Faktycznie - odpowiedziałeś mi niezmiernie kolokwialnie.
Również pozdrawiam.
Wersja do druku
Stałemu Bywalcowi: bynajmniej nie chciałem urazić. Sorry. Pozdrawiam.
Juraju, nawet w głębi ducha nie poczułem się urażony. To już raczej moja odpowiedź mogła być nieco arogancka.
A odpowiedziałem tak, gdyż nie można porównywać ekip towarzyszących dyplomatom radzieckim z czasów stalinowskich z obecnymi, wpółcześnie jeżdżącymi z dyplomatami państw demokratycznych.
Przecież Majskiemu, lecącemu do Moskwy, towarzyszyli:
- oficerowie wykonujący własne zadania szpiegowsko - dywersyjne,
- oficerowie pilnujący Majskiego "przed nim samym" (aby, broń Boże, pardon: broń Stalinie, nie wybrał wolności),
- oficerowie pilnujący ww. oficerów.
A sam Majski też nie był tak na 100 % pewien, czyim będzie gościem po powrocie: czy swojego szefa (Mołotowa), czy może Ławrentija Berii.
W latach 30-tych jechał sobie do ZSRR pociągiem jeden z ambasadorów (chyba ambasador ZSRR w Bułgarii), wezwany do Moskwy na "konsultacje". Z powodów osobistych przedłużył podróż o kilkanaście godzin. Na stacji przygranicznej (ale jeszcze przed wjazdem do ZSRR) kupił sobie "Prawdę" czy inne "Izwiestija". Wyczytał tam, że jest "wrogiem ludu", za co była wówczas najniższa kara 10 lat łagru. Zdążył jeszcze wysiąść z pociągu.
W czasach stalinowskich ambasady radzieckie posiadały (najczęściej w podziemiach) własne areszty - izby tortur. Głównie dla swoich towarzyszy, podejrzewanych o zbyt małą miłość do Wodza, ale niekiedy także dla innych osób - porwanych z ulicy i jakoś przetransportowanych na teren ambasady (czasem się to udawało).
Wracając do naszej dyskusji. Skoro Ci nie leży lektura D. Baliszewskiego, to koniecznie przeczytaj "Zamach" i "Zabójćów" T. Kisielewskiego. Hipoteza zabójstwa generała Sikorskiego przez ludzi z ekipy Majskiego, a także porwania przez nich córki generała, jest tam również przedstawiona i uwiarygodniona ... niestety tylko poszlakami.
Ale tak to już jest w pracy wywiadowczo - dywersyjnej. Dowodów procesowych niezmiernie rzadko ona dostarcza (a jeśli już, to najczęściej fałszywe).
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll...ZADY/725730708
Cytat:
Ukraińcy chcą upamiętnić mord w Terce
Rząd Ukrainy i środowiska ukraińskie w Polsce chcą nowego upamiętnienia ofiar mordu z 9 lipca 1946 roku w Terce w Bieszczadach.
Gotowy jest projekt postumentu, ale budzi kontrowersje i nie wiadomo, czy zyska akceptację Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
W zbiorowej mogile na cmentarzu w Terce leży 31 Ukraińców rozstrzelanych bądź spalonych żywcem przez Ludowe Wojsko Polskie. Był to odwet za powieszenie przez UPA 6 lipca 1946 r. trzech Polaków. Nagrobek ukraińskim ofiarom zbudowali w 1984 r. ich najbliżsi. Na płycie wyryte są nazwiska zamordowanych oraz zdanie, że zginęli tragicznie.
- To nie wystarcza, bo nie ma informacji, w jakich okolicznościach stracili życie i kto był sprawcą - mówi Piotr Tyma, prezes Związku Ukraińców w Polsce.
Delikatna sprawa
Projekt nowego upamiętnienia obejmuje postawienie murowanego postumentu, remont dzwonnicy z XIX w., ogrodzenie przycerkiewnego cmentarza, wykonanie kamiennej dróżki i posadzenie zieleni. Niedawno dokumentacja wpłynęła do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Decyzja jeszcze nie zapadła.
O ukraińskich planach wiedzą też mieszkańcy Terki oraz parafia rzymskokatolicka w Wołkowyi - właściciel terenu, na którym stoi wspomniany nagrobek oraz dzwonnica.
- To sprawa bardzo delikatna - zaznacza proboszcz i dodaje, że zgodę na prace może wydać Kuria Metropolitalna w Przemyślu.
reklama
*
PIOTR TYMA, prezes Związku Ukraińców w Polsce: - Terka nie powinna stać się nowym symbolem "uciekania od prawdy”. Wieś ta była wpisana do polsko-ukraińskiego międzyrządowego protokołu z 2005 r., dotyczącego uporządkowania cmentarzy i miejsc pamięci.
Wieś nie chce zmian
Przed dwoma laty Ministerstwo Kultury Ukrainy poprosiło o zgodę na postawienie pomnika na cmentarzu w Terce, lecz nie zgodzili się na to mieszkańcy, twierdząc, że nagrobek z wyrytymi nazwiskami ofiar jest wystarczający.
- To zostało potwierdzone podpisami ludzi - podkreśla sołtys Józef Wronowski. - Nie mamy nic przeciwko Ukraińcom, ale pomnik z tryzubem w środku wioski to chybiony pomysł.
Takie samo zdanie ma ksiądz proboszcz: - Modlimy się na zbiorowej mogile, utrzymujemy tam porządek, udostępniamy też Ukraińcom nasz kościół, by mogli odprawiać nabożeństwa, gdy przyjeżdżają w kolejne rocznice tragicznych wydarzeń.
