BIESZCZADY
2 stycznia 2007 - 19:56
Pubal woli ludzi
Żubr w zagrodzie aklimatyzacyjnej w Woli Michowej odzwyczaja się od ludzi. Nie poznaje już swojego opiekuna Witolda Szybowskiego, leśnika z Baligrodu, ale wciąż lgnie do ludzi.
Do Witolda Szybowskiego Pubal trafił jako kilkudniowy cielaczek. Leśnik utrzymał go przy życiu karmiąc mlekiem przez smoczek.
Małego żubra znaleziono w 2005 r. w Rabem. Najprawdopodobniej odłączył się od stada w czasie powodzi, która przeszła w Bieszczadach. Zwierzęciem zaopiekowali się leśnicy. Nadali mu imię Pubal.
Przez 9 miesięcy był pod opieką leśniczego Witolda Szybowskiego i jego żony Urszuli. W kwietniu odzyskał wolność. Przyłączył się do stada dziko żyjących żubrów, ale bardzo szybko z niego emigrował. Zaczął płoszyć turystów, szukając kontaktu z człowiekiem. Trafił więc do zagrody w Woli Michowej.
Razem z Pubalem w zagrodzie jest żubr Bolo, który sam tam przywędrował. Bolo w 2001 r. został sprowadzony ze Skandynawii. Choć poznał już smak wolności, na zimę schronił się w zagrodzie.
Pubal, dzięki obecności starszego osobnika oswaja się z twardymi regułami życia. Bolo nie dopuszcza go do koryta zanim się sam nie naje.
Kilka dni temu swojego pupila odwiedził Witold Szybowski. Żubr nie zareagował na jego obecność, choć leśnik wołał go pieszczotliwym zdrobnieniem.
- Kiedyś na wołanie od razu do mnie przychodził. Teraz mnie zapomniał - mówi leśnik.
Mimo to Pubal nadal lgnie do ludzi. W niedzielę uciekł z zagrody i szedł za ludźmi do kościoła. Żubr musi zdziczeć, bo pozbawiony opieki stada może stać się ofiarą wilków.
Dorota Mękarska
d.mekarska@gcnowiny.pl