-
Niebezpieczne kocie puszki
Zauważyłem, że dużo osób z forum ma koty. Apeluje o zgniatanie puszek po kocim żarciu. U mnie kot sąsiada wyciągnął puszkę ze śmietnika i się w niej zaklinował. Wsadził łeb i już więcej nie mógł nic zrobić. Znaleźliśmy go rano i niemal w ostatniej chwili uratowaliśmy. Był już podduszony. Nie chcę nawet myśleć, co przeżywał. Moja Julia jest na kocim forum, wystosowała podobny apel i dowiedziała się, że przez takie zaklinowanie dochodziło do śmierci kotów.
A wystarczy zgniatać puszki, minimum wysiłku a można nie dopuścić do śmierci tych wspaniałych zwierząt.
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Popieram!Koty to najmilsze stworzenia!
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
...i nuczyły się specjalnie dla nas gadać! Podobno miauczenie to nie jest zwyczajowa mowa kotów, zwykle porozumiewają się przy pomocy innych dźwięków w naturze, takich jak prychanie, syczenie itp. natomiast miaucząc wydaje im się że potrafią z nami rozmawiać ;-)
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
No to mój mąż dostaje regularną dawkę kociego gadania co rano, gdyż no z nikim się Klarze tak nie gada jak z nim :mrgreen: ... na mój gust to dostaje mały ochrzan, że za długo czekają na miskę :-P ... Co prawda moje gustują tylko w suchej karmie, ale jak najbardziej popieram apel...
Pozdrawiam kociarzy :-) i miłośników ;)
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Kociarzom polecam cudną opowieść "Podróże z moją kotką"Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm ( tak,tej od Wańkowicza!).Przed każdym rozdziałem wiersz Franciszka Klimka.Np taki:
Koty zbliżają.
Trochę żal,że niektórzy
tej reguły nie znają,
iż cudownym zwyczajem
koty ludzi zbliżają.
Nie zawsze i nie wszystkich,
nie zawsze chcą lub mogą
ale swym kocim sercem
czują kiedy i kogo.
Bo nie wszystkich tak trzeba
i nie wszystkich tak można,
ale kocia natura
jest wnikliwie ostrożna.
Niechaj nad tą zagadką
raczej nikt się nie trudzi,
czy to lepiej dla kotów,
czy to lepiej dla ludzi.
I jest taka myśl płocha
(albo fakt niewątpliwy),
kogo kot nie pokocha,
rzadko bywa szczęśliwy.
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
I jeszcze jeden wiersz Franciszka Klimka
Moja tolerancja.
Gość nie lubi kotów,
więc choć złości tłumię,
jednak mu wybaczam,
bo ja go rozumiem:
przebywając z kotem
w bliskiej zażyłości
mógłby się nabawić
kompleksu niższości.
Pozdrawiam Wszystkich Forumowych Kociarzy!
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Tylko PSY :mrgreen:
żadne koty!
Może i Wasze koty z Wami gadają, ale to PSY mają duszę, a nie sierściuchy.
To tylko pies, tak mówisz...
Tylko pies,
A ja Ci powiem,
Że pies to czasem więcej jest niż człowiek,
On nie ma duszy, mówisz…
Popatrz jeszcze raz,
Psia dusza większa jest od psa,
I kiedy się uśmiechasz do niej,
Ona się huśta na ogonie,
a kiedy się pożegnać trzeba...
I psu czas iść do psiego nieba,
To niedaleko pies wyrusza,
Przecież przy Tobie jest psie niebo!
Z Tobą zostaje jego dusza...!
B.Borzymowska
Pozdrawiam wszystkich psiarzy!!!
a koty to ja lubię jak Alf :mrgreen:
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
No! Tego to się po Tobie nie spodziewałam!!!Psy kocham TEŻ!
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Jasne, że psy. Kocham je. Ale... jak ten czarny sierściuch czasem się spojrzy, przytuli.To nie wiem gdzie się podziewają moje psie instynkty. A niedługo będzie następny kot http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=105781
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Cytat:
Zamieszczone przez
WUKA
No! Tego to się po Tobie nie spodziewałam!!!
dlaczego?
