-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Doroto i Pawelku, pozwólcie, że jako obserwator owych prześladowań religijnych i antyreligijnych też coś wtrącę.
Do końca ery Gomułki (XII. 1970) członkowie PZPR faktycznie miewali poważne kłopoty "partyjno - służbowe"a w przypadku wzięcia ślubu kościelnego czy chrztu lub 1-szej komunii dziecka. Aż do wywalenia z partii i pracy włącznie (choć z tej drugiej nie zawsze - zależało, jaka to była praca).
Później owe ideologiczne rygory znacznie, znacznie poluzowano. Nawet w wojsku i tzw. słuzbach mundurowych (MO, SB, Państwowa Straż Pożarna, Służba Więzienna).
Osobiście znany mi jest przypadek z lat 70., gdy wydało się, że pewien starszy stopniem milicjant (wówczas chyba major) wziął potajemnie z żoną ślub kościelny - już po ok. dwudziestoletnim pożyciu małżeńskim na podstawie tylko ślubu cywilnego. W jego jednostce rozpętała się mała "burza ideologiczna", przy czym - co znamienne - bez inspiracji tzw. odgórnej. "Góra" milczała, czekała i pozostawiła tę sprawę do załatwienia tzw. "dołom partyjnym" (za Bieruta czy Gomułki byłoby to niemozliwe, wówczas zawsze "góra" inspirowała "oddolną" inicjatywę).
A owe "doły" partyjne, jak to w życiu bywa, składały się i z ludzi normalnych, i z tych "nawiedzonych" ideologicznie.
Ci drudzy doprowadzili do rozpatrywania sprawy na zebraniu partyjnym. Zaproponowali uchwałę ws. wyklucznia owego "niepewnego ideologicznie" towarzysza z partii i rozpatrzenia przez kierownictwo służbowe celowości jego dalszego pozostawania w "zaszczytnej służbie MO".
Wówczas wstał i zabrał głos pewien dość ważny towarzysz, członek egzekutywy, a służbowo zastępca naczelnika wydziału (w listopadzie 2001 r. byłem na jego pogrzebie, oczywiście kościelnym).
Do wnioskodawcy uchwały powiedział mniej więcej tak:
- Towarzyszu X, towarzysz Y po prostu został zmuszony okolicznościami do wzięcia ślubu kościelnego. Jego bardzo religijni teściowie zagrozili bowiem, że wydziedziczą córkę, jeśli ta nie weźmie w końcu ślubu kościelnego. A są dość bogaci, mają kilkudziesięciohektarowe gospodarstwo rolne !
Towarzysz X zaczął wtedy gwałtownie replikować i powoływać się na pryncypia marksistowsko - leninowskie.
Wówczas także obrońca towarzysza Y stracił cierpliwość. Podniósł głos i rzekł tak:
- Towarzyszu X, a co wy mi tu, za przeproszeniem, pieprzycie o marksizmie - leninizmie. Wy znacie go tylko z teorii, a ja - z praktyki. W latach 1940 - 47 ścinałem drzewa na Syberii !!! (Była to prawda, warta odrębnej opowieści, przyp. moja, St. Byw.). Poza tym powiem wam, że wy - jesteście rozwodnikiem, żony nie macie. I gdyby teraz, w tej chwili, taka słynna włoska gwiazda filmowa Gina Lolobrigida, czy jak jej tam, cycata, piękna, zgrabna i bogata, powiedziała, że za was wyjdzie, ale tylko pod warunkiem wzięcia z nią ślubu kościelnego, to zapewniam was i wszystkich tu obecnych, że byście się tylko piętami w d... kopali i zap.... do kościoła, żeby się tylko nie rozmyśliła !
Sala gruchnęła śmiechem (poza nielicznymi "nawiedzonymi"), uchwały "potępiającej" nie podjęto, a cała sprawa się "rozmyła". Towarzysz Y miał się dobrze, nie represjonowano go ani partyjnie, ani służbowo, a w latach 80. nawet znacznie awansowal.
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
a przynależność do Polskiego Związku Piłki Ręcznej ? :D (PZPR)
chcąc awansować, myślę, że w dowolnym zakładzie pracy, przynależność do partii była właściwie przymusowa.
Niektórzy znajdowali na to takie antidotum: wstępowali w szeregi SD (Stronnictwa Demokratycznego). Niby sojusznicza to partyjka była, ale to jednak nie PZPR :)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Członkowie SD sami swoją partię nazywali Stronnictwem Drżących :)
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
Do końca ery Gomułki (XII. 1970) członkowie PZPR faktycznie miewali poważne kłopoty "partyjno - służbowe"a w przypadku wzięcia ślubu kościelnego czy chrztu lub 1-szej komunii dziecka. Aż do wywalenia z partii i pracy włącznie (choć z tej drugiej nie zawsze - zależało, jaka to była praca).
