady w swojej twórczości, paru z nich zostało bo ukochali bieszczadzką wenę; pojawili się wreszczie ci, którym zbrzydlo miejskie życie i codzienne trucie się spalinami i pogonią za pieniądzem: częśc została bo twarde życie im sprzyjało i odpowiadało, inni wyjechali by dalej szukac swej ziemi obiecanej; pojawiają się ciągle też ci, którzy cialem są tam gdzie są a sercem w Bieszczadach, może kilku z nich osiądzie tam na stałe?
Wsród całego tego kotła ludzi, osobowosci, charakterów tych CO ZOSTALI są ci, którzy stoją teraz przy sklepie i trzymają "najjjjtańńńńńszeeee" za zarobione ciężką pracą marne pieniądze; są ci, którzy nadal myslą że są tu za karę; są ci, których jest ten kawałek podłogi i nawet na wysokie zarobki się z bieszczad nie wyciągnie; są ci, którzy na bieszczadach robią niezłą kase (nieruchomości, biznes, usługi, produkty) i jest to ich sposób pracy, zarabiania na zycie; są wreszcie ci, dla ktorych po prostu to jest ich MIEJSCE na ziemi: normalnie pracują, uczą się, chodzą do kościoła/cerkwi (albo i tu i tu), sklepu z droższymi o 40% artykułami, baru, gdzie kolega własnie przehulał kase za transport wypalonego wegla....
Zakapiory? Ktorzy z nich są? chyba tylko ci, którzy się tak sami nazywają, a na co im ta nazwa? niech sami powiedzą.....
Bieszczady to jest kocioł kultur, tradycji, rytów, charakterów, osobowosci i wszystkiego tego co ze sobą przyniesli ci, którzy je powtórnie zamieszkiwali i mimo że kocioł to kazdy zachował swoją indywidualność.
Zbieszczadzoną indywidualność....
Ale strzelilem wykład.....:shock:
Wszystkie przytoczone tu stwierdzenia są osobistymi przemyśleniami po spotkaniach z ludzmi, życiem ich życiem, rozmów po paru głębszych czy też po wyciąganiu samochodu z zaspy, nocnych "bieszczaków" rozmowach itp. NIKOGO NIE CHCĘ URAZIĆ, DO KAŻDEGO ZE SPOTKANYCH LUDZI MAM PEŁNY SZACUNEK, NAWET JEŚLI BYŁ SMIERDZĄCY, ZASIKANY, WYDARŁ SIĘ NA MNIE ZE MU ZDEPTAŁEM TRAWE ALBO OBSIKAŁEM DRZEWO W LESIE, WYDAŁ KASE NA PRYTOZOL ZAMIAST MI ZAPŁACIC ZA 3 DNI ROBOTY PRZY WYPALE ITP ITD.
WSZYSCY Z NICH SĄ LUDZMI z Bieszczad :smile: