-
10 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cd… 22 lipiec 2009, środa.
Ciągnę Konik, ciężko dziś, ale ciągnę w górę ;)
Na Krzemieńcu chyba z 50 turystów z trzech narodów, wszak to punkt styku trzech granic. Siadam i cieszę się z odpoczynku, jem, piję i kombinuję jak tutaj dobrać się do odkopania „skarbu Wojtka 1121”. Skarb znajduje się w punkcie centralnym dla całej „widowni” złożonej z turystów, którzy się porozsiadali naprzeciwko. Nie ma co kombinować tylko trzeba się brać za odkopywanie. Napisałem w moim wątku w dniu 22 lipca 2009 „Patrzyli więc widzowie, cóż tak zaczynam grzebać w ziemi w miejscu przez Ciebie wskazanym, najpierw odwaliłem kamienie, później ziemię i... i... jest folia, a w niej whiski River Queen. Widzę, że Bieszczadnicy gustują w whiski, bo to już któraś z rzędu Tak więc miejsce jest spalone! No nie dało się bez widowni tego odkopać, bo gawiedzi różnych nacji było chyba z 50.” Wojtek… dzięki!
Ruszam w stronę Rawek o 12.15 i po zejściu z Krzemieńca w dołek i podejściu pod Wielką Rawkę zaczynam mieć kryzys formy, zatyka mnie z upału i zmęczenia. Upał jest istnym żarem. Od strony północnej szlak niebieski jest osłonięty lasem i zatrzymuje wiatr. Często się zatrzymuję, całkowite zmęczenie materiału nastąpiło.
O 13.00 docieram na szczyt Wielkiej Rawki, tutaj mocno wieje, aż muszę założyć kurtkę. Zatrzymuję się tylko dla zrobienia kilku zdjęć. O 13.35 jestem na szczycie Małej Rawki. Dziesięć minut dalej, już w lesie robię 10 minutowy odpoczynek. Teraz już czeka mnie ostre schodzenie w dół, inne też zespoły mięśniowe zaczynają pracować, aż się chce wyprostować nogi by były pod katem 90˚ w stosunku do ziemi.
Do schroniska „Pod Małą Rawką” wchodzę o 14.30, zdejmuję buty, zamawiam bigosik, później kawę z mleczkiem, by mi trochę witalności napłynęło. Punkt 15 ruszam do przystanku, by go za 15 minut osiągnąć. Nie czekam może 10 minut i mam autobus do Wetliny. Jeszcze 10 minutowa wspinaczka na Manhattan i wreszcie mogę wziąć prysznic i wypić zimne piwo z lodówki.
Dziś ponad 6 godzinne podchodzenie, potworny upał i wczorajsza 10 godzinna wędrówka dała mi w kość.
Na Rawkach byłem dziś czwarty raz, ale po raz pierwszy miałem piękną pogodę na tyle, że mogłem popatrzeć na całą bliższą i dalszą okolicę. Dotychczas albo potworna mgła, albo rzęsisty deszcz z bardzo małą widocznością, albo kapuśniak z też małą widocznością mi nie pozwoliły oka nacieszyć.
Oregona przez dwa dni używałem tylko częściowo, na terenie Polski (mapa mi się kończyła dokładnie na granicy), więc nie podaję kilometrów ale myślę, że było sporo.
Jutro robię zaległy dzień odpoczynku. Wyprzedzam harmonogram, ha… niektórzy życzyli mi 20% realizacji. Więc jutro robię wszystko by zbliżyć się do 100%. Został mi jeszcze, no właśnie został mi jeszcze… ale nie zapeszam. Poczekajmy na jutro, jeśli jutro się nie uda to musi w piątek, a jak też nie to pozostaje jeszcze sobota do południa. Będzie dobrze bo w to wierzę.
Linki: http://www.rawki.pl/strony.html
Cdn…
-
3 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
23 lipiec 2009, czwartek
Dziś zaległy dzień odpoczynku, ale go wykorzystuję na recon-esans. Jadę w ciemno do Weremienia. Dzwonię już stamtąd do pana Piotra Bobuli, ale dziś zrobił przerwę ze względu na bardzo silny wiatr. Robię więc spokojnie obchód po lotnisku, zaglądam do hangaru, oglądam samolot i szybowiec. Wyjeżdżam z pełnym przekonaniem, że nadal chcę lecieć.
W dniu dzisiejszym zaglądam na chwilę do Ustrzyk Górnych, do Soliny też na chwilkę (!) by z brzegu tamy rzucić okiem na jej wielkość i na Jezioro Solińskie.
Już podczas tego przyjazdy w Bieszczady koniec łażenia po nich, pozostaje tylko by zobaczyć je z góry.
Wieczorem rozmawiam z Wojtkiem1121 i Pyrą, chcą mnie wyciągnąć jutro na wędrówkę po granicznym w okolicy Balnicy. Umawiamy się, że zadzwonię jutro po rozmowie z panem Piotrem Bobulą. Na dziś nie wiem jak z pogodą na jutro?
