Odp: Już po zimie... ale nie na Pikuju
Wszyscy już wstali to i ja wychylę głowę z namiotu :wink:
http://www.bmiller.pl/forum/2013/pikuj_09.jpg
Biało. Po krótkiej naradzie postanowiliśmy zaczekać na rozwój wypadków, bo wichura pewnie by nas z grani postrącała. Ale minęły dwie godziny, wichura osłabła i zaczęło mnie troszkę nosić... No bo jak to tak, góry czekają a tu trzeba na miejscu siedzieć? Pewnie tak właśnie byłoby mądrzej, ale ja jednak w górach lubię chodzić, lubię poznawać je nogami, lubię czuć wysiłek na plecach. Ekipa na Koszaryszczach była doborowa, ale jednak coś gnało tam dalej. I gnało nie tylko mnie, a całą naszą niewielką grupkę. Na grań, na następną polankę.
I tak powolutku, powolutku, jednak zebraliśmy dobytek, zapakowaliśmy namioty do plecaków, z Heniowego kociołka nalaliśmy wrzątku do termosu i łyknęliśmy jeszcze herbaty z najprawdziwszym miodem od Naczelnego Bartnika Podkarpacia. Sprawdziliśmy ekwipunek, przestudiowaliśmy na spokojnie mapę, Nadchaszczownik powiesił sobie na szyi kompas i poszliśmy. Poszliśmy sprawdzić jak z tą bielą kawałek dalej i jak z tym wiatrem na grani. Poszliśmy sprawdzić, czy Pikuj tylko straszy czy faktycznie każe nam siedzieć w miejscu...
Odp: Już po zimie... ale nie na Pikuju
Bardzo wciągająca ta podwójna relacja.
Odp: Już po zimie... ale nie na Pikuju
Jest piątek. Na niedzielę mamy dojść do Sianek. Ruszamy niemal po omacku w górę. Już nie wychodzimy na Pikuj, próbujemy dotrzeć do grzbietu gdzieś między Połoniną Szeredowską a Zełemenym. Idziemy połoniną, widoczność spada do kilkunastu metrów. Nie ma na czym zaczepić wzroku. Prowadzący Bazyl wypatruje jakichś skałek lub krzaków. Gdy się trafi większa skałka, można ładnie utrzymać kierunek.
http://ciekawe.tematy.net/2013/pikuj/800/IMG_8441.JPG
Gdy nie ma nic, można krążyć wkoło, myśląc, że się idzie prosto. Szczególnie trudno jest złapać kierunek przy ruszaniu z postoju, gdy zupełnie nie widać skąd się przyszło.
http://ciekawe.tematy.net/2013/pikuj/800/IMG_8442.JPG
Śnieg zalepia okulary. Kompas pokrywa się szronem. Po oskrobaniu szronu Bazyl ustala kierunek, ale po paru krokach, bez punktów orientacyjnych, niełatwo go utrzymać. Chwila nieuwagi i - próbując nie dać się ściągnąć w dolinę - niepotrzebnie wychodzimy na szczycik 1321, zamiast go strawersować. Odtąd mamy iść grzbietem, więc chyba będzie łatwiejsza orientacja. Ale grzbiet wyczuwa się bardziej nogami, niż okiem. I więcej zdjęć z dzisiejszej trasy już nie mam.
http://ciekawe.tematy.net/2013/pikuj/800/IMG_8445.JPG
Odp: Już po zimie... ale nie na Pikuju
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
więcej zdjęć z dzisiejszej trasy już nie mam.
Ja mam jeszcze dwa. Pierwsze zrobione nam na pożegnanie przez Pierogowego jeszcze na Koszaryszczach:
http://www.bmiller.pl/forum/2013/pikuj_10.jpg
a drugie gdzieś w tej bezkresnej bieli, już bez pomocy z zewnątrz więc przedstawiające tylko część ekipy.
http://www.bmiller.pl/forum/2013/pikuj_11.jpg
Szło się... jako tako :wink: Niestety przez dużą część trasy stromym trawersem co znacznie bardziej obciążało (przynajmniej u mnie) prawą nogę. I pierwszy raz po wędrówce jedna noga była bardziej zmęczona niż druga :mrgreen: I tak jak bardziej zmęczona była noga prawa, tak zmarznięta była bardziej lewa ręka, bo wiatr mieliśmy praktycznie cały czas od lewej. Efekt był taki, że pod koniec dnia każdy z nas miał na lewej nogawce, lewym rękawie i lewej części kaptura twardą lodową pokrywę. Śmieszne wrażenie 8)
Odp: Już po zimie... ale nie na Pikuju
Cytat:
Zamieszczone przez
bartolomeo
Efekt był taki, że pod koniec dnia każdy z nas miał na lewej nogawce, lewym rękawie i lewej części kaptura twardą lodową pokrywę.
Tak, ta lodowa pokrywa na kurtce i spodniach przetrwała całą noc i pół następnego dnia.
Ja tego dnia szedłem ostatni, i gdy zwolniłem nieco, traciłem poprzednika z oczu. Pomyślałem sobie wtedy, że gdyby ktoś się odłączył na 100 metrów od grupy i zszedł ze śladu, a reszta by tego nie zauważyła, miałby marne szanse na jej odnalezienie. Nam taki przypadek nie groził, gdyż przed wyruszeniem w góry zatwierdziliśmy regulamin wędrówki, który składał się z jednego punktu: "1. W żadnym przypadku grupa nie może się rozdzielać". Były też dwupunktowe przepisy wykonawcze, które określały, w jaki sposób zapewnić realizację punktu nr 1.
