-
Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Darku, z wielkim zainteresowaniem przeczytałem wywiad z Tobą, w którym trochę odsłoniłeś kulisy swojej „emigracyjnej” decyzji. Można powiedzieć, że poszedłeś „na całość” - no bo jak inaczej nazwać taki radykalny krok życiowy ?
Ani Twojej decyzji życiowej nie krytykuję, ani nie jestem jej zwolennikiem. Wydaje mi się tylko, że ją rozumiem. Poniżej napiszę o identycznym rozwiązaniu, jakie 27 lat temu wybrał mój kolega z czasów uniwersyteckich, nazwijmy go M.A. Być może nawet on to przeczyta - swego czasu przemejlowałem mu link do Naszego Forum i poinformowałem o moim pseudonimie „Stały Bywalec”. Ale czy zaczął czytać forum - tego nie wiem.
Otóż M.A. to facet swego czasu naprawdę świetnie się zapowiadający, bardzo inteligentny i zdolny, o dobrym charakterze, do tego b. przystojny i z wielkim powodzeniem u płci pięknej. Wysoki (ponad 1,90 m) i w tzw. kaukaskim typie męskiej urody. Z osiągnięciami sportowymi w latach 70-tych.
W 1981 r., mając 30 lat, był doktorantem i młodym pracownikiem naukowym na UW. Polityką się czynnie nie zajmował, a ówczesne wydarzenia społeczne obserwował raczej z dystansu. Nieboszczki PZPR ani nie popierał, ani jej też nie zwalczał.
Był kawalerem - bezdzietnym, chociaż kilka razy o mało co nie został tatusiem.
Na jesieni owego 1981 r. wyjechał do Kanady trochę popracować (fizycznie) i przywieźć nieco twardej waluty do kraju. Na UW miał w tym czasie niewiele zajęć, jakoś ten wyjazd pogodził z obowiązkami akademickimi. Zresztą miał wrócić przed Świętami Bożego Narodzenia. Gdyby powrócił, na pewno byłby w tej chwili profesorem na Uniwersytecie Warszawskim. Doktorem habilitowanym, być może już z tytułem naukowym profesora. Dziś oglądalibyśmy go w TV, a książki jego autorstwa stałyby na półkach w księgarniach.
Ale nie wrócił. W Kanadzie dowiedział się o wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego i uległ ogólnej psychozie strachu („rzeź” w Polsce, obozy koncentracyjne na stadionach sportowych, itp. brednie). Rząd kanadyjski zapewnił wówczas Polakom, którzy się tam znaleźli, pomoc materialną i socjalną, możliwość zdobycia potrzebnych kwalifikacji zawodowych, itp.
M.A. tę szansę wykorzystał. Języka nie musiał szlifować, gdyż angielskim władał biegle już od kilku lat, m.in. swobodnie czytając zagraniczną prasę specjalistyczną. Uznano mu polski dyplom i wkrótce zaczął pracować w Calgary jako urzędnik pewnej korporacji. Celowo nie podaję bliższych danych identyfikacyjnych, litery „M.A.” też nie zawierają inicjałów jego nazwiska.
W połowie lat 80-tych M.A. postanowił się usamodzielnić i założyć własny biznes. I tu mu, już na starcie, nie wyszło.
M.A. miał już wtedy trzydzieści kilka lat. Wg niego - dopiero trzydzieści kilka. Gdyby był jedynie „mózgowcem”, to prawdopodobnie powróciłby na drogę urzędniczej karierki. Ale on był także zdrowym, silnym i wysportowanym facetem, świadomym swoich ponadprzeciętnych możliwości fizycznych. Podjął się więc bardzo trudnej i niebezpiecznej pracy fizycznej, za to bardzo dobrze płatnej. Uchylę nieco rąbka tajemnicy - pracy związanej z morzem.
Pracę tę na ogół wykonują ludzie silni i młodzi - dwudziestokilkuletni. Poza tym nie powinno się jej, ze względów zdrowotnych, wykonywać dłużej niż dwa, trzy sezony (kilkumiesięczne). Natomiast M.A. poświęcił się jej o wiele dłużej (kilkanaście lat), a i rozpoczął ją będąc już dobrze po 30-tce.
W nowym zawodzie też w pewnym momencie zapragnął przestać być pracownikiem najemnym i rozpoczął działalność na własny rachunek. I znów biznes, też na samym starcie, mu nie wypalił.
Znów pech ? Mój kolega niczego nie przesądza, ale podaje wiele przykładów, gdy osoby rozpoczynające własny biznes padają na samym starcie. Często w niejasnych okolicznościach - dochodzi do wydarzeń, których się absolutnie nie przewidywało. Tak właśnie było, dwukrotnie, w kanadyjskim życiorysie mojego kolegi. Tak więc, Darku, bądź przezorny !
Z czasem doszło do tego, do czego dojść musiało. M.A. stracił zdrowie. Gdyby nie owa niszcząca organizm robota, byłby teraz wysportowanym „oldboyem”, a tak ?
Wyprocesował po sporych perypetiach rentę inwalidzką, która pozwala mu w miarę godziwie żyć, oczywiście w połączeniu z oszczędnościami z okresu ciężkiej pracy. Oszczędności te byłyby wyższe, gdyby nie bankructwo ostatniego „własnego” biznesu.
Paszport polski oczywiście zachował, do „starego kraju” przylatuje raz na 2 - 3 lata.
Jak sobie dziś żyje ? Ma 57 lat, mieszka w Vancouver w szeregowcu wzniesionym wg technologii szkieletowej (sto kilkadziesiąt metrów kw. powierzchni użytkowej) w chińskiej dzielnicy. Taka chyba lower middle class society. Jest żonaty (powtórnie) z dużo młodszą od siebie emigrantką z Polski, mają córeczkę - bardzo zdolne, ładne i w ogóle udane dziecko. Dom chyba już spłacili, chociaż nie jestem tego pewien.
Co kilka miesięcy budzi mnie nocnym telefonem i ucinamy sobie nieraz godzinną nawet rozmowę (twierdzi, że go to prawie nic nie kosztuje, chociaż nie jest to rozmowa via komputer). Ostatnio wprawił mnie w osłupienie - zastanawia się, czy by (na stare lata) nie powrócić do Polski.
I to byłoby, Dariusz, tyle. Tylko tyle i aż tyle.
Powodzenia !!!