Linki:
http://www.lesko.pl/?c=mdTresc-cmPokaz-422
http://bobulandia.pl/?sec=main&sn=Strona główna
http://karpaty.turystyka.pl/turystyk....html?sLang=pl
http://www.bieszczady.net.pl/copperm...lbum=139&pos=0
Cdn…
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
Na Krzemieńcu chyba z 50 turystów z trzech narodów (...) Patrzyli więc widzowie, cóż tak zaczynam grzebać w ziemi (...) najpierw odwaliłem kamienie, później ziemię i...
Wybacz Recon, ale za każdym razem gdy próbuję sobie wyobrazić tą sytuację, nie mogę powstrzymać się od śmiechu:-D Śmieję się z min widzów, którzy to obserwowali. Na początku pewnie myśleli, że z gościem coś nie ten teges, ale gdy wyciągałeś flaszeczkę... nic tylko wyciągnąć aparat...:-D
Ale pewnie byłoby jeszcze śmieszniej, gdybyś pogrzebał tu... tu... i tam... porył pod tym... i tamtym drzewkiem...poodwalał trochę kamieni i... nic nie znalazł:-D
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
24 lipca 2009, piątek
W nocy straszliwie wiało. Budzę się około 7 rano, wyglądam przez okno… szarówa, mgła, ale bez deszczu. Godzina 9, nadal żadnych zmian z pogodą. Około 10 chmury zaczynają ustępować. Dzwonię do pana Piotra, i chcę umówić się na sobotę, jednak on odradza bo tego dnia ma być załamanie pogody. Umawiamy się więc na dziś, obiecuję, że będę miedzy 14 a 16. Na miejscu jestem przed 14. Pomimo, że nigdy siebie nie widzieliśmy pan Piotr od razu do mnie kieruje swoje kroki, wita się i pyta czy to ze mną kilka razy rozmawiał telefonicznie i mailował. Potwierdzam także swoją gotowość na dzisiejszy dzień. Na miejscu jest też kilkuosobowa grupa ludzi którzy raczej tylko fotografują i oglądają, są nawet Niemcy.
Cdn…
-
10 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cd… 24 lipca 2009, piątek
Z panem Piotrem dogadujemy się, że cena jest taka jaka była umówiona (300 zł za samolot 10-12 minut, 90 zł za szybowiec 4-10 minut… tutaj zależy od warunków wznoszenia). Wybieram samolot. Szybowiec, może za rok? Na hasło czy ktoś ze mną leci, zgłosił się jakiś facet z wycieczki, ale na lot daje najwyżej stówkę. Zgadzam się, ale pod warunkiem, że leci z tyłu. Ja siadam do samolotu po prawej stronie pilota i mogę mieć otwarte okno, czyli szyba nie będzie mi przeszkadzała w ewentualnym pstrykaniu zdjęć.
Wskakuję do samolotu, zapinam pasy, odsuwam szybę, zakładam słuchawki a raczej „wytłumiacze” i… zaczynamy kołować. Następuje oderwanie od ziemi i wznoszenie. Pierwszy raz będę leciał tak małym samolotem. Nie mam żadnego negatywnego uczucia w czasie startu, jak i w czasie lotu i lądowania.
Cdn…
-
7 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cd… 24 lipca 2009, piątek
Startujemy, ziemia się oddala, spokojnie lecimy w górę, mam otwarte okno i mogę robić zdjęcia. Rzuca trochę samolotem, czasami nawet mocno, trochę niezbyt wygodnie robić zdjęcia przy tych podrygach. Po chwili przełączam aparat z robienia zdjęć na kręcenie filmu. Zobaczę, a przy okazji i Wy, co mi wyszło. Po wylądowaniu zapraszam pana Piotra do zdjęcia ze mną.
Co mam napisać?... że fajnie się latało, że fajnie z 174 metrów (najwyższa wysokość na którą wzlecieliśmy) widać jakiś fragment Bieszczadów, że zrealizowałem założenia i jednak poleciałem…
Jak już byłem na dole to tylko żałowałem, że tak krótko. Szybko minęło 10 a może 12 minut. Może warto dłuższy lot zakontraktować? Wiem, że już jest jeden chętny do lotu np. do Smolnika z międzylądowaniem. Temat jest otwarty dla Wszystkich ;)
Link do filmu prześlę później, muszę go gdzieś najpierw wgrać.
Cdn…
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cd… 24 lipca 2009, piątek
Z Weremienia jadę do Terki „Pod Tołstą” na pstrąga z grilla. To już zaczyna być kultowa knajpka w Bieszczadach, w której koniecznie trzeba zjeść grillowanego pstrąga. Jest tam rewelacyjny, majstersztyk wart najwyższych gratulacji. Ja pogratulowałem osobiście!
Najedzony jadę do Maniowa, gdzie na drodze do Balnicy czekam ponad 2 godziny na Wojtka1121 i Pyrę. Do spotkania dochodzi. Oni jadą jeszcze do Balnicy po samochód Wojtka a ja wracam do… Ustrzyk Górnych do których się dziś rano przeprowadziłem na 1 noc. Umawiam się z Pyrą w ZpC tak „pi razy drzwi” tuż po 19.
Tam jemy wspólnie kolację, pijemy piwo i tam się rozstajemy. Ja wychodzę gdzieś około 1 w nocy, Pyra ciut wcześniej. Jutro mamy się spotkać o 10 rano jeszcze raz, ma oddać ładowarkę do telefonu i jedziemy do Mavo na kawę.
