malinówka z pierwszej serii przechodzi do historii.... a w międzyczasie nastawiam miód.... jesienny napitek! będzie cudowny!!! ja to czuję!
Wersja do druku
malinówka z pierwszej serii przechodzi do historii.... a w międzyczasie nastawiam miód.... jesienny napitek! będzie cudowny!!! ja to czuję!
Czas juz robić jeżynówkę, a niedługo i tarninówkę da się uważyć. Tarki obrodziły w Bieszczadzie.
Nalewki,nalewki!A robi ktoś WINO?Pamiętam takie z tarniny,które "atakowało"głównie nogi-zdrajca!Robili je pewni bieszczadzcy staruszkowie i pewnie przepis zabrali z sobą na "Niebieskie Połoniny".
Śliwki to trudny surowiec na wino, niestety...... Ja zastanawiam się nad wzbogaceniem nastawu na śliwowicę tarniną. Ale jeśli uda mi się nazbierać dość tarniny to spróbuję winko nastawić. Będzie jak znalazł na np.KIMB w 2010 :mrgreen:
:smile:
Likier z jeżyn (zbierane na Ciecieniu) już jest w butelkach .
Wiśniak ( tak nazwałem ) z miodu już po pierwszej fermentacji.... reszta jeszcze czeka ..... .Nalewka z wiśni (na miodzie) - za pół roku. Na tarninę i pigwę dopiero czas nadejdzie . W tym roku tylko tyle ..... czasu brak .
Pozdrawiam PF
A u nas w domu TRAGEDIA. W 12 litrowym słoiku z nalewką z jeżyn odpadło dno. Wzięło i odpadło. Renatka miała robotę przy sprzątaniu, a ja do tej pory nie mogę przyjść do siebie. Wszak nie płacze się nad rozlanym mlekiem ale nic nie mowi się o rozlanej nalewce. Chyba z tego wszystkiego napocznę prezent jaki mi przekazał w tym roku PiotrekF.
Pozdrawiam
Smutny
Toż to musiała być jakaś tajna akcja przez poufną - kto Ci tak źle pożyczył ???
Nie wiem. Przyjmuję, że to był przypadek, wada materiału itp. Ale jak dorwę tego, kto mi tak pożyczył, toooo......
No ja też wyczailem w mojej okolicy dodatkowe źródło tarniny (w razie jakby zeszłoroczne miejsce słabo obrodziło) i dodatkowo udało mi się zlokalizowac źródło pigwowca więc w tym roku zamiast pigwówki bedzie wreszcie upragniona pigwowcówka :-) mam nadzieję, że mnie nikt nie uprzedzi :)
P.S.
Pochylam głowę nad Bertrandowym słoikiem :sad:
He, he. Renatka nastawiła nową. Mniej, bo nie mamy wolnego drugiego takiego słoja.
możnaby do wiadra i recykling zrobić.... ale po co. Szczury miały bal
kolejny słoik chlasł. Tym razem 10 litrów moich jeżyn konserwowych.... poszło do miski- recyklingu nie będzie.
Coś jest chyba na rzeczy, choć nie myślałem o tym w ten sposób. Tak czy owak największe skarby są w wiadrach fermentacyjnych. Maliny konserwowane, miód pitny... iii
i to co trzeba :)! Tak więc o to się nie boję.
Witam znalazłem w lesie piękne drzewko głogu, troszkę czytałem o nalewkach z tej rośliny ale cholerka jakieś takie sprzeczne to postanowiłem zwrócić się o pomoc fachowców. Proszę o jakiś fajny przepisik na naleweczkę z głogu. Jestem laikiem w tej dziedzinie ale kiedyś trzeba spróbować tym bardziej że żoneczka patrząc na mój brzuszek jakoś przestała wierzyć w dobroczynne działanie piwka :wink: Naleweczka z głogu jako dobrze działająca na serducho da fajną alternatywe:mrgreen: Spiryt tanio mam w Czechach, w sąsiedztwie pszczelarza to tylko chęci i działać no i to wspaniałe drzewko za darmo owoce. Nie bardzo wiem czy to się dryluje jak tak to do "nowego roku" robota i chyba się dużo zmarnuje bo pestka taka duża a miąszu mało. Jak naleweczka wyjdzie to kogo zaniesie w Góry Stołowe ma u mnie poczęstunek:lol:
ps. Jak głóg ususzyć na herbatkę bo kupuje po 8,50 zł za 20 sasetek a tu tyle naturalnego dobra.
nalewka to musi tak:
głóg zasypać cukrem, i po 2 dniach zalać spirytem.