Później owe ideologiczne rygory znacznie, znacznie poluzowano.
Nooo, chyba jednak trochę dłużej to trwało... Mój osobisty kuzyn w wielkiej tajemnicy przystąpił do I komunii w mojej parafii, odległej od jego macierzystego kościoła o jakieś 300 km, właśnie ze wzgledu na przynależność i stanowisko swojego taty. Roku pańskiego 1976 się to działo.
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Marcowy
(...) Mój osobisty kuzyn w wielkiej tajemnicy przystąpił do I komunii w mojej parafii, odległej od jego macierzystego kościoła o jakieś 300 km, właśnie ze wzgledu na przynależność i stanowisko swojego taty. Roku pańskiego 1976 się to działo.
Być może.
Ale gdyby się to wydało, a tata przyjął jakąś "prawdopodobną" wersję tłumaczenia, że np. był to spisek teściowej, to pewnie uszło by mu na sucho. :-)
Zmieniając zaś temat, ale pozostając w konwencji głównego nurtu tematycznego niniejszego wątku, opowiem wam 2 kawały z czasów PRL.
I. Idzie babcia z kilkuletnim, ale takim już co nieco kojarzącym wnuczkiem na spacer. Przechodzą koło budowy, a na niej akurat pracują studenci na praktyce robotniczej. Babcia nie ma o tym oczywiście zielonego pojęcia, dla niej to tylko robotnicy budowlani. Upomina więc wnuczka:
- Pamiętaj mój kochany wnusiu, że jak się nie będziesz uczył, to jak dorośniesz, będziesz musiał tak ciężko pracować, jak ci panowie ! :lol:
II. Przychodzi facet do sklepu mięsnego, a tam - jak zwykle - nie ma prawie nic. Ale ów klient ma kartkę na mięso, więc stanowczo domaga się obsłużenia. Słyszy od ekspedientki:
- Mamy tylko III gatunek. I nie ma ani wołowiny, ani wieprzowiny.
- To co jest ? - pyta klient.
- Psina.
- Psina ?
- Tak, mielona.
- Trudno, poproszę całe 2,5 kg. Dziś jest ostatni dzień miesiąca i muszę tę kartkę koniecznie zrealizować.
- Proszę bardzo, oto pańska porcja. Płaci pan tyle a tyle.
- Już płacę, oto pieniążki. Ale, ale ... A cóż to za liczne drzazgi sterczą z tego mięsa ???!!!
- A co pan sobie wyobraża ? Uprzedzałam, że to tylko III gatunek. Psina mielona z budą. :lol:
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Mój kolega,mając na myśli dobry gatunek mięsa,zapytał w sklepie z nadzieją (na realizację kartki)
-macie wreszcie jakieś LUDZKIE mięso?
(Pewnie było to po seryjnym zakupie III gatunku!)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
I. Idzie babcia z kilkuletnim, ale takim już co nieco kojarzącym wnuczkiem na spacer. Przechodzą koło budowy, a na niej akurat pracują studenci na praktyce robotniczej. Babcia nie ma o tym oczywiście zielonego pojęcia, dla niej to tylko robotnicy budowlani. Upomina więc wnuczka:
- Pamiętaj mój kochany wnusiu, że jak się nie będziesz uczył, to jak dorośniesz, będziesz musiał tak ciężko pracować, jak ci panowie ! :lol:
Dobra, dobra. Nie przesadzajmy z tą pracą. W końcu wszyscy znamy ten dowcip:
- panie Majsteeer! Łopata mi się złamałaaa! Co robić?!?
- Oprzyj się o betoniarkę.
;-)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Pewien facet ma sen. Wyda się on Wam dziwny i nielogiczny, ale czy sny zawsze bywają logiczne ?
Śni mu się, że akurat przyprawia rogi koledze, czyli robi z jego żoną to, czego absolutnie czynić nie powinien.
Nagle i nieoczekiwanie do mieszkania wpada ów zdradzany mąż. Kochanek ledwo zdążył czmychnąć na balkon.
Mąż, widząc roznegliżowaną żonę i stan pościeli na łóżku, w mig zorientował się, co się tu dzieje. Porwał z kuchni wielki nóż kuchenny i przebił nim niewierną małżonkę.
Dalej rozgląda się za gachem i wreszcie dostrzegł go na balkonie.
Ten zaś, niewiele myśląc, wyskoczył i wisi na zewnątrz, trzymając się tylko obydwoma dłońmi balustrady balkonu. A pod nim, bagatela, 10 pięter !!!