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Przezorny oczywiscie bede. :)
Obraz Kanady dzisiaj jest dla mnie taki jak sobie to wyobrazalem kiedys, a czasem kompletnie inny. Przechodze obecnie przez swoista "kakofonie nastrojow".
Sam nie wiem jak to opisac :)
Zdecydowanie najblizej tutaj do swoistego miksu miedzy Wielka Brytania/Francja i Holandia jednoczesnie a USA.
Czyli bardziej ogolnikowo piszac: cos jakby pomieszanie europejskiej kultury i amerykanskiego stylu zycia. Mnie sie to podoba i chyba tego szukalem.
Zdecydowanie teraz Kanada to nie miejsce gdzie latwo i szybko zarobi sie twarda walute. Kanadyjski dolar nie jest juz tak twardy jak 30 lat temu i Kanada dzis to chyba kraj inny niz wtedy gdy jechal tutaj Twoj przyjaciel.
Z nim laczy mnie to, ze docelowo chce osiedlic sie w jego okolicach - czyli zachodnie wybrzeze. Lowic raczej niczego nie bede :).
Mysle o zaczepieniu sie w IT. Czas pokaze co z tego wszystkiego wyjdzie.
Jak zawsze jestem niepoprawnym optymista ;)
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Witaj
Sorki za wtręta - cosik o Kanadzie na dziś
http://wiadomosci.onet.pl/1497039,2678,kioskart.html
Co do branży IT - postaram się cosik Ci podrzucić w tym tygodniu.
Życzę wytrwałości
pipa vel pipa
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
a mi się wydaje że w Kanadzie fajnie jest. Dużo lasów, ponoć nie ma przestępczości dużej, nic mi nie wiadomo żeby były jakieś tam wojny. Kanada kojarzy mi się z zielonym spokojnym krajem, któremu bliżej do normalności niż któremukolwiek innemu...
Darku, a powiedz jak tam z kobietami? Bo że w Anglii nie ma czego szukać to już wiem, w Niemczech też nie tęgo, pod tym względem podobałoby mi się w Brazylii zabarłożyć jakiś czas, no ale jak tam u Ciebie? Ciekaw jestem strasznie....
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Kanada jest zdecydowanie krajem gdzie dba się o środowisko i zasoby. Co do przestępczości to nie wiem :) Nie widziałem nic niepokojącego.
Z tego co słyszę w TV jest trochę problemów z Indianami, którzy co i rusz wzniecają lokalne mikropowstania pod tytułem "oddajcie naszą ziemię".
Klimat jest inny niż w PL. Jest obecnie gorąco (do +30) oraz wilgotno (do bodajże 85%) co powoduje że cieżko to znieść bez klimatyzacji.
Jeśli o kobiety chodzi. Nie musisz jechać do Brazylii :). One są tutaj!
I zdecydowanie wspieram Twoją tezę, iż Brazylijki należą do ścisłej czołówki światowej pod względem urody.
Jeśli chodzi o rodowite kanadyjki to powiedziałbym, że w Polsce na grupę 100 dziewczyn, odsetek tych "zjawiskowych" jest większy.
Fajniejsze jest natomiast to, że ludzie się do siebie uśmiechają.
Spora emigracja ludzi z całego świata powoduje, że widać na ulicach ogromną różnorodność ras i styli bycia. Ameryka Środkowa i Południowa ma spory udział w ogóle imigrantów.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Dariusz, pamiętaj o b. ważnej sprawie - gdy będziesz kiedyś rozpoczynał własny biznes (taki na własny rachunek), to nie oszczędzaj na ubezpieczeniu. Nawet gdyby miało Ci to opóźnić start o rok.
Mój opisywany kolega tego zaniedbał. Dwa razy w życiu - ale właśnie były to te dwa newralgiczne „razy”.
W połowie lat 80-tych stało się to po raz pierwszy. Z urzędniczych oszczędności postanowił założyć w Calgary sklep. Oczywiście nie z samych oszczędności, bo te by mu nie wystarczyły. Dobrał sobie wspólnika, też z jakimś kapitalikiem. Opracowali biznes plan, dostali kredyt z banku, najęli lokal, kupili pierwszy towar. Nie starczyło im jednak forsy na pełne ubezpieczenie. Ledwo zdążyli ten sklep otworzyć. Którejś z dosłownie pierwszych nocy na sklep napadli złodzieje (prawdopodobnie Indianie). Policja przyjechała już po 5 minutach, ale okazało się to o jakieś 3 minuty za późno. Bliższych szczegółów co do owego biznesu nie podam, napiszę tylko, iż nie był to byle jaki „sklepik”, lecz raczej taki, który nazwalibyśmy „salonem”. A towar był w nim bardzo drogi i nie specjalnie trudny (po włamaniu się) do wyniesienia.
Ten „drugi raz” nastąpił jakieś 10 lat (co najmniej) później. Kolega kupił kuter, konieczne wyposażenie (ale nie do połowu ryb, bo to nie o ryby w tym przypadku chodziło), zatrudnił pracownika. Też oczywiście z udziałem kredytu bankowego. I też mu nie starczyło na „full insurance”. Kilkanaście godzin po pierwszym wyjściu z portu w morze zostali (w nocy) staranowani przez większy statek. Ledwo przeżyli. Oczywiście dochodzenie, różne komisje morskie i lądowe, etc. Podobno do dziś nie ma jednoznacznej ekspertyzy, kto wtedy zawinił: czy oni, czy sternik tej większej łajby.
Czy to jakieś fatum nad M.A. zaciążyło ? Może. Ale kolega sypie podobnymi, licznymi przykładami, gdy czyjś nowo uruchamiany biznes - zaplanowany ze szczegółami i dopięty niemalże na ostatni guzik - zaraz po starcie się wali. W okolicznościach mało prawdopodobnych i raczej nieprzewidywalnych.
Tak więc, Dariusz, jeszcze raz apeluję, bądź przezorny.
A co do Vancouver - tam strasznie leje. Mój kolega twierdzi, że gdyby mógł ponownie wybierać, to by tego deszczowego miasta nie wybrał. I nie widzi tam siebie „docelowo”, nawet gdyby miał pozostać w Kanadzie.
Darku - powodzenia !!!
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
admin
Fajniejsze jest natomiast to, że ludzie się do siebie uśmiechają.
Zgadza się! W ogóle chyba wszędzie się ludzie częściej uśmiechają niż u nas w kraju. Polacy chyba należą do najbardziej utyranego, zmęczonego i przygnębionego narodu świata! Niestety tak właśnie jest.