Link do filmu „Lot nad Bieszczadami” http://www.youtube.com/watch?v=TfbVEaXpkas
Cdn…
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
25 lipca 2009, sobota
Leje od rana, a może już od nocy? Bieszczady żegnają mnie deszczem. To już koniec… pakuję wszystko, jem śniadanie i o 10 rano spotykam się przed Hotelem Górskim PTTK z Pyrą. Jedziemy do Nasicznego do Mavo, który naszym widokiem jest chyba lekko zaskoczony. Może się przyzwyczaja, że coraz większa grupa ludzi go odwiedza. Wspaniała rodzinka z którą można chyba dni przegadać bo godziny lecą szybciej. Mieliśmy wpaść tylko na pół godzinki a zrobiło się półtorej. Leje nadal potwornie kiedy zarządzam jednak odwrót, żegnamy się wszyscy, ja też z Pyrą i zaczynam powrót do Warszawy.
Mogę podsumować pobyt jako 100 % wykonania zakładanego planu. Nie widziałem cmentarzyka w Maniowie, Buku i Zawoju, ale widziałem kilka innych i spotkałem się z fajnymi ludźmi z Forum. Pogoda dopisała, było słonecznie i wręcz upalnie z jednym popołudniem deszczowym (nie liczę ulewy w dniu wyjazdu). Nic przykrego mnie nie spotkało i nie musiałem szukać interwencji np. w lekach na jakieś zatrucia. Kwatery bez zarzutu i godne polecenia. Finansowo też było spoko, została nawet rezerwa nie ruszona. Cieszę się ze Słowacji, zwłaszcza z tego dwudniowego wypadu Wetlina - Nova Sedlica -Przełęcz Wyżniańska. Trasa godna polecenia.
Teraz spokojne myślenie o wyjeździe w listopadzie, a niedługo trzeba zabrać się za logistykę. W lipcu miało być kilka dni w Mucznem i kilka dni w Wetlinie, wzięła górę jednak ta druga miejscowość. Zostaje więc teraz jechać na kilka dni do Mucznego dla którego zręby logistyki już są. Wszystko zresztą na to wskazuje, że tam pojadę. Fajnie też byłoby 11 listopada zatknąć flagę polską na Krzemieniu. Może swoją świecką tradycję, zrodzoną w zeszłym roku, podtrzymam?
Koniec
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
Bieszczady żegnają mnie deszczem. To już koniec… pakuję wszystko,...Mogę podsumować pobyt jako 100 % wykonania zakładanego planu,... ale widziałem kilka innych i spotkałem się z fajnymi ludźmi z Forum. Pogoda dopisała, było słonecznie i wręcz upalnie z jednym popołudniem deszczowym (nie liczę ulewy w dniu wyjazdu). Nic przykrego mnie nie spotkało i nie musiałem szukać interwencji np. w lekach na jakieś zatrucia. Kwatery bez zarzutu i godne polecenia. Finansowo też było spoko, została nawet rezerwa nie ruszona. Cieszę się ze Słowacji, zwłaszcza ....Teraz spokojne myślenie o wyjeździe w listopadzie,..... Fajnie też byłoby 11 listopada zatknąć flagę polską na Krzemieniu. Może swoją świecką tradycję, zrodzoną w zeszłym roku, podtrzymam
Bardzo ciekawie opisujesz,czyta się z zainteresowaniem.Szkoda , że już "wyjechałeś " z Bieszczadów, ale wyjechałeś w pełni usatysfakcjonowany wnioskując z Twojej relacji, to cieszy :)
Jedno mnie zastanawia ...czy w tym roku flagę zatkniesz na Krzemieniu ? a Łopiennik ..?
ps. jak na Łopienniku ,to obiecuję zrobić zdjęcie:-D na wiosnę 2010 ,drugiej Twojej zatkniętej już tam Polskiej flagi .
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Joorg, jeśli chodzi o sam fakt zatknięcia flagi w dniu Narodowego Święta Niepodległości to przecież nie dotyczy konkretnej góry a raczej upamiętnieniem samego święta. No... chyba, że zrodzi się jakaś wspólna tradycja na Forum i będzie przypisana konkretnej górze, wtedy trzeba się dostosować. ;)
W zeszłym roku wypadło na Łopiennik, był najbliżej miejsca kwaterowania. Teraz rodzą się plany na Muczne i blisko jest Krzemień. Narodowwe Święto Niepodległości to ważne święto i wchodząc na górę zostawiam tego dnia akcent, że o nim pamiętam. Bieszczady w zeszłym roku się nie pogniewały i dały mi przepiękną pogodę w ten dzień jak i na cały pobyt. Jeśli dadzą inną w tym roku, to potraktuję jako rzuconą próbę. ;) Może trzeba dać ciut większą flagę... może nie będzie to Krzemień... Dzisiaj zamknąłem mój wyjazd lipcowy, a listopadowy dopiero zakiełkował... może go jeszcze zmienię... chociaż Muczne ciągnie jednak :)
Myślę też o jakimś skarbie zakopanym pod flagą... to na razie plany.
