-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
"Przepraszam, choć nie'
-w porządku, proponuję jednak nie zmieniać chronologii wydarzeń bo faktycznie brzmi to idiotycznie
"1) Chociaż wówczas troszkę panikowałam. 2) a Bazyl ma rację, gotowanie dokończyłaś w namiocie i jedno ździebełko się zapaliło"
-to były dwie różne sytuacje przedstawione w odwrotnej kolejności gdzie między jedną a drugą minęło 16 godzin ;p
dobra, już wychodze z relacji ;>
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Relacja zakręciła się, a więc było to tak......dawno, dawno temu troje głodnych gotowało obiadki, my z Bazylem bardziej głodni, uwinęliśmy się w tri miga. Zaczęło padać to i namiocik szybciutko stanął, chociaż poganiałam Bazyla, żeby szybciej składał maszty bo mu ziemniaczki stygną. Tak oto wszyscy mogliśmy schronić się przed kropelkami deszczu. Jimi kończyła gotowanie w przedsionku, jedna czy też dwie trawki zapaliły się, co mnie panikarę wystraszyło. Po pożywnych obiadkach nastąpiło błogie lenistwo, poparte niby zbliżającą się burzą.
Prawda, dnia następnego śniadanko było późnawo i to wówczas rakieta Jimi narobiła bigosu zapaliła znaczną część traw i nie chciała przestać palić się,po mimo nieustającego zakręcania zaworka, teraz to komiczne wydaje mi się, ale wówczas to już czarne myśli targały mną.
Bartolomeo, twój palnik przegrał w konkursie huku hi, to co Jimi miała, to niczym odrzutowiec Mig 29
Czy teraz jest chronologicznie? Więc spokojnie zmierzajmy ku dalszym przygodom. Nieuchronnie zbliżamy się do kosodrzewiny i tego jak Bazyl mało nóg nie połamał uciekając przed burzą:-D.
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
(...) ta akcja z palącą się trawą to była następnego dnia rano -a nie podczas deszczu. Wy schodzwaliście sie w namiocie a ja gotowąłam na deszczu, więc jak mogliście mnie widzieć :> (...)
Wystarczy wyjrzeć z namiotu, ale zaczęłaś gotowanie jeszcze przed tym jak się schowaliśmy w namiocie zostawiając Ciebie na deszczu. Ponieważ zostawiliśmy Jimi na deszczu nie mogło być więc mowy o gotowaniu w przedsionku! Chyba to wszystko zmyśliłem i jeszcze pozamieniałem kolejność - normalnie szok!
Cytat:
Zamieszczone przez
Jimi
"Przepraszam, choć nie'
-w porządku, proponuję jednak nie zmieniać chronologii wydarzeń bo faktycznie brzmi to idiotycznie
"1) Chociaż wówczas troszkę panikowałam. 2) a Bazyl ma rację, gotowanie dokończyłaś w namiocie i jedno ździebełko się zapaliło"
-to były dwie różne sytuacje przedstawione w odwrotnej kolejności gdzie między jedną a drugą minęło 16 godzin ;p
dobra, już wychodze z relacji ;>
Być może wymachiwanie palnikiem było później i scaliłem te dwie sytuacje pasujące do siebie, teraz nie pamiętam gdyż nie przywiązywałem do tego i chronologii aż tak wielkiej wagi jak Ty. Dla mnie były to wspomnienia zabawne i miłe, jak i inne, o których teraz nie wiem czy warto pisać bo mogę coś poplątać i będzie chryja. Popełniłem jeszcze jeden idiotyzm i zważając na powyższe pragnę sprostować: makaron nie był z sosem tylko z serem!!!
Dla mnie, w tego typu relacji idiotycznie brzmią tego rodzaju zarzuty. Co do Twojej propozycji, to zawsze możesz przedstawić swoje racje tutaj lub rozpocząć własną, chronologicznie idealną, pozbawioną idiotyzmów i głupawych spostrzeżeń w jakie obfituje moja.