Nie uciekać od prawdy
Piotr Tyma z ZUwP mówi, że wyczuwa niechęć do nowej koncepcji upamiętnienia ofiar sprzed 62 lat, ale ma nadzieję, że kompromis zostanie osiągnięty.
Według Zbigniewa Sawińskiego, wójta gminy Solina, żeby nie doprowadzić do sporu, środowiska ukraińskie w Polsce powinny zgodzić się na to, by upamiętnienie objęło rekonstrukcję dzwonnicy i zamontowanie na niej tablicy ku czci ofiar.
Osobiście uważam, że wszystkie miejsca takich zbiorowych mordów ludności cywilnej (lub pojmanych jeńców) powinny być upamiętniane odpowiednimi tablicami z napisami głoszącymi prawdę, całą prawdę i tylko prawdę.
Aby jednak nie oddziaływało to wybiórczo na osoby nieznające historii (a takich jest wśród turystów przeważająca większość), owe tablice pamiątkowe powinny zawierać również kilka zdań "uniwersalnych", tj. nie odnoszących się tylko do konkretnego wydarzenia, lecz ogólnie do wydarzeń z lat 1943 - 47, do mordów na Wołyniu i Podolu, do akcji "Wisła", etc.
Czyli zwięzły opis konkretnego wydarzenia (np. w Terce), ale w kontekście historycznym. Wówczas zabłąkany turysta przeczyta w Terce, że i owszem, Wojsko Polskie tam bardzo zawiniło, ale zdarzyło się to w atmosferze odwetu i powszechnego zdziczenia wojennego i powojennego.
A najlepiej byłoby, gdyby redakcję takich napisów pozostawić mieszanym, polsko - ukraińskim komisjom historyków.
Mądre słowa. Nasuwa mi się tylko jedno pytanie. Czy my naprawdę wiemy co wydarzyło się w Terce? Mam maleńkie wątpliwości w tym względzie.
I jeszcze jedno. Chcą upamiętnić Terkę, Pawłokomę. A co ze Strubowiskami?
PS.
Dla niezorientowanych w temacie.
Znam kilka wersji mordu. Co się wydarzyło przed, a co po tragedii.
6 lipca 3 Polaków (odwet za zamordowanie chłopaka-grekokatolika przez żólnierzy WOP ) zostaje porwanych przez ukraińską żandarmierię. 1 zaginął, dwóch znaleziono powieszonych za nogi na jabłoni (głowy mieli rozstrzaskane kamieniami)
Mord w Terce
15 lipca atak UPA na WOP w Wołkowyji. 2 żołnierzy zabitych, 4 rannych, Ukraińcy mordują 13 cywili Polaków.
Cię babo pogięło?
Za duzoTiVi
To Twoje P.s. to wsadź se w d.. IPN, ten w Rzeszowie, ten wiodący w tworzeniu historii ponadczasowej, ten tego...
Odpierdolmy się wreszcie od czegoś, czego nie rozumiemy. Uszanujmy tych, którzy swoją postawą życiową dali dowód. I milczeli. Bo to ich. Bo to oni - ONI.
Chcesz żreć na tym - żryj!!! Ale wal się od klawiatury.
Tfu
I jeszcze jedno. Jeżeli w jakiś sposób dotknęła Ciebie lub Twoją Rodzinę ta tragedia to współczuję. Nie żrę ale posługuję się moją wiedzą. Spójrz na stronę związku Ukraińców upamiętniającą tragedię w Terce
www.zup.ukraina.com.pl
www.zup.ukraina.com.plindex.php?option=com_contakt &task=view&id=9&Itamid=12
Jeżeli coś pokręciłam w długim linku to pierwszy i wyszukiwarka
Coś mi się wydaje, że nasi ukraińscy sąsiedzi zaczynają mieć większe problemy z Moskalami, niż te, już historyczne, z Lachami.
Obym się mylił, ale chyba dywersanci wykonali właśnie "dobrą" robotę na Ukrainie.
W najnowszym "Wprost" jest też artykuł Pawła Wieczorkiewicza o czystce etnicznej na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej. W linku jest tylko jego fragment
http://www.wprost.pl/ar/137001/Masakra-wolynska/?I=1340
cóż dodać do art. dodanego przez Recon1 - wszelkie porównania uprzednich poczynań UPA, upowskiego ludobójstwa na kresach, w tym na obszarze Bieszczadów, mające wykazać, że tzw. "Akcja Wisła" to zemsta, że to rewanż był, są chore ... Choćbyśmy byli do bólu antykomunistyczni, antybolszewiccy, antyrosyjscy, antyradzieccy, żadne formacje Wojska Polskiego, jakkolwiek kierowanego, nie stosowały metod UPA wobec tych, którzy mieli niebawem opuścić Bieszczady, wyjąwszy oczywiście wyjątki . Po obu stronach, dla jasności. I tyle co do Bieszczadów.