Toż ja hoduję psy :mrgreen:
Więc psy, psy i tylko psy;-)
no i konie :grin: ale tych jeszcze nie hoduję choć mam nadzieję, że to się zmieni;-)
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Bo napisałaś "żadne koty",a ja nie napisałam TYLKO KOTY!! Chociaż ten wątek jest raczej tylko o nich i o...puszkach!
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Bo dla mnie żadne koty :mrgreen: to też na temat przecież;-))
i nigdy mieć kota nie będę-tylko psy :-D
rozumiem, że negatywnego nastawienia do kotów mieć nie można?bo to już nie na temat?
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
zawsze mnie dziwił ten dziwaczny antagonizm psiarzy i kociarzy...
mam jedno i drugie.I dobrze mi z tym . zwierzakom -jakoś też .i wcale nie żyją wedle zasady ,, jak pies z kotem,,
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
A mnie nie-kot ma zupełnie inny charakter od psa-mi on nie odpowiada. Kociarze powiedzą, że one są niezależne, a dla mnie są po prostu głupie.
To konia idzie szybciej nauczyć, żeby robił to co mu powiem niż kota.
Autyzm nie dla mnie-zdecydowanie wolę rozumny kontakt ze zwierzakiem.
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
W Górnej Wetlince jest kot i pies, zwierzaki, które się razem wychowywały od małego. Mam nadzieję, że jeszcze są. I nigdzie bez siebie się nie ruszają, Tylko, że czarny misiu wyrósł na dużego czarnego misia i co chwilę musi się zatrzymywać, żeby ten mały sierściuszek mógł nadbiec. Przezabawnie to wygląda. Ależ się kochają.
-
1 załącznik(ów)
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Krysiu, nie rozpłynęłabyś się od takiego spojrzenia?
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Nie zrozumiałaś mnie kompletnie! Możesz sobie mieć nastawienie jakie chcesz.Ja tylko myślałam,ze kochasz wszystkie zwierzęta(choćby z racji zawodu),ale sie zawiodłam,bo masz te wybrane! Wolno Ci mieć inne zdanie (w tym temacie też) ale w życiu się nie zgodzę,że koty są głupie,bo...nie robią tego co chcesz! Tak może mówić treser a nie miłośnik zwierząt!
A sprawa się zaczęła od zgniatania puszek i o to jest nieustająca prośba!
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Cytat:
Zamieszczone przez
Krysia
A mnie nie-kot ma zupełnie inny charakter od psa-mi on nie odpowiada. Kociarze powiedzą, że one są niezależne, a dla mnie są po prostu głupie.
To konia idzie szybciej nauczyć, żeby robił to co mu powiem niż kota.
.
a po co kot ma sie uczyc i robic co mu czlowiek kaze? on robi to co mu sie podoba i na co ma ochote :) on to zlewa co czlowiek chce go uczyc! nie bedzie robic za ludzkiego sługe jak pies czy kon..
dla mnie glupie jest zachowanie psa co jak idiota biega po patyk bo czlowiek ma kaprys sie tak nim zabawiac, czy nosi kapcie za kawalek kielbasy..
a poza tym szczeka, gryzie, rzuca sie ludzi, bleeee, nie lubie psow.. co nie znaczy ze bym im krzywde zrobila, moge je nawet lubic , byle sie z dala ode mnie trzymaly ;)
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Cytat:
Zamieszczone przez
WUKA
Nie zrozumiałaś mnie kompletnie! Możesz sobie mieć nastawienie jakie chcesz.Ja tylko myślałam,ze kochasz wszystkie zwierzęta(choćby z racji zawodu),ale sie zawiodłam,bo masz te wybrane! Wolno Ci mieć inne zdanie (w tym temacie też) ale w życiu się nie zgodzę,że koty są głupie,bo...nie robią tego co chcesz! Tak może mówić treser a nie miłośnik zwierząt!