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
No, dość tego bartolenia, czas na bazylowanie. Dotarliście w końcu do tej kosówki? :mrgreen:
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
No, dość tego bartolenia, czas na bazylowanie. Dotarliście w końcu do tej kosówki? :mrgreen:
Już pędzimy, obym tylko najpierw wszedł na szczyt zanim z niego zejdę! :mrgreen:
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Teraz śpimy, z pełnymi brzuszkami kiełbaski i pieczonego serka, którym raczyła nas Jimi. Trzeba zebrać siły, bo przed nami kroi się niemałe podejście
-
10 załącznik(ów)
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Ranek dnia trzeciego wstał bezchmurny
Załącznik 40737
Ponieważ na mapie i w terenie wejście od „naszej” przełęczy na szczyt Jasnowca wyglądało na zarośnięte kosodrzewiną
Załącznik 40739
postanowiłem, że wdrapiemy się na niego, widoczną, północną (lewą na zdjęciu) granią, po strawersowaniu świerkowego lasu w kierunku siodła (całkiem po lewej na zdjęciu). Tutaj widać ścieżki odchodzące z przełęczy w kierunku trawersu:
Załącznik 40738
Zaraz po wejściu między pierwsze drzewa okazało się, że płynie tam wartki strumyk, którego nie zaznaczono na mapie. Nie wiedząc tego wcześniej, wczoraj po południu i dziś rano schodziliśmy znacznie niżej do źródła po drugiej, południowej stronie przełęczy.
Po osiągnięciu tego obniżenia, najpierw delikatnym trawersem a później ostro w górę
Załącznik 40740
pięliśmy się na szczyt. Było upalnie, parno a w powietrzu latały roje much (niestety większość zdjęć z dnia dzisiejszego ma pełno czarnych plamek – to właśnie one są). Odpoczywaliśmy więc co kilkanaście metrów, łapiąc oddech i podziwiając okolicę:
Załącznik 40741 Załącznik 40742
Załącznik 40743 Załącznik 40745
W czasie naszego podejścia Jasnowiec zamienił się w dymiący wulkan
Załącznik 40736
Żar i lawa już wcześniej lały się z nieba :-D
Po dotarciu na miejsce, w którym z trzech stron otaczała nas już kosówka, okazało się, że górą nie „idzie” żadna ścieżka. Jakieś pięć metrów a może siedem i trzy czwarte niżej, szedł ledwo widoczny trawers wzdłuż grzbietu. Kuna jak już się wdrapała na ten szczyt to oświadczyła, że nie zamierza schodzić, zrzuciła plecak i dała nura w kosówkę. Przedarła się ze trzy metry i stwierdziła, że o niczym innym nie marzy jak iść kosówką równolegle do ścieżki! A mówiłem, żeby ubierać na głowę czapkę bo o udar nie trudno! A ona nic tylko podskakuje i mówi, że to pikuś takie przejście. Być może dla bieszczadzkich kun tak, ale Bazyle są trochę większe i znacznie cięższe, więc starałem się ją przekonać, że ta utrata kilku metrów wysokości to nie problem a idąc co prawda bardzo nachylonym, wykrzywiającym nogi w kostkach, trawiastym zboczem i tak dojdziemy szybciej i mniejszym nakładem energii w dalsze rejony niż przedzierając się przez tą dżunglę.
Gdzieś tak w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, podczas mojego pierwszego pobytu w Gorganach, ugrzęźliśmy w znacznie większym co prawda, morzu kosówki i do dnia dzisiejszego rany po tych wspomnieniach jeszcze się nie zabliźniły :twisted:
Na szczęście w końcu Kuna uległa i ruszyliśmy dalej, lekko trawersując wierzchołek
Załącznik 40744
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Cytat:
Zamieszczone przez sir Bazyl;166836
Na szczęście w końcu Kuna uległa i ruszyliśmy dalej, lekko trawersując wierzchołek
[ATTACH=CONFIG
40744[/ATTACH]
Zostałam stłamszona. Zawiedziona, z nie fajną miną ruszyłam za Kierownikiem Wyprawy, w końcu obiecałam słuchać się, co mnie strasznie męczyło. Za to jakie później widoki były. A co tam straacony czas na granicy, za to połoniny mają cudne
-
10 załącznik(ów)
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Nikłą ścieżynką szliśmy prosto w kierunku Strimby
Załącznik 40746
i po kilku chwilach doszliśmy do grzbietu właściwego,
Załącznik 40747
z którego rozpościerały się fantastyczne panoramy, m. in. na Gorgany
Załącznik 40748
Tiapesz
Załącznik 40749
Horb i Negrowiec
Załącznik 40750
W oddali szczerzyła swoje kły Czarnohora
Załącznik 40751
(Kieł lewy to Howerla a prawy to Pietros)
Po zmianie kierunku zgodnie z przebiegiem grzbietu na Kołoczawę
Załącznik 40753
Strimba odsłoniła się nam w całej okazałości
Załącznik 40752
Rzut oka na część przebytej dziś drogi, też nie pozostawiał żadnych wątpliwości co do piękna gór w jakich przyszło nam wędrować
Załącznik 40754
Zaczęło kropić, pędziliśmy więc ukryć się do lasu z krzyżem
Załącznik 40755
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Do lasu, co się okazał nie lasem.....tu moje nogi krzyczały, ileż jeszcze tego schodzenie w dól i dół, żeby już było w górę. Później moja dusza będzie jęczeć piwa piwa piwa. A będzie zdjęcie z nowoczesnej techniki napraw ukraińskich dróg?