A tak sobie myślę, czy ta mała flaga sobie jeszcze gdzieś tam na Łopienniku powiewa, czy stała się zbyt cenna i już zdobi czyjąś kolekcję? ;)
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
czy ta mała flaga sobie jeszcze gdzieś tam na Łopienniku powiewa
Nie powiewa.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Plany są teraz na 8-15 listopada 2009 i w głowie rozgardiasz... gdzie?
" Pierwsze coś" mi podpowiada by było to Muczne, ale "drugie coś" sugeruje by tam skoczyć w lato, a w listopadzie jednak do Bystrego, zrobić tam bazę wypadową w różne miejsca jak np. Berezki i cmentarz w Bereźnicy Niżnej, też i Kamionki z okolicą, zajrzeć do Żerdenki, przejść z Maniowa do Kołonic(?), i jeszcze jakaś trasa "z flagą".
Z czasem się ulasuje cel bo jest jeszcze trochę czasu.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
To drugie "coś" brzmi jakbyś w myślach mi czytał;)...no z pewnymi modyfikacjami.
W każdym razie jeśli wygra z pierwszym, to do zobaczenia:)
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
VM23011... więc do zobaczenia! :)
"Drugie coś" ma większą siłę i biorę się za bazę w Bystrem. Na "dzień flagowy" zrobię sobie wejście na Woronikówkę i przez pobliski rezerwat, i przez Berdo zejdę w dół. Woronikówkę (wtedy jeszcze jako Walter) zapamiętałem jako jedyną górę na którą szmat czasu temu właziłem momentami na czworaka i wpinałem się w glebę pazurami. Wtedy wchodząc był potworny upał i błoto po obfitych nocnych opadach... tak sobie zapamietałem wejście na tę górkę. Czas sobie odświeźyć "takie niby nic a coś". Mam nadzieję, że dla flagi znajdę jakieś godne miejsce.
No i by nic mi nie stanęło na przeszkodzie w tym wyjeździe!
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Wchodziłem na Worokoniówkę w listopadzie ubiegłego roku , nie zapomniane wspomnienia ze zjazdu na tyłku po opadniętych liściach , polecam.Po drodze zebrałem niesamowitą ilość opieńków.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Góra z pozoru niepozorna ale co za atrakcje, niezapomniane!!!
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
"Po odwaleniu kilku kamieni ręką wyciągnąłem… kość. Nie jestem znawcą anatomii, więc by później chociaż zaspokoić swoją ciekawość, kość sfotografowałem (dla porównania wielkości położyłem obok zegarek). Jeśli ktoś jest znawcą tematu proszę o informację do jakiego stworzenia mogła należeć? "
Hmm? Homo sapiens? Kość ramienna prawa? Z urwaną głową kości ramiennej? ...Człowiek nie jest nieomylny-najwyżej wyrzucą mnie z pracy:)))))
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Otrzymałaś maila ze zdjęciem w większej rozdzielczości, będziesz miała bardziej wyraźnie. Po obejrzeniu potwierdź informację.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Nie potwierdzam:( Ale śmieję się z samej siebie:) Człowiek nie jest taki ,żeby sam sobie rozrywki nie dostarczył:) Poza tym kto to słyszał ,żeby o 3 nad ranem kości rozpoznawać:) Potem są skutki:) No na coś trzeba zgonić... Jeden koniec (prawy) to mi trochę podchodzi pod k.ramienną ,ale ten lewy ????
Może powinieneś to wrzucić pod ten temat gdzie rozpoznają roślinki i inne gady? Niezła zgaduj zgadula:)Może znajdzie się ktoś z odpowiednią wiedzą?
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Jak to ja... powoli, ale z jakimś skutkiem planuję sobie pobyt w listopadzie. Brakuje mi potwierdzonej informacji:
- czy w Turzańsku jedyne msze odbywają się nadal w niedzielę o godzinie 11.30?
- w jakim obrządku są odprawiane msze i jak długo trwają (mam informację... "Cerkiew służy prawosławnym, nie ma w niej elektryczności, nabożeństwa odbywają się przy świecach")?
I jeszcze jedno pytanie:
- czy jest jakaś sprawdzona w praktyce(!) ścieżka lub droga z Żerdenki do drogi Żernica Niżna - Żernica Wyżna (wiem, że od tej drogi odchodzą jakieś na północ i idą na teren prywatny, ale czy dochodzą do Żerdenki?)? W ostateczności też wiem, że jest przejście na azymut :)
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Mam informację kto trzyma klucze do obiektu sakralnego w Turzańsku. Mam nadzieję, że informacja o mszy będzie z pierwszej ręki... Turzańsk - Klucze: p. Teodor Thoryk nr. 63. tel. 467 80 94.
Ale jeśli ktoś bedzie miał bieżące info na temat mszy to proszę o odpowiedź. Pytanie jest aktualne!
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Terminy są zaklepane, plan też jest na listopad. Teraz tylko czekam spokojnie i... oby mi nic nie przeszkodziło!
