Wojtku, takie lata trafiają się częściej niż to co mamy obecnie, to coś co - przy największej nawet dawce optymizmu - trudno nazwać zimą. Wierzę, że po tegorocznej... porze chłodniejszej :wink: przyjdą prawdziwe zimy!
Wersja do druku
Kiedy każdy nakarmił swojego wilka ucichło wycie, stanęliśmy w kręgu i tak w milczeniu spoglądając w ogień i gwiazdy trwaliśmy parę godzin.
Załącznik 33511
Po nocy pod ciasnym namiotem nieba /to wtedy, gdy nadmiar nienazwanych gwiazd na łeb spada/ nawet góry mają o poranku zmięte lico w "muślinowej poświacie".
Załącznik 33512Załącznik 33514
Przeglądam sobie jeszcze raz Wasze zdjęcia. Są wśród nich rozległe widoki, są leśne drogi, są górskie grzbiety, są namioty i inne przedmioty. Są stoki, polany i jamy. A mnie jest czegoś brak...
Aaa, herbatki byś siorbnął! Jak zwykle. Momencik, tylko się śnieg zagotuje. Zielona, owocowa, z żurawiną?
Załącznik 33524
Zdjęcie i owszem Bartka, ale namiocik mój! Prawda, że prześliczny? Idealna wręcz konstrukcja, ma dwa wejścia, dwa przedsionki i taki zgrabny jest i przytulny! Niby to trójka ale chyba w chińskich standardach gdyż tak na prawdę jest to komfortowa dwójka i byłoby ciężko w niego wcisnąć trzech rosłych facetów o lekko opływowych, rubensowskich kształtach. Ale jako, że my jesteśmy co prawda rośli ale też i smukli jak lwy (morskie :mrgreen: ) postanowiliśmy we trzech wcisnąć się do namiotu iaego, dorzucając jeszcze maciejkę, ale takie chuchro pominęliśmy w ogóle przy obliczaniu tonażu. Iae wcześniej gwarantował, że podłoga ma dwa metry szerokości! Ponieważ nasze materace mają po pół metra szerokości, udało się obliczyć dość sprawnie, iż jest to powierzchnia wręcz idealna na cztery łoża. Tyle teorii... W praktyce za Chiny nie udało się tych puzzli ułożyć wzdłuż, gdyż ostatni właził na pół szerokości pod poprzedniego. Postanowiliśmy więc ułożyć je w poprzek, tak by ten ostatni leżał w nogach. Każdy z nas „spał” więc na czterech materacach jednocześnie i dzięki temu przez całą noc unoszeni meksykańską falą dryfowaliśmy ku porankowi. Wystarczyło by ktokolwiek chciał się odwrócić w jakąkolwiek stronę a reszta serfowała po wznoszącej się fali przypływu powietrza w materacach. I zamiast niedźwiedzi to mi się rekiny śniły jak mnie ogonem po policzkach smagają! Zaraz, zaraz, to nie płetwa, to targany wichrem tropik namiotu wściekle młóci mnie po wtulonej w płótno sypialni twarzy! Mandylion będzie jak się patrzy...
Nic dodać, nic ująć :twisted:
Mnie tam dwa razy prosić nie trzeba, ma być Mandylion to jest, całe 51 minut i 41 sekund:
http://www.youtube.com/watch?v=SPjuuLKsGbM
Od dziś ta płyta będzie mi się z zimowym nocowaniem pod namiotem kojarzyć :smile:
A wracając do relacji to nikt chyba poza naszą czwórką nie wie, jak wielki jest świat, kiedy się z namiotu rano łeb wystawi :mrgreen:
http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_15.jpg
trzeba było kogoś podczepić pod sufitem i już by było luźniej :mrgreen:
http://www.youtube.com/watch?v=KI0L3cMyark
No proszę, już nas wieszać chcą! Ale nie budzi to mojego zdziwienia, gdyż ekipa zamiast ruszać dalej to wystawia głowy ze śpiworów, to chowa je z powrotem, to wystawia, to chowa...znaczy, że się ślimaczy! Ruszajmy więc dalej. Rada starszych ewentualnie strasznych (przynależność absolutnie nie zależy od wieku czy wyglądu, lecz status uzyskują pierwsi odważni, którzy rankiem opuszczą ciepłe śpiwory i wskoczą w skostniałe portki i trepy) postanowiła, iż pakujemy się i bez śniadanka i herbatki ruszamy na szlak a na posiłek zatrzymamy się za jakąś godzinkę na Czaszczowatej (na szczęście nie tej, którą schodzi się Pod Brzęczące Trzmiele, tylko tej stanowiącej zachodni wierzchołek Riabej Skały). Mimo, iż decyzja rady była jednomyślna to wśród reszty załogi, tej zalegającej w namiocie, nie wywołała fali entuzjazmu a nawet dało się słyszeć delikatny pomruk niezadowolenia i dezaprobaty. Rada udawała, że to pewnie słychać jęczące silniki prujących bezkres bieszczadzkiego nieba odrzutowców i trwała niewzruszenie w swoich postanowieniach. Takoż po spakowaniu gratów ruszyliśmy z kopyta na pobliską, główną kopułę Wielkiego Beskidu.
Załącznik 33541
Niestety już na tym krótkim odcinku okazało się, że nie mam szans na utrzymanie tempa grupy i na wierzchołek dotarłem z kilkuminutowym opóźnieniem. Co za złośliwość losu – to nie może boleć mnie palec u ręki, łokieć albo nawet włosy, byle nie noga, która akurat jest dość potrzebna podczas wędrówki? Ale nie – rwie skubana i rwie! Trop zostawiałem jak narciarz ze zgubioną jedną nartą – lewa stopa pozostawiała ładne odciski, natomiast prawą sunąłem w ślad za poprzedniczką wykonując podłużną rynienkę w śniegu. Na szczycie uzgodniliśmy, że grupa rwie na Czaszczowatą i tam przygotowują herbatkę a ja się jakoś dowlokę. Jak tylko znikli za zakrętem szlaku, nade mną pojawiła się para gadających kruków. Rzuciłem w ich stronę stekiem (wyzwisk), bo kamieni nie było a kijków trochę szkoda. Odgrażałem się im, że ze mną łatwo nie pójdzie, że oglądałem „Czekając na Joe” i nie zamierzam się poddać! Chyba dotarło, bo coś tam pogulgotały i poleciały dalej. Zalała mnie fala optymizmu i jako, że zauważyłem, iż po prostej i w dół całkiem nieźle sobie radzę a ciężej jest tylko pod górkę, to zacząłem planować jak tu jednak przedłużyć troszkę przejście i wymyśliłem żeby dojść do Jaworników i stąd na krechę uderzyć na Smerek. Łapiąc na szczycie oddech zaglądałem tu i tam, a to do zaspanej jeszcze Runiny
Załącznik 33542
A to na Rawkę, Krzemień i Tarnicę:
Załącznik 33543
A to na Ostrą Horę i Borżawę:
Załącznik 33544
A to łypnąłem na Gorgany:
Załącznik 33545