Zdradzony mąż, nadal działając w głębokim afekcie, nachyla się nad uwieszonym i najwyraźniej przymierza się do powolnego obcinania mu dłoni, jeszcze kurczowo, ale z ostatnim wysiłkiem trzymających się balustrady balkonu.
Wówczas ów nieszczęśnik, będący w niewątpliwej a śmiertelnej opresji, zaczął się żarliwie modlić i prosić Boga o ratunek. Tak żarliwie, że Pan Bóg niezwłocznie przysłał mu anioła na pomoc.
Anioł podfrunął do nieszczęśnika i rzecze:
- Wypierałeś się Pana, nie wierzyłeś w Jego istnienie, do kościoła nie chodziłeś, ale On - w swej łaskawości - postanowił cię uratować, abyś mógł jeszcze za życia odpokutować za swoje grzechy. I w tym celu Pan przysłał mnie, tobie teraz na pomoc !
- Tylko szybko, błagam cię, pospiesz się. Ratuj mnie, bo ten furiat zaraz mi obie ręce utnie !!! - zaczął prosić facet.
- Oczywiście, już pomagam. Ale i ty musisz ze mną współdziałać. Masz się teraz mocno, mocno naprężyć i puścić solidnego bąka !
Facet spełnił to bardzo dziwne żądanie. Przyszło mu to łatwo, jako że był cały w strachu. Można powiedzieć, że nie tylko spełnił to żądanie, ale wręcz znacznie przekroczył zakres otrzymanego polecenia ...
I wtedy usłyszał obok siebie gniewny głos I sekretarza POP:
- Towarzyszu, nie dość, że śpicie na zebraniu partyjnym, to jeszcze zachowujecie się tak skandalicznie !!! :grin:
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
I jeszcze jeden dowcip z epoki PRL. Tym razem króciutki.
Rozmawiają dwie przyjaciółki.
- Wiesz, mój mąż ma fioletowego malucha !
- Ooo ???!!! Kupił na przedpłatę czy dostał talon ?
- Nieee. Przyciął sobie drzwiami.
:-D
-
1 załącznik(ów)
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Z perspektywy 20 lat naprzód wspominam z nostalgią Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie (50-100km na wschód od Lublina), gdzie jeździłem zawsze na letni wypoczynek, a niektórzy mieli (mają) swoje domki letniskowe, gęsto pokrywające tereny wokół kolejnych jezior.
Dzisiaj na pewno nie odważyłbym się pływać codziennie przez środek jeziora Zagłębocze na drugą stronę (800m) po to tylko, aby zjeść rybkę oraz wypić co nieco i, po stosownym odleżeniu na pomoście, wrócić tą samą drogą wpław do siebie.
Na początku lat 90-tych jedyna, miejscowa smażalnia rybek opierała swój jadłospis na tym, co dało się aktualnie danego dnia(nocy) złowić – najlepiej wspominam węgorze łowione sznurami z hakami i wyciągane Żukiem na brzeg. Rybka była palce lizać a z tyłu budy serwowano ciepłą wódeczkę laną po sztachetkę – oj jakie były wtedy kolejki po ten towar deficytowy.
Normalnie po chleb jeździliśmy wtedy 12km do wioski, gdzie dostarczano go w parzyste dni tygodnia – bochenki po 3kg sztuka. Alkohol kupowało się wtedy oczywiście najtańszy – smak „koktajlu nadwiślańskiego” o niepowtarzalnym, bardzo przypadkowym bukiecie komponowany był na zasadzie „co się nawinie” do kadzi.
Innym rarytasem był spirytus „Royal” w 1l plastikowych butelkach, który kupowało się od naszych braci ze wschodu na bazarku w Łęcznej (po drodze z Lublina na wszystkie jeziorne kierunki). Spirytus ten rozrabiało się na miejscu i na chwilę przed spożyciem z wodą z jeziora jakie było akurat pod ręką w proporcji pół na pół. Powstawała dzięki temu Zagłęboczanka, Piasecznianka, Łukczanka itd.
Nad Zagłęboczem około godziny 21 zawsze zapalały się ogniska i nad wodą niosły się dźwięki gitar. Spokojna, leniwe posiady kończyły się przed północą i zaczynało się wspólne śpiewanie przez jezioro do około 1-2 w nocy. Tak nauczyłem się na pamięć m.in. całej płyty KSU – "pod prąd" i tak odkryłem "swoją" muzykę. Wtedy nie zastanawiałem się nawet, co to za nazwa zespołu i z czym ją kojarzyć.
