Basia napisała jak sprawy przewodnictwa wyglądają w UE i czym różni się tamtejsze podejście do tematu na przykładzie Francji. Faktycznie francuscy przewodnicy dzielą się na specjalizacje, ale całość zaczyna się od stanowiska „pomocnika przewodnika” (aspirant guide), aby po okresie szkolenia stać się „towarzyszem w górach średnich” (acompagnateur moyenne montagne). Od tego momentu można decydować się na opisane specjalizacje w bardzo szerokim zakresie kierunkowym – alpinizm, wspinaczka skalna, lodospady, skitury, rowery, spływy, paralotnie itd. W tym zakresie mieści się także wspomniana przez Basię przyroda, geologia i niepełnosprawni. Najwyższy stopień uprawnień to „przewodnik wysokogórski” (guide de haute montagne) zdobywany po minimum 4-5 latach nauki i stażów. Na szkolenia prowadzone przez ENSA w Chomonix zapisuje się co roku około 150-200 osób. Po trudnym egzaminie wstępnym na kursie zostaje 50 osób. Całość szkoleń kończy około 95% kursantów. Wprawdzie w uproszczonej formie, ale nabyte we Francji uprawnienia trzeba odnawiać co 5 lat. Odnośnie regionów, to uprawnienia dotyczą oczywiście wszystkich masywów górskich – a swoją drogą ciekawe, jaka byłaby pozycja takiego przewodnika w Polsce? Pytanie stąd proste: czyżby jeden tamtejszy kurs przewodnicki załatwiał więcej niż wszystkie polskie szkolenia razem wzięte, oczywiście nie pod kątem ściśle wybranej fachowości, ale zdobywanych uprawnień? Albo Alpy i Pireneje są sporo łatwiejsze od naszych rodzimych gór, albo stopień naszej biurokracji przewodnickiej sięga nieba nad tymi górami.
JarekBartek