-
6 załącznik(ów)
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Cytat:
Zamieszczone przez
bieszczadzka kuna
... A będzie zdjęcie z nowoczesnej techniki napraw ukraińskich dróg?
Niestety nie wyszło za dobrze :(
A teraz wróćmy do połoniny, z której nie chce się schodzić do cywilizacji. Wokół jest pięknie i pędząc za dziewczynami czy też może będąc pędzonym nie wyłączałem aparatu i próbowałem zatrzymać w czasie i zachować na później te chwile:
Załącznik 40773
Załącznik 40771
Załącznik 40772
Załącznik 40774
Załącznik 40775
Las do którego pędziliśmy okazał się przebiegającym przez grzbiet wąskim pasem drzew i krzyż stał już na odkrytym terenie:
Załącznik 40776
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Uświadomiłam sobie, żeśmy tego dnia nieźle maszerowali...najpierw ostro pod górkę, potem górką-połoniną, na dół do niby lasu i dalej w dół łąką i znów do lasu i znów łąką i Kołoczawa nic a nic nie chciała się przybliżyć, a tam moje zimne piwko stygło hii
-
6 załącznik(ów)
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Teraz będziemy kierować się zgodnie z wijącym się grzbietem, wprost na widoczny po środku zdjęcia przełom rzeki:
Załącznik 40777
Z wyjątkiem krótkiego odcinka bukowym lasem, cały czas aż do lądowania w centrum Kołoczawy, towarzyszą nam wspaniałe widoki, czy to w lewo
Załącznik 40778
czy w prawo
Załącznik 40781
przed siebie
Załącznik 40779
i za siebie
Załącznik 40780
Niestety znad Połoniny Krasnej zmierzał w niewiadomym kierunku front burzowy
Załącznik 40782
co spowodowało, że
Cytat:
Zamieszczone przez
bieszczadzka kuna
...Bazyl mało nóg nie połamał uciekając przed burzą:-D.
:mrgreen::mrgreen::mrgreen:
Teraz to już na pewno byłem pierwszy w peletonie i nie dałem się wyprzedzić do czasu, aż napotkaliśmy pewną krowę, która to...
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
Czy ja mam omamy, czy na tym buku /?/ jakiś znak szlaku jest odciśnięty?
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Cytat:
Zamieszczone przez
iaa
Czy ja mam omamy, czy na tym buku /?/ jakiś znak szlaku jest odciśnięty?
Twój wzrok Cię nie zawodzi, to znaki zielonego szlaku. Gdzieś tak w tym wcięciu pomiędzy krzyżem a bukiem doszedł do naszej trasy od wschodniej strony (na zdjęciu od prawej) i chwilę nam towarzyszył po czym w pewnym momencie zniknął.
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Nad Krasną pioruny biły, to i Bazyl kroku przyspieszył aż mi się smerf Maruda załączył. Najpierw spotkaliśmy byka, czarnego jak sam diabeł, co go z Jimi szerokim łukiem omijałyśmy, bo złowieszczy jego wzrok napawał nas lękiem. Potem krówka mała upodobała sobie Jimi, biegnąc za nią, Jimi zaś za Bazylem krzycząc: Bazyl ratuj....