W Polsce od dawna grasuje choroba zwana Bielmem Antyrosyjskim,nie pozwalająca ani na analizy przyczyn,ani skutków,ani wreszcie na porządne wnioski. Pytam się,choć to męczące,cóż ma piernik do wiatraka,czyli,jaki związek z katastrofą gibraltarską ma liczna delegacja dyplomatyczna Majskiego? Czy Bywalcowi rzeczywiście się roi,że aby kogoś zgładzić,trzeba wywołać światowy skandal przy otwartej kurtynie? Wyobrażanie sobie historii to nie jest historia,na szczęście. U nas,ostatnimi czasy,"nie kalać świętości" znaczy łgać lub wierzyć łgarzom,choćby argumenty ich miały szczyt większy od podstawy. Co się tyczy bezczelności upowskich w Polsce - bo Ruś ukrainna poza zasięgiem - Związek Ukraińców w Polsce,mówiąc krótko,należy rozwiązać jako organizacje antypolską. Dlaczego Polacy tak głupio uprawiają antypolskość? Pytanie brzmi: przetrwać czy rozpłynąć się w masie? Problem jest szerszy znacznie.Np w projektowanym filmie o Westerplatte,w którym oficerowie podobno szczają na portret Smigłego,są zawodowymi pijakami i w ogóle sikają ze strachu,a Sucharski to załamany psychopota,jakby w scenariuszu p. Steinbach i Związku Odwetowców zza Odry.Przed wojną istniało w Krakowie towarzystwo biczowników omijane jako gromada psychopatów,dzisiaj biczują wszyscy prawie,na lewo,na lewo panie bracie-Zycie i gotowi słać wojska fałszywym przyjaciołom. Zycie to opowieść idioty,jak gada Szekspir. Dowodów trza szukać nad Wisłą pewnie.Wielu Polaków lubi skakać do pustego basenu,a z tego - gips i wózek. Pozdrawiam z całym szacunkiem,ale cholera mnie bierze.
Słowo "życie" w czwartym wierszu od dołu - zbędne,pardon.
Przy okazji pobytu naszego szczawiu na Kaukazie widać,jak wielu panów braci gra w szachy ,kładąc figury od spodu szachownicy.
Mnie się nic nie "roi" (a w każdym razie nie to, o czym piszesz), jeno na poważnie zastanawiam się nad jedną z hipotez "katastrofy" gibraltarskiej. I nie jest to bynajmniej moja hipoteza, lecz co najmniej dwóch osób, które poświęciły mnóstwo swego czasu i energii dla zbadania wszystkich okoliczności tamtego wydarzenia. Mam na myśli oczywiście Dariusza Baliszewskiego i Tadeusza Kisielewskiego.
A Ty, Juraju, chyba w ogóle nie czytałeś artykułów i książek ww. autorów nt. okoliczności śmierci gen. Sikorskiego. Tylko ogólnie zapoznałeś się z ich poglądami, ale od razu i z góry je przekreślasz. Wybacz mi, ale takie wrażenie odniosłem na podstawie Twoich wypowiedzi. Napisałeś np., że wyłowiono ciało córki Generała, podczas gdy nawet w oficjalnych i dostępnych angielskich dokumentach znajduje się informacja, iż martwej Zofii nie odnaleziono.
Tu mi się przypomina pewne wydarzenie z lat 70-tych ub. wieku. Na zebraniu partyjnym lektor aż się "zapluwał" podczas krytyki "Archipelagu Gułag" Sołżenicyna. W części zebrania poświęconej dyskusji zabrałem głos i - bynajmniej nie dezawuując prelegenta - powiedziałem, że tej powieści nikt z nas do tej pory nie miał okazji przeczytać, więc powinna zostać w PRL wydana (skoro autor dostał za nią Nagrodę Nobla), niechby i z odpowiednim "partyjno - ideologicznym" komentarzem na początku lub końcu książki, byle bez ingerencji cenzury.
Dostałem za to ostry op...ol od I sekretarza POP.
Juraju - więcej obiektywizmu. Ale najpierw - przyjemnej lektury. A zresztą, może przygotowywany program TV spowoduje zmianę Twoich poglądów. Jest konsultowany z profesorami uniwersyteckimi.
Drogi Stały Bywalcze,współczuje Twym przeżyciom z sekretarzami dawnych czasów. Pociesz się,ze dzisiaj mamy mnóstwo gorszych.Co do Sołżenicyna,to muszę Cie zmartwić. Większość Rosjan go odrzuciła,on sam po powrocie do Rosji popadł w głęboką frustrację,przerażony "wartościami" Zachodu,które chciał wszczepić na rosyjskim gruncie. O nagrodzie Nobla nie chcę mówić,bo miała swoje wiraże polityczne. O profesorach tez nie chcę,bom blisko nich stal. Jeden z nich na przykład,chcąc być trendy po 1989,zaczął uczyć studentów,żDzięki za namawianiee wojny Krzyżaków ze Słowianami to było nic innego,jak pierwsze próby jednoczenia Europy,coś jak UE. Nasza nauka dzisiaj pielgrzymuje,dlatego nie jest cytowana.Co do samego cytowania,to "Kto dużo cytuje,nie myśli" (Leonardo da Vinci,który raczej myślał).dziękuję za namawianie mnie do czytania.Ale naszych Jerzych Robertów Nowaków czytać nie warto.Ich "dzieła" warte są Fahrenheitu.Na ogół. Po 1989 pielgrzymują,jeśli rozumiesz,co to takiego. Pozdrawiam.
Przepraszam za byka. Miało być "wojny Krzyżaków ze Słowianami".