Dodatkowo jeśli miałbym wytypować gdzie będzie następny konflikt zbrojny, Kanada byłaby najodleglejszym od tego miejsca krajem. A ja nie lubię wojen i uważam że wyjazd do Kanady jest jak najbardziej słuszny- no chyba że do Brazylii, hyhy. Oj tak,...
ehhh
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Z tym uśmiechaniem się, to niestety prawda. U mnie też to jest bardzo zauważalne...i w ogóle ludzie jacyś tacy bardziej serdeczni :-)
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Ludki nie maja takiego cisnienia jak u nas. Jakos im sie tutaj wszystko inaczej uklada.
Jesli masz prace to ok - zyjesz na poziomie. Jesli nie masz pracy to idziesz na zasilek i tez z glodu nie padniesz.
Owszem sa tacy, ktorzy za wszelka cene chca "przeskoczyc" o dwie klasy spoleczne wyzej i pracuja po kilkanascie godzin dziennie, 7 dni w tygodniu ale to ich wybor.
Cytat:
Dariusz, pamiętaj o b. ważnej sprawie - gdy będziesz kiedyś rozpoczynał własny biznes (taki na własny rachunek), to nie oszczędzaj na ubezpieczeniu. Nawet gdyby miało Ci to opóźnić start o rok.
Ubezpieczenia tutaj to temat rzeka. Zdarzylem sie o tym przekonac gdy kupilem samochod, a nie mialem jeszcze tutejszego prawa jazdy.
Okazuje sie ze mozna kupic samochod bez zadnych problemow - jak paczke czipsow, ale nie mozna go zarejestrowac bez ubezpieczenia. Nie dostaniesz ubezpieczenia bez prawa jazdy :) i kolo sie zamyka.
Ogolnie ubezpieczenia komunikacyjne sa kosmicznie drogie ale tez sumy na ktore sie ludzie tutaj ubezpieczaja sa kosmiczne (w milionach $).
Ubezpieczenie roczne na samochod dla kogos bez "rekordu" to kwoty w okolicach od 2 to 4 tys dolarow rocznie.
Ubezpieczenie mieszkania wraz ze sprzetami na duze sumy to juz np tylko ~150$ rocznie. Opieka zdrowotna jest bezplatna (wedluch nich) ja uwazam natomiast ze jest czesciowo platna (np. trzeba doplacic 20% do jakichs tam badan czy zabiegow).
Leki za to sa calkowicie za darmo. Dostajesz recepte od lekarza domowego, idziesz do apteki, a ta po zrealizowaniu recepty przywozi Ci leki do domu ;).
Dzieci w szkole dostaja wszystko darmo (ksiazki, zeszyty, kredki itp)
Fajne prawda? Calkiem niezle ten ichniejszy system dziala.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
admin
Kanada jest zdecydowanie krajem gdzie dba się o środowisko i zasoby. Co do przestępczości to nie wiem :) Nie widziałem nic niepokojącego.
Z tego co słyszę w TV jest trochę problemów z Indianami, którzy co i rusz wzniecają lokalne mikropowstania pod tytułem "oddajcie naszą ziemię".
Witam serdecznie.
Ja oczywiscie będę bronil Indian:-),zresztą ostatnio wladze Kanadyjskie przeprosily Rdzenną Ludność za ukradzioną ziemię,więc te "mikropowstania"są sluszna walką o swoje.Oczywiscie część Indian ma dożywotnie renty i nie placi podatków,ale świadczy to tylko o tym,że Rzad Kanady przyznaje się do kradzieży indiańskiej ziemi i stara się wyplacić rekompensaty.Oczywiscie czesto jest to ziemia bogata w ropę,gaz czy węgiel i nie ma sie co dziwić,ze Indianie chca ja odzyskać.Tradycja ma również duże znaczenie,i cieżko jest zrozumieć Rdzennej Ludnosci,ze ziemia Ich Ojców,gdzie sa Ich groby,należy(nielegalnie bo w wyniku kradzieży)do jakichś bialych przybyszów z Europy.których nikt tam nie prosil.Dla tolerancji,moim zdaniem,ważne jest poznać i starać się zrozumieć kulturę i tradycję Autochtonów i pamiętać,że to Oni(Indianie)są prawowitymi wladcami Ameryk.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
Czarek pl
zresztą ostatnio wladze Kanadyjskie przeprosily Rdzenną Ludność za ukradzioną ziemię
Sprawa jest bardziej subtelna.
Otóż w ubiegłym wieku jakiś mądrala w rządzie Kanady stwierdził, że Indianie nie są związani ze społecznością, nie uczą się angielskiego, ich dzieci nie poddają się obowiązkowi szkolnemu itp. i trzeba to zmienić.
Rząd Kanady wtedy to podjął decyzję o stworzeniu "szkół zamiejscowych" (po naszemu obozów) gdzie miały być edukowane dzieci Indian (starszym darowali twierdząc pewnie, że ich i tak już nic nie da się nauczyć). Wyszli z założenia, że nauczenie dzieci angielskiego przyczyni się do ich lepszej naturalizacji.
Dzieci zostały przymusem odebrane rodzicom i skoszarowane w tych szkołach.
Działy się tam sceny dantejskie. Od molestowania seksualnego bezradnych dzieci po znęcanie się nad tymi mniej pokornymi.
Generalnie rodziny Indian przeszły wtedy przez piekło.
Ostatnie szkoły zostały zlikwidowane kilka lat temu.
Za to właśnie ostatnio premier Harper przepraszał rdzennych mieszkańców.
Tutaj szczegóły:
http://www.youtube.com/watch?v=qAmUe17nUdY
http://www.cbc.ca/canada/story/2008/...l-schools.html
Tak na marginesie: Kanada niedawno obchodziła swoje 140 lecie istnienia. :)
Młody kraj.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Mój kolega zwracał mi jeszcze uwagę na hermetyczność anglosaskiej części społeczeństwa kanadyjskiego, tj. na trudność przeniknięcia do tych ludzi. Uśmiechy i pozdrowienia w pracy czy na ulicy to jedno, a faktyczne zaprzyjaźnienie się i zżycie, to już zupełnie co innego.
Jak wcześniej napisałem, mój kumpel wyjechał z Polski w sierpniu lub wrześniu 1981 r. - w stanie kawalerskim i bezdzietnym. Kilka lat później ożenił się w Kanadzie z emigrantką z Polski, ale ok. 1987 r. rozeszli się. W drugiej połowie lat 90-tych ożenił się powtórnie - znów z naszą rodaczką, którą los zagnał do Kanady.