Ale to tak po mojemu. Z malinami i jeżynami wychodzi, z głogiem nie próbowałem.
A ten pszczelarz to ile sobie za litr miodu liczy
Dzieki dotychczas brał 20 złociszy a teraz życzy sobie 22 zł ale miodzik pewny z naszych Gór Stołowych ja jestem zadowolony.
właśnie zlałem moją radosną twórczość i uwieczniłem w butelkach. Ledwo się na stole mieszczą. i tak:
jeżyn wyciąg mocno słodki: sumarycznie 14 literków
koncentrat malinowy zabezpieczony przed zamarzaniem: 15 litrów.
Myślę że z tą ilością przez całą zimę nie zapomnę aromatu leśnych owoców. Czy można już zacząć sezon jesienno zimowy?
nie
Aż nie chce mi się wierzyć ,że nikt nie robi nalewki z głogu, wszyscy mają serducha jak dzwon czy co? A tak ogólnie to co lepiej dawać cukier czy miód. Pozbywać się pestek,lać spiryt 95 volt czy mniej a może mieszać z wódeczką czystą 40% coby w gębę nie paliło a może warto pomieszać z dziką różą bo cholerka wszystko mam na podwórku.
Z myślą o jesienno-zimowych wieczorach wczoraj wlaśnie gniotłem agrest i ważyłem brzeczkę na ..... agrestniak.
PF
Niedługim czasem będzie u mnie gotowa do spożywania... nalewka z kwiatu czarnego bzu.... :-D jestem ogromnie ciekawa cóż to wyjdzie.... i właśnie zabieram się za nalewkę z kwiatu lipy ... Czy ktoś juz może miał przyjemność skosztowania takowych trunków ?
Pozdraviam
Kobita
jeśli ktoś miałby ochotę ...
Nalewka z kwiatu lipy
Składniki
* 2 szklanki płynnego miodu lipowego
* 0.5 l + 50 ml spirytusu
* 2 goździki
* 1.5 szklanki kwiatów lipy
* 1 limetka
* 0.5 cytryny
Sposób przygotowania
Zrób miodówkę na 3 tygodnie przed okresem kwitnienia lipy. Zagotuj 1/2 l wody z goździkami, przestudź, dodaj miód, wymieszaj. Wlej 1/2 l spirytusu, ponownie wymieszaj i wlej do słoja. Szczelnie zamknij i odstaw na 3 tygodnie. Co 3-4 dni wstrząsaj
Potem dodaj świeżo zebrane kwiaty lipy i odstaw nalewkę na 2 tygodnie w ciemne miejsce. Następnie zlej nalewkę przez sitko wyłożone papierowym ręcznikiem i wlej przez wyparzony lejek do butelki. Limetkę umyj i sparz. Cienko obierz skórkę z połowy owocu, przełóż ją do małego słoiczka i zalej 50 ml spirytusu. Odstaw na 2 dni. Do nalweki dodaj sok z limetki i cytryny razem z 2 łyżeczkami alkoholowego ekstraktu ze skórki. Wymieszaj, odstaw na 3 tygodnie do sklarowania. Zlej nalewkę znad osadu, osad przefiltruj i połącz z nalewką. Odstaw na 6 miesięcy w chłodne miejsce, aby lipówka dojrzała
Pamiętacie cykl wykładów satyrycznych J.T. Stanisławskiego "Zezem". Był tam odcinek o piciu alkoholu ("Mokry władca rozumu")i przepis na miodówkę:
Bierze się butelkę wódki i dodaje łyżkę miodu. Jak nie ma miodu, to samą łyżkę...
Nalewki - nalewkami.
W taką letnią pogodę rozmarzyłem się wspominając smak chmilnego micnego, tego z prywatnego importu na bazar w UD.
:-D:-D:-D
A jak już mowa o chmielu, no nie o tym Chmielu, to zawsze mam w pamięci jak wracałem zajechany z gór, spocony jak przepędzona świnia, głodny i z językiem do pasa by się napoić i najeść, no i by sobie też wreszcie usiąść i tak sobie przechodziłem przez Ustrzyki Górne z końskimi okularami i widziałem tylko w oddali Kremenaros (tutaj chodzi o knajpkę) a w tej knajpce piwo i jedzenie ... to się rozmarzyłem...