Pomimo domów i namiotów spaliśmy zwykle pod gołym niebem. Jakoś nie było kleszczy i pijawek, komary tak nie cięły, trujących grzybów w lesie nie było i nawet żmije omijały okoliczne tereny szerokim łukiem.
Po dwóch, trzech tygodniach takich wakacji, spłukani do zera, wracaliśmy do domu pieszo, a było to 50km. Na propozycję zabrania się okazją (wtedy co dziesiąty kierowca chciał bezinteresownie pomagać) dziękowaliśmy i honornie podążali dalej w stronę coraz bliższej cywilizacji.
Niektóre przyjaźnie z tamtych czasów przetrwały próbę czasu, a spotkania odnawiają wryte w pamięć obrazy jezior, nad którymi stało ledwie kilka namiotów, pasła się krowa, a w drodze na zakupy obchodziło się sąsiadów z pytaniem co komu trzeba kupić. I jak wtedy smakował ten OSTATNI papieros.
Specjalnie dla (nie)palaczy fotka ku pokrzepieniu serc trwających w nikotynowej czystości –paczka Klubowych z datą produkcji 89 IX 06 - towar pełnoletni i takież wspomnienia.
JarekBartek
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
W zasadzie nigdy nie paliłem, ale zapamiętałem taką przyśpiewkę:
Złoty pięćdziesiąt, złoty pięćdziesiąt
Na Sporty,
Gdybym miał więcej, kupiłbym sobie
Giewonty.
Ale Giewonty
Kosztują cztery sześćdziesiąt,
A ja mam tylko
Jedyne złoty pięćdziesiąt.
:grin:
Śpiewało się to na melodię "Złoty pierścionek, złoty pierścionek - na szczęście ..."
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Sporty za 1,50...?
To już zaczynała się galopująca inflacja PRL-u, bo "dziesiątka" Sportów kosztowała 50 groszy a i tak nie były to papierosy najtańsze. Za 45 groszy można było kupić "dziesiątkę" Mew.
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
Sporty za 1,50...?
To już zaczynała się galopująca inflacja PRL-u, bo "dziesiątka" Sportów kosztowała 50 groszy a i tak nie były to papierosy najtańsze. Za 45 groszy można było kupić "dziesiątkę" Mew.
Jeszcze nie.
To były dopiero lata 60., połowa tej dekady. Pamiętam te ceny, gdyż jeździłem wówczas na rowerze do sklepu po papierosy dla babci. Kopciła jak parowóz. :-o
Inflację rozkręcił dopiero tow. Gierek, a taką "galopującą" - tow. Jaruzelski.
Użyłem cudzysłowu, gdyż naprawdę galopującą inflację mieliśmy w Polsce tylko na początku lat 20.
A w niektórych kioskach można było kupować "Sporty" na sztuki !:-x
I były 2 fabryki tytoniowe, które produkowały "Sporty": w Krakowie i Radomiu. Wytrawni palacze woleli podobno te radomskie. I bynajmniej nie przemawia w tej chwili przeze mnie patriotyzm lokalny (do matury mieszkałem w Radomiu).
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
A w niektórych kioskach można było kupować "Sporty" na sztuki !:-x
)[/I].
w sklepie kolo mojego liceum tez mozna bylo kupowac papierosy na sztuki, tylko nie bylo to sporty tylko chyba LM, wychodzilo dwa razy drozej niz normalnie ale ludzie chetnie kupowali. W tym sklepie to nawet wodke na kieliszki spod lady sprzedawali! Specyficzna to byla dzielnica..;)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
do matury mieszkałem w Radomiu)
Łał, jakbym czytał swoje wspomnienia;)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
vm2301
Łał, jakbym czytał swoje wspomnienia;)
To Ty też z grodu nad Mleczną ? Musimy koniecznie pogadać z sobą na najbliższym KIMB-ie. Czyli juz za niecałe 2 m-ce !
Wracając zaś do głównego nurtu tematycznego: a pamiętacie uliczne saturatory z wodą sodową, z sokiem i bez soku ? Czyli tzw. gruźliczankę ? :lol:
Stały w dni upalne na miejskich głównych ulicach. Nawet kolejki spragnionych się do nich ustawiały.
W Radomiu lokalizowano je głównie na ul. Żeromskiego. Szklaneczka 200 ml wody "czystej" kosztowała tam 30 gr, a "z sokiem" 90 gr (ceny z końca lat 60.).
A małe pękate buteleczki (poj. 0,33 l) piwa "Jubileuszowego" pamiętacie ? Cena 3,60 zł. Nie było specjalnie dobre, ale za to można je było często dostać.
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Ostatnio wodę z saturatora piłem w Łodzi (targowisko na Bałutach) w roku 2002. Cena 1 zł. Może jeszcze tam stoi ten zabytek techniki ?
