Nie znam tej książki. W google znalazłam jako autora Mirosława Żurawskiego. Czy to o nia chodzi? Można ją kupić w internetowym sklepie. Warto?
Wersja do druku
Stpień biurokracji w przewodnictwie w ostatnich latach znacznie zmiejszył się. W systemie francuskich szkoleń podobają mi się dwie rzeczy. Staż przewodnicki wraz z ukierunkowaniem i "odnawialność uprawnień" co 5 lat. Za moją "teorią" stoi praktyka przewodnicka i pełny portfel klientów.
Nie wziąłeś pod uwagę realiów rynkowych. To goście decydują w jakim kierunku pójdzie nasze krajowe przewodnictwo. W większości miast polskich działają koła i kluby przewodnickie. Jak to określił Kuba jest "nadpodaż" przewodników. Tamtejsi blachowcy mają wręcz ceny dumpingowe. Ten link podany prze Kubę doprowadzi Was do strony PTTK i wątku ceny usług przewodnickich.( Cnea usługi krajowej to jest około 200-250 zł btutto dniówka, w Bieszczadach od 35 do 150 zł za godzinę obsługa w j polskim) Dlaczego więc przeciętne biura podróży wolą zatrudniać aż dwie osoby do obsługi grupy: pilota i przewodnika. Znacznie tańsza jest metoda stosowana przez np. Wierchy-biuro z Krakowa związane z PTTK (współpracuje z nimi Basia). Za usługi pilota-przewodnika (podwójne uprawnienia) płacą 150-200 zł brutto. Ustawa o turystyce narzuca organizatorom zatrudnianie pilota i przewodnika ale nie mówi o tym skąd powinnien pochodzić przewodnik. Łatwiej i taniej jest organizatorowi zamówić usługę przewodnicją w miejscu swoje działalności niż w Bieszczadach. Nie mówię już o tym, że niektórzy organizatorzy i goście dostosowują terminy przyjazdu grupy do wolnych terminów przewodników. Cz ktoś może odpowiedzieć na moje pytania i rozwiać moje wątpliwości?
Już odpowiadam :-)
W Polsce jest kilkunastu przewodników z wysokogórskim "wykształceniem" francuskim zrzeszonych w PSPW
To ich strona:
http://www.pspw.pl/
Mam również przyjaciela - Słowaka, który ukończył taki kurs (a raczej cykl kursów) we Francji i ma takież uprawnienia.
Słowaków po takim kursie jest około 30, inne uprawnienia przewodnickie nie są na Słowacji znane.
Natomiast tylko Słowacy i Polacy z uprawnieniami przewodników wysokogórskich mogą legalnie prowadzić na wysokie szczyty Tatrzańskie - takie jak Gierlach, Łomnica, Lodowy i inne.
Z tym że akurat oni wszyscy "specjalizują się" właśnie w turystyce wysokogórskiej.
Nasi przewodnicy wysokogórscy są jednocześnie przewodnikami tatrzańskimi i to wyższych klas (mających uprawnienia do prowadzenia poza szlakami), więc sprzeczności tu nie ma (chociaż mogłaby być).
Faktycznie w chwili obecnej brak "umocowania prawnego" tych uprawnień.
Ale w praktyce - mojego kolegi - Słowaka nikt się nie czepia kiedy prowadzi on ludzi na Mnicha czy Mięgusza.
Kurs na takie uprawnienia można zrobić i u nas w Polsce za pośrednictwem PSPW (w tej chwili robią go chyba dwie osoby). Wiąże się z kilkoma wyjazdami do Francji, ćwiczeniami na lodowcu, kanioningu itd. Kosztuje ponad 20 000 zł i twa około 5 lat.
Pisałam ile mniej więcej trwa kurs :-)
Z tym że zarówno we Francji, jak i w innych krajach Europy oprócz przewodników wysokogórskich o których tu pisałeś istnieje i ma się dobrze przewodnictwo "niskogórskie" - podobne do naszego beskidzkiego.
Poniżej strona na której są wymienione organizacje zrzeszające takich przewodników w poszczególnych krajach:
http://www.przewodnik-lider.pl/l_05_a.html
Są tam linki do poszczególnych organizacji.
Jeśli ktoś zna francuski (ja niestety nie) można poczytać również o szkoleniach.