LOL, nawiasem, przedstawiciele katolickiego jak najbardziej zakonu Panienki Przenajświętszej wywaleni zostali na mordę przez jakże baaardzo katolickiego króla państwa ościennego, zanim zaczęli chwalebną, wedle dzisiejszych uczonych, nawet profesorów, ścieżkę życia .... w "Polszcze" :)
*Juraj, też zacytowałeś ;))
Nawiasem mówiąc,chris, utratę ziem ukrainnych zawdzięczamy ultrakatolickim magnatom,jak np Jeremi Wiśniowiecki i np. biskupi. Brakowało nam takich władców jak Henryk VIII,który wprawdzie skracał żony o głowę,gdy Watykan nie chciał mu dawać rozwodów,ale zerwał z Watykanem,co dało impuls do nowoczesności państwa,podobnie jak innym reformowanym. Wielu historyków widziało,że 1000 lat małżeństwa z Watykanem uczyniło Polskę zaściankiem Europy godnym kwarantanny. Rada Perejesławska Kozaczyzny,która pchnęła tamte ziemie ku Moskwie,też była,m.in. następstwem "polityki katolickiej" (dziś nazywa się to "polityką historyczną" - jakby polityka nie była częścią historii zresztą). Pozdrawiam.
Ach,gdyby w Polszcze mieć chociaż dzisiaj Stasziców,Mochnackich.Kostków Potockich,alibo Józefa Habsburga,który sekularyzował a sekularyzował,a zakony wiały za miedze dalekie i bliższe,co wielce ubogaciło rządy panstwowe i sprawiło,że rządy i życie ludzkie opierały się na prawie świeckim,a nie kanonicznym. W polskiej historii za krótki byl okresik warszawskich latarń.Dziś uprawia sie nad Wisłą operetkową POLITYKE WSCHODNIOM.
http://esanok.pl/?ak=news_c&pan=n&do...807&wroc=index
Cytat:
III Marsz Szlakiem Kurierskim płk. Kazimierza Iranka-Osmeckiego
(25-09-2008 )
CISNA. W dniach 26 września2008 – 28 września 2008 odbędzie się III MARSZ HISTORYCZNO-TURYSTYCZNY SZLAKIEM KURIERSKIM PŁK. KAZIMIERZA IRANKA-OSMECKIEGO.
Marsz rozpocznie się 26 września o godz.9,00 Dniem Patrona w Gimnazjum Nr 1 w Cisnej. Gościem honorowym będzie syn Kazimierza Iranka-Osmeckiego - Jerzy Iranek Osmecki, który opowie młodzieży o swoim ojcu.
W kolejnych dniach trwania rajdu młodzież przejdzie trasę, którą w 1940 r. pokonał Kazimierz-Iranek Osmecki jako emisariusz Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Przeniósł on, wyuczony na pamięć, szyfr „H”, który do końca okupacji nie został złamany oraz znaczną kwotę pieniędzy na potrzeby konspiracji. Szlak biegł przez bardzo trudne i niedostępne rejony Bieszczadów, był używany tylko w skrajnych sytuacja, żeby nie został „spalony”.
Kazimierz-Iranek Osmecki był drugim emisariuszem, czyli osobą, która nie tylko przenosiła szyfr i pieniądze. Był upoważniony do wyjaśnienia w Warszawie sytuacji politycznej Rządu Polskiego w Londynie, mógł interpretować decyzje Naczelnego Wodza i tym różnił się kurierów, którzy przenosili tylko pocztę.
Pokonanie tej trasy było możliwe dzięki współpracy z ludnością słowacką, po tamtej stronie granicy, i rozwiniętej siatce ZWZ AK w Polsce. Mieszkańcy Bieszczadów, zaangażowani w konspirację, tacy jak właścicielka dworu w Żubraczem, gajowy z Kamionki czy wreszcie przewodnik Kazimierz Sołtysik, pseudonim „Kazik”, pomogli emisariuszowi dotrzeć do celu.
Przejście przez młodzież tej trasy pokaże, jak dużego poświęcenia w zimie, w sytuacji bezpośredniego zagrożenia ze strony okupanta, wymagało wykonanie takiego zadania. Będzie to doskonała lekcja praktyczna historii i patriotyzmu, dzięki której uczestnicy rajdu oddadzą hołd ludziom konspiracji, którzy walczyli o wolną i niepodległą Polskę.
Więcej informacji o płk. Kazimierzu Iranku-Osmeckim w ksiażce Jerzego Majki i Grzegorza Ostasza :"Pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki".
Zostanie zdemontowany pomnik w Przemyślu poświęcony zbrodniom UPA. Kilka lat temu dodano do monumentu pomnik przedstawiający powieszone dzieci omotane drutem kolczastym. To nawiązanie do słynnego zdjęcia przedstawionego w pewnym czaspoiśmie z 1928 r. Ilustracja zbrodni ktorą popełniła na swoich dzieciach prwna chora psychicznie kobieta, Cyganka.
We wrześniu br. odwiedziłem m.in. Bystre k. Michniowca. Jest tam ładna, duża drewniana cerkiew (nieczynna), a tuż obok stary cmentarz z odnowionymi nagrobkami.
Ale, pożal się Boże, jak odnowionymi !!! Zamalowano je wszystkie grubą warstwą białej farby (czy wręcz pobielono wapnem) - tak, aby skutecznie zakryć wszystkie napisy. Aby, broń Panie Boże, żaden turysta nagle nie odkrył niepolskich napisów !
I już nie odkryje. Pomniki na grobach stały się anonimowe.
Wg posiadanych przeze mnie informacji odpowiedzialność za to barbarzyństwo ponoszą miejscowi parafianie.
Jestem ciekaw, czy owego zamachu na historię dokonali za wiedzą proboszcza.