1. Warszawa –> Bystre
2. Turzańsk (drewniana cerkiew /msza w niedzielę o 11.30 - brak potwierdzenia godziny!/, cmentarz) -> Przełęcz Zaworotcyna ->Wysoki Wierch (649 m) -> Suliła (?) ->Droga –> Turzańsk cerkiew
3. Kalnica cmentarz -> Kapliczka na zboczu Gawgania (miejsce Rozdile) à Sukowate cmentarz à Kamionki cmentarz à Przełęcz Nad Turzańskiem àKalnica
4. Berezki (ruiny cerkwi) à Bereźnica Niżna cmentarz à Berezka lub Myczków (powrót czerwonym szlakiem spacerowym lub zielonym)
5. Jabłonki à Woronikówka (836 m) /Flaga!/ à Rezerwat Woronikówka (ścieżka dydaktyczna) àBerdo (890 m) àOdbicie na stokówkę i zejście nią w dół àBystre cmentarzyk à ORW Bystre
6. Sanok (szwędanie się po mieście i knajpkach)
7. Zahoczewie à Żerdenka à Żernica Wyżna -> Żernica Niżna -> Zahoczewie
8. Wolny(?) lub powrót (?)
9. Bystre –> Warszawa
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
No to częściowo będziemy dreptać tymi samymi dróżkami. Myślę tu o Turzańsku, Wysokim Wierchu, Sulile i Woronikówce. Z tym że ja już tuż tuż, choć i tak nie mogę się doczekać już :-D
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Tuż przed swoim obecnym wyjazdem w Bieszczady zadzwonił do mnie Wojtek1121 i opowiadał, że jedzie, żebym się zabrał, że będzie koło Ustrzyk Górnych. No, niestety moje plany są dosyć sztywne więc zostało mi tylko zdradzenie gdzie zakopałem flaszeczkę brendy (chyba dobrą?). Wojtek uwielbia zakopywanie i odkopywanie skarbów... mnie też tym zaraził :)
Dzisiaj dzwoni, że był ale nic nie było. Powiedziałem, że chyba za płytko kopał i zbyt daleko od wskazanego miejsca. Wojtek postanawia jeszcze raz podejść do szukania, nadrabia nawet drogi wracając do Sękowca. Kopiąc dzwoni ponownie, upewnia się, że w dobrym miejscu grzebie w ziemi. Słyszę w słuchawce... ooooo jest! Postanawia, że w czwartek pokropi nią Pastora i Poprawkowy KIMB w Sękowcu rozpije flaszeczkę. Cieszę się, że tylu znajomych ją posmakuje. Proszę Wojtka by Wszystkich w Sękowcu pozdrowił a Wojtek prosi bym pozdrowił całe Forum. Macie więc pozdrowienia!
A miejsce ma znowu przy okazji zapełnić. ;)
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Dzisiaj byłem na liturgii prawosławnej w cerkwi w Turzańsku - coś wspaniałego! Było 15 osób - 7 kobiet i 8 mężczyzn. Pardon, 9 mężczyzn, bo jeszcze ja. Z tekstów niewiele zrozumiałem, bo nie znam języka, ale choć trwała 1,5 godz. (zaczęła się o 11-tej), cały czas stałem z otwartą gębą (siedzi się tylko na kazaniu, wiele razy się przyklęka, poza tym stoi się). Najwięcej zrozumiałem z kazania, był to rys historyczny dotyczący prześladowań chrześcijań - od Nerona, poprzez Hadriana, zakończonych Edyktem Konstantyna.
A stałem z rozdziawioną gębą, bo takiego śpiewu w naszych kościołach nie usłyszysz. Coś niesamowitego, ten śpiew unosi duszę w górę! W ogóle bycie świadkiem tej liturgii to niezwykłe przeżycie.
Na końcu zostało zapowiedziane kolejne spotkanie liturgiczne, ale niestety nie wiem czy dobrze zrozumiałem, więc nie chcę wprowdzać zamieszania.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Cytat:
Zamieszczone przez
Recon1
Postanawia, że w czwartek pokropi nią Pastora i Poprawkowy KIMB w Sękowcu rozpije flaszeczkę. Cieszę się, że tylu znajomych ją posmakuje. Proszę Wojtka by Wszystkich w Sękowcu pozdrowił a Wojtek prosi bym pozdrowił całe Forum. Macie więc pozdrowienia!
A miejsce ma znowu przy okazji zapełnić. ;)
Wśród tych co smakowali byłem i ja. Nie powiem trunek zacny, dzięki Recon za poczęstunek.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
1. Koniku, dziękuję za potwierdzenie tego co chcę tam zobaczyć i usłyszeć. Wybór jest więc doskonały na listopadową niedzielę a i okoliczne wzgórza i cmentarzyki zdążę obskoczyć.
Może też uskutecznię wędrówki w większym gronie bo mam zgłoszenia chętnych na wspólne łażenie ;) Ale to się zapewne wyklaruje tuż przed samym wyjazdem. Ja w każdym razie nie izoluję się. Plan podałem, daty prawie są widoczne. :)
2. Miriusz... tym bardziej mi miło.
A swoją drogą Twoje miasto jest mi jakoś bliskie, chociaż w mojej profesji przegrałem tutaj bitwę.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Jednak przeszkodziło!