Przy okazji któregoś pobytu w Polsce, i przy tzw. męskiej wódce (jeszcze wtedy mógł pić), spytałem się go, co on takiego widzi w tych Polkach, że ich szuka nawet na obczyźnie. Czy nie mógł, zwłaszcza po dwóch bankructwach, poprawić swojego statusu społeczno - materialnego poprzez małżeństwo z Kanadyjką, ale taką WASP (white, anglo - saxon, protestant) z tzw. wyższych sfer ? Czyli, mówiąc kolokwialnie, wżenić się w jakąś bogatszą kanadyjską rodzinę.
Komplementowałem go (ale zgodnie z rzeczywistością): jesteś wykształcony, po angielsku gadasz lepiej od większości Kanadyjczyków, jesteś wysoki i cholernie przystojny facet, wysportowany. Masz podejście do bab, nie masz tu żadnych kompleksów (w czasach studenckich razem łaziliśmy na „podrywy”). Czy musiałeś się, chłopie, zwłaszcza za drugim razem, znów żenić z Polką ? Znów z panną „gołą i wesołą” ? Której wiano to „d...a i kolano” ?
W Polsce M.A. nie miałby żadnych problemów, aby ożenić się nawet z najbardziej posażną i jednocześnie urodziwą panną. Oczywiście mam na myśli ten okres jego życia, gdy był młodszy o co najmniej 10 lat i jeszcze nie schorowany. Bo tak mniej więcej w tym czasie ożenił się po raz drugi.
Kolega odpowiedział mi, że w Kanadzie jest to absolutnie niemożliwe. Przy swojej kondycji finansowej pracownika najemnego musiałby być urodzonym tam Kanadyjczykiem, aby móc skutecznie postarać się o rękę panny WASP, nawet tylko z middle class society. Pomimo męskich walorów, które - w jego przypadku - pozwalały mu jedynie na uwodzenie Murzynek, Mulatek i emigrantek z Europy (o Chinkach nie wspominał, widocznie nie były w jego typie).
Zapytałem więc, co mogłoby mu te „zamknięte drzwi” do tzw. dobrych kanadyjskich domów otworzyć. Odparł, że tylko duże pieniądze. „Wybaczono” by mu świeże (z lat 80-tych) obywatelstwo kanadyjskie, ale musiałby mieć pewny, stabilny własny biznes i pokaźną sumę (najlepiej 7-mio cyfrową) na koncie w banku.
Ale, Ty, Darku, takich „kawalerskich” problemów przecież nie masz. Jak się czują obie Twoje Panie ?
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
admin
Sprawa jest bardziej subtelna.
Otóż w ubiegłym wieku jakiś mądrala w rządzie Kanady stwierdził, że Indianie nie są związani ze społecznością, nie uczą się angielskiego, ich dzieci nie poddają się obowiązkowi szkolnemu itp. i trzeba to zmienić.
Rząd Kanady wtedy to podjął decyzję o stworzeniu "szkół zamiejscowych" (po naszemu obozów) gdzie miały być edukowane dzieci Indian (starszym darowali twierdząc pewnie, że ich i tak już nic nie da się nauczyć). Wyszli z założenia, że nauczenie dzieci angielskiego przyczyni się do ich lepszej naturalizacji.
Dzieci zostały przymusem odebrane rodzicom i skoszarowane w tych szkołach.
Działy się tam sceny dantejskie. Od molestowania seksualnego bezradnych dzieci po znęcanie się nad tymi mniej pokornymi.
Generalnie rodziny Indian przeszły wtedy przez piekło.
Ostatnie szkoły zostały zlikwidowane kilka lat temu.
Za to właśnie ostatnio premier Harper przepraszał rdzennych mieszkańców.
Tutaj szczegóły:
http://www.youtube.com/watch?v=qAmUe17nUdY
http://www.cbc.ca/canada/story/2008/...l-schools.html
Tak na marginesie: Kanada niedawno obchodziła swoje 140 lecie istnienia. :)
Młody kraj.
Masz rację,zagłębiając się w szczegóły były to przeprosiny za przymusową asymilację i krzywdy jakich doznali Indianie w jej wyniku.Przeprosiny te,moim zdaniem pośrednią wiązą się jednak z przyznaniem się do zagarniecia silą lub przez oszustwa(niedotrzymywanie umów,fałszowanie traktatów)ziemi Indian,takie postępowanie możemy chyba nazwac kradzieżą ziemi przez przybyszów z Europy.
Dzisiejsi Indianie jak zapewne wiesz,to nie jest dzicz jak często nam się wydaje.Idianie tworzą prężne osrodki kulturalne i polityczne,plemiona Navaho i Hopi są wzorem tworzenia potęgi gospodarczej przez Indian,a na poczatku tego roku wypowiedzieli traktat rządowi USA i utworzyli autonomiczny kraj Indian Lakotah,obejmujący ziemie kilku stanów.
Oczywiście są też i biedne rezerwaty,alkoholizm i narkomania,ale Indianie to tylko ludzie tak samo podatni na demoralizacje jak inne nacje.
Historie Indian bardzo czesto porównuje się do historii Polaków,my również heroicznie walczyliśmy o niepodległośc.
Dzięki za linki i pozdrawiam.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Moje Panie dają radę :).
Żona chodzi do szkoły i uczy się języka, córka poszła do tutejszego przedszkola gdzie pomiędzy innymi dziećmi też uczy się języka. Ogólnie OK.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
admin
(...) Ogólnie OK.
I tak trzymać !
Słuchaj - najprawdopodobniej w najbliższych miesiącach (a może już) będziecie przechodzić kryzys psychiczny. W zasadzie każdy emigrant go przechodzi (poza tymi bardzo skrzywdzonymi w ojczyźnie). Coś w rodzaju rozczarowania rzeczywistością, żalem za pozostawionym światem, tęsknotą za tym, co było, a czego się niedoceniało czy wręcz niedostrzegało.
Podobnie jak przesadzone drzewko: zanim się przyjmie, wydaje się, że grozi mu uschnięcie. A pomimo to wyrasta później na potężne drzewo, żyje kilkaset lat - być może właśnie dzięki temu, że w porę zostało przesadzone.:-)
Zatem musicie po prostu przetrzymać. Zacisnąć zęby i przetrzymać ten kryzys.