Kiedyś dziki tłum ludzi w kolejce, pół litra żywca na już i pół do obiadu, schabowy po bieszczadzku. Ktoś się dosiadał, opowiadał i ja też a głównie co dzisiaj, co warto zobaczyć, jakieś tam opowieści... to tym razem ja stawiam... i dalej płynęły rozmowy i coraz więcej ludków się dosiadało i już znowu ktoś postawił ... no bo teraz on musi.
Wracałem na noclegownię, różnie było, najczęściej wtedy na polu PTTK, gwiazdy jakieś takie większe, wokół ten zapach gór, chmiel (no nie ten Chmiel) w głowie i perspektywa radości że... przecież znowu jutro tak samo dzień w górach, tak samo tutaj przyjdę, i tak samo będę wracał! I wracam.... może inaczej to robię, ale jednak wracam.
Często słyszę "czy ciebie poj....o by tak ciągle w te Bieszczady, i tak łazić? że tak Ci się chce?"
Nostalgia jakaś mnie chyba naszła albo za dużo piwa dziś.... zaraz jakie to piję?.... La Trappe... qrcze mocne skubane ma aż 10%. Aaaaa no to już sobie wytłumaczyłem ;)
Greccy bogowie na Olimpie nie pili bynajmniej nektaru, jak to (błędnie) piszą w opracowanych przez siebie "Mitologiach" p. Parandowski i p. Markowska. To im wręcz narzuciła PRL-owska cenzura, mająca na względzie treść literatury dla młodzieży (lektury szkolnej).
Tłumacze mitologii z antycznej greki wiedzą doskonale, iż w oryginale jest mowa o tym, że greccy bogowie pili piwo o nazwie, którą Cyryl i Metody przetłumaczyli kilkanaście wieków później na chmilne micne.
:idea::idea::idea::-D:-D:-D
To już zupełnie leczniczy napar na różne tam bóle i łamania w krzyżach, stawach i gnatach. Mówię o cz. bzie. I działa napotnie dość mocno więc lepiej w przeciągach nie pić za wiele:P Smak sieli nijaki w moim odczuciu.
Lipówka zaś jest cymesik. Mój znajomy często mnie częstował to wiem:) Tyle, że roboty przy tym od cholery. Po pierwsze i ostatnie - zbiera się tylko same kwiatki z, najwyżej, szypułkami. Podsadki, te takie żółte nibyliście od dołu każdego kwiatostanu, nie wchodzą do zestawu (w lecznictwie dopuszcza się i podsadki jako surowiec zielarski). Winc aby zebrać te drobne 2 kilo na jakiś rozsądny gąsior, trzeba się ostro napracować.
A...miło zauważyć, że temat-rzeka nie wysechł jednak:D:D:D
Derty
Nastawiłem staropolską orzechówkę. Cóz należy się uzbroić w cierpliwość do sporzycia będzie zdatna dopiero w 2010 r.
rety !! ..co za ćwiczenie siły woli :lol:...ale jak się doczekasz, Twój trud będzie wynagrodzony...mniammm
ja w tym roku próbuję "szyszkówki"- zebrałem zielone szyszki sosnowe, zalewa się to to wodą, sypie cukier, zakręca w słój i na słoneczny parapet.Parę tygodni i jest winko.Szyszki można zalać póżniej jeszcze spirytusem. samo winko b.smakowite.No i zdrowe !! Polecam !!:wink:
Właśnie zlaliśmy z Renatką tę z moreli. Wyszła SUPER!!!
Pozdrawiam
Morelówka zimą to jak słoneczko zza chmur!
właśnie wypiłem łyczek wiśniówki otrzymanej od Renatki i Bertranda
PYSZNA, wspomnienia sierpniowe lecąąąą
Długi
Dziś ostatecznie zlałem (już się nadaje do...) z wiśni i cz.porzeczki (smorodina jak mawia Tadeusz). Bedę miał z sobą w B. 23-25 tego m-ca
Pozdrawiam PF
Właśnie zlaliśmy tę z czarnego bzu zrywanego za Czereśnią. Też jest niczego sobie :-)
No to Bertrand może czas zrobić pyrlandzką degustację?
Oczywiście
zlewam z dzikiej róży...