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
I były 2 fabryki tytoniowe, które produkowały "Sporty": w Krakowie i Radomiu. Wytrawni palacze woleli podobno te radomskie.
Podobna sytuacja była z radzieckimi biełomorami - koneserzy woleli te z Mińska od moskiewskich. Krążył nawet taki dowcip a propos:
Moskwiczanie chcieli zrozumieć, dlaczego klienci wolą "biełomory" z Mińska i przyjechali na wizytację. Główny technolog fabryki w Mińsku oprowadza ich po zakładzie i opowiada o kolejnych etapach procesu produkcyjnego. Podchodzą do olbrzymiego silosu, a inżynier mówi:
- Tu trzymamy siano, które dodajemy do papierosów.
Moskwiczanie kiwają głową ze zrozumieniem:
- No tak, oczywiście, my też tak robimy.
Podchodzą do drugiego ogromnego silosu:
- A tu mamy nawóz, którego używamy do produkcji.
- No tak, tak... My też go używamy.
Podchodzą do stojącego w kącie hali malutkiego woreczka:
- No a teraz, na ostatnim etapie, dodajemy do tej mieszanki odrobinkę tytoniu.
Szef delegacji z Moskwy zwraca się tryumfalnie do kolegów:
- Mówiłem wam, że oni do tej trawy i tego gówna czegoś dosypują!
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
A małe pękate buteleczki (poj. 0,33 l) piwa "Jubileuszowego" pamiętacie ? Cena 3,60 zł. Nie było specjalnie dobre, ale za to można je było często dostać.
a to w mieście .
bo ja pamietam czasy gdy w sklepiku wiejskim, jednym jedynym, społem, jaki był piwa nie było ... bo mozna je było kupić tylko w gospodzie na przeciwko ... również tak na litry ... bo sama byłam jako taki 5-6 letni maluch wysyłana z banką (taką na mleko) po nie ... ten zapach kamiennej posadzki i piwa ... wtedy pachniało ...
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
no tak, kiedyś poprosiłem o mleko i dostałem z... bańki ;)
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
dzisiaj nie musisz prosić o mleko,a też możesz to [tak] dostać.a wiecie,ze krk popierał maluchy? nie można w nich zgrzeszyć,ale kto zripostował,że można, trzeba tylko wyjąć reflektory. jeszcze jedno. maluchy miały być wprowadzone jako karetki - nie można w maluchu nóg wyciągnąć. co znaczy fiat 126p? fantastyczna imitacja autobusu turystycznego jednoosobowego,dwudrzwiowego,sześciokrotnie przepłaconego
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
"żyto" w pewexie za niecałego $ za flaszkę...
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
no tak, kiedyś poprosiłem o mleko i dostałem z... bańki ;)
Ja też kiedyś w Stroniach Śląskich (idąc do Kletna na hałdy) poprosiłem o mleko z bańki w sklepie, ale usłyszałem że jak nie mam swojego naczynia to nie dostanę...
-
2 załącznik(ów)
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Xiro
"żyto" w pewexie za niecałego $ za flaszkę...
Ta flaszka nie jest z PEWEXu, zresztą wtedy te sklepy nazywały się chyba PEKAO, ale jest to jak najbardziej oryginał. Data na stemplu 1967.
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Z prawdziwym korkiem i lakiem!
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
Sporty za 1,50...?
To już zaczynała się galopująca inflacja PRL-u, bo "dziesiątka" Sportów kosztowała 50 groszy a i tak nie były to papierosy najtańsze. Za 45 groszy można było kupić "dziesiątkę" Mew.
W późnych latach sześćdziesiątych sporty, dziesiątka, oczywiście radomskich, tych najlepszych, kosztowała 1.50; dobrze to pamiętam, bo mniej więcej w tym czasie nastąpiła moja papierosowa inicjacja. Modny był wtedy taki wierszyk śpiewany na melodię "złoty pierścionek, złoty pierścionek na szczęście..":
...złoty pięćdziesiąt, złoty pięćdziesiąt na "sporty"
gdybym miał więcej, kupiłbym sobie "giewonty".
Ale "giewonty" kosztują cztery pięćdziesiąt,
a ja w kieszeni mam tylko złoty pięćdziesiąt..."
Był taki okrągły kiosk na krakowskim Kazimierzu - róg ulicy Krakowskiej i Węgłowej - okrągły, malutki, gdzie w ciągłej sprzedaży były radomskie sporty. Inne "lepsze" papierosy sprzedawano na sztuki. W jakich cenach - nie pamiętam. Kupowaliśmy tylko "sporty".