A z czasem, z dnia na dzień, będzie coraz lepiej. A potem to już zupełnie dobrze.
W maju 2011 r. odbędzie się jubileuszowy X KIMB. Może "podlecisz" do nas wtedy ?
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
W maju 2011 r. odbędzie się jubileuszowy X KIMB. Może "podlecisz" do nas wtedy ?
Może? ;) Czas pokaże.
Tymczasem szykuję się do poważnej wyprawy.
Wybieram się na zachodnie wybrzeże by na miejscu ocenić czy chcę tam osiaść na stałe czy też nie jest to miejsce dla mnie.
Celem jest Calgary, Kamloops i Golden, może skoczę też na chwilę do Vancouver. Ponad 3500 km w jedną stronę. :)
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
admin
Może? ;) (...)
Celem jest Calgary, Kamloops i Golden, może skoczę też na chwilę do Vancouver. Ponad 3500 km w jedną stronę. :)
A ja czasem narzekam, że muszę do Sękowca jechać "aż" 460 km. Też w jedną stronę.:grin:
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
W ub. tygodniu odezwał się mój kolega, o którym wyrażam się jako o M.A.
Przegadaliśmy dwie i pół godziny (od 22-giej do 0:30).
Po tej rozmowie mogę uściślić jego kanadyjski dorobek od 1981 r.
Ma:
a) dom w Vancouver, wart podobno teraz ponad 1 mln dol. kanadyjskich,
b) rentę inwalidzką w wys. 5 tys. dol. kanad. mies.,
c) córkę w wieku 8 lat (on sam ma 57, jego żona zaś w granicach 35-40, dokładnie nie wiem, a raczej - zapomniałem),
d) teściową (z Polski) na karku, z którą jednakże dobrze się porozumiewa, może z racji bliskości wieku (mniejszej różnicy wieku niż między nim a żoną),
e) przygarniętą 14-letnią kotkę,
f) bliską perspektywę b. trudnej operacji (wrzesień lub październik br.) na kręgosłup - skutek ciężkiej pracy, w ekstremalnych warunkach, przez kilkanaście lat,
g) stale dobry humor i pogodne nastawienie do życia (to jedna z jego wielu zalet), pomimo choroby i związanego z nią ostrego bólu.
Używając polskiej terminologii, jest jedynym żywicielem rodziny. Żona i teściowa nie pracują, nawet dorywczo.
A w Polsce (w Warszawie) ma jeszcze tatę, który niedawno skończył 90 lat. I nie jest to bynajmniej rekord długowieczności w jego rodzinie. Jedna z prababek czy może praprababek żyła 113 lat, w tym cały wiek XIX !!!
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Wiesz :] Za 5K miesięcznie można 3 rodziny utrzymać ;)
Oczywiście na rozsądnym poziomie. Nie mówię o rodzinach królewskich.
Ja właśnie ostatnio dostałem pierwszą pracę.
Udało mi się załapać do pracy przy kompach, za średnią kasę (ponoć dla emigranta to kosmos) za to z benefitami (które (też ponoć) niełatwo dostać).
Od poniedziałku zakładam kanadyjskie homonoto na szyję i jazda.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
admin
Wiesz :] Za 5K miesięcznie można 3 rodziny utrzymać ;)
Oczywiście na rozsądnym poziomie. Nie mówię o rodzinach królewskich.
Ja właśnie ostatnio dostałem pierwszą pracę.
Udało mi się załapać do pracy przy kompach, za średnią kasę (ponoć dla emigranta to kosmos) za to z benefitami (które (też ponoć) niełatwo dostać).
Od poniedziałku zakładam kanadyjskie chomąto na szyję i jazda.
Nie zapytałem M.A., czy te 5000/mies. to netto, czy brutto. Ale chyba brutto, gdyż powoływał się na jakieś orzeczenie sądu, tę rentę ma bowiem wyprocesowaną.
Poza tym nie wiem, czy już do końca spłacił kredyt zaciągnięty na kupno domu. Nie jest to żadna rezydencja, wręcz przeciwnie - zwykły szeregowiec wzniesiony wg technologii kanadyjskiej, nomen omen. Jego duża wartość rynkowa wynika wyłącznie z lokalizacji - bo to Vancouver i podobno niezła dzielnica. Kilka, a może już kilkanaście lat temu kupił tę nieruchomość od pewnej Kanadyjki - Chinki za ok. 300 tys. dol. kanadyjskich.
Ale faktycznie, finansowo to wygląda nieźle, gdyż przyznał się również do kupna jachtu (niestety, nie zapytałem o parametry).
Natomiast czekająca go operacja, to dość trudna sprawa. Mają mu pobrać wycinek kości z biodra i wstawić do kręgosłupa. Brrr ! Szansa pełnego powodzenia takiej operacji wynosi podobno ok. 50%.
DARIUSZ - POWODZENIA !!!
Ale pamiętaj, że w ostatecznym rozrachunku najważniejsze jest zdrowie.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Stary Bywalcze, dzieki za interesujaca opowiesc, zycie na emigracji wcale nie jest tak kolorowe, jak zdjecia slane mailem do znajomych w kraju, niestety...
Tak nawiasem - gdzie mozna przeczytac wywiad z Darkiem? Prosze o link.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
Jarek L
Stary Bywalcze, dzieki za interesujaca opowiesc, (...)Tak nawiasem - gdzie mozna przeczytac wywiad z Darkiem? Prosze o link.
Tu:
http://forum.przemysl24.pl/showthread.php?t=4541
PS
Można też do tego linka dotrzeć czytając "Serwer is too busy" w dziale "Techniczne".
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Dziekuje za link, wywiad przeczytalem z duzym zainteresowaniem, Kanada jawi sie jako naprawde sympatyczne miejsce, a ja myslalem, ze zlapalem szczescie za nogi...
Pozdrawiam i zycze swiezemu emigrantowi powodzenia i sukcesow,
Jarek (emigrant z 18-letnim stazem)
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Jest takie powiedzonko: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
Albo: cudze chwalicie, a swojego nie znacie.
Teraz na poważnie. Spójrzmy na polską emigrację za ocean nie w aspekcie motywów ekonomicznych (zarobkowych), lecz ... argumentów historycznych. Kto wie, czy nie mieliście racji, wyjeżdżając stąd ?