Pozdrowienia
Basia
Przeszłam trochę bokiem obok Twojego stwierdzenia i prawdę powiedziawszy wyszłam na niewdzięcznicę. Kurs w którym brałam udział był wyjątkowy. Organizowany przez PTTK Sanok, kierownikiem był wyjątkowy człowiek, który zdobył moją wdzięczność i szacunek Staszek Sieradzki. Włożył w nasze szkolenie tyle serca, że uważam okres szkolenia za jedna wielką przygodę. Do tego stopnia byłam "uzależniona od szkoleń i kolegów" iż broniłam się z plecakiem u nogi. Wpadłam do sali oświadczając, że nie mam czasu, prosiłam o pośpiech, bo grupa wyjeżdzą w Beskid Niski, a ja z powodu takiego głupstwa jak bronienie pracy mogę spóźnić się na autobus i nie dojechać do Gładyszowa. Mieliśmy wyjątkowo ciekawy program szkolenia, naszymi wykładowcami byli:
Robert Bańkosz szlaki ikon, zabytki, jeden z naszych Opiekunów, który często nam dodatkowo towarzyszył (do tej pory jeżli czegoś nie wiem to dzwonię do Roberta),
Fred Frodyma Beskid Niski, I wojna św, jeden z Opiekunów
Marianna Jara religioznawstwo, kultura Ukrainy
Jerzy Ginalski archeologia (prowadził w tym czasie badania w Trepczy, jako dyr skansenu zapełnił nam wspaniałe szkolenia na terenie muzeum, szkolili nas ich pracownicy naukowi),
Banach historia sztuki, Beksiński, zbiory muzeum w Sanoku, staliśmy przez bite 6 godz w nieogrzewanej sali zamku i z wypiekami słuchaliśmy wykładu o ikonach,
Franio Adamczyk znakarstwo jeden z naszych Opiekunów,
Grzesiek Sitko BdPN, szkolenie na ścieżkach przyrodniczych, potem szkolił się z nami jako Opiekun
Mieczysław Darocha kolejki wąskotorowe,
Bogdan Augustyn kolonizacja na prawie wołoskim, nauczył nas "czytać krajobraz",
Stanisław Orłowski historia regionu,
Andrzej Olejko szybownictwo, szukanie miejsc katastrof lotniczych w regionie.
Wymieniłam tylko kilku wykładowców, pozostali to również osoby o najwyższych kwalifikacjach.
W zwiazku z tym, że wśród kursantów był Wojciech Krukar to topomastykę mieliśmy prawie non stop, a i z geografią i panoramkami nie mieliśmy problemów. A i Kiju czyki Wojtek Gosztyła więc okolice Woli Michowej dośc dobrze poznaliśmy. To była potęga grupy, każdy z nas w czymś innym się specjalizował i przekazywał swoje wiadomości innym kolegom. Do tej pory nie mogę zapomnieć "próbnych egzaminów", które robili mi koledzy z kursu w parku w Krasiczynie i w arboretum w Bolestraszycach. Na każdej wycieczce byłam przepytywana przez kolegów i wykładowców. Oprócz tego, że było bardzo dużo dla ducha to i było bardzo dużo dla ciała. Oburzeni na wypracowany przez nas styl szkolenia starsi koledzy przewodnicy nazwali nas
"pijackim kursem". Poznaliśmy większość knajpek w regionie, a raczej na terenie przygranicznym trzech państw. Oprócz oficjalnych szkoleń organizowaliśmy swoje własne, kilkuosobowe aby się podszkolić w jakimś temacie. Nauką "śpiewania" zajmował się nasz kolega kursant Jacek Kut.
PS.Zapomniałam o szkoleniach na terenie BdPN. Poznałam wspaniałych ludzi, którzy zaszczepili mi wiedzę na temat naszej przyrody. Pracownicy naukowi. Nie zapomnę szkolenia z geologii prowadzonego przez Ryszarda Prędkiego. Nie mogłam zrozumieć jakiegoś zagadnienia więc potraktował mnie jak dziecko w spósob najprostszy i skuteczny objaśniając ruchy górotworu. Adam Szary na kolanach uczył mnie rozpoznawać gat. roślin podmokłych zbiorowisk. Mieliśmy w czasie zdobywania licencji parkowej wszystko co najlepsze jeżeli chodzi o szkolenia.
PPS.
