jasne ze co innego rozkaz a co innego prosba!! zakazy sa po to zeby je lamac, a prosby po to by ich wysluchac i spelnic :D
Wersja do druku
jasne ze co innego rozkaz a co innego prosba!! zakazy sa po to zeby je lamac, a prosby po to by ich wysluchac i spelnic :D
co nakaz to nakaz :) jedziemy za tydzien - w gory stolowe- zapraszam!!!! a autograf przy jakims spotkaniu ktore mam nadzieje kiedys w koncu nastapi :D
A propos masowej turystyki, to bardzo podoba mi się to, co zrobili na Słowacji. Wykupujesz dzienne ubezpieczenie, (ok. 3zł ) i masz święty spokój. W razie akcji ratunkowej pomoc udzielana jest bezpłatnie, a przede wszystkim Horská záchranná služba coś z tego ma. :grin: Jakby u nas coś takiego wprowadzili, to napewno człowiek dwa razy by się zastanowił czy isć na szlak, bo lepiej te 3 zł wydać na piwo :wink: Było by mniej ludzi na szlakach, GOPR miałby dodatkowe finanse i wszyscy byliby zadowoleni.... chyba ? 8-)
Turyści i taternicy wędrujący w wysokich partiach gór obowiązani są zgłosić trasę, przewidywany czas wyprawy w góry i czas powrotu np. w schronisku lub placówce HZS (Horská záchranná služba). Niezgłoszenie się po powrocie przez dłużej niż 6 godzin uznawane jest za bezpośrednią prośbę o pomoc. Od 1 lipca 2006 w przypadku akcji ratowniczej poszukiwani będą pokrywać jej koszty, chyba że mają specjalne, komercyjne ubezpieczenie. Nieprzestrzeganie poleceń HZS (również Straży Ochrony Przyrody i Straży Leśnej) może zostać ukarane mandatem do 10 000 SKK.
Anyczka masz racje ,tam jest to b. dobrze zorganizowane, a do tego Słowacy jako Społeczność są zdyscyplinowani ( w przeciwieństwie do nas ).Horska Sluzba jest służbą zawodową , co nie znaczy, że nie jest wspierana przez tzw. wyszkolonych i dobrze przygotowanych "wolontariuszy"
ps. Słowacy mają tyleeeeeeee różnych gór...... że prawie cała Słowacja to Górale, i tylko żeby przybysze chcieli się przystosować (zwłaszcza ci z Polski)
no tak, z jednej strony to jest fajne... ale z drugiej musisz sie spieszyc z powrotem na dana godzine zeby cie nie zaczeli szukac... a czasem cos zatrzyma w gorach, nastapi jakas zmiana planow, chce sie zejsc w inna strone a tu masz bat nad glowa... wedlug mnie powinno byc cos takiego ze przed wyjsciem w gory zglaszasz ze idziesz na wlasna odpowiedzialnosc i niech cie nikt nie szuka... a jak jednak zadzwonisz po pomoc to za to placisz...
Dokładnie. Jak się chodzi po górach, to nie zawsze trzyma się niewolniczo ustalonej trasy. Ja czasem łażac sobie sama zmieniam plany, bo np pociągnie mnie ta dolinka obok, a nie ta, do której planowałam pojśc. Albo pójdę jeszcze dalej. A jak nie wrócę tam, gdzie zaplanowałam, to musze się odmeldowac, żeby po mnie nie wyszli z noszami.
Natomiast posiadanie ubezpieczenia komercyjnego to znakomita sprawa - raz że podtrzymujemy służby ratownicze, a dwa że bierzesz na siebie odpowiedzialnosc za swoje czyny. Jestem pewna, że połowa tych turystów, którzy są "ratowani", bo im się przestało chcieć iśc dalej, lub nie mają światła lub butów i utknęli w terenie, zastanowiłoby się wcześniej co robią. Gdyby musieli w to mieszać własną kasę, to moze byłoby mniej idiotycznych interwencji.
Ale bez takiego, jak to określiła Buba - bata nad głową. Mnie osobiście wystarczą baty w życiu prywatnym i slużbowym, nie potrzeba mi ich jeszcze w górach.
Głos w dyskusji:
Bezpieczeństwo w górach
Cytat:
Po głosach krytyki dyrekcja Bieszczadzkiego Parku Narodowego złagodziła interpretację swojego regulaminu.