A sprawa się zaczęła od zgniatania puszek i o to jest nieustająca prośba!
A to mogę obiecać-żadnej puszki kociej po otwarciu nie wywalę bez zgniecenia (ale to tylko dlatego,że żadnej nie otworzę :mrgreen:). Co do zwierząt, które kocham to są tylko te, które ze mną są w jakiś sposób związane i są mi bliskie.No i co ma zawód do miłości?Czyżby panie spod latarni kochały wszystkich panów z racji zawodu?:mrgreen:
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Oj Krysiu,Krysiu! Upraszczasz trochę.Ja nie twierdzę,ze każdy lekarz kocha każdego pacjenta ale spodziwać się mogę,że skoro ten zawód wybrał to ma powołanie i np.nie potraktuje źle pacjenta nie mieszczącego sie w jego "standartach".Ja Cię nie namawiam do trzymania w domu kota (mnie by nikt nie namówił na boa dusiciela),ale z pewnością jest ci przykro,gdy musisz udzielić pomocy kotu?Wiele razy nawet miałam zamiar zasięgnąć Twojej rady w "Pomożecie"!
Zresztą ta dyskusja nie ma sensu,bo jest z rodzaju "każdy wie co robi"!
Ja swojej Kotki nie byłam w stanie zostawić w innych rękach przy wyprowadzce z Bieszczadów,choć większość przekonywała,ze kot jest do miejsca przyzwyczajony a nie ludzi.Bzdura totalna!
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Ale ja poszłam na weterynarię z...lenistwa :mrgreen:bo miałam tu konie i wyjeżdżać z Olsztyna mi się nie chciało, a tylko geodezja i weta z oferowanych tu licznych kierunków mają sens. Geodezja od razu odpadła (matematyka), więc nie pozostał mi żaden wybór :mrgreen:
Opowiem Wam historię-ciekawam czy Wasze koty to potrafią?
Miałam taki okres w życiu, że przez ponad pół roku w ogóle nie spałam, aż któregoś zimowego wieczoru przyniosłam do domu szczeniaka sznaucerka-moją Santinę. Położyła mi się na klatce piersiowej i tak obie zasnęłyśmy.
I miałam wtedy jeszcze wilczycę,która była psychiczna, bo się na nią rzuciła-jak była szczeniakiem, co normalne nie jest i jej połamała całą rzuchwę. Suka w wieku 6 miesięcy miała bardzo ciężką operację-przeżyła. Od tej pory suki nie przebywały już razem.
Jakieś 2 lata później pojechałam na wakacje do Niemiec do pracy.
Santiną miała się opiekować moja koleżanka Iwona-w kondycji wystawowej tzreba te psy kąpać co 1-2 tygodnie i szuszyć i rozczesywać. I wszystko było ok.
Aż któregoś dnia chwycił mnie jakiś mega niepokój. Piszę do Iwony co z Santiną? Ta odpisuje, że wszystko ok. Sylwia (koleżanka, z którą byłam ) się śmieje, że niepotrzebnie się denerwowałam. A ja cały dzień normalnie chodziłam bardzo zdenerwowana.
Wracam do domu po iluś tygodniach od tego dnia i co?okazuje się, że Santina jakimś cudem przedostała się do owczarzycy i ta znowu jej połamała kości, a rodzice z Iwoną mi nie mówili, żeby mnie nie denerwować i żebym nie wróciła, bo i tak nic by (wg. nich) to nie zmieniło.
Taki off topic, ale czy macie taki kontakt z kotami?:grin:
-
1 załącznik(ów)
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Cytat:
Zamieszczone przez
Krysia
A to mogę obiecać-żadnej puszki kociej po otwarciu nie wywalę bez zgniecenia (ale to tylko dlatego,że żadnej nie otworzę :mrgreen:).
A psich puszek to już zgniatać nie będziesz? Taki pies też może utknąć, bo... psy są rozmaite;)
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Nie będę-nie jedzą puszek;-)))nie opłacają się, taniej ugotować mięcho i dodać do suchego.