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
no tak, kiedyś poprosiłem o mleko i dostałem z... bańki ;)
W latach sześćdziesiątych biegało się do "mleczarni" z "bańką" na mleko. "Mleczarnia", czyli po nowemu coś w rodzaju sklepu z nabiałem, mieściła się na ulicy Krakowskiej, tuż obok. Boże, jak tam pachniało... Pani w białym kitlu wielką chochlą nalewała mleko... I to mleko można było wypić na gorąco, lub postawić "na kwaśne"; i było po dwóch dniach to kwaśne mleko - czasami nawet można było z niego zebrać śmietanę.
A żółty ser?! Kosztował grosze. Takie gorsze jedzenie. A jaki był dobry...
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
No to dołożę wędzonego dorsza (wczoraj widziałam aktualna cenę -20zł) ,który kosztował wtedy 12zł /kg , tyle samo 1kg cukru. Jaki "rozrzut"obecnie ?
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
WUKA
No to dołożę wędzonego dorsza (wczoraj widziałam aktualna cenę -20zł) ,który kosztował wtedy 12zł /kg , tyle samo 1kg cukru. Jaki "rozrzut"obecnie ?
A ja dołożę beczkę z kiszoną kapustą i beczkę ze śledziami. U mnie w spożywczaku zestaw obowiązkowy. Cen nie pamiętam (lata 60-te) ale śledzie tak, były sprzedawane w całości i dopiero w domu poddawane obróbce.
pozdrawiam
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Gdzieś wyżej wspominam o Michniowcu.Mój Tato prowadził w nim sklep "wielobranżowy".Ogromna beka z naftą stała w sieni.Miała szklany pojemnik z podziałką.Wlewało sie ją do butelki klienta - 4zł/litr !Były też zapasowe "szkły do łamp"i latarek!
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Na początku lat 60. moja babcia wybrała się ze mną na targ radomski. Z chłopskiego wozu (do którego zaprzężony był prawdziwy, niemechaniczny koń) zakupiła dużą osełkę masła. Nawet dobrego - babcia dostała mały kawałeczek na spróbowanie.
A potem w domu - wielka afera. Podczas smarowania bułek okazało się, że w osełce masła ukryta jest spora marchewka, taka na mniej więcej 2/3 objętości zakupionej osełki. :oops:
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Wspomnieliśmy już w tym wątku o tzw. studenckich praktykach robotniczych. Miałem takie dwie i z obu wyniosłem raczej przykre wspomnienia.
Przypuszczam, że gdyby polityczny pomysłodawca owych praktyk (tow. Gomułka) przewidział podobne ujemne aspekty, to być może zrezygnowałby z owego poronionego pomysłu.
1. Wrzesień 1970 r. Stały Bywalec - jako student tzw. roku zerowego - odbywa praktykę na budowie w Pułtusku, w b. Ciechanowskim Przedsiębiorstwie Budowlanym.
Pierwszego dnia kierownik budowy i jego majstrowie odbyli z nami krótką naradę - odprawę, taką męską rozmowę. Zaproponowali nam dobrowolny podział na dwie grupy:
- tych, którzy chcą praktykę robotniczą, jako zło konieczne, tylko zaliczyć; ci będą sprzątać budynki już ukończone, będące tuż przed odbiorem; praca będzie lekka, ale i zarobek też niewielki;
- tych, którzy nie boją się pracy fizycznej i chcą naprawdę zarobić; ci będą pracować na budowach "w toku" tak jak prawdziwi robotnicy budowlani i mniej więcej tyle co oni zarobią.
W rezultacie zarobki obu ww. naszych grup okazały się per capita prawie identyczne. Mimo że jedni rzeczywiście harowali, zostawali po godzinach, a drudzy opieprzali się - popijali sobie J-23 i "z nudów" wywozili po kilka taczek gruzu dziennie. Na moje "szczęście" byłem w tej drugiej grupie.
Wszyscy bowiem otrzymaliśmy (po potrąceniu kosztów zakwaterowania w barakowozach i wyżywienia w stołówce internatu jakiegoś technikum) po ok. 100 - 200 zł na rękę. Za cały miesiąc pracy.
2. Wrzesień 1971 r. Stały Bywalec zaliczył I rok studiów i odbywa drugą (już ostatnią) praktykę robotniczą - tym razem w Zakładach Radiowych im. M. Kasprzaka na warszawskiej Woli.
Jakaż to znowu ona robotnicza, ta praktyka ? Siedzimy sobie przy małych "biurko - stoliczkach" (każdy przy swoim) i sprawdzamy jakość wyprodukowanych elementów (podzespołów). Każdy z nas otrzymuje do pudła po kilkaset takich małych podzespołów i ma wszystkie po kolei sprawdzić (przy pomocy specjalnego urządzenia pomiarowego), czy trzymają one zaprojektowane parametry techniczne.