Jeszcze w lipcu nie były pomalowane. Przy okazji zdjęcie cerkwi.
Tak już jakoś dziwnie jest-może to sprawa kultury-ze ludność katolicka ma zwyczaj chronić tylko własne cmentarze.ludność żydowska - żydowskie,a ukraińska - ukraińskie. Np na Ukrainie,nie licząc lwowskiego, polskie ślady pogrzebne giną,a w kraju pies z kulawą nogą nie szczeknie. W modzie jest troszczyć się o niejakiego Juszczenkę i jego powodzenie osobiste.Na polskie ślady rzucono u nas ciche klątwy milczenia politycznej poprawności. Pilne natomiast jest zapotrzebowanie na nienawiść do Rosji,rzuconą kiedyś przez Okopy Swiętej Trójcy.
http://esanok.pl/?ak=news_c&pan=n&do...913&wroc=index
Cytat:
Zdemontowali pomnik, bo nie był poprawny politycznie
(17-10-2008 )
PODKARPACIE. Na wniosek mniejszości ukraińskiej w Przemyślu z monumentu poświęconego ofiarom mordów OUN-UPA usunięto motyw dzieci uduszonych drutem kolczastym.
Z pomnika na przemyskim cmentarzu upamiętniającego ofiary mordów ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i Podolu usunięto rzeźbę przedstawiającą zamordowane dzieci przywiązane do pnia drzewa drutem kolczastym. Powód kuriozalny: rzekoma samowola budowlana, choć w 2003 r., kiedy oddawano monument w pełnej celebrze, nikt nie kwestionował jego "legalności". Rzeźba trafiła do magazynu, a decyzja o jej usunięciu wywołała burzę wśród środowisk kresowych, które domagają się jej powrotu na dawne miejsce.
W 2003 roku na cmentarzu Wojskowym w Przemyślu stanął pomnik upamiętniający ofiary mordów dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów OUN-UPA na Wołyniu. Pierwotnie składał się z krzyża i pamiątkowej tablicy. Rok później umieszczono na nim sylwetki zamordowanych dzieci przywiązanych do pnia drzewa kolczastym drutem. Z ustaleń służb wojewody podkarpackiego, Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz władz miasta Przemyśla wynika, że rzeźba została umieszczona nielegalnie. Wcześniej sprawa na wniosek przedstawicieli mniejszości ukraińskiej w Przemyślu była badana przez prokuraturę. Argumentem miał być fakt, że rzeźba, która miała obrazować mordy na Wołyniu, była wzorowana na fotografii z lat 20. ubiegłego stulecia, ukazującej cygańskie dzieci powieszone przez zdesperowaną matkę, która w ten sposób chciała uchronić je przed głodem.
Sprawę wobec braku znamion przestępstwa umorzono, jednak to nie wiarygodność zdjęcia była przyczyną usunięcia rzeźby z cokołu. Zdaniem Andrzeja Przewoźnika, sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, zgodnie z ustawą wszystkie upamiętnienia polsko-ukraińskie muszą być uzgadniane z Radą. - Projekt przemyskiego pomnika przedstawiony i zatwierdzony przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa nie obejmował żadnych dodatkowych elementów.
Pomniki są realizowane zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem. Natomiast to, co stało się później, było już działaniem pozaprawnym. Polskie prawo może być kulawe, może się nam nie podobać, ale obowiązuje wszystkich, także tych, którzy podejmują tego typu działania. Odnosi się to również do ukraińskich upamiętnień na terenie Polski - wyjaśnia minister Przewoźnik. Rzeźbę uznano za nielegalną i - jak informuje Witold Wołczyk z kancelarii prezydenta Przemyśla - władze miasta wydały polecenie usunięcia jej z pomnika i umieszczenie w magazynach przedsiębiorstwa gospodarki komunalnej.
Fakt ten wywołał stanowczy sprzeciw środowisk kresowych, m.in. przedstawicieli Światowego Kongresu Kresowian oraz Stowarzyszenia Pamięci Orląt Przemyskich. Stanisław Żółkiewicz, prezes Stowarzyszenia Pamięci Orląt Przemyskich, autor pomysłu i upamiętnienia pomnika, uważa, że rzeźba została usunięta nielegalnie, bezprawnie i dlatego stanowczo domaga się jej przywrócenia.
- Kilka lat temu sprawę na policję zgłosił Ukrainiec, mieszkaniec Przemyśla, który argumentował, że monument rani uczucia ukraińskie. Czytałem ten donos. Najpierw próbowano wytoczyć mi proces. Byłem nawet przesłuchiwany przez policję, która umorzyła postępowanie, i to nie z powodu - jak to napisała "Gazeta Wyborcza" - nieznalezienia sprawcy, bo ja się przyznałem i przyznaję do autorstwa, ale z powodu niedopatrzenia się przestępstwa. Podobnie postąpił sąd - podkreśla Żółkiewicz.
Stanisław Żółkiewicz zaprzecza też, jakoby kształt rzeźby przedstawiający dzieci oplecione kolczastym drutem był zapożyczony ze zdjęcia z 1928 r. dotyczącego cygańskich dzieci.
- Pomnik nie jest dokumentem, ale moją autorską wizją. Nie sugerowałem się żadnym zdjęciem, wzorowałem się natomiast na ustnych przekazach świadków mordów ukraińskich na Wołyniu, a głównie na Podolu, gdzie tzw. wianuszki dla niepodległej Ukrainy umieszczane na drzewach nie należały do rzadkości. Nie zaprzecza, że były też inne pomysły upamiętnień.