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Cytat:
Zamieszczone przez
Krysia
Taki off topic, ale czy macie taki kontakt z kotami?:grin:
nie, ale za to znam takich co mieli taki kontakt z samochodem ;) kumple tak mial- serio- byc w pracy w innym miescie i poczuc niepokoj ze cos jest nie tak z autem (nigdy wczesniej nie mial czegos takiego) , wraca do domu a tu na parkingu walnela w zaparkowane auto ciezarowka...
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Ciekawe;-)
Kropek czy możesz nam to wyjaśnić?bo Ty różne takie rzeczy wiesz
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Kochani! To pytanie dręczy mnie od dawna .Jak radzicie sobie ze swoimi zwierzętami, gdy wyjeżdżacie w góry . Naszą Łajzą (kot) ,opiekuje się sąsiadka.Ale to też nie jest rozwiązanie właściwe z wielu powodów . SB zabiera swego kota do Sękowca...Ciekawe jak się tam czuje, nie ucieka?
Post może nie w temacie,(za co przepraszam),ale zainteresuje może właścicieli kotów i innych sierściuchów.Pozdrawiam.
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Post jak najbardziej w temacie,jeszcze do tej sprawy wrócę.Polecam ponownie przeczytanie "Podróży z moją kotką" Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm - bardzo dużo praktycznych rad,wskazówek,doświadczeń.
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Cytat:
Zamieszczone przez
adamr
.Jak radzicie sobie ze swoimi zwierzętami, gdy wyjeżdżacie w góry
Jeżeli wyjazd jest dłuższy niż weekendowy, moje wirusy wyjeżdżają do babci na wieś ;)... Mają tam swój apartamencik z całymi workami włóczki do wywleczenia. Z powodu czterech psów stale patrolujących całą działkę, na dwór się nie wypuszczają. Jednakże podczas wyjazdów np.: do teściów jeździły z nami... Co prawda każdy kot inaczej reaguje na jazdę autem, ale akurat nasze zajmowały cały tył samochodu i z tylnej półki kokietowały kierowców za nami :mrgreen: ... Są w większych miastach hotele dla zwierząt, ale szczerze, raz byłam w takim przybytku i nie oddałabym tam kociaków... :roll:...Jeżeli nie ma możliwości zabrania ze sobą kociaka, to chyba najlepszym wyjściem są przyjaciele i znajomi, no albo wakacje u babci ;).....
pozdrawiam
kobi
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Najgorsze,wbrew pozorom.są hoteliki.Nawet te luksusowe i drogie.Chodzi o psychikę zwierzaka,który potem odchorowuje taki "izolacyjny luksus"! Jak się da-zabierać,jak nie-pod opiekę kogoś komu można zaufać na tzw.własnych śmieciach.
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Cytat:
Zamieszczone przez
buba
nie, ale za to znam takich co mieli taki kontakt z samochodem ;) kumple tak mial- serio- byc w pracy w innym miescie i poczuc niepokoj ze cos jest nie tak z autem (nigdy wczesniej nie mial czegos takiego) , wraca do domu a tu na parkingu walnela w zaparkowane auto ciezarowka...
Cytat:
Zamieszczone przez
Krysia
Ciekawe;-)
Kropek czy możesz nam to wyjaśnić?bo Ty różne takie rzeczy wiesz
.. intuicją.. zdrową intuicją i wyczuciem pola morficznego, to jeden ze zmysłów które i my posiadamy, z tym że został nieco zaniedbany... tak samo mają np. Krowy i Konie unikając miejsc gdzie palnie piorun...
Co do puszek... zdarza się i psom, niekoniecznie wejść do nich, ale np. rozciąć sobie jęzor gdy wylizują, pamiętam na Jaworzcu jak pies przefarbował podłogę w całym schronisku i strasznie skomlał przez to że mu turyści pozostawiali puszki po tyrolskiej poszarpane scyzorykiem....