Poczynając od początku XIX w., ziemie obecnej Polski przeżyły:
1) kampanie napoleońskie, w tym w zasadzie odrębną wojnę Księstwa Warszawskiego z Austrią,
2) Powstanie Listopadowe,
3) rabację galicyjską,
4) Powstanie Styczniowe,
5) I wojnę światową,
6) wojnę polsko - ukraińską 1918 i 1919 r.,
7) wojmę polsko - rosyjską 1919 i 1920 r.
8 ) Powstanie Wielkopolskie i 3 Powstania Śląskie,
9) II wojnę światową, w tym wojnę obronną 1939 r. i Powstanie Warszawskie 1944 r.,
10) małą wojnę domową w latach 1944 - 1947.
Stan wojenny 13.12.1981 r. zapobiegł kolejnej tragedii, co najmniej na skalę węgierską z 1956 r.
A teraz znów Ameryka i Rosja zaczynają na siebie nawzajem warczeć.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
Stały Bywalec
A teraz znów Ameryka i Rosja zaczynają na siebie nawzajem warczeć.
Najgorsze jest to, że robią to ponad "polską głową".
Dziś w CBC (Canadian Broadcast Company - odpowiednik naszej TVP) podawali w wiadomościach, że dzisiejszy wzrost ceny ropy naftowej (pierwszy od dłuższego czasu) to wina umowy Polska - USA w sprawie tarczy.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Najbardziej niebezpieczne dla Polski będą najbliższe lata - do czasu pełnego zainstalowania u nas trwałych elementów systemu obronnego ("tarczy"). W tym czasie bowiem przywódcom Rosji może "odbić" i mogą chcieć spróbować przywrócić status quo ante, wszczynając małą regionalną wojenkę (konwencjonalną) i licząc, że UE i NATO ograniczy się do werbalnych i dyplomatycznych protestów. Doszłoby do burzy na forum ONZ, sankcji gospodarczych wobec Rosji i ... to niestety wszystko.
"Opinia publiczna" świata zachodniego nie dopuściłaby przecież do wzajemnego atomowego unicestwienia się w imię obrony "jakiejś tam" Polski, która przeciętnym zjadaczom chleba w Europie zawsze kojarzyła się z interesami Rosji, a w Ameryce - z jednym ze stanów USA, albo z ... Holandią (Poland brzmi podobnie jak Holland).
Obawiam się więc, że na krótką metę podjęliśmy ryzyko analogiczne do sytuacji z 1939 r.
Anglia "usztywniła" wówczas min. Becka (samodzielnego ówczesnego dyrygenta naszej polityki zagranicznej) wobec żądań Niemiec, podobnie jak to robią teraz USA - skazując nas na rolę harcownika w konflikcie dyplomatycznym (na razie, i oby tylko) z Rosją.
Każdy szanujący się historyk (z prof. Pawłem Wieczorkiewiczem na czele) przyznaje, że w 1939 r. mieliśmy jednak alternatywę, wykorzystanie której zapobiegłoby polskiej katastrofie z lat 1939-45.
Na dłuższą metę sytuacja Polski jednak nie będzie zła. Jeśli już zostaniemy objęci (praktycznie) zainstalowanym i sprawnym systemem obrony przeciwrakietowej, wówczas jakakolwiek agresja na nasze terytorium uruchomiłaby automatycznie przeciwdziałanie militarne. Czyli znajdziemy się w sytuacji np. Niemiec z okresu zimnej wojny.
Podobnie mogłoby być w 1939 r. - gdyby min. Beck obok "papierowych sojuszy" doprowadził do wprowadzenia do Polski np. 3 francuskich i 2 angielskich dywizji, choćby tylko piechoty.
Wówczas Hitler nie uderzyłby na Polskę. Wojnę rozpoczął bowiem przy założeniu, że Francja i Anglia jednak wojny Niemcom nie wypowiedzą (w tym właśnie celu zawarł pakt z ZSRR).
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Dariuszu Moskita, a co tam słychać u Ciebie ?
Będąc w Bieszczadach we wrześniu br. wiozłem autostopowiczów: najpierw jednego faceta (dwadzieścia parę lat) z Sękowca do Czarnej, a z Czarnej jego siostrę (trochę młodszą, chyba poniżej dwudziestki) do Ustrzyk Dln. Obydwoje Ciebie znali i wyrażali się o Tobie z uznaniem. Ode mnie dowiedzieli się, gdzie w tej chwili jesteś, i nie mogli się nadziwić.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
:) W takiej Czarnej to wszyscy wszystkich znają. Nie ma się czemu dziwić.
Co u mnie? No cóż. Dostałem pracę - taką jakiej szukałem. Praca spokojna, bez ciśnienia.
Kasa na początku była nazwijmy to "do przyjęcia". Po miesiącu dostałem podwyżkę gdzie suma na moim czeku już jest nazwijmy to "zadowalająca". Robię fajne roboty, lubię to co robię, atmosfera w pracy jest OK.
Pracuję z Kanadyjczykami. Nie odczułem ani przez sekundę, że mają jakieś obiekcje do mnie bo jestem emigrantem/Polakiem (wiele osób mówiło mi wcześniej, że będę miał z tym do czynienia codziennie). Zrobiłem już pełne prawo jazdy, kupiliśmy samochód, dostałem kilka dni temu pierwszą na kanadyjskiej ziemi kartę kredytową :D, mamy lekarza rodzinnego (niektórym to zajmuje kilka lat).
Reasumując. W 5 miesięcy pobytu udało nam się zaaklimatyzować i ułożyć życie na nowo, w dalszym ciągu lubię Kanadę :) (chyba nawet coraz bardziej), żona uczy się angielskiego z szkole finansowanej przez rząd Kanady (robi całkiem fajne postępy), córka od 3 miesięcy chodzi do przedszkola (jestem w szoku jak szybko uczy się angielskiego). Czego chcieć więcej?! Byle zdrowie dopisywało.
Doskwiera mi trochę to, że to cholerne Ontario jest takie płaskie. Tęskno w góry, ale nad tym już też pracuję.
Tutaj kilka fotek z moich okolic:
http://picasaweb.google.com/demagu/NiagaraFallsCanada - Niagara
http://picasaweb.google.com/demagu/LondonCanada - Londyn
http://picasaweb.google.com/demagu/CanadaOhCanada - Londyn i okolice
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Dariusz, wszyscy życzymy Tobie, Twojej Żonie i Córce, a także wszystkim bywalcom Naszego Forum, którzy logują się tam gdzieś, hen, hen, za oceanem, spokojnych, zdrowych, rodzinnych, polskich Wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego 2009 r.