- Zgodnie z prawdą zastanawiałem się, czy nie przedstawić dzieci zamordowanych przez Ukraińców, nadzianych na sztachety płotu, albo inne makabryczne obrazy, jak chociażby wyciąganie widłami nienarodzonego dziecka z brzucha matki. To przedstawienie, choć tragiczne w swej wymowie, wydawało mi się jednak mniej makabryczne - wyjaśnia Żółkiewicz.
W sprawie usunięcia z pomnika rzeźby Żółkiewicz wystosował listy do wojewody podkarpackiego, a także do sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Przewoźnika.
- Musi bulwersować fakt, że próbuje się uznać za nielegalne polskie upamiętnienia ofiar zbrodni ukraińskich, podczas gdy nikt nie reaguje na autentycznie nielegalne pomniki rozsiane po województwie i Polsce, gloryfikujące UPA. Z jednej strony, minister Przewoźnik umywa ręce, twierdząc, że jest to domena lokalnych władz czyli samorządów, a z drugiej, jakby odpowiadając na protesty środowisk ukraińskich, uaktywnia się i żąda - i to skutecznie - usunięcia rzeźby z pomnika w Przemyślu - uważa Żółkiewicz.
Jego zdaniem, argumentacja, iż umieszczenie rzeźby na pomniku jest poza projektem, a co za tym idzie - nielegalne, jest kłamliwa.
- W odsłonięciu pomnika w 2003 roku, w 60. rocznicę mordów na Wołyniu, i rzeźby w 2004 roku, w 60. rocznicę mordów na Podolu, brały udział władze miasta Przemyśla, przedstawiciele Sejmiku Województwa Podkarpackiego, poseł Marek Kuchciński, a także duchowni, którzy poświęcali pomnik. Wówczas nikt z przedstawicieli władz nie protestował - dodaje zbulwersowany.
Przemyski monument nie jest jeszcze dokończony. Na pomniku mają się znaleźć cztery krzyże z województw: tarnopolskiego, stanisławowskiego, wołyńskiego i lwowskiego, na których będą wypisane liczby zamordowanych tam Polaków. Minister Przewoźnik podkreśla, że jeżeli dodatkowe elementy zostaną zatwierdzone zgodnie z prawem, nie ma powodów, dla których nie mogłyby zostać umieszczone na pomniku.
- Upamiętnienie to czeka na dokończenie realizacji, niestety nie mam środków na ten cel, a nikt nie kwapi się, by wspomóc tę ideę. Mam jednak nadzieję, że uda się to w przyszłym roku, na 65. rocznicę mordów na Podolu - informuje prezes Żółkiewicz.
- Osobiście nie znam historycznego faktu identycznego z tym, który pokazuje rozebrany fragment pomnika w Przemyślu. Na pewno były podobne sytuacje uśmiercania polskich dzieci, równie makabryczne. Weźmy np. fakty przybijania dzieci do drzewa czy do ściany bądź obwiązywania drutem kolczastym i wrzucania do rzeki, nie były to jednak sytuacje identyczne z tą, którą przedstawiała rzeźba na cmentarzu w Przemyślu - komentuje Ewa Siemaszko, badacz zbrodni nacjonalistów ukraińskich na Kresach II Rzeczypospolitej.
Jej zdaniem, w tym przypadku na pewno nie było to działanie celowe, zamierzone przez autorów, ale w poczynaniach Polaków wszystko musi być zgodnie z faktami, po to, by niczego nam nie zarzucano. Siemaszko uważa natomiast, że trudno się zgodzić z protestującymi środowiskami ukraińskimi, które uważają tę rzeźbę za obrazę ukraińskiego narodu.
- Trzeba powiedzieć wyraźnie, że symbolika rzeźby nie uderza w godność ukraińskiego narodu, bowiem oprawcy, którzy dokonywali mordów na Polakach, stanowią zaledwie jego niewielką część. Stąd naród ukraiński nie ma powodu, by się czuć dotknięty - mówi Ewa Siemaszko.
W jej ocenie, przemyski przypadek został świadomie podchwycony i wyeksponowany w celu storpedowania upamiętnienia ukraińskich zbrodni.
- Środowiskom nacjonalistycznym przeszkadzają wszystkie upamiętnienia, jakie by one nie były, dlatego starają się je wyeliminować. W tym wypadku znaleźli punkt zaczepienia do protestu, zmierzający do likwidacji fragmentu pomnika, który nie był uzgodniony z pierwotnym projektem - dodaje Siemaszko.
Skandalem i brakiem konsekwencji w polityce polskich władz nazywa usunięcie fragmentu przemyskiego pomnika Andrzej Zapałowski, poseł do Parlamentu Europejskiego z Podkarpacia.
- Skandalem jest to, że domniemany nielegalny pomnik został rozebrany w czasie, kiedy na Ukrainie, ale także - co warto podkreślić - na terenie Polski świętowano rocznicę powstania UPA - formacji, która dokonywała zbrodni - zauważa europoseł. Jego zdaniem, bulwersuje też fakt, że rozpoczęto usuwanie upamiętnień od ofiar, a nie od sprawców zbrodni.