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Mam nadzieję, że patrzyłeś na znakowany szlak z odrazą i obrzydzeniem?
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Cytat:
Zamieszczone przez
bieszczadzka kuna
...Potem krówka mała upodobała sobie Jimi, biegnąc za nią, Jimi zaś za Bazylem krzycząc: Bazyl ratuj....
A Bazyl niczym Ursus z Quo vadis chwycił ją za rogi, uniósł w górę i rzucił hen w paryje! :mrgreen:
No dobra, bo będzie że zmyślam, wcale tak nie było, ale prawie :wink: - powiedziałem żeby kijem machnąć to sobie pójdzie i po machnięciu sobie poszła.
-
1 załącznik(ów)
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Cytat:
Zamieszczone przez
sir Bazyl
W ruch poszły różne pokrowce przywdziewane na rozmaite części ciała. Ja ubrałem mój nowy habit zaklinacza deszczu
Załącznik 40676
i smerfowałem chorały pod nosem.
Przypominasz mi pewne postacie hiZałącznik 40792
-
10 załącznik(ów)
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Tym widokowym grzbietem
Załącznik 40814
szybko zbliżaliśmy się do "cywilizacji":
Załącznik 40815 Załącznik 40816
Grzbietowa ścieżka, która czasem się rozdwajała a innym razem zanikała, zaprowadziła nas wprost do centrum Kołoczawy. W pierwszym napotkanym sklepie uzupełniliśmy płyny i następnie zameldowaliśmy się na nocleg w Czeskiej Gospodzie.
Załącznik 40817
Po odświeżeniu się, ruszyliśmy na clubbing a raczej magazining połączony ze zwiedzaniem
Załącznik 40819 Załącznik 40818 Załącznik 40820
Załącznik 40821 Załącznik 40822 Załącznik 40823
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Cytat:
Zamieszczone przez
iaa
Mam nadzieję, że patrzyłeś na znakowany szlak z odrazą i obrzydzeniem?
Ja go odgryzłem, przeżułem, połknąłem, przetrawiłem i ...
Większość tych szlaków w okolicy to "dzieło" znanego, samochodowego zdobywcy Karpat, który postanowił coś zepsuć i ponieważ u nas już jest wszystko zasmarowane to najlepiej pomóc innym zrobić to samo.
-
4 załącznik(ów)
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Troszkę pozwiedzaliśmy, posiedzieliśmy na schodach magazynów, zajrzeliśmy do jakiegoś baru a nawet wdepnęliśmy do klubu z muzyką ale okazało się, że to wesele więc się ewakuowaliśmy. Po powrocie do Czeskiej Gospody apetyty zaostrzone kilkoma piwami domagały się kolacji. Zamówiliśmy domasznej raboty pielmieni – pycha!!!
Rankiem, po lekkim śniadaniu (omlet z cebulą – nie pycha) ruszyliśmy w drogę powrotną. Ponieważ pogoda dopisywała i wydawało się nam, że czasu jest wystarczająco dużo (jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, co nas czeka na granicy) postanowiliśmy zdobyć jeden ze szczytów Borżawy (Himbę) z małą pomocą latających krzesełek startujących z wioski Pilipiec. Od górnej stacji kolejki do szczytu jest tylko około 300 metrów podejścia (mniej więcej tyle co z Przełęczy Wyżnej do schroniska na Połoninie Wetlińskiej) więc już po pół godzinie, leżakując na połoninie podziwialiśmy widoki
Załącznik 40849 Załącznik 40848
i skrzydlatych ludzi
Załącznik 40850 Załącznik 40851
Chwilę tam zabawiliśmy, kto miał ochotę i mógł – pił piwo, kto miał ochotę i nie mógł – pił kwas. Nasyceni i zregenerowani wróciliśmy tą samą drogą do samochodu i ruszyliśmy w dalszą podróż. W Stryju dalej nam się wydawało, że czasu jest mnóstwo (a kolejka na granicy rośnie i rośnie…) więc zatrzymaliśmy się na obiad. Później już tylko krótki postój na zakupy i dojeżdżamy do przejścia w Korczowej. Przed wjazdem na granicę jest rondo a przed nim stoją służby graniczne i przepuszczają co pewien czas po kilka samochodów w kierunku granicy właściwej. Kolejka niby nie za duża, ale 1,5 godziny trwało zanim szczęśliwi ruszyliśmy do bramy strzegącej wjazdu na granicę. Tu tradycyjnie dostaliśmy kartkę z informacją, ile jest w samochodzie osób i po pożegnaniu się z żołnierzem podjechaliśmy na koniec kolejki. Okazało się, że ta kolejka jest jedną z sześciu ale wszystkie obsługiwane były chyba tylko przez dwa okienka więc spędziliśmy tu kolejne 3,5 godziny. Bajzel niesamowity, przy punkcie kontroli paszportowej przepychanki i kłótnie, jak już przed nami stała tylko jedna osoba i pojawiła się nadzieja, że za pięć minut będziemy już po odprawie z innej budki wyskoczył kolejny funkcjonariusz, który wszystkim z samochodów stąd-dotąd kazał wrócić do pojazdów i on się zajmie ich odprawą. Oczywiście moje auto znalazło się wśród wybrańców i się zajął – zabrał paszporty i przepadł na pół godziny. No ale przecież w końcu oddał i już jedziemy na stronę polską, ku przygodzie, hej!