I koniecznie polskich potraw na stole świątecznym.
A jak do Was w noc wigilijną ludzkim głosem zagada Wasz dog czy cat, to koniecznie po polsku !
Niech Wam emigracyjne szczęście sprzyja, choć, jak się domyślam, czasem nie jest lekko.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Dariusz, jak Wam upłynął 1-szy "Sylwester" na obczyźnie ?
Przepraszam, jeżeli nie myślisz już o Kanadzie kategorią "obczyzna".
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cóż święta to taki czas kiedy jednak wraca się myślami do kraju.
Faktycznie i u nas był taki moment gdy łza w oku się zakręciła.
Potrawy polskie jak najbardziej były - uszka z grzybami kupiliśmy we włoskim sklepie. :) Święta to w sumie tylko 1 dzień bo wigilia nie jest tutaj dniem tak uroczystym jak u nas. Kanadyjczycy jedzą kolację z głównym daniem którym jest pieczony indyk. Prezenty daje się pierwszego dnia świąt rano. Ogólnie święta nie przypominają tych z Polski. Bardziej chodzi o konsumpcję i prezenty niż samo świętowanie.
Drugiego dnia świąt (którego tutaj nie ma) jest coroczny boxing day.
Dzień w którym serca kanadyjskich kobiet biją w przyspieszonym tempie. Boxing day jest dniem wyprzedaży. Cyrk na kółkach w wydaniu kanadyjskim :D
Korek do centrum handlowego o długości kilku kilometrów. Ogólnie masakra nie znana w PL.
Na sylwestra wszyscy się rozchorowaliśmy także jedyne co mogłem zrobić to pooglądać transmisję z Nowego Jorku w TV :) i przywitać nowy rok wodą mineralną.
Nie zmienia to faktu, że tutaj sylwester był taki jakby go wogóle nie było. Zero fajerwerków, imprez domowych czy innych atrakcji, które znamy z PL.
Ot kolejna noc która akurat kończyła jeden rok i zaczynała kolejny.
Dzięki za życzenia :) Zobaczyłem je dopiero dziś.
Wam także życzymy wszystkiego dobrego.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
admin
Święta to w sumie tylko 1 dzień bo wigilia nie jest tutaj dniem tak uroczystym jak u nas. Kanadyjczycy jedzą kolację z głównym daniem którym jest pieczony indyk. Prezenty daje się pierwszego dnia świąt rano. Ogólnie święta nie przypominają tych z Polski. Bardziej chodzi o konsumpcję i prezenty niż samo świętowanie.
Drugiego dnia świąt (którego tutaj nie ma) jest coroczny boxing day.
Dzień w którym serca kanadyjskich kobiet biją w przyspieszonym tempie. Boxing day jest dniem wyprzedaży. Cyrk na kółkach w wydaniu kanadyjskim :D
Korek do centrum handlowego o długości kilku kilometrów. Ogólnie masakra nie znana w PL.
Przepraszam za wtręt, ale czytając Twoją "świąteczną relację" dochodzę do wniosku, że ten cały zachód jest strasznie jednakowy. W Irlandii w identyczny sposób obchodzi się Święta. Dokładnie co do joty to samo :roll:
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Wigilia, Sylwester... Nikt tego w Chinach nie obchodzi, za wyjatkiem expatow, nawet mysmy sobie Wigilie "przesuneli", bo syn na studiach tutaj mial sesje i zadnego wolnego, a co to za Wigilia, jesli nie w komplecie...
Prawdziwe fajerwerki i celebracje sa na chinski Nowy Rok - 26 stycznia jest pierwszy dzien. Najgorecej jednak wita sie bostwo bogactwa, ktore przychodzi 4 dnia pierwszego miesiaca nowego roku, wowczas caly kraj wyglada jak podczas nalotu dywanowego.
A poza tym oczywiscie wszyscy poluja na okazje w sklepach, podobnie jak u Was.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
To Jarek wszystkiego najlepszego. Dziś masz imprezę :D
Znajomy chińczyk który mieszka obok mnie też dziś jakiś taki uradowany windą jechał.
A ja znowu chory... Widać taka karma by sylwestra takiego czy innego nie zaliczyć w tym roku.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
Jarek L
Wigilia, Sylwester... Nikt tego w Chinach nie obchodzi, za wyjatkiem expatow, nawet mysmy sobie Wigilie "przesuneli", bo syn na studiach tutaj mial sesje i zadnego wolnego, a co to za Wigilia, jesli nie w komplecie...
Prawdziwe fajerwerki i celebracje sa na chinski Nowy Rok - 26 stycznia jest pierwszy dzien. Najgorecej jednak wita sie bostwo bogactwa, ktore przychodzi 4 dnia pierwszego miesiaca nowego roku, wowczas caly kraj wyglada jak podczas nalotu dywanowego.
A poza tym oczywiscie wszyscy poluja na okazje w sklepach, podobnie jak u Was.
Jarku, to Ty aż z Chin do nas nadajesz ? Nie wiem dlaczego, ale byłem święcie przekonany, że z Kanady, tylko z jakiejś chinśkiej "enklawy", np. z Vancouver, gdzie mieszka dużo Chińczyków.
Mógłbyś nam napisać, jakież to losy Cię rzuciły do Państwa Środka ? A może już kiedyś pisałeś, tylko ja to przeoczyłem ? W takim razie proszę o odpowiedni link.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Darek, jak Tobie nasz Sylwester nie wyda sie za huczny, to sprobuj dolaczyc do chinczykow, przynajmniej ogni sztucznych, halasu i wrzawy nie bedzie brakowalo. Chyba ze chinskie enklawy w Kanadzie z takich czy innych przyczyn inaczej obchodza to swieto.
SB, jeszcze raz sie kajam, powinienem byl przedstawic sie zaraz po zapisaniu na forum, nie zrobilem tego, za co przepraszam wszystkich.
Mieszkam w Chinach od 1990, najpierw 4 lata w Pekinie (gdzie studiowalem jezyk), a od 1994 - do dzis - w Szanghaju. Jestem z Pyrlandii, studiowalem na PP, potem zaczalem robic rownolegle sinologie, gdy otwarto ten kierunek w Poznaniu. Stad tez jestem taki elektryczno-orientalny...:) W 1990, po 2 latach studiow na UAM, pojawila sie mozliwosc wyjazdu na stypendium jezykowe (roczne) do Chin, no i zrobila sie z tego przygoda zycia. Mam zone (Polke), dwoje pacholat, starsze studiuje tutaj biologie, mlodsze chodzi do 2giej klasy szkoly miedzynarodowej.