- W imieniu rodzin pomordowanych i środowisk kresowych żądam, aby w Przemyślu, Rzeszowie stanęły godne upamiętnienia ofiar UPA. Dlaczego mówi się głośno o ludobójstwie dokonanym przez Niemców, Sowietów, a dlaczego otwarcie i wprost nie mówi się o ludobójstwie dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów na ponad 100 tysiącach Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Sprawiedliwość i uczciwa pamięć tych ofiar nie może być przedmiotem dalszych politycznych rozgrywek, z czym nie zgadzają się miliony Polaków - komentuje poseł Andrzej Zapałowski. Jest przekonany, że klimat znacząco poprawiłaby decyzja o usunięciu wszystkich nielegalnych upamiętnień.
- Jeżeli ktoś reprezentuje powagę państwa polskiego, to decyzje powinny być jednoznaczne, natychmiastowe, które załatwią sprawę raz na zawsze. Uległość i brak zdecydowania tylko prowokuje nieprzyjaciół Polski do kolejnych wrogich działań - dodaje.
Przemyski przypadek nie jest odosobniony w skali kraju. Kontrowersje budzi także projekt pomnika Ofiar Ludobójstwa Dokonanego przez OUN-UPA na Ludności Polskiej Kresów Wschodnich w Warszawie autorstwa prof. Mariana Koniecznego, gdzie motywem jest owo słynne, wspomniane już zdjęcie. Jak powiedział nam Romuald Niedzielko, redaktor w Wydziale Wydawnictw IPN w Warszawie, zostało udowodnione, że fotografia funkcjonująca jako dokument z rzezi kresowej pochodzi z lat 20. minionego stulecia, co nie przesądza ostatecznie sprawy, bo fakty mordów ukraińskich rzeczywiście miały miejsce.
- Motyw jest do wykorzystania, natomiast ktoś, kto dokładnie wzorowałby się na tym zdjęciu jako symbolu mordów dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów, nieświadomie fałszuje historię i może spotkać się z zarzutami tego typu. W przypadku upamiętnienia w Warszawie, zdania w tej kwestii są podzielone. Jedni chcą, by trwać przy tym motywie, który faktograficznie jest weryfikowalny, inni uważają, że koncepcja wymaga zmiany - mówi Romuald Niedzielko. Jego zdaniem, kwestia upamiętnień należy do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, rola IPN ogranicza się tutaj do konsultacji bądź wyrażenia opinii.
Po latach "błędów i wypaczeń", kiedy wszyscy przyzwyczaili się, że wszystko jest już na dobrej, "jedynie słusznej drodze", niekoniecznie zgodnej z polską racją stanu, wszelkie zaszłości są trudne do wyjaśnienia. Klimat wokół upamiętnień zmieniłoby jednoznaczne i zdecydowane stanowisko polskich władz, które zbyt często ustępują wobec ukraińskich żądań. Przyjaźń pomiędzy dwoma sąsiadującymi ze sobą narodami jest ważna i potrzebna, ale powinna opierać się na prawdzie i sprawiedliwej pamięci wobec przeszłości, która może być bolesna.
Mariusz Kamieniecki
Źródło:www.naszdziennik.pl
Nielegalnie czczą pamięć UPA
Skandal na Podkarpaciu. Ktoś stawia pomniki gloryfikujące działalność Ukraińskiej Powstańczej Armii.
źródło: Rzeczpospolita
Posąg przedstawiający martwe dzieci oplecione drutem kolczastym usunięto z pomnika, który upamiętnia ofiary rzezi na Wołyniu
+zobacz więcejSpór o pomniki zaognił się kilka dni temu. Władze Przemyśla na polecenie sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Przewoźnika 8 października usunęły z pomnika ofiar UPA nielegalnie dołączoną do niego rzeźbę. Przedstawia ona martwe polskie dzieci oplecione drutem kolczastym.
Oburzyło to polskie stowarzyszenia kresowe. Przemyski europoseł Andrzej Zapałowski twierdzi, że to skandal. – Ten pomnik był symbolem zbrodni UPA, które w takiej formie miały miejsce – grzmi. – Dlaczego polskie władze nie reagują w ten sam sposób na liczne nielegalne pomniki postawione na cześć UPA? – pyta.
Jakie? W ostatnim czasie w masywie Chryszczata koło Komańczy w Beskidzie Niskim niespodziewanie stanęło siedem żelaznych krzyży i betonowy monument z tryzubem – godłem Ukrainy, z dwujęzycznym napisem: „Cześć pamięci żołnierzom UPA poległym 23.01.1947 w walce z żołnierzami WP w obronie podziemnego szpitala. Cześć ich pamięci. Towarzysze broni“.
– Nikt nie składał wniosku o upamiętnienie tego miejsca – mówi Małgorzata Guła z Wydziału Polityki SpołecznejPodkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego.
Pomnik prawdopodobnie jest dziełem ukraińskiej wycieczki z Kanady, która przebywała w okolicy. – Elementy żelazne i betonowe przynieśli pewnie w plecakach – przypuszczają leśnicy z Komańczy. Po wojnie w masywie Chryszczata znajdowała się jedna z głównych baz UPA.
Władze nadleśnictwa w Komańczy nie wiedzą, co zrobić. – To samowolka, ale jak usuniemy krzyże i pomnik, to podniesie się alarm, że w Polsce niszczy się ukraińskie pomniki – uważa nadleśniczy Wiesław Budzyń.
Wicewojewoda podkarpacki Małgorzata Chomycz poleciła zbadanie sprawy. – Przystępujemy do inwentaryzacji wszystkich nielegalnych miejsc pamięci na Podkarpaciu wzniesionych na cześć UPA – zaznacza Guła.