W piątek powinienem się pakować a jednak musiałem urlop cofnąć. Naokoło kryzys a mnie dopadła istna hossa. Muszę to wykorzystać a to tworzy... full pracy.
Planów wędrówek nie zmieniam, ale niestety ziszczą się w innym terminie, najprędzej na wiosnę.
Przepraszam kilka osób, że się z nimi nie spotkam w Bieszczadach i jakąś część Forumowiczów czekających na moje relacje.
Trochę smutno. :(
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Dopiero wczoraj pozapinałem wszystko w pracy na tyle by w miare spokojnie wyrwać się na kilka dni w Bieszczady. Łańcuchy wiążące mnie z Firmą muszę jednak zabrać, jest kilka spraw gdzie muszę być czujnym. Gdzie te czasy, gdy jadąc w Bieszczady dowiadywałem się co w domu, co na świecie, co w firmie... dopiero po 2-3 tygodniach. Pamiętam jak kiedyś musiałem się jednak odezwać i z ufnością zastukałem wieczorkiem na zaplecze poczty w Cisnej, pokazując dokument, że jestem blisko, jeszcze wtedy, z profesją jaką pani ta pełniła i mogłem zadzwonić. Centrala licząca wtedy chyba 100 numerów wewnętrznych, na kabelki wtykane w odpowiadające im dziurki. Ba... podobnie dzwoniłem wtedy też z Ustrzyk Dolnych. Takie to były czasy. Dziś medium chowa się do kieszonki koszuli i często jest obowiązkowo mieć je włączone. Ratunkiem jest więc brak zasięgu z pytaniem... czy to przeszkodzi czy raczej pomoże?
Jadę w miejsce gdzie może nie być zasięgu albo będzie utrudniony a może już białe plamy zginęły?
Wczoraj trochę podzwoniłem i... Bystre całe obsadzone... w innych miejscach komplet... dzwoniłem więc jak leci by za entym razem z odrobiną fartu coś zaklepać, bo się miejsce zwolniło. Normalnie musiałbym zapewne wysłać jakieś potwierdzenie a tak to... czy pan na pewno przyjedzie?... by uspokoić panią powiedziaałem... na pewno.
Parafrazując rzuconą kiedyś uwagę Browara, to tym razem "lotu Apolla" nie ma... chociaż zrębek planów na lipiec był, więc wykorzystam te założenia.
Ruszam w poniedziałek i ... już nic nie zapeszam.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 31 maja 2010 poniedziałek
Podróż z Warszawy trochę trwała ale punktualnie o godzinie 18 jestem w Mucznem, pokój czeka, więc mogę się rozpakować, trochę odpocząć i późnym wieczorem, niczym rasowy wczasowicz, przespacerować się pod parasolem po osadzie, co jest dobrym określeniem dla kilku domów leśników, także dla kilku punktów noclegowych z zapleczem gastronomicznym dla gości i nie tylko, jednego ORW Pod Bukowym Berdem i jednego sklepiku, który czasami, gdy zamknięty, można „otworzyć na dzwonek”.
Pada spory deszcz (stąd parasol nad głową), włóczę się od jednego skraju Mucznego po drugi, liczę lampy, których z roku na rok co raz mniej się świeci, rozglądam się i „fotografuję” przydatne miejsca gdzie mogę liczyć na zaspokojenie głodu… kiedy je otwierają i zamykają. Patrzę w strugach deszczu jak zmieniło się Muczne przez lata. Wilcza Jama zamknięta, ale odsyłają do „bliźniaczej” w Smolniku (widziałem… oj, robi się małe miasteczko turystyczne blisko cerkiewki).
Samochodów z inną rejestracją niż RBI można policzyć na palcach jednej ręki, w dawnym Hotelu Muczne sporo mlodzieży, ale… jakoś tak, jak na tę grupę wiekową, to cichosza.
Żywych ludzi nie widać, więc rozglądam się za fauną a ta „spaceruje” w najlepsze po asfalcie… sporo winniczków, żabek różnej maści, dżdżownic. A co ciekawe dla mnie, a jestem słabym znawcą kotów, to te pomimo deszczu, spokojnie sobie siedzą na nie zalesionym terenie i… chyba polują na „spec” amatorów nocnych wędrówek, inaczej to po kiego by wlepiały wzrok w ziemię i się prężyły do skoku. Deszcz leje a one czają się… jak się nie boją wody to może by tak zobaczyć czy umieją pływać? ;) Stawiki są w pobliżu! Później już dowiedziałem się, że koty zaczynają być tutaj problemem a widziałem je sam osobiście w sporych odległościach od siedzib ludzkich.
Zerkam też na zasięg GSM… Era rządzi w Mucznem, więc ja komórki i modemy (a tych nie mam z Ery) wrzucam do szuflady i mam łańcuchy z głowy, późniejsza próba załapania się na wi-fi (klucz otrzymałem) w Siedlisku Carpathia, nie przyniosła pozytywnego rezultatu, co dało tak daleko idące podejście do oderwania się od rzeczywistości, że do innego już publikatora się nie zbliżyłem. Więc teraz Muczne będzie niczym u Wyspiańskiego „Niech na całym świecie wojna,byle polska wieś zaciszna,byle polska wieś spokojna”.