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Właśnie, właśnie....i co dalej, co dalej....bo przygodna na granicy się jeszcze nie skończyła
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Podjeżdżamy do pierwszego znaku STOP przy zadaszeniu i budynkach po stronie polskiej. Pan w mundurze się kłania i pyta czy paszporty polskie, a oczywiście, a to proszę na ten pas i poczekać chwilkę. Zadowoleni, że przed nami tylko jeden samochód czekamy cierpliwie, a tu nagle Pan przepuszcza na nasz pas, boczkiem, boczkiem, dwa busy, które wjechały na granicę później od nas. No trudno, trzeba będzie chwilkę dłużej poczekać. W końcu odprawiono te busy, Pan zabrał nasze paszporty i poszedł do wejścia znajdującego się przy następnym znaku stopu, tak ze sześć długości samochodu przed nami. Czekamy spokojnie, pan wraca, wręcza paszporty i życzy szczęśliwej podróży. Zapytałem, czy to wszystko i czy możemy jechać dalej? Tak to wszystko, możecie państwo jechać dalej. Super, w końcu! Ruszyliśmy powoli, ale ten drugi znak nie dawał mi spokoju i się zatrzymałem przed nim, i pytam dziewczyn czy aby na pewno dobrze słyszałem? Uzgodniliśmy, że nie ma co do tego wątpliwości, nikt nie podchodził, pustka wokół, więc ruszyliśmy ciemnymi, krętymi uliczkami do ostatniej bariery przed wyjazdem na autostradę. Bariera składa się z kolczatki wysuwanej spod jezdni, szlabanu i sygnalizatora świetlnego. Przed nami dwa samochody, więc jeszcze tylko chwilka i pędzimy do domu! Kolczatka w dół, szlaban do góry, zielone światło – pojechał pierwszy. Kolczatka w dół, szlaban do góry, zielone światło – pojechał drugi. Idzie szybko. Teraz my. Kolczatka się jeży, szlaban ani drgnie, światło ciągle czerwone. Chyba się zacięło albo co? No nic, tyle czekaliśmy to jeszcze chwila nas nie zbawi. W końcu z budki przy szlabanie wychodzi Pani i już wiedziałem, że wpadłem w matrix i system mnie tak łatwo nie wypuści ze swoich macek!
- Dlaczego pan nie poddał się kontroli celnej?
- Poddałem się i Pan, który zwracał paszporty powiedział, ze możemy jechać dalej.
- Ten pan jest od czego innego, teraz nie ma połączonej odprawy.
- To dlaczego mówił, że możemy już jechać?
- Nie wiem, ale ja teraz przez pana muszę cofnąć te wszystkie samochody, żeby pan wrócił.
Te wszystkie to były trzy lub cztery i musiały cofnąć się kilka metrów, gdzie szerokość drogi pozwalała na wyminięcie się. Ciemno jak w jaskini, co pewien czas drogi się rozdwajają - jadąc do przodu były znaki kierujące na odpowiednie pasy a pod prąd już się ich nie widzi, ale w końcu po zasięgnięciu języka po drodze, udaje się trafić w okolice pasów na których odbywały się odprawy. Tu wychodzi kolejna Pani oburzona:
- Dlaczego pan nie poddał się kontroli celnej?!
