Jest piątek. Na niedzielę mamy dojść do Sianek. Ruszamy niemal po omacku w górę. Już nie wychodzimy na Pikuj, próbujemy dotrzeć do grzbietu gdzieś między Połoniną Szeredowską a Zełemenym. Idziemy połoniną, widoczność spada do kilkunastu metrów. Nie ma na czym zaczepić wzroku. Prowadzący Bazyl wypatruje jakichś skałek lub krzaków. Gdy się trafi większa skałka, można ładnie utrzymać kierunek.
Gdy nie ma nic, można krążyć wkoło, myśląc, że się idzie prosto. Szczególnie trudno jest złapać kierunek przy ruszaniu z postoju, gdy zupełnie nie widać skąd się przyszło.
Śnieg zalepia okulary. Kompas pokrywa się szronem. Po oskrobaniu szronu Bazyl ustala kierunek, ale po paru krokach, bez punktów orientacyjnych, niełatwo go utrzymać. Chwila nieuwagi i - próbując nie dać się ściągnąć w dolinę - niepotrzebnie wychodzimy na szczycik 1321, zamiast go strawersować. Odtąd mamy iść grzbietem, więc chyba będzie łatwiejsza orientacja. Ale grzbiet wyczuwa się bardziej nogami, niż okiem. I więcej zdjęć z dzisiejszej trasy już nie mam.
![]()


Odpowiedz z cytatem