Zanim dojdziemy w opowieści do drugiego biwaku, bardzo bym chciał, żeby Bazyl coś napisał o tym, jak mu się szło w roli przewodnika stada. Co widział i co sobie myślał. Bo ci, co szli za nim, mieli już ten komfort, że mają na co spojrzeć (na plecy Bazyla). Że nie wpadają w białą, wielką plamę.
2 załącznik(ów)
Odp: Już po zimie... ale nie na Pikuju
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
... bardzo bym chciał, żeby Bazyl coś napisał o tym, jak mu się szło w roli przewodnika stada. Co widział i co sobie myślał....
„Do drzewa jest siekiera, na wroga jest lanca, na czołg butelka z benzyną, a jakie są narzędzia do mgły? Siekierą się mgły nie wyrąbie, korowaczką nie wykoruje, piłą nie przerżnie, nie przepiłuje. Młotkiem się mgły nie wbije w ziemię, butelka z benzyną nie wysadzi z powietrza, lancą nie przedziurawi”*
Tak więc nasze piły
Załącznik 31333
na mgłę nic poradzić nie mogły. Kompas
Załącznik 31334
co prawda odrobinkę zmrożony ale strony świata ciągle pokazywał, tyle tylko, że wszystkie strony wyglądały tak samo biało i nieprzejrzyście. Musiałem zdjąć gogle bo mi wybałuszone gały oczne szybki z nich wypychały. Najgorsze były odcinki drogi, na których nie było w ogóle o co zahaczyć wzroku. Żadnych śladów, biało pod nogami, biało wszędzie dookoła, brak jakichkolwiek punktów orientacyjnych. Po kilku, kilkunastu minutach wędrówki takimi fragmentami traciłem całkiem poczucie kierunku i musiałem co chwilę zerkać na kompas, czy czasem nie idę już w stronę przeciwną. Ale wspólnymi siłami daliśmy radę! A co sobie myślałem to do moderacji nadaje się bez dwóch zdań :)
*Edward Stachura – „Siekierezada”
Odp: Już po zimie... ale nie na Pikuju
Ja wiedziałem, że tak będzie...
Wiedziałem, wiedziałem.***
A niech i Was do dosięgnie, ha, ha, ha :evil:.
Kiedyś wędrując z Ciepłym w takich warunkach zgubiliśmy się na Przełęczy Księżycowej. Ło matko ! na takiej prostej ścieżce :shock:
***by Grzegorz Halama
Odp: Już po zimie... ale nie na Pikuju
Wygląda na to, że wszystkim w pamięci najbardziej utkwiła mgła. Wracając do opisywania bardziej konkretnego, jest około 14. godziny, a my znajdujemy sie na głównym grzbiecie karpackim na górze Nondag. W planach, robionych w ciepłych mieszkaniach, mieliśmy dojść tego dnia do przełęczy Chresty pod Starostyną. Po zapoznaniu się z warunkami, jeszcze podczas wczorajszego, słonecznego dnia, skróciliśmy planowany przebieg do przełęczy Ruski Put. A życie pokazało, że ostatnim miejscem, do którego - być może - dojdziemy przed zmrokiem, to okolica dawnego schroniska pod Ostrym Wierchem. Wobec tego wybraliśmy miejsce przedostatnie i z góry Prypir zeszliśmy na biwak na polanę Huśniański Menczył.
http://ciekawe.tematy.net/2013/pikuj...dzien2-800.jpg
Siedliśmy na środku polany i rozglądamy się za jakimś płaskim miejscem.
Płaskiego miejsca nie było, co potwierdziła upuszczona czekolada, która zjechała na dół do lasu.
http://ciekawe.tematy.net/2013/pikuj/800/IMG_8449.JPG
Cóż było robić, Maciejka wzięła łopatę i wyrównała platformę pod dwa namioty. W tym czasie Bazyl udawał, że zbiera chrust na ognisko, bartolomeo, że robi coś na kolację a ja, że szykuję namioty do postawienia.
http://ciekawe.tematy.net/2013/pikuj/800/IMG_8451.JPG
Odp: Już po zimie... ale nie na Pikuju
Cytat:
Zamieszczone przez
don Enrico
Kiedyś wędrując z Ciepłym w takich warunkach zgubiliśmy się na Przełęczy Księżycowej
A myśmy się nie gubili. Wręcz przeciwnie: cały czas się gdzieś znajdowaliśmy 8)
Odp: Już po zimie... ale nie na Pikuju
Cytat:
Zamieszczone przez
Wojtek Pysz
Płaskiego miejsca nie było, co potwierdziła upuszczona czekolada, która zjechała na dół do lasu.
(...)
Cóż było robić, Maciejka wzięła łopatę i wyrównała platformę pod dwa namioty. W tym czasie Bazyl udawał, że zbiera chrust na ognisko, bartolomeo, że robi coś na kolację a ja, że szykuję namioty do postawienia.
No to zostałam przyłapana na gorącym uczynku...;)
Ale zgodnie z prawem zachowania energii, pędząca do lasu czekolada przekazała mi co nieco na dole, gdyśmy już się zeszły:-)
Wracając do mgły, to była ona niezmiernie inspirująca. Nic nie było widać, ale było słychać. Gdy wędrowałam za Bazylem skojarzyła mi się muzyka niedawno zapodana przez Trzykropka, w głowie pozostały słowa: "wszystkie rzeczy, praca, hałas są rytmem" (https://www.youtube.com/watch?v=lVPLIuBy9CY). To prawda, nie zawsze uświadomiona. Tym razem wyraźnie dała się odczuć. Rakiety Bazyla robiły: tam tarata tam, tam tara tam a moje: szast prast. To była muzyka: tam tarata tam, szast prast...Tych z tyłu nie słyszałam, ale zapewne by się uzupełniały. To wystarczyło, żeby się uśmiechać:-).