Wracam do pokoju na „coś” cieplejszego i myślę jak się będą miały życzenia Wuki wobec rzeczywistości ze sfery meteorologii?
Za oknem, kurcze… już nie wiem… czy to strumyk szemrze rozbijając się o kamienie czy deszcz rozbija coraz większe krople o powierzchnię stawiku przed oknem?
Gaszę światło i widzę tylko ciemność. Kiedy to ostatni raz kładłem się spać tuż po dwudziestej drugiej?
Ale już wiem, że… łóżko to mogłoby być wygodniejsze! Może kielich bacardi poprawi spanie a może nie kielich? Hmmmm…
cdn
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Ciągnie mi jesienią a tu przecież maj.. Sprawcami deszcz albo koty, no bo co innego... :D
-
8 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 1 czerwca 2010, wtorek
Łóżko jednak jest niezbyt wygodne. Wstaję jakiś połamany i z pewnym ociąganiem, za oknem leje deszcz tak jak lał przez całą noc.
Z poddasza schodzę do jadalni bo gospodyni w dniu mojego przyjazdu oświadczyła, że śniadania są obligatoryjne i za dopłatą… i od razu zakołatały mi myśli o dudkach, które trzeba wycisnąć ze mnie jak jest dobra okazja. Jednak wczorajsze myśli o wyciskaniu dudków poszły w pył gdy usiadłem do stołu. Ta kobieta wprost wychodziła z siebie bym był zadowolony, moja sugestia, że nie jadam cebuli, czosnku, szczypiorku, poru i kiełbas (kabanosy mocno suche uwielbiam, a zwłaszcza z krakowskiego Kredensu)… jajeczniczkę może?... Może z szyneczką?... może pieczeń z selera?... Może serek kozi?... mam kilka rodzajów z owczego mleczka… kawka? Herbatka?... własnoręcznie pieczone bułeczki? Szyneczka taka… śmaka…. owaka… puszysty omlecik z jagodami… miody takie a takie… jogurt… była gotowa natychmiast zrobić wszystko do jedzenia co tylko bym chciał! Staram się trzymać jakąś tam swoją wagę ale czułem, że moje łazikowanie nie spali tych śniadanek. Z obiadów przezornie zrezygnowałem a to głównie z powodu związania z czasem i strachu przed pysznościami jakie by mnie czekały.
Za same śniadania miała niewygodne łóżka odpuszczone. Ta pani zresztą miała radość w tym co robiła i chętnie nawet opowiadała o swoich poczynaniach kulinarnych jak to ona tworzy różne kombinacje z jakiś tam przepisów lub z głowy.
Przy tym zawsze był czysty obrus, naczynia i w ogóle wszędzie było bardzo czysto. Brawo… kurcze gdyby tylko jeszcze te łóżka.
Sporo o tym śniadaniu ale to właśnie one przekładały się na późniejsze wychodzenie niż to zazwyczaj robię. Musiałem chwilę po nich poleżeć aż mi to się ułoży, inaczej bym chyba nie dał rady ;)
Już po dziesiątej gdy deszcz jakby(!) przestał padać jadę do Tarnawy Niżnej by od budki z biletami BPN ruszyć w stronę Sanu i skręcić w lewo od ujścia potoku Roztoki i dalej już iść drogą z płyt betonowych z biegiem rzeki granicznej.
A ciut wcześniej, tuż za Hotelikiem „Nad Roztokami”, pogadać z panią od koników… „a ile to kosztuje przejażdżka bryczką do Bukowca i z powrotem?”. Naprzeciwko jest małe przepływowe jeziorko, zauważam jak w nim baraszkują sobie bez opamiętania dwa bobry. Pyszny widok… pierwszy raz widziałem bobry i to w tak wesołej dla nich sytuacji. Po jakimś czasie mnie zauważyły a ja nawet im zdjęcia nie zrobiłem. Lekko tylko uchylę rąbka… że nie były to jedyne zwierzęta które pierwszy raz widziałem w Bieszczadach.
Skręcam z drogi asfaltowej na północ by dosłownie za kilka metrów odejść w prawo i wejść na niewielki nasyp… piękne widoki małego przepływowego jeziorka a trochę dalej ruiny przęseł mostku. Stoję tam dłuższy czas i cieszę oczy… a jest czym. Od deszczy które ciągle padają, soczysto zazieleniło się to co miało być zielone. Wody mają siłę, tylko czemu zamiast nakręcać, jak dawniej, koła młyńskie prą dalej i tylko już dalej napędzają ludziom… strachu, paniki i rozpaczy. Leśnicy też zapewne się cieszą, że poziom wilgotności w ziemi się zwiększył bo ostatnio to chyba raczej malał.
Zapominamy o przyrodzie a ona o sobie każe pamiętać.