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
http://ulubiency.wp.pl/gid,11837938,...zdjecie.html?T[page]=1
o mowie kocio-psiej, a właściwie czym się one różnią
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Wiecie, ze zacznę zgniatać? Nie pomyślalam nawet o tym.
Piskal - którego kotka bierzesz? Tę starszą kotkę? Super - ona jest śliczna.
Dla mnie koty są najpiękniejsze na świecie. Także z powodu swojego egozimu -one są po to, zeby się nimi zachwycać, a nie żeby człowiekowi służyły. Od tego mamy całe stado innych zwierząt.
Ale fakt - świat dzieli się ta tych, co koty kochają i co od kotów stronią. Z moich obserwacji wynika, ze osoby kochające koty wykazują się większą wrażliwością emocjonalną :>>>
A moimi futrami opiekuje się w czasie nieobecności albo moja mama, także kociara albo koleżanka, która posiada hodowlę kotów norweskich leśnych, więc o stopniu jej ukocenia nie muszę mówić :))
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Cytat:
Zamieszczone przez
dziabka1
Piskal - którego kotka bierzesz? Tę starszą kotkę? Super - ona jest śliczna.
Bierzemy, owszem, tę starszą- Dorotkę.
-
1 załącznik(ów)
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
do kotów mam stosunek taki jak one mają do ludzi - toleruję je :-P
psy są mądre, wierne, nie wyciągają pazurków kiedy się je drapie za uchem, nie trzeba po nich sprzątać kuwety, no i czy jakikolwiek kot potrafiłby zachwycić się zwykłym krokusikiem?:mrgreen:
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Jako wielka kociara - protestuję! Koty są bardzo inteligentne i ich tolerancja wynika z głębokiej analizy człowieka, bo jak mało kto na ludziach się znają!!!
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Cytat:
Zamieszczone przez
mAAtylda
Jako wielka kociara - protestuję! Koty są bardzo inteligentne i ich tolerancja wynika z głębokiej analizy człowieka, bo jak mało kto na ludziach się znają!!!
mAAtyldo ale przeciwko czemu protestujesz?? czy ja napisałam, ze one nie są inteligentne?? po prostu jako istoty inteligentne one - po głebokiej analizie mojej osoby - tolerują mnie a ja - po na pewno mniej wnikliwej (z lenistwa - ale tu z kotami mogę sobie podać łapę:mrgreen:) ich kocich osobowości toleruję je również. I to tyle:-D
Pozdrawiam.
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Cytat:
Zamieszczone przez
asia999
no i czy jakikolwiek kot potrafiłby zachwycić się zwykłym krokusikiem?:mrgreen:
oooo to nie widziałaś co wyprawiał mój kot, gdy w wazonie pojawiały się świeżo ucięte kwiaty :lol:
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Asiu piękny psiak!
ale już chyba ma swoje latka po siwej mordce sądząc.
Witaj w klubie niewrażliwców wolących psy od kotów :mrgreen::mrgreen::mrgreen:
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
no niestety - ten psiak już tej wiosny krokusów wąchać nie będzie :cry:
mimo, że miał dopiero 11 lat - więc wcale nie tak wiele - zachorował i pomimo starań nic się już nie dało zrobić (kto miał lub ma zwierzaka wie, jakie to potwornie smutne uczucie)
a on też mógłby się na temat kotów wypowiedziec - bo 3/4 swojego życia z kotem przeżył..
-
Odp: Niebezpieczne kocie puszki
Autentycznie się popłakałam :mrgreen:.... to tak w ramach off topu...
"Pon 30-11-2009 04:18
Kategoria: Autentyki i inne historie z życia wzięte
Autentyczna historia opisana przez jednego z użytkowników na pewnym forum, musiałam się tym podzielić. Andrzej jesteś naszym idolem.
(Uwaga! Pisownia oryginalna bez cenzury BYŁA.... :-P)
Czy ta historia może być prawdziwa?
Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocię. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy - a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia, zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz, która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu, aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem. Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie, wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako że to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki nie nastręcza mi to wiele problemów.
Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj - niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć. Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i „myśleć”. Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wypie**** więc. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane - ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść - taka technologia po prostu. Czasem kot skacze na klamkę, ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał - a wtedy wiadomo - wąż.
Dobrze więc, uporządkuję: żona - delegacja, ja - praca. Wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem - ja toaletka, okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni - więc spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer, na parapecik i patrzymy razem przez okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały sku**** jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja pi****. Nie ni ch*** to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest k**** za duży, żeby przejść tym syfonem. Ale słyszę tylko pizdut - oż k****, no to nie mogło mi się zdawać - coś ciężkiego poszło w pion. Ku*****, wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot ku**** popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek.
Lecę na dół do piwnicy, choć może powinienem od razu do schroniska, zanim wróci moja żona - nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego skurczybyka z białą krawatką, nie było jej kilka dni, może się nie połapie. Ale najpierw do piwnicy - zbiegam po schodach, słucham - coś drapie w rurze, pion, kawałek płaskiej rury - miauczy - jest, kuźwa, żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie to ch****, przynajmniej będę miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za **** trefla, że kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje.
Znalazłem taki wziernik, gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici, kici! Nie ma bata, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten głąb zamiast przyjść do mnie to chce iść tam skąd przyszedł, czyli do góry w pion. Ja go wołam, a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół. No pojebało i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem i ni ma bata, uparł się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda - fight fire with fire - ogień zwalczaj ogniem.
Zatkałem tę rurę przy wzierniku deszczułkami, których używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla - geberit i woda w dół - bombs gone. I bieg do piwnicy. Po drodze słyszę jak się przewala po rurach - podziałało. Wbiegam do piwnicy i koniec świata. Nie ma moich deszczułek - no może z jedna, cała prowizoryczna tama poszła w ..... i kota też nie słychać już. Gdzie ta rura teraz idzie - coś mi świtnęło, że kanalizacja w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów - może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze.
Biegnę na ulicę, jest studzienka - mam nadzieję, że to od mojego domu. Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery - najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl! Auto stoi na ulicy - mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny - poszło, aż zakurzyło. Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie. Smród jak cholera, ale złażę tam - ciemno jak w dupie, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka, mam w aucie, chusteczkowa, ale może starczy. Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije - przywykłem po chwili. Zaglądam i jest, oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja .......... Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi, a na dodatek ktoś mi zwali tę pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości.
Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki, tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie taśmy samoprzylepne, plastry, żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury, ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś w cholerę. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tę otwartą studzienkę nie wpadł, bo na ulicy ciemno. Sąsiad, ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc, a teraz ....... złamany stoi i się dopytuje. Co mam mu powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację? Idźżesz w ...., pacanie.
Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie też wszystkie otwory, bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach - a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za swoje.
Wracając do kota - bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe, więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienką, bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie. Kuźwa, drugi sąsiad przyszedł - po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa - kuźwa, ludzie to są barany. Idę do domu, obie wanny pełne, ognia - spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma bata, to go musi wygonić albo utopić.
Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy, a tego skurczybyka dalej nie wylało z kąpielą. Kuźwa, urwało się wszystko w cholerę i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki - jak się to gdzieś przytka, to będę miał przechlapane. Znowu do domu po drugi pogrzebacz, bo trzeba zamknąć ten cholerny dekiel. Wchodzę - a ten sku...... kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja pie....! Jak on kuźwa wyszedł, którędy? Ano wziernikiem w piwnicy - zostawiłem otwarty. Ja kuźwa stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli. Zabiję. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. Aaaaaaaaaaaa Przynajmniej kuleje.
Straty: zajebane łazienki, w obu przelała się woda z wanien, zajebana piwnica, bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyjebania, brezent z reklamą firmy - poszedł w ch........, latarka - w ch.........., pogrzebacz w ch................ Afera na ulicy jak ch............."