- Bo tamten pan powiedział, że możemy jechać dalej.
- A gdyby tamten pan kazał panu skoczyć z mostu?
Szczerze mówiąc, to po tylu godzinach stania, w upale, hałasie, chaosie i smrodzie to kto wie (?) – ale Pani tłumaczyłem jeszcze raz, co usłyszałem i dlaczego tak postąpiłem.
Na nic moje tłumaczenia, nieugięta funkcjonariuszka na to, że nie zatrzymałem się przed znakiem stop i powinien być mandat.
Odparowałem, że nieprawda, bo się zatrzymałem, ale nikt nie podchodził i będąc przekonany, że to już wszystko, pojechałem dalej. Ponieważ wiedziała, że jest monitoring i można sprawdzić, kto ma rację, zaatakowała inaczej:
- W takim razie jest to ewidentne naruszenie granicy.
- W takim razie trzeba było strzelać!!! (tu już nie wytrzymałem i warknąłem wk...zdenerwowany niemożebnie).
Pani widząc moje przekrwione oczy i toczącą się z pyska pianę, odpuściła sobie dalszych wykładów i nakazała Kunie zebranie paszportów, po czym razem udały się do właściwego okienka i po otwarciu i zamknięciu paszportów mogliśmy jechać dalej. NIKT NIE PYTAŁ SIĘ CO WIEZIEMY I W JAKICH ILOŚCIACH, NIKT NIE ZAGLĄDAŁ DO SAMOCHODU I BAGAŻNIKA ALE NAJWAŻNIEJSZE, ŻE NAS ZAWRÓCONO, POGROŻONO I NA KONIEC OKAZANO WIELKĄ ŁASKĘ. Teraz to będę się kłaniał we wszystkich okienkach i tak łatwo nie dam się z granicy spławić!!!
A przede wszystkim, będę miał zawsze na uwadze, zamieszczone przez Służbę Celną w nagłówku strony granica.gov.pl ostrzeżenie:
PRZEKRACZANIE GRANIC NIGDY NIE BYŁO TAK PROSTE :mrgreen:
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
To już teraz wiem dlaczego strajkują ..... to przez Bazyla ! :mrgreen:
Przeszkadzał im w pracy .
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Nie ma to jak piesze przekraczanie granicy :)
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Bazylu, żałuj, że nie słyszałeś wypowiedzi rzecznika prasowego SC w tym tygodniu.
Pytany o przyczyny przeciągniętych odpraw, z pełnym przekonaniem powiedział mniej więcej tak: nasza praca to służba, stanie na straży, aby nie ucierpiał majestat Rzeczypospolitej.
I jak Ci teraz? :-))))
-
Odp: Ewidentne naruszenie granicy, czyli Piszkonia mówi weź mnie.
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
To już teraz wiem dlaczego strajkują ..... to przez Bazyla ! :mrgreen:
Przeszkadzał im w pracy .
He, he, sam wiesz, że jak nieraz razem przekraczaliśmy granicę to często dochodziliśmy do tego właśnie wniosku, że gdyby nie ludzie na granicy to by nikt im w pracy nie przeszkadzał :mrgreen:
Cytat:
Zamieszczone przez
coshoo
Nie ma to jak piesze przekraczanie granicy :)
Zgadza się, to najszybsza metoda, ale nie zawsze da się dopracować później dojazdy tak żeby wrócić na czas.
Cytat:
Zamieszczone przez
iaa
Bazylu, żałuj, że nie słyszałeś wypowiedzi rzecznika prasowego SC w tym tygodniu.
Pytany o przyczyny przeciągniętych odpraw, z pełnym przekonaniem powiedział mniej więcej tak: nasza praca to służba, stanie na straży, aby nie ucierpiał majestat Rzeczypospolitej.
I jak Ci teraz? :-))))
He, he, kabareciarz jak się patrzy! Nie z nami te numery Bruner!
Pytasz, co ja na to? A ja na to PAPARARA! :) :
https://www.youtube.com/watch?v=zbBCke8H4Bs