Ostatni taki spis pochodzi z 2006 roku. Wtedy doliczono się na Podkarpaciu ok. 60 nielegalnych upamiętnień dokonanych przez Ukraińców.
Władze Związku Ukraińców w Polsce twierdzą, że problemem są skomplikowane przepisy, które wymagają uzgodnień aż na szczeblu rządowym. – Od momentu odsłonięcia pomnika w Pawłokomie w 2006 roku z udziałem prezydentów obu krajów i później w Piskorowicach nic się nie dzieje – twierdzi szef ZUwP Piotr Tyma. I dodaje ostro: – Największym problemem z ukraińskimi upamiętnieniami w Polsce jest Andrzej Przewoźnik. On powoduje, że nasze wnioski są sabotowane z byle powodu.
Od dwóch lat rządy obu krajów nie mogą się porozumieć w sprawie upamiętnienia zbrodni dokonanych na Ukraińcach w: Derce, Gorajcu, Kobylnicy Ruskiej, Łańcucie, Woli Zaleskiej. Wszystkie propozycje zostały rozpatrzone negatywnie: ze względów architektonicznych lub historycznych.
http://www.rp.pl/artykul/153227,2063...amiec_UPA.html
Upowcy nie dokonywali dokumentacji fotograficznej swoich mordów,zatem powoływanie się na nierzeczywistość przedstawieniową pomnika jest absurdem. Odmawianie artyscie wizji dzieła nie znajduje umocowania w żadnym prawie.Zarzut "nielegalności" pomnika jest obrzydliwy,gdy jednocześnie w białych rękawiczkach traktuje się Niemców-ziomkowców,Ukraińców-upowców i np nieprzeliczone konterfekty ojca ojców.Nikt nie ma prawa przeczyć,że polskie kobiety i dzieci wieszano na drzewach,obwiązując drutem kolczastym.Prawo nie może działać w jedną stronę - a w tej chwili UPA jest jakby bohaterem u naszych rządzących ,jak u Juszczenki,który oznajmił,ze naród Ukrainy ma nowych bohaterów:Petlurę i bat'kę Machno.Ukraińcy mają uczucia - Polacy ich nie mają,uczucia Kresowców można ranić i można nimi gardzić,od uczuc upowców wara... Przed tygodniem mieli ci mordercy wiec w Kijowie,wołając,że gotowi są znowu strzelać (mordować) ci "weterani. Ktoś idiotycznie pisal w Polsce,że trzeba rozumieć Ukraińców,no bo nie mieli państwa i narodu,więc kogoś muszą mieć.Polski interes narodowy roztapia się w brukselskich klotniach o krzeslo i miejsce przy stoliku.Pytanie: czyj interes jest naszym? Unii,NATO,Niemiec,okrążania Rosji nawet za cenę wojny(przez flirt z UPAukrainą. Już kiedys pisalem,ze jedynym gwarantem milczenia upiorów UPA jest Rosja,no ale nowi legioniści wola wojnę z Rosją.Może liczą,że powrócą do Lwowa.Nawet za cene fałszowania historii i zdrady naszych rzeczywistych interesów. Więc niech się tuli UPAmord,niech sie podaje mu smoczek. To,co pisze,nie jest przeciwko Ukrainie.Jest przeciwko UPA i tym w kraju,którzy nie pojmują co robią,lub cynicznie wiedzą.W najlepszym razie mozna im zarzucić głupotę. W najgorszym...
Warto dodać,że ostatnio pan Juszczenko uhonorował publicznie bat'kę Szuchewycza,zbrodniarza w białych rękawiczkach. Zapowiada czystki antyrosyjskie... na Rusi. Kiedyż ach kiedyż zapowie czystki antypolskie on lub inny psubrat?
P.S. Zauważyłem pewną paralelną prawidłowość. Oto niektórzy w Polsce oskarżają o ukraiński szlachtuz,w którym mordowano Polaków - Rosjan. Podobnie,gdy robi się fety powstania warszawskiego - o klęskę oskarża się teraz nie hitlerowców i wodzusiów warszawskich i londyńskich - ale Rosjan.Wirus głupoty upodobał sobie nasz kraj. To już epidemia,ba, endemia. A ponieważ za wszystko kiedyś trzeba płacić...
Juraj czytam tak Twoje wypowiedzi i ogarnia mnie niepokoj. Nie potrafisz odróżnić historii od polityki?
Pomnik postawiono w 60 rocznicę tragedii ludobójstwa na Wołyniu. Inicjatorem było Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu. Projekt został ustalony z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Pierwotnie składał się z krzyża i pamiątkowego napisu. Rzeżby nie było. Ustawienie było samowolą. Wykorzystał to Andrzej Czorny z oddziału przemyskiego Związku Ukraińców w Polsce. Faktem jest też, ze owa rzeźba jest ilustracją fotografii z 1923 r. Po co było wykorzystywać tę tragedię do upamiętnienia ofiar Wołynia. Po co było dawać pretekst do interwencji. Jeszcze straszliwsze rzeczy działy się na kresach. Można było zaczernąć ilustrację rzezi z innych źródeł.
Mnie denerwuje coś innego. Brak upamiętnienia zbrodni na Ukrainie. Nie chodzi mi o stawianie pomników ofiarom ale postawienie zwykłego krzyża na grobie. Nikt jakoś w tej sprawie nie interweniuje. Tamtejsi pomordowani nie mają nawet brzozowego krzyża, a tu toczy się walka o pomnik.