Wędrując i ciesząc oko wpadają do głowy takie tam różne dyrdymały… idę dalej, nadal nie pada a jak już, to raczej taki wilgotny opad mgły.
cdn
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Oj Recon! Po raz pierwszy nie zazdroszczę Ci widoków, przestrzeni, oddechu pełną piersią, spokoju ( jakiego u nas mało... ) , jednym słowem Biesów i Czadów... tylko tej KUCHNI !!! Tego żarełka wyśmienitego , które wreszcie zrobiłby ktoś za mnie!! I to lepiej ... :)) he he ... Marzenia ... się spełniają :) Poproszę namiary na PW lub GG . Będę dźwięczna ;) Pozdrawiam... A! Wiesz, "srak nie na darmo mnie optykał " 2 egz do przodu :))
-
9 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 1 czerwca 2010, wtorek
Wchodzę na mostek, po jasności drewna widać, że niedawno został zrobiony. Po zejściu z niego kawałek polnej drogi i znowu płyty z betonu. W tym miejscu dochodzę do Sanu, widzę słupek graniczny po polskiej stronie, widzę tablicę ostrzegawczą „Pas drogi granicznej wejście zabronione”. Myślę… jak to w przeciągu kilkunastu lat różnego znaczenia nabierała ta granica, aż stała się wschodnią granicą Unii Europejskiej.
Staję na brzegu zakola jakie w tym miejscu robi San, przyglądam się ile przybrało w nim wody a przecież to dopiero początek rzeki.
Myślałem, że betonowa droga mnie uratuje przed błotem a tu zamiast chronić stwarza inne przeszkody… spore kałuże a po bokach wysoka i mokra trawa… oj, nie uda się przejść tej trasy na sucho. Droga oddala się od rzeki ale można obserwować z daleka jej bieg i rozległe nadbrzeżne łąki.
Po obu stronach mijam przydrożne krzyże i obserwuję część ukraińską.
Nadal utrzymuje się mgła. Na drodze trafiam sporą grupę krwiopijców, globtroterów z domkami, ostronosa, jeżozwierza (to moje nazwy im przypisane, w innym dziale dam zdjęcia a spece znajdą ich nazwy właściwe).
Jestem na terenie Dźwiniacza Górnego, droga skręca w lewo i za małą chwilkę docieram do znaku, na szlaku ścieżki dydaktycznej, wskazującym, że można odbić na cmentarz i go zwiedzić. Prowadzi do niego polna droga z wysoką i mokrą trawą. Idę tam… lubię oglądać stare cmentarzyki.
cdn
-
6 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 1 czerwca 2010, wtorek
I jeszcze kilka obrazków zapamiętanych elektronicznie, zanim doszedłem do cmentarza…
cdn
-
9 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 1 czerwca 2010, wtorek
Skręcam w stronę cmentarza, w dróżkę wyznaczoną pochyloną trawą przez koła samochodu. Miejsce pochówku widać dobrze od betonowej drogi, mniej widać ten drugi, historycznie młodszy, oddalony o jakieś 200 na północ, ale też łatwy do namierzenia. Tam już nie pójdę, w trawie dosłownie stoi woda a sama trawa też bardzo mokra. Popatrzyłem więc na kępę drzew przez lornetkę i… będzie na następny raz.
Obchodzę cały cmentarz, nie zważając na wysoką trawę, zatrzymuję się przed każdym nagrobkiem. Jeden poświęcony powstańcowi z 1863 roku szczególnie zwraca moją uwagę. Nagrobki z cyrylicą sąsiadują z polskimi znakami pisanymi. Jeszcze wtedy mógł być postawiony, jeszcze wtedy Lach mógł współistnieć z tutejszymi współmieszkańcami tych ziem. Za kilkanaście lat ten powstaniec mógł już zginąć śmiercią męczeńską od sąsiadów i być może nawet nie miałby swojego grobu. Mogę sporo dywagować przed tym pomnikiem, nad innymi zresztą też. Motto Zofii Nałkowskiej kłania się nie tylko tym ziemiom, ba co chwila się odzywa w różnych częściach świata by tylko wspomnieć hmmm… choćby stosunkowo niedawną wojnę w byłej Jugosławii.
„Stójmy! - jak cicho!”…
Cisza… nie słychać żurawi, deszczu, rzeki, wiatru, gwaru myśli… cmentarz nastraja na ciszę ale i na wspomnienia. Nie znam tych co leżą na tych zagubionych cmentarzykach ale od czego jest wyobraźnia.
Chwila modlitwy za spokój dusz leżących tutaj i idę dalej.
Przed ponad rokiem zachwycałem się łąkami wokół Ryli i nad mijanymi łąkami też to robię. Schodząc z drogi od cmentarza postanawiam skrócić sobie drogę idąc w stronę Jeleniowatego. Droga którą idę jest też z płyt betonowych ale bardzo zarośnięta. Ochraniacze nie pomagają, mokną spodnie powyżej kolan. Czuję sączące się stróżki wody na nogach. Ściągam mocniej ochraniacze. Mały kawałek przed połączeniem tej drogi ze stokówką stoi znak zakazu chodzenia poza szlakiem. Na połączeniu dróg siadam na popas i robię sobie chwilkę odpoczynku.
cdn
-
4 załącznik(ów)
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Muczne, 1 czerwca 2010, wtorek
I jeszcze kilka obrazków z tego etapu wędrówki.
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
-
Odp: Słów kilka(dziesiąt) o niedawnym wypadzie w Bieszczady
Nie poganiaj bo stracę oddech...
to Ty Piskalu masz "odgórne prikazy", ja se po lekku zapykom. :)