Zapomniałam jeszcze o kilku wyjątkowych szkoleniach:
Andrzej Potocki: Żydzi na Podkarpaciu, w związku z tym , że trudno nam było rozstać się to mieliśmy dodatkowe wykłady o zakapiorach i o "wspólczesnej kulturze" Bieszczadów,
Antoni Derwich szkolił nas w worku bieszczadzkim, a na dodatek przeszkolił nas w temacie bobrów, pisał w tym czasie pracę doktorską o przesiedleniu tego zwierzaka w Bieszczady,
Jan Stachyrak dyr zespołu parków krajobrazowych, zasypał nas wiedzą i materiałami szkoleniowo-promocyjnymi.
Jeszcze były spotkania autorskie m.in. z Edwardem Marszałkiem przewodnikiem, autorem kilku fantastycznych książek o podkarpackich lasach, gawędziarzem i goprowcem "Wołanie z połonin" także popełnił.
To nie było moje stwierdzenie, nie mnie oceniać co jest na kursie - napisałem wyrażnie że takie wnioski wyciągam po lekturze tego forum / wypowiedziach przewodników. W razie czego służę cytatami.
Wierz mi że znam kilku przewodników w Bieszczadach i są wśród nich i tacy, którzy oprócz okolicy swojego miejsca zamieszkania i tras po których prowadzą systematycznie, mają bardzo duże problemy z topografią - zdarzyło się nawet że zapytany w ramach jakiejś dyskusji o znaną miejscowosć na drugim końcu Bieszczadów w ogóle nie wiedział gdzie ona leży a miejscowość to w końcu nie jakiś zapomniany szlak czy nieuczęszczana ścieża, etc; zwłaszcza że za wiele ich w Bieszczadach nie ma - co IMHO tylko potwierdza że z praktycznego punktu widzenia dla niego byłoby lepiej gdyby mógł dogłebniej poznać swój rejon, zamiast tracić czas na inne w których nigdy prowadził nie będzie.
Nie wątpię że prędzej czy później drogi nam się skrzyzują, więc resztę chętnie dopowiem. Forum to niezbyt fortunne miejsce.
Też mam taką nadzieję, że kiedyś spotkamy się i pogadamy. Piotrze wiem o tym. W tym roku rozpłakałam się, gdy jednego dnia 3 ośrodki zrezygnowały z naszych usług. Pani Menadżer Arłamowa powiedziała mi wprost oceniając pracę jednego z przewodników: jak masz ochotę kompromitować się to rób to na własny rachunek, a nie mój. Racje były po obu stronach. Klient spodziewał się czegoś innego niż dostał i trochę przejaskrawił opisując Jej sytuację. Przewodnik nie do końca był winnien ale smród pozostał. W tym roku dałam publicznie w zęby młodemu przewodnikowi, który nie dość, że dwukrotnie zrezygnował o 23 z przyjętego zlecenia (grupy pojechały bez przewodnika) to jeszcze publicznie stwierdził, że kłamię. Nie mówię o takich "błachostkach" jak gubienie szlaku np. żółtego Muczne-Bukowe Berdo (pierwsze 500 m od wejścia na szlak) lub zgubienie grupy. Autentycznie przewodnik zgubił grupę na szlaku. Poszedł sobie, a dzieciaki zostały same na Bukowym Berdzie.
Coś takiego jest niedopuszczalne, a co do kursu przewodnickiego ,to jego długość trwania jest wystarczająca na ogólne zapoznanie się z terenem i tematyką, ja sobie nie wyobrażam,żeby ktoś zaraz po ukończeniu kursu zabierał sie do prowadzenia wycieczek, oprócz zakończenia kursu i zdania tego chorego 3 dniowego egzaminu, to trzeba samemu rozpocząć "własne studia" nad całą masą tematów,bo nie ma co się oszukiwać, na kursie to można liznąć wszystkiego po trochu ale na pewno się nie wgłębi w szczegóły. Zresztą dobrze by było,żeby każdy przewodnik pochodził sobie troszkę po tych szlakach samemu,po to by w miarę kojarzył to przejście, po którym ma prowadzić swoją grupę.A sam egzamin jest przegięty,atmosfera jest oczywiście fajna,ale to jednak jest bite 3 dni nieustannego stresu, a sam obszar na egzamin teoretyczny jest ogromny, tak więc myślę,że dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie pewnych specjalizacji,nie takich jakie teraz mają miejsce, ale jeszcze bardziej idące ograniczenia terenu, po to by na danym terenie przewodnik był w stanie powiedzieć wszystko o wszystkim,a nie tylko ogólniki.
Pytanie do Lucyny- jak i co powinien odpowiedzieć przewodnik na pytanie turysty w przypadku gdy nie zna odpowiedzi ?