Staram się bardzo, z wrodzoną sobie dokładnością i perfekcją. :-D Pod koniec dnia roboczego zanoszę panu majstrowi dwa pudła: dobrych i złych elementów. Mniej więcej 1/3 to buble (podzespoły nie trzymajace parametrów).
Szef najpierw nie wierzy i krzyczy na mnie, że tych złych, to zdecydowanie jest za dużo. To mu spokojne odpowiadam, żeby wyrywkowo sam po mnie sprawdził. Ale on nie sprawdza, tylko dalej się na mnie drze, że przez takich jak ja, to fabryka może nie wykonać planu ! Po czym wkłada łapę do pudełka ze żłymi elementami, wyciąga stamtąd prawie wszystkie (tak na chybił - trafił) i dokłada je do pudełka z tymi dobrymi podzespołami. I wynosi je do dalszego montażu.
:twisted:
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
A ja w roku 1988 byłam na obowiązkowym plenerze w Nysie. Jak tam o nas dbali, jak bardzo starali się o to, abyśmy wynieśli z tego miasta jak najlepsze wspomnienia... Wozili na wycieczki, super karmili. Nawet najokrutniejsze nasze bohomazy wystawiali w Rynku. Tolerowali dzikie zachowania (dzikie,jak na tamte czasy - patrząc z dzisiejszej perspektywy - bardzo niewinne).
Było super.
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
[quote=dorota z krakowa;77740]A ja w roku 1988 byłam na obowiązkowym plenerze w Nysie.
Małe sprostowanie - to był 1978 rok.
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
[QUOTE=dorota z krakowa;77743]
Cytat:
Zamieszczone przez
dorota z krakowa
A ja w roku 1988 byłam na obowiązkowym plenerze w Nysie.
Małe sprostowanie - to był 1978 rok.
W latach 70. miałem sympatię - studentkę warszawskiej ASP. Wiem, że na obozy plenerowe jeździli do miejscowości Skoki pod Poznaniem (o ile mnie pamięć nie myli, bo od tamtego czasu to już mnóstwo wody w Wiśle upłynęło).:smile:
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Moje dzieciństwo to głównie lata osiemdziesiąte.Muszę przyznać ,że jednego tym i wcześniejszym czasom nie można zarzucić-było o wiele bezpieczniej niż teraz.Jako małe pachole byłam strasznym włóczęgą(i tak pozostało);) już jako czterolatka robiłam sobie wyprawy po okolicy(Sosnowiec)od szóstego roku życia mieszkałam w Starachowicach i okoliczne lasy całkowicie mnie pochłonęły.Teraz nie do pomyślenia jest żeby kilkuletnie dziecko oddalało się od domu na wiele kilometrów gdziś po lasach ,starych kopalniach itp i wracało całe i zdrowe.
Pamiętam też mleko w szklanych butelkach,które musialąm dźwigać ze sklepu co rano,nieśmiertelny żółty ser i polowanie na papier toaletowy.
I wielkie budowy wokół gdzie kradliśmy steropian aby popływać po pobliskich mokradłach... i zabawa z adrenaliną-wchodziliśmy do nowowybudowanego wieżowca na ostatnie piętro ,stawaliśmy na balkonie jeszcze bez barierek i napawaliśmy się przestrzenią...
zresztą zabawy na budowie były naprawdę super
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
2. Wrzesień 1971 r. Stały Bywalec zaliczył I rok studiów i odbywa drugą (już ostatnią) praktykę robotniczą - tym razem w Zakładach Radiowych im. M. Kasprzaka na warszawskiej Woli.
Jakaż to znowu ona robotnicza, ta praktyka ? Siedzimy sobie przy małych "biurko - stoliczkach" (każdy przy swoim) i sprawdzamy jakość wyprodukowanych elementów (podzespołów). Każdy z nas otrzymuje do pudła po kilkaset takich małych podzespołów i ma wszystkie po kolei sprawdzić (przy pomocy specjalnego urządzenia pomiarowego), czy trzymają one zaprojektowane parametry techniczne.
Staram się bardzo, z wrodzoną sobie dokładnością i perfekcją. :-D Pod koniec dnia roboczego zanoszę panu majstrowi dwa pudła: dobrych i złych elementów. Mniej więcej 1/3 to buble (podzespoły nie trzymajace parametrów).