Zainteresowania to oczywiscie gory - z braku mozliwosci wyjazdow w Bieszczady z koniecznosci jezdze w te tutejsze. Inne zainteresowania to szeroko pojmowana kultura Chin, glownie religia, takze muzyka, sztuka.
W Bieszczadach bylem pierwszy raz w 1983, a najbardziej do owczesnego wyjazdu z liceum przyciagnelo mnie zdanie opiekuna, ze to "taka polska Azja"...;) Potem bylem jeszcze przed wyjazdem do tej dalszej Azji raz jeszcze w 1986 chyba. Poniewaz w kraju bywam rzadko, stad tez nie mialem niestety okazji spotkac sie z nikim z forum bezposrednio - nad czym boleje, ale mysle, ze uda sie to naprawic - choc udalo mi sie za jego posrednictwem nawiazac mailowe przyjaznie. Ostatnio bylem w Bieszczadach w 2006, i mam nadzieje byc znowu albo w tym roku, albo przyszlym. Licze na to, ze uda mi sie w koncu spotkac z jakimis uczestnikami forum.
Pozdrawiam serdecznie!
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
Jarek L
(...) Mieszkam w Chinach od 1990, najpierw 4 lata w Pekinie (gdzie studiowalem jezyk), a od 1994 - do dzis - w Szanghaju. Jestem z Pyrlandii, studiowalem na PP, potem zaczalem robic rownolegle sinologie, gdy otwarto ten kierunek w Poznaniu. Stad tez jestem taki elektryczno-orientalny...:) W 1990, po 2 latach studiow na UAM, pojawila sie mozliwosc wyjazdu na stypendium jezykowe (roczne) do Chin, no i zrobila sie z tego przygoda zycia.(...)
To Ty juz do końca życia nie musisz obawiać się bezrobocia ani nawet przedwczesnej emerytury.
Oprócz znajomości języka znasz kraj tak nietypowy dla kultury i cywilizacji europejskiej, umiesz się w nim poruszać, załatwiać sprawy urzędowe i prywatne. To jest bardzo ważne.
W analogicznej sytuacji jest mój kolega ze studiów, który od końca lat 70-tych w zasadzie nie wyjeżdża z Orientu (poza urlopami i delegacjami). Najpierw, w czasach PRL, pracował dla polskich przedsiębiorstw handlu zagranicznego, a od lat 90-tych dla koncernów międzynarodowych. I co pewien czas jest sondowany przez różnych head-hunterów, czy nie zmieniłby pracy.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Witaj Bywalcze,
Ja chyba jestem jednak z innej troche grupy, niz Twoj znajomy. Do Chin pojechalem po madrosc wschodu (naprawde...), i gdy moi koledzy ze szkoly otwierali firmy w Pekinie obslugujace naszych biznesmenow, ja jezdzilem po swietych gorach szukac oswieconych mistrzow. Tak pozostalo zreszta do dzis. Zawodowo lapie sie roznych rzeczy, glownie tlumaczenia, doradztwo handlowe, nadzor nad produkcja, etc., ale wszystko jako wolny strzelec. Tylko dwa pierwsze lata w Szanghaju przepracowalem w firmie, potem zachlysnalem sie wolnoscia i tak juz pozostalo. Zaden head hunter na razie sie do mnie nie zwracal niestety - moze znasz jakiegos z ciekawymi ofertami?;)
W ogole to przepraszam za torpedowanie watku...
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Cytat:
Zamieszczone przez
Jarek L
W ogole to przepraszam za torpedowanie watku...
Ależ nie - bardzo ciekawie się czyta.
W ogóle ogromną wartością tego forum jest dla mnie to, że mogą się spotkać ludzie z tak różnych stron świata i tak bardzo od siebie różni, a których łączy uwielbienie tego małego skrawka gór .
Ale przestaję już używać egzaltowanych słów, bo to podobno obciach ;) (patrz odpowiedni wątek).
B.
-
Odp: Do Admina - „kanadyjskie” refleksje
Pisałem już w tym wątku o mieszkającym w Kanadzie moim koledze ze studiów. Teraz garść nowości.
Kolega ów jednak nie poddał się ciężkiej operacji na kręgosłupie, ocenił, że to zbyt wielkie ryzyko. Nadal mieszka z żoną, córką i teściową w Vancouver. Pobiera powypadkową rentę inwalidzką (ok. 5 tys. dol. kanad. netto), co starcza na utrzymanie całej tej czteroosobowej rodziny. Jest to renta wyprocesowana od dużego przedsiębiorstwa, którego pracownicy spowodowali wypadek morski i w rezultacie utratę zdrowia mojego kumpla.
Widziałem się z nim niedawno, 5 i 11 marca, kto wie, może to było już ostatni raz.:-( Kolega przyleciał do Polski na pogrzeb ojca, który zmarł pod koniec lutego w wieku 91 lat.
Kolega załatwiał również związane z tym formalności majątkowo - spadkowe. Zachował się b. ładnie - zrezygnował na rzecz sióstr przyrodnich z przypadającej na niego ułamkowej części spadku po ojcu, uznając (słusznie i sprawiedliwie), iż przebywając od 1981 r. stale poza krajem i kontaktując się z ojcem jedynie okazjonalnie, nie ma moralnego prawa do dziedziczenia po nim (w grę wchodziło małe mieszkanko na Woli i jakieś niewielkie oszczędności w gotówce).
Ale tym samym utracił motywację do przyjazdów do Polski. Do tej pory przyjeżdżał (co kilka lat) właśnie albo do matki (zmarłej jeszcze w latach 90.), albo ojca. Jego rodzice byli rozwiedzeni, ojciec założył potem nową rodzinę (stąd owe siostry przyrodnie).
Mam od niego zaproszenie do Kanady, ale podchodzę do tego z dużą rezerwą. Wydatek na podróż byłby spory, natomiast nie mógłbym tam chyba dłużej niż kilka dni pomieszkać. Podczas męskich i szczerych rozmów, takich przy flaszce, dowiedziałem się od kolegi, że jego domowe relacje rodzinne do najlepszych nie należą. W tej sytuacji przebywanie obcej osoby (czyli mnie) w domu mogłoby przyczynić się do pogorszenia i tak już napiętej atmosfery.