Szef najpierw nie wierzy i krzyczy na mnie, że tych złych, to zdecydowanie jest za dużo. To mu spokojne odpowiadam, żeby wyrywkowo sam po mnie sprawdził. Ale on nie sprawdza, tylko dalej się na mnie drze, że przez takich jak ja, to fabryka może nie wykonać planu ! Po czym wkłada łapę do pudełka ze żłymi elementami, wyciąga stamtąd prawie wszystkie (tak na chybił - trafił) i dokłada je do pudełka z tymi dobrymi podzespołami. I wynosi je do dalszego montażu.
:twisted:
Ja mialem podobna sytuacje podczas praktyki robotniczej w Zakladach Lozysk Tocznych w Poznaniu. Jako osoba krotkowzroczna zostalem przydzielony do dzialu kontroli jakosci. Moje stanowisko pracy wygladalo tak: tasma z lewej strony, ktora przesuwalo sie skrzynki z lozyskami, maszyna kontrolujaca z jednym wlotem i dwoma wylotami - na lozyska dobre i te wybrakowane. Z prawej strony staly skrzynki z lozyskami dobrymi, na podlodze - z wybrakowanymi.
Do pracy sie przykladalem, chocby dla zabicia czasu, wrzucajac kulki i wypatrujac, ktorym wylotem wypadna. Moj kolega z kolei bez zenady przesuwal wozek z lozyskami na prawa strone maszyny. Majster przyszedl, popatrzyl na mnie zlym wzrokiem i pochwalil kolege, ze tak dobrze i szybko pracuje. Potem rzucil do mnie, ze maszyna czesto sie myli, a widzac moje zdziwione spojrzenie, powiedzial cicho: "to i tak do ruskich czolgow idzie..."
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Krytykujemy ten PRL, krytykujemy ...
I skądinąd słusznie, oceniając tamtą epokę tak "in general".:-)
Ale dziś mnie jedna aktualna rzecz wkurzyła, z teraźniejszości.
Chcąc kupić 10 znaczków pocztowych (takich typowych, na zwykłe listy, po 1,45 zł), musiałem:
- udać się w tym celu specjalnie na pocztę, a tam
- odstać swoje w kolejce.
W czasach PRL znaczki pocztowe były w każdym kiosku Ruchu, a i kolejki na pocztach były mniejsze.
Obecnie kolejek już prawie (na szczęście) nie ma.
Ale pozostały 2 instytucje, w których kolejki dziś są dłuższe niż w okresie PRL:
1) właśnie placówki pocztowe, i
2) oddziały banku PKO BP.
Tak jest w większych miastach, być może w mniejszych się tego nie odczuwa.
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Krysia
Dorastaliście w latach sześćdziesiątych,
siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych...???
Jak, do cholery, udało się wam przeżyć???!!!
(...)
Pytanie za 100 punktów brzmi:
Jak udało się nam przeżyć???
A przede wszystkim:
Jak mogliśmy rozwijać naszą osobowość???
Też jesteś z tej generacji?
Aktualnie w soboty i niedziele w TV "Kino Polska" są wyświetlane 2 kultowe seriale PRL: "Daleko od szosy" oraz "Dom". Po raz pierwszy oglądałem je jeszcze na biało-czarnym ekranie telewizorka neptun, jaki rodzice kupili mi w prezencie z tytułu obrony przeze mnie pracy magisterskiej (1976). Kosztował chyba wtedy dwie przeciętne pensje.
:-D
Owe filmy znakomicie oddają realia zycia codziennego w PRL. Potwierdzam to z autopsji. Problemy, z jakimi borykali się ich bohaterowie, obserwowałem wokół siebie, a zresztą niektóre z nich były także i moimi problemami.
-
Odp: znalazłam właśnie-miło powspominać
Cytat:
Zamieszczone przez
Jarek L
Ja mialem podobna sytuacje podczas praktyki robotniczej w Zakladach Lozysk Tocznych w Poznaniu.
Ja także odbywałem praktyki robotnicze w Poznaniu i też przy taśmie, ale w szacownej firmie "Pegaz", produkującej ocet i musztardę. Chyba połowa mojego rocznika z UAM została tam skierowana, choć - jak pewnie pamiętacie - ocet i musztarda były wtedy jedynymi towarami, które występowały w sklepach w nadmiarze :-D Najbardziej absurdalne było jednak to, że intencją tych praktyk miało być nauczenie przyszłych "entelegentów" szacunku do ciężkiej pracy klasy robotniczej, natomiast ja i moi towarzysze niedoli dowiedzieliśmy się tam wyłącznie jak kombinować, obijać się, przeklinać i bić.
Cytat:
Zamieszczone przez
Jarek L
Jako osoba krotkowzroczna zostalem przydzielony do dzialu kontroli jakosci